Cześć tu znowu Tomas. Mam nadzieje,
że nie zanudziła was moja paplanina i że choć trochę ciekawi was
co się działo dalej w mojej historii. Szybka powtórka dla
zapominalskich! No więc poznaliście Lucę oraz jego siostrę
Francesce Cauviglia, wplątałem się w bójkę z chłopakiem ze
„Studia 21”, a to wszystko przez nieporozumienie. Skończyłem na
przyjściu mojej kuzynki do restauracji, to może wrócę do tego.
- Wiem jest taki ponury – powiedziała do mnie dziewczynka i razem ze mną podeszła dalej. Jak może nie lubić Twojej ulubionej kuzynki? – zapytała słodkim głosikiem.
- No właśnie – przytaknąłem z uśmiechem. Jak może nie lubić tak ładnej dziewczynki jak Ty – szybko dodałem.
- I tak miłej jak ja – dopowiedziała dalej.
- I tak skromnej jak Ty – dorzuciłem na koniec. Dobrze co przyszłaś mi powiedzieć? – zapytałem już nieco poważniej.
- Twój tata dzwonił – powiedziała do mnie kuzynka i w momencie zatrzymałem się w miejscu. Cały czas pytał o babcię – mówiła dalej. Rozmawiał z mamą przez pół godziny. Zasmuciłeś się – powiedziała do mnie a ja nie mogłem na nią spojrzeć.
- Nie, ale wiesz – udało mi się jakoś jej odpowiedzieć. Pewnie nic z tego nie będzie… - powiedziałem i spojrzałem na nią. W tym tempie tata nigdy nie dostanie tu przeniesienia – powiedziałem a dziewczynka przytuliła się do mnie.
- Będzie Ci lepiej jak przytuli Cię najfajniejsza kuzynka na świecie – powiedziała, trzymając mnie za ręce, a ja nagle się uśmiechnąłem.
- I najładniejsza – dodałem z uśmiechem i pogładziłem ja po policzku. Dziewczynka odwróciła się nagle w kierunku lady.
- Mogę wziąć cukierka? – zapytała.
- No oczywiście, że możesz – powiedział nagle Luca, który wyszedł zza lady. Wziął pudełko z cukierkami i podał dziewczynce. Proszę.
- Dziękuję – odpowiedziała mu z uśmiechem.
- Nie ma za co – powiedział Luca i odłożył pudełko.
- Idź już do domu maleńka – powiedziałem do niej i odprowadziłem ją wzrokiem do drzwi.
- Dobrze… - powiedziała zasmucona i wyszła.
- Tomas bardzo Cię proszę musisz się wreszcie skupić na swojej pracy – powiedział łagodnie Luca. Za to Ci płacę. I przestań rozmawiać ze swoją kuzynką – dorzucił i poszedł w kierunku zaplecza.
Gdy odszedł zabrałem się za
wycieranie pustych stolików jednak nie umiałem się na tym zbytnio
skupić. Ciągle myślałem o swoim ojcu, który chciałby przyjechać
do Buenos Aires. Stan babci był bez zmian ale nigdy nie wiadomo co
się może zdarzyć w ciągu najbliższych dni, a nawet godzin. Gdy
wreszcie skończyłem ze stolikami podszedłem do lady, żeby zabrać
się za porządki na niej.
Stałem tyłem do
ludzi więc nie widziałem kto wchodzi do środka. Nagle poczułem
jak ktoś mnie ściska z obu stron.
- Ja poproszę pizzę z salami – powiedział jeden z chłopaków gdy odwróciłem głowę w stronę jednego z nich ujrzałem znajome twarze. Był to chłopak, z który wdałem się w bójkę, a z drugiej strony stał jego kolega.
- Z salami? – zapytał zdziwiony kolega? Patrz mamy tu jedno – dodał po chwili a ja zdążyłem się odwrócić do nich twarzą.
- Co z Wami? – zapytałem nieco zdenerwowany. Nie macie nic lepszego do roboty niż przychodzić tu i przeszkadzać – powiedziałem do chłopaka, który się na mnie rzucił w Studiu.
- Nie, szczerze mówiąc nie – odpowiedział chłopak i stanęliśmy twarzą w twarz. Słuchaj chce żeby to było jasne – zaczął ponownie chłopak ja jednak oderwałem od niego wzrok i popatrzyłem na jego kolegę, który właśnie rozrzucał serwetki po restauracji. Ludmiła jest moja nie zapominaj o tym – powiedział i zaczął kierować się do wyjścia.
- Łi! Łi! Łi! – chłopak dalej rozrzucał serwetki a ja chciałem je łapać kiedy nagle rzuciłem się za nimi.
- Ale o co chodzi co, co? Co jest? – zaczepiłem chłopaka, który bez powodu mi groził.
- Jak to o co chodzi? – rzucił gniewnie i popchnął mnie. Nagle w Sali pojawił się Luca razem ze swoją siostrą.
- Czego chcecie? – zapytał głośno Luca na co chłopaki zaczęli się wycofywać z restauracji. Wynocha! – krzyknął do nich.
- Tym razem Ci się upiekło – powiedział na odchodne chłopak i wskazał na mnie palcem. Stałem przed Francescą oraz Lucą i patrzyłem jak wychodzą. Nagle dziewczyna podeszła do mnie.
- Nic Ci nie jest? – zapytała i podeszła bliżej aby się upewnić. Odwróciłem się do niej twarzą.
- Tak, jestem cały – szybko dodałem.
- Do kasy! – krzyknął nagle Luca na siostrę, a ta bez żadnego słowa zrobiła to co jej kazał. Chciałem odejść za nią ale Luca mnie zatrzymał. Posłuchaj mnie, posprzątaj wszystko, a potem nowa dostawa – mówił bardzo szybko. To Twoja wina! – podniósł trochę głos. Jeszcze jedna taka akcja i Cię wyleje. Rozumiesz, rozumiesz?
- Tak – odpowiedziałem nieco zszokowany całym zajściem.
- Dobrze – powiedział Luca i udał się na zaplecze.
Gdy się otrząsnąłem zacząłem
zbierać z ziemi serwetki, które były dosłownie wszędzie.
Francesca właśnie obsługiwała jeden ze stolików, wzięła
zamówienie i podeszła do mnie.
- Czego znowu chcieli? – zapytała schylając się aby pomóc mi zbierać serwetki.
- Nie wiem pojawili się tak nagle… - zacząłem się tłumaczyć.
- Uważaj na nich mogą przysporzyć Ci jeszcze więcej problemów – powiedziała Francesca wstając z garścią serwetek.
- Dzięki za pomoc – powiedziałem do niej. Wiem, że chodziło mu o Ludmiłę, że jest jego dziewczyną i takie tam. Nie bardzo go rozumiałem.
- Na nią radzę Ci bardzo uważać – powiedziała i udała się do kasy.
- Ale ja jej nawet nie znam – powiedziałem i podszedłem do lady aby wziąć ścierkę do ręki.
- Widocznie ona bardzo chcę Cię poznać – powiedziała Francesca. Dobra idę zanieść Luce te zamówienia bo za chwilę zaś tu wpadnie i na nas nakrzyczy – dorzuciła z uśmiechem i udała się do kuchni.
Skończyłem wycierać na ladzie i
szybko udałem się na zaplecze aby rozładować świeżą dostawę.
- Na zapleczu nikogo nie będę drażnił – powiedziałem sam do siebie i wyszedłem. Tak jak myślałem skrzynki z owocami były wszędzie. Zacząłem je układać i dokładać brakujący towar. Po godzinie udało mi się uporać ze wszystkim. Luca wszedł na zaplecze i ocenił moją pracę.
- No dobrze. Na dzisiaj to tyle – powiedział. Nie mam więcej zamówień więc możesz iść już do domu – dodał po chwili Luca.
- Dobrze to do jutra – powiedziałem radośnie i wszedłem na salę aby pożegnać się z Francescą. Dziewczyna właśnie podawała soki dwójce dzieciaków.
- Ty już skończyłeś? – zapytała zdziwiona.
- Tak właśnie idę do domu – odpowiedziałem z uśmiechem.
- Tylko uważaj po drodze na siebie – dorzuciła szybko z uśmiechem.
- Dzięki do jutra – pomachałem do niej i wyszedłem z restauracji.
- Do jutra – odpowiedziała Włoszka.
Szedłem sobie
chodnikiem do domu kiedy nagle zaczął padać deszcz. Przyspieszyłem
trochę kroku aby się gdzieś schronić.
Nagle zobaczyłem duże
drzewo i podbiegłem do niego aby się choć trochę
osłonic przed deszczem. Popatrzyłem przed siebie czy jest jakieś
inne schronienie ale dookoła były tylko mniejsze drzewa.
Postanowiłem poczekać aż przestanie choć trochę padać.
Oparłem
się o drzewo i zacząłem rozmyślać o dzisiejszym dniu.
Popatrzyłem w niebo na chmury, które nie miały końca. Nagle
ujrzałem dziewczynę, która chciała podbiec do innego schronienia.
Niestety nie zauważyła, że pod drzewem zrobiła się ogromna
kałuża błota. Dziewczyna podjechała na błocie, a ja w momencie
podbiegłem żeby ją złapać. Miała dużo szczęścia, ponieważ
udało mi się ją uchronić przed upadkiem. Trzymałem ją w
ramionach i patrzyłem na jej przestraszoną twarz. Nagle dziewczyna
odwróciła głowę i spojrzała mi w oczy. Nasze spojrzenia
spowodowały, że nie zwracaliśmy uwagi na to co dzieje się
dookoła. Deszcz padał a ja bez ruchu patrzyłem tylko na nią.
Nagle przestało padać i wyszło słońce. Poczułem jak na moim
ciele pojawia się dziwnie przyjemny dreszcz. Chciałem aby ta chwila
trwała wiecznie. Nagle się ocknąłem i pomogłem dziewczynie
wstać. Staliśmy naprzeciwko siebie i patrzeliśmy sobie w oczy.
Zamieniłem z nią parę zdań spytałem jak się czuje a nawet
zaoferowałem jej swoją pomoc. Chciałem być miły i powiedziałem
jej komplement, na który się lekko zarumieniła. Miałem w głowie
tyle myśli, tyle pytań które chciałem jej zadać ale niestety nie
udawało mi się ich nawet wypowiedzieć. Byłem nią tak
zafascynowany, że plotłem głupoty, które ją wystraszyły. Nagle
się obróciła i powiedziała, że musi już iść. Poszedłem za
nią kawałek żeby upewnić się czy nic się jej nie stało jednak
ona przyspieszyła kroku.
Krzyknąłem w jej kierunku swoje imię
liczyłem, że w odpowiedzi usłyszę jej jednak ona się odwróciła,
lekko pomachała i poszła w swoim kierunku.
Stałem tam jeszcze chwilę i patrzyłem
jak dziewczyna się oddala. Nie zwracałem uwagi na to, że deszcz
padał coraz mocniej i byłem już przemoczony do suchej nitki. Nadal
czułem w sobie dziwne ciepło, które powstało we mnie gdy
popatrzyłem jej w oczy. W końcu się ocknąłem i szybko ruszyłem
w stronę domu. Gdy stanąłem pod drzwiami nawet nie zdążyłem
sięgnąć po klucze, moja mała kuzynka, ta która odwiedziła mnie
w pracy stała już w drzwiach i dziwnie mi się przyglądała.
- Co ci się stało? – zapytała mocno zdziwiona moim wyglądem.
- Zmoczył mnie deszcz – odpowiedziałem beztrosko i wszedłem do środka.
- To że Cię zmoczył deszcz to łatwo zauważyć. Ja raczej pytałam co Ci się w twarz stało? Jak wszedłeś do środka miałem dziwnie rozmarzone oczy i głupkowaty uśmiech – zachichotała dziewczynka.
- Ujrzałem Ciebie – odpowiedziałem i zacząłem ją łaskotać. Nagle przyszła do nas ciocia, żeby sprawdzić co się dzieje.
- A to Ty Tomasie! – krzyknęła widząc nas chichoczących.
- Witaj ciociu – grzecznie się przywitałem.
- No dobra koniec już wygłupów. Idź się przebież bo się po chorujesz, a potem zapraszam na kolację – powiedziała łagodnie ciocia i wróciła do kuchni.
- Dobra maleńka lecę się przebrać – powiedziałem do kuzynki i poszedłem do pokoju po suche ubrania.
Gdy się przebrałem razem z całą
rodzinką zjedliśmy kolacje, później zająłem się kuzynostwem
żeby ciocia mogła posprzątać w spokoju i choć trochę odpocząć.
Wziąłem maluchy do pokoju i zacząłem im opowiadać co mnie
dzisiaj spotkało w pracy. One uwielbiały moje historie, zawsze
chichotały gdy wspominałem im o Luce. Potem wszystkie maluchy udały
się do łóżek a ja miałem chwilę wytchnienia dla siebie.
Poszedłem do swojego pokoju i położyłem się na łóżku.
Patrzyłem w sufit i rozmyślałem o dziewczynie, którą spotkałem.
Widziałem jej twarz, oczy oraz uśmiech, a nawet maleńki rumieniec,
który pojawił się po moim komplemencie. Wreszcie podszedłem do
okna i patrzyłem jak pada deszcz.
Zacząłem się zastanawiać czy
dotarła do domu i o czym teraz myśli, a nawet co robi.
Zastanawiałem się czy myśli o mnie, czy może zapomniała o
chłopaku, który uratował ją przed upadkiem. Po dłuższej chwili
poszedłem zgasić światło i położyłem się do łóżka.
Przytuliłem głowę do poduszki i liczyłem, że przyśni mi się
dziewczyna, którą uratowałem.
Kolejny dzień zapowiadał się
znakomicie. Wstałem dość wcześnie w świetnym humorze. Przebrałem
się dość szybko i w miarę szybko, ponieważ wszyscy jeszcze
spali. Zszedłem do kuchni aby przyrządzić śniadanie dla całej
rodziny. Wstawiłem grzanki do tostera, zaparzyłem świeżą kawę i
nalałem sok do dzbanka. Trochę jeszcze krzątałem się po kuchni,
a gdy wszystko było gotowe wypiłem kawę zjadłem grzankę i
wyszedłem do pracy. Całą drogę radośnie podskakiwałem i nuciłem
sobie melodię, która przyśniła mi się w nocy.
W pełni
szczęśliwy wszedłem do „Resto Baru” i od razu chwyciłem za
miotłę. Zacząłem z nią tańczyć ze szczęścia po całej
restauracji.
Nie przejmowałem się tym czy Luca wejdzie na salę i
zakłóci mój spokój wtedy było mi wszystko obojętne. Czułem się
taki szczęśliwy. Muzyka z radia dodawała mi tylko sił i
uruchamiała moją wyobraźnię. Nawet nie zauważyłem jak ktoś
wszedł na salę i wyłączył muzykę. Byłem w swoim świecie,
kiedy nagle usłyszałem ciszę.
- Chcesz żeby Luca Cię zwolnił? – zapytała nagle Francesca, która wcześniej wyłączyła radio.
- Widział mnie? – zapytałem zakłopotany i podszedłem do niej.
- Pewnie wszyściuteńko jesteś zwolniony – powiedziała na wpół poważnie Francesca.
- Ah – wydałem z siebie głos niezadowolenia jednak nie popsuła mi tym żartem humoru.
- A skąd ta radość, co? Wieści z Hiszpanii? – zapytała dziewczyna i towarzyszyła mi w zamiataniu.
- Nie, nie – odpowiedziałem nie odrywając wzroku znad podłogi.
- Czyli jednak nie wracasz? – zapytała a ja na nią spojrzałem i pokręciłem przecząco głową. Twój tata na pewno się postara by go tu przeniesiono. Więc luz. Opowiadaj co się stało? – nie dawała za wygraną Francesca i pytała dalej.
- E tam, nieważne – spojrzałem na nią na chwilę i myślałem że minie jej ciekawość.
- Och jakie nieważne – wzruszyła tylko rękami. Przecież widzę, że jesteś aż pijany z radości – ciągle nie dawała za wygraną.
- Eh mówi się pijany szczęściem – podniosłem głowę i z lekkim uśmiechem ją poprawiłem.
- Może wszystko mi jedno, lepiej mów co się dzieje? Cały jesteś w skowronkach, śmiejesz się jak głupi, czerwienisz się jak panienka – zaczęła wyliczać Francesca. Odbiło Ci czy co?
- Nie, albo tak. Oszalałem z miłości. Chyba nie ma w tym nic złego? – zapytałem ją ale ona nagle zmieniła swój wyraz twarzy na nieco poważniejszy.
- Nie no skąd – w końcu wydusiła z siebie z lekkim uśmiechem na twarzy. A naprawdę strasznie się cieszę. Yy… - mówiła nieco zmieszana. A powiesz mi kto to? Znam ją? Jesteście już razem? – nagle zaczęła zadawać mi mnóstwo pytań.
- Nie nawet nie wiem jak się nazywa. Ale nie spocznę póki jej znów nie zobaczę – odpowiedziałem na jej pytania z uśmiechem na co ona odpowiedziała mi również uśmiechem. Nagle popatrzyła na moją rękę i nieco się zasmuciła.
- Nie masz mojej bransoletki – wskazała palcem na pustą rękę, a ja sprawdziłem czy jej ta nie ma.
- Znowu gadacie zamiast pracować – nagle usłyszeliśmy głos Luci, który przerwał nam nasza rozmowę. Niestety nie zdążyłem jej nawet odpowiedzieć co się stało z bransoletką.
- Wcale nie gadamy Luca, my po prostu… - wydusiłem z siebie nagle w jego kierunku jednak on nie zważał na moje słowa i wyciągnął do mnie torbę z zamówieniem.
- Masz tu kolejne zamówienie – podał mi torbę. No szybko!
- Dobra, dobra idę, spokojnie – odłożyłem miotłę i wziąłem od niego torbę z jedzeniem.
- Do roboty! – krzyknął Luca.
- No już nie denerwuj się, tylko nie dzisiaj – powiedziałem do niego spokojnie. Szkoda psuć tak piękny dzień – uśmiechnąłem się w jego kierunku i poklepałem po ramieniu. Zwróciłem się do Francesci, kiedy kierowałem się do wyjścia. Kto wie może natknę się na nią po drodze – powiedziałem do niej szeptem na co odpowiedziała tylko uśmiechem i wyszedłem z restauracji. Luca przyglądał się nam dalej jednak ona w końcu podeszła do niego.
- Nic mi nie mów, przyszłam tylko po mój laptop, ok? Ok? – powiedziała i zeszła bratu z drogi. Luca bez słowa udał się na zaplecze.
No i tu przerywam moją historię, mam
nadzieję, że choć trochę się wam podobała? Jednak ciąg dalszy
opowiem wam później. Innym razem dowiecie się czy spotkałem po
drodze dziewczynę, która pojawiła się w moim życiu całkiem
przypadkiem i znienacka. Co mnie spotka gdy będę dostarczał
zamówienie? Następny rozdział opowiem wam jednak ktoś inny, ktoś
kto zna się na tym doskonale i za kim tęskniliście. Ja was
serdecznie pozdrawiam sprzed „Resto Baru”. Tomas.
Dialogi zaznaczone innym kolorem niż
reszta treści pochodzą z pierwszego oraz drugiego odcinka serialu
„Violetta” sezon 1 („Powrót do domu”, „Sekret”)
















Fajny ten twój blog. Besos Vivien
OdpowiedzUsuńDziękuje za miłe słowa ;)
OdpowiedzUsuń