Cześć wam wszystkim nazywam się
Tomas Heredia i jestem pierwszym chłopakiem, który odważył się
na opowiedzenie swojej historii. Mam nadzieje, że będziecie dla
mnie wyrozumiali, ponieważ nie potrafię opowiadać aż tak dobrze
jak moje poprzedniczki. Ale liczę, że się wam spodoba.
Pochodzę z
Hiszpanii i mieszkam tam razem ze swoją rodziną jednak przeniosłem
się do Buenos Aires ze względu na chorobę mojej babci. Niestety
mój tata nie może porzucić swojej pracy i przyjechać z resztą
naszej rodziny, ponieważ obawia się, że nikt go nie zatrudni w
Buenos Aires. Więc jestem tutaj sam, no w sumie to nie do końca.
Mieszkam u mojej cioci, która opiekuje się babcią. Oczywiście
mieszkają ze mną także moi kuzyni tylko są dużo młodsi, pomagam
cioci w opiece nad nimi. Jako najstarszy członek rodziny pracuję
aby mieć pieniądze na lekarstwa dla babci i żeby wspomóc trochę
finansowo ciocię. Cieszę się z tego, że jestem w kraju gdzie mogę
spokojnie zajmować się także tym co uwielbiam najbardziej. W
Hiszpanii grywałem czasem na gitarze i nawet miałem swoją kapelę
ale musiałem wyjechać więc wymienili mnie na kogoś innego.
Uwielbiam muzykę i marze o zdawaniu do prawdziwej szkoły muzycznej
ale niestety nie stać mnie na to. Czasami sobie coś tam brzdąkam
na gitarze gdy nikt nie widzi i nie słyszy. Nie jestem przekonany o
swoim talencie więc wolę nikomu się tym nie chwalić. Wspominałem
wam, że pracuję więc może trochę o tym bo tam teraz spędzam
większość swojego życia. Udało mi się dostać pracę w
restauracji jako dostawca, a także jako główny pomocnik
właściciela. Dobra ale dalej to wam może opowiem trochę później
bo właśnie wchodzę do miejsca, w którym pracuje. Przyszedłem
dużo wcześniej bo mam wiele rzeczy do roboty.
Wszedłem do
środka i udałem się po moją firmową bluzę jednak nie ona
zwróciła moja uwagę. Na stoliku leżała gitara więc nie mogłem
przejść obojętny obok niej. Założyłem bluzę i rozejrzałem się
czy nikogo nie ma. Wziąłem gitarę do ręki i zacząłem grać
melodię, która przyszła mi do głowy parę dni temu. Skupiłem się
na strunach i zacząłem śpiewać.
- Si no hay nada que decir... – gdy śpiewałem nie zauważyłem, że przygląda mi się młodsza siostra właściciela. No i na moje nieszczęście do środka wszedł właśnie sam właściciel.
- Może w końcu odstawisz tę gitarkę i zaczniesz pracować, co? – powiedział i stanął przede mną.
- Wcale na niej nie grałem Luca tylko… - szybko wstałem z miejsca i zacząłem się tłumaczyć swojemu szefowi.
- Nie no jasne gitara sama na sobie grała – powiedział zdenerwowany Luca, a ja w tym czasie odłożyłem gitarę na miejsce.
- Dobra myśl co chcesz – odpowiedziałem zrezygnowany.
- Co tu robisz tak wcześnie? – nagle zapytał mnie Luca, a w między czasie dołączyła do nas jego młodsza siostra.
- Mam dużo do zrobienia, dlatego postanowiłem przyjść trochę wcześniej i nadrobić – odpowiedziałem i nie zauważyłem jak dziewczyna zbierała swoje rzeczy, kiedy nagle przystanęła przy mnie.
- Dobrze, w takim razie przestań się bawić i pomóż trochę! – powiedział stanowczo Luca.
No dobra ale zanim ciąg dalszy to może
powiem wam w końcu kim jest ten cały Luca.
No więc Luca Cauviglia
jest właścicielem restauracji, w której pracuje. „Resto Bar” –
tak się właśnie ona nazywa i chyba powinienem o tym wspomnieć już
na samym początku. No trudno więc ta restauracja sąsiaduje ze
szkołą muzyczną, w której uczy się jego młodsza siostra. Ma on
wielu klientów, ponieważ uczniowie tej szkoły często spędzają
tutaj swój wolny czas albo przerwy między zajęciami. Luca pochodzi
z Włoch i przejął ten interes po swoim wujku. Opiekuje się także
swoją młodsza siostrą, ma bardzo silną osobowość, a także
bardzo imponujący wzrost. Przez co wydaje się bardzo wybuchową
osobą ale po bliższym poznaniu jest bardzo porządnym gościem,
który jest bardzo ambitny i zawsze dąży do celu. No dobra wróćmy
jednak do rozmowy, którą przerwałem.
Nagle odwróciłem
się i za swoimi plecami ujrzałem uśmiechniętą dziewczynę.
- Cześć – powiedziałem do niej z uśmiechem.
- Cześć – odpowiedziała również z wielką radością.
- Co tu robisz? – zapytał ją nagle zdziwiony jej obecnością brat.
- Nic uczę się pewnej melodii – odpowiedziała i wskazała mu na zeszyt, który trzymała w ręce.
- Nie możesz tego robić w domu – powiedział do niej z wyrzutem.
- Ale Luca przecież ona w niczym nie… - wtrąciłem się nagle do rozmowy.
- A Ty się nie wtrącaj – powiedział Luca i wskazał na mnie palcem.
- Daj spokój Tomas wszystko w porządku – powiedziała do mnie dziewczyna i poklepała mnie po ramieniu. Wolałem odejść i nie wtrącać się już więcej w rozmowę między rodzeństwem. Dlaczego taki jesteś Luca? – zapytała go siostra.
- Jaki? – zapytał z ironią w głosie. Odpowiedzialny? Posłuchaj nie zapominaj, że przyjechałem z Włoch, żeby zająć się biznesem wuja. A Ty bawisz się w gwiazdkę pop – dorzucił Luca.
- Mówisz tak tylko dlatego, że chodzę do Studia? – zapytała rozczarowana dziewczyna. Ty nic nie rozumiesz. Każdy kto ukończył tę szkołę pracuje w swoim zawodzie albo jest gwiazdą – powiedziała pewna siebie dziewczyna.
- Narażasz ojca na ogromne wydatki. Nic nie robisz. W niczym nie pomagasz więc przynajmniej nie rozpraszaj pracowników, dobrze?! – odpowiedział jej Luca i udał się do swoich codziennych zajęć.
Dziewczyna pozbierała swoje notatki,
wzięła gitarę i wyszła z restauracji. Pewnie wolała poćwiczyć
w spokoju w szkole. Ja w tym czasie zabrałem się za porządkowanie
magazynu, gdyż od ostatniej dostawy panował w nim niezły bałagan.
Nagle usłyszałem wołanie Luci pewnie miał dla mnie jakieś
zamówienie. Bez zastanowienia odłożyłem pustą skrzynkę i
poszedłem zapytać o co chodzi.
- Tomas! – wołał na całe gardło Luca.
- Już jestem byłem w magazynie. Co się stało? – zapytałem go w prost.
- Mam dla Ciebie zamówienie – odpowiedział szybko Luca i podał mi torbę z jedzeniem. Zaniesiesz to do „Studia 21” no wiesz tej szkoły obok.
- Dla kogo to zamówienie?
- Jakiś Martin Pla czy coś takiego. Masz tu kartkę na niej wszystko pisze. No idź już bo mam dla Ciebie mnóstwo innych zajęć.
- Dobra już lecę – wziąłem torbę i ruszyłem w drogę do Studia. Nie trwała ona zbyt długo, ponieważ było ono alejkę dalej od „Resto Baru”.
Drzwi były jak
zawsze otwarte, a na schodach siedziało mnóstwo uczniów. Wszedłem
dalej i zacząłem się rozglądać po głównym holu. Nagle
usłyszałem muzykę dobiegającą z jednej sali. Podszedłem bliżej
aby przyjrzeć się uczniom, którzy mieli właśnie zajęcia. Grali
na instrumentach, a niektórzy tańczyli. Jednak moją uwagę przykuł
chłopak, który grał na gitarze. Była ona wspaniała, cała czarna
a jej brzmienie było cudowne. Nagle usłyszałem za swoimi plecami
chrząknięcie, które zamieniło się w pytanie.
- Hmm. Podoba Ci się? – zapytał jeden z uczniów stojący za mną. Nie odrywając wzroku gitary odpowiedziałem.
- Tak jest niezłe – odpowiedź brzmiała dość normalnie, tylko nagle poczułem jak na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
- Co? – wykrztusił z siebie ponownie chłopak.
- Że podoba mi się – powtórzyłem poprzednią odpowiedź ale dalej nie bardzo wiedziałem o co mu chodzi.
- Och nie – powiedział nagle drugi chłopak.
- Ale… ma właściciela – odpowiedział dość poważnie poprzedni chłopak.
- No wiem przecież widzę ale… - powiedziałem i wskazałem na gitarę. Strasznie mi się podoba – odwróciłem głowę w jego kierunku, żeby mu grzecznie odpowiedzieć. Nagle poczułem jego rękę na swoim ramieniu, która odepchnęła mnie od szyby. Co?! – zawołałem zdziwiony.
- Szukasz guza! – krzyknął chłopak, który właśnie mnie pchnął. To dobrze – powiedział ze zdenerwowana miną, a ja nadal nie wiedziałem o co mu chodzi.
- Leon przestań, przestań – próbował go uspokoić kolega stojący obok. Uspokój się już.
- O co C chodzi? – zapytałem go mocno zdziwiony jego zachowaniem. Nagle podeszła do nas jakaś kobieta, zdaje się, że była nauczycielką. Udzieliła mi odpowiedzi na moje pytanie, a pozostałą dwójkę upomniała za ich zachowanie. Ruszyłem więc za wskazanym przez kobietę kierunku i dotarłem do drzwi jednej z głównych sal. Zobaczyłem nagle dziewczynę, która stamtąd wychodziła i postanowiłem ją zapytać o mojego klienta.
- Cześć, szukam Martina Pla – powiedziałem a dziewczyna nagle się zatrzymała i spojrzała na mnie. Wiesz gdzie jest? – zapytałem.
- Nie, nie znam go – odpowiedziała z uśmiechem ale nie spuszczała ze mnie swojego wzroku.
- Jesteś Hiszpanką? – zapytałem zdziwiony na co ona także odpowiedziała pytaniem.
- A Ty Hiszpanem?
- Tak skąd jesteś? – zapytałem dziewczynę.
- Z Madrytu – odpowiedziała z radością.
- To tak jak ja. Co Ty tu robisz? Przegapiłaś swój przystanek czy co? – zapytałem w żartach dziewczynę ale ona mnie nie zrozumiała.
- Nie – odpowiedziała smutnym głosem.
- Hej to tylko żart – poczułem się trochę zmieszany i szybko sprostowałem swoja wypowiedź.
- A no tak żart – dziewczyna zaczęła się śmiać. A… wiesz mój ojciec jest dyplomatą – zaczęła opowiadać dziewczyna z przejęciem.
- Aj… sory, przepraszam – grzecznie ja opuściłem i zacząłem ponownie szukać mojego klienta. Martin Pla! – zawołałem z nadzieją, że ktoś się zgłosi. Zobaczyłem, że w środku sali macha do mnie jeden chłopak więc podszedłem do niego z zamówieniem. W sali jacyś uczniowie ćwiczyli grę na instrumentach, a ja nieco się zapatrzyłem na nich. Chłopak, który przekazywał mi pieniądze otrząsnął mnie z zasłuchania. Zapiąłem swoją torbę i udałem się do wyjścia. Nagle wpadła na mnie jakaś blondynka, nie zauważyłem że stała przy drzwiach byłem zajęty chowaniem pieniędzy.
- Oj przepraszam – powiedziałem do dziewczyny, którą potrąciłem całkiem niechcący.
- Miły jesteś i w dodatku masz taki uroczy akcent – powiedziała do mnie blondynka i chwyciła mnie za rękę. Ludmiła co słychać? A Ty to? – nagle z uśmiechem na ustach przedstawiła mi się i zapytała o moje imię ale nie bardzo miałem czas żeby z nią rozmawiać. Chciałem się grzecznie wycofać ale szarpnęła mnie do siebie.
- Y… Tomas jestem dostawcą – odpowiedziałem nieco zmieszany i z grzeczność przedstawiłem się dziewczynie. Przepraszam ale mam zamówienia, ale gdybyś… - chciałem zakończyć naszą rozmowę gdy nagle usłyszałem głos chłopaka, z którym wcześniej się szarpałem.
- Czegoś nie zrozumiałeś? – zapytał głośnym tonem chłopak i podszedł do nas razem ze swoim kolegą. Dziewczyna szybko się odsunęła i puściła moja dłoń. Mówiłem, że ma właściciela, pamiętasz? – chłopak stanął przede mną a ja wolałem się mu odsunąć z drogi bo nie bardzo rozumiałem o co mu chodzi.
- Przecież nie dotknąłem gitary – wtrąciłem szybko żeby uniknąć dalszej sprzeczki.
- Jakiej gitary? – wtrąciła się nagle blondynka, która wyłoniła się zza pleców chłopaka.
- Zaraz zobaczysz gitarę! – krzyknął wściekły chłopak i rzucił się na mnie jak szalony. Na szczęście udało mi się zasłonić torbą, która upadła na ziemię. Odskoczyłem na grupkę siedzący uczniów i jeden krzyknął do nas.
- Uważaj! – zawołał chłopak chroniący laptopa przed moją torbą. Udało mi się odskoczyć w przeciwną stronę. Do sali wpadła nagle Francesca – siostra Luci.
- Hej co się dzieje? – zapytała widząc zamieszanie w sali.
- Jeszcze Cię dorwę – powiedział do mnie chłopak, który był mocno zdenerwowany.
- Idź już Tomas – powiedziała do mnie Francesca.
- Możesz mi podać torbę? – zapytałem chłopaka, z którym się szarpałem, a on rzucił nią w moim kierunku. Wyszedłem z sali bez słowa po drodze oczywiście minąłem kolegę, tego chłopaka co się na mnie rzucił i przeszył mnie strasznym spojrzeniem. W środku nadal panowała cisza a ja razem z Francescą opuściłem budynek Studia.
- O co wam poszło? - zapytała mocno zdziwiona konfliktem między chłopakami.
- No wiesz jeśli mam być z Tobą szczery to sam nie wiem. Zaczął się mnie czepiać gdy szukałem klienta. A no i wcześniej podziwiałem gitarę, na której grał jakiś chłopak... - zacząłem się tłumaczyć.
- Aha ... ale może coś mu powiedziałeś? - zapytała ponownie.
- Że mi się podoba i tyle. Potem coś napomknął o właścicielu i się wkurzył – odpowiedziałem zmieszany.
- Nie bardzo rozumiem. Dotykałeś tej gitary?
- Nie przecież byłem zajęty szukaniem mojego klienta. No i jak wychodziłem to mnie zaatakował. A wcześniej zaczepiła mnie jakaś dziewczyna, chyba na nią wpadłem. Tylko przeprosiłem i chciałem iść ale ona mnie zagadywała... - opowiadałem przejęty całym zajściem.
- Niech zgadnę i nazywała się Ludmiła?
- No jakoś tak – przytaknąłem.
- To wszystko jasne. Dla Twojego dobra nie zbliżaj się do niej to unikniesz spotkania z pięściami jej chłopaka.
- Dzięki za rade, no i za ratunek – uśmiechnąłem się do niej.
- Nie ma za co a teraz leć bo Luca będzie wściekły, że Cię tak długo nie ma – odpowiedziała z uśmiechem.
- Już lecę, do zobaczenia później! - krzyknąłem i pobiegłem w stronę restauracji.
- Do zobaczenia – odpowiedziała uśmiechnięta dziewczyna i wróciła do budynku.
- Tomas! - zawołała dziewczynka zdążyłem się odwrócić i ujrzałem moją kuzynkę, która przyszła mnie odwiedzić.
- Hej co tu robisz? - zapytałem zdziwiony. Wiesz, że Luca nie będzie zadowolony – szybko dodałem.
Jesteście
ciekawi co było dalej? Tego dowiecie się w następnym rozdziale
mojej historii. Mam nadzieje, że bardzo Was nie zanudziłem i że
nie opowiadam aż tak kiepsko. W następnym rozdziale dowiecie się
dlaczego odwiedziła mnie w pracy moja kuzynka? Czy będzie kolejne
starcie z chłopakiem blondynki ze „Studia 21”. A także co mnie
spotka w drodze do domu? Do zobaczenia Tomas.
Dialogi zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z
pierwszego odcinka serialu „Violetta” („Powrót do domu”)













Fajne. Takie niespotykane.
OdpowiedzUsuń