niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział XIV Niebieska sukienka

W poprzednim rozdziale przyszedł dzień moich urodzin oraz tego nieszczęsnego przyjęcia, które organizuje dla mnie Jade. Nie jeszcze się ono nie odbyło, trwają do niego solidne przygotowania. Jednak jak zwykle sprowadzam na siebie małe kłopoty. Zresztą sami zobaczcie co wydarzyło się dalej. A skończyłyśmy na rozmowie w pokoju przy mojej okropnej sukience oraz na tym jak Jade rozmawiała z tatą w ogrodzie.

  • Nie wiem co mam robić. Chyba najlepiej będzie jak odwołamy przyjęcie, które organizujesz. Violetta może trochę poczuje się lepiej – mówił zakłopotany German.
  • Oszalałeś! Niczego nie będziemy odwoływać! – krzyczała rozzłoszczona Jade.
  • Ale może to by złagodziło napięcie – ciągnął dalej dość spokojnie German.

W tym samym czasie Angie próbowała przerobić sukienkę, którą dostałam od Jade.
  • No jak Ci idzie? – zapytałam pełna entuzjazmu.
  • Niestety nie najlepiej – powiedziała Angie, która podniosła się aby zobaczyć efekt swojej pracy. Myślałam, że to będzie o wiele prostsze.
  • A może zamiast doszywać lepiej coś oberwać? – rzuciłam Angie mój luźny pomysł.
  • W sumie… - zaczęła zastanawiać się Angie. To całkiem niezły pomysł.
  • Odłóż to – podałam jej przybornik z nićmi, który trzymałam w ręku.
  • Dobra – wzięła go ode mnie i odstawiła na półkę. Gdy odwróciła się do mnie zaczęłam wdrażać swój plan w życie.
  • Stań z tamtej strony – powiedziałam do niej i wskazałam przeciwną stronę sukienki.
  • Ok., już jestem. I co teraz zrobimy? – Angie wykonała moje polecenie i zapytała o dalsze instrukcje.
  • Liczymy do trzech i ciągniemy – powiedziałam stanowczym głosem.
  • Ale znaczy za rękaw? – zapytała niepewnie Angie.
  • Tak.
  • Dobra – przytaknęła ale dla pewności jeszcze dodała. Jesteś tego całkowicie pewna, tak?
  • Tak.
  • Uwaga – powiedziałyśmy razem i każda z nas chwyciła za jeden rękaw.

Gdy my przygotowywałyśmy się do „naprawienia” sukienki, Jade usiłowała przekonać tatę, że jego pomysł o odwołaniu przyjęcia nie jest najlepszy.

  • Nie, nie ma mowy. Poświęciłam codziennie ponad godzinę, żeby zorganizować to przyjęcie – jęczała głośno Jade. Zamówiła dla niej nawet tort, zobacz – powiedziała Jade i wskazała Germanowi dwóch mężczyzn, którzy właśnie wnosili mój tort. Był wielki, miał trzy piętra i przyozdobiony był prawdziwymi kwiatami. Wnosili go dalej ale pech chciał, że przechodzili pod moim oknem.

  • Dwa i trzy! – krzyczałyśmy razem ale gdy pociągnęłyśmy za rękawy, niespodziewanie sukienka razem z manekinem wypadła za okno. No i tu właśnie nadarzyła się wielka katastrofa i to dosłownie. Manekin z sukienką wpadł prosto na mój tort, który właśnie wnosili do środka. Tort spadł na ziemie i nie zostało z niego nic, a sukienka dość że potargana to i okropnie brudna. W jednej chwili Jade i tata odwrócili się w stronę tej wielkiej katastrofy. Tata popatrzył na nas w górę, a my na zmianę krzyczałyśmy do nich.
  • To, to nie chcący! – krzyczała Angie.
  • Przepraszamy! Przepraszamy! – krzyczałam przez okno.
  • Zupełny przypadek! – zawołała Angie, a ja w tym czasie odsunęłam ją od okna i zaciągnęłam szybko firankę. 

Tata stał jeszcze przez dłuższą chwilę nieco oszołomiony całą tą sytuacją. A my padłyśmy na łóżko i śmiałyśmy aż nam zabrakło siły. Jade stała nad tortem a raczej nad tym co z niego zostało i strasznie rozpaczała. Zabrała sukienkę z manekina i ruszyła wściekła do środka, a tata za nią. My w pokoju próbowałyśmy się uspokoić aby zachować powagę jak wpadnie tu tata. Jednak nie tak się to rozegrało.
  • Violetta! Violetta! – krzyczał wściekły tata.
  • Oj to teraz mi się dostanie. Zachciało mi się szycia – rzuciłam do Angie i wyszłam z pokoju.
  • Poczekaj! – wołała za mną. Powiemy, że to moja wina, najwyżej mnie wyrzucą – powiedziała Angie trzymając mnie za rękę.
  • Nie wezmę to na siebie, w końcu to moje przyjęcie i ja je zepsułam – powiedziałam dość zniesmaczona całą sytuacją i odeszłam.
  • Poczekaj, pójdę tam z Tobą – powiedziała Angie i trzymając mnie za rękę zeszła ze mną na dół.

Z kuchni wydobywały się straszne okrzyki, chyba Jade rozładowywała swoją złość.
  • Moja sukienka! Jak ona mogła! – krzyczała Jade.

No i weszłyśmy do kuchni, a tam to się dopiero zaczęło piekło i to dosłownie. Stanęłam przed Jade i tatą, Angie została z tyłu.
  • Tylko spójrz jak wygląda ta sukienka, którą z takim poświęceniem kupiłam Violettcie! To jakiś koszmar! – krzyczała Jade i wskazała na sukienkę, która leżała na blacie kuchennym.
  • To było niechcący tato – nagle wyrzuciłam z siebie.
  • Wypadek z tortem też? – zapytał rozgniewany. Nie chcesz tego przyjęcia, tak?
  • Nie, nie to nie Violetta. To ja zniszczyłam sukienkę – wtrąciła się nagle Angie.
  • Nie Angie to wszystko moja wina – zwróciłam się do niej łagodnie.
  • Violetta – powiedziała i popatrzyła mi w oczy. To moja wina – skierowała swoje słowa do Germana.
  • Tak to Twoja wina! – krzyczała Jade i wskazywała palcem na Angie. Wiedziałam, że to nie mogła być Twoja wina maleńka! – krzyczała dalej i wskazała tym razem na mnie. Zwolnij ją i to natychmiast! – zażądała od Germana Jade.
  • Nie, nie, nie. Ja nie mam zamiaru nikogo zwalniać jeśli to było nie zamierzone – odpowiedział German. Zostawcie mnie na chwilę z córką – zwrócił się do obu Pań.
  • Dobrze – odpowiedziała Angie i obie z Jade wyszły z kuchni.
  • Teraz będzie kazanie tak? – zapytałam taty, który podszedł do mnie bliżej.
  • Kłócisz się z Jade, ze mną, z guwernantką. Z każdym po kolei – mówił podniesionym głosem tata. Co się z Tobą dzieje kochanie? – zapytał mocno zdenerwowany.
  • Po co pytasz skoro sam dobrze wiesz – odpowiedziałam mu także poirytowana tym co się dzieje.
  • Pytam bo chce się dowiedzieć. Powiedz o co chodzi – mówi tata dalej podniesionym głosem, prawie krzykiem.
  • Tęsknie za mamą, tato – odpowiadam wyprowadzona z równowagi ale po tych słowach się uspokajam. Prawie nic o niej nie wiem. Boli mnie, że ledwo ją pamiętam. Tak bardzo bym chciała żeby była na moich urodzinach. Wiem, wiem że to niemożliwe. Dlatego nie chcę przyjęcia.
  • Wybacz – powiedział spokojnie tata i zamilkł na chwilę. Przepraszam Cię. Wszystko odwołam, dobrze? – miał już wychodzić gdy nagle odwrócił się do mnie i powiedział. Opowiedzieć Ci coś o mamie? – zapytał a ja zainteresowana popatrzyłam na niego. Ona, ona po prostu uwielbiała przyjęcia, wiesz – mówił o niej z uśmiechem na twarzy. Tak się składa, że poznaliśmy się właśnie na jej siedemnastych urodzinach.
  • Naprawdę!
  • Kiedy ją zobaczyłem poczułem, czułem się jakby świat stanął w miejscu. Przeszedłem przez salę balową patrząc jej głęboko w oczy. Wydawało mi się, że fruwam. I od tego dnia już nigdy się nie rozstaliśmy – opowiadał z uśmiechem oraz tęsknotą tata.
  • Tato, po raz pierwszy mówisz mi tak o mamie – podbiegłam do niego i mocno go przytuliłam. To najlepszy prezent jaki mogłam od Ciebie otrzymać.
  • Powiem Jade żeby wszystko odwołała – powiedziała tata gdy przestałam go przytulać, a on trzymał moją twarz w rękach i patrzył głęboko w oczy.
  • Lepiej się pośpiesz bo inaczej nie zdążysz – powiedziałam do niego i trzymałam jego dłonie w swoich.
  • Nie zdążę na co ? – zapytał mnie nieco zdezorientowany tym co mówię.
  • Wyszykować się na przyjęcie – powiedziałam mocno przejęta. Ale zatańczysz ze mną, prawda? – zapytałam i ponownie wzięłam go za ręce.
  • Będę tańczył z Tobą przez cały wieczór – odpowiedział z uśmiechem i mocno mnie przytulił.
  • Kocham Cię – powiedziałam do niego.
  • Ja Ciebie też córeczko.

W tym samym czasie gdy ja otrzymywałam kazanie od taty, przynajmniej tak zakomunikowałam to Angie oraz Jade. Obie Panie miały lekkie starcie w salonie. Angie chciała udać się do swojej sypialni gdy nagle usłyszała.
  • Hola, hola Paniusiu gdzie się wybierasz? – zapytała dość zaczepnie Jade.
  • Nie Pani sprawa – odpowiedziała Angie i skierowała się w stronę schodów.
  • Chyba mamy do pogadania – rzuciła ostro Jade.
  • Nie mam o czym z Panią rozmawiać – odpowiedziała jej ponownie Angie.
  • Czyżby? Ja dobrze wiem kto zniszczył tę sukienkę i kto próbuje sabotować moje przyjęcie – powiedziała pewna siebie Jade.
  • Pani przyjęcie? No popatrzcie a ja myślałam, że to urodziny Violetty. Jednak miała rację mówiąc, że trzeba je odwołać – odpowiedziała jej zaczepnie Angie.
  • Niczego nie odwołamy! A dla Pani wiadomości to ono się odbędzie i radzę się dobrze zachowywać, a także pilnować tej smarkuli! – wykrzykiwała Jade.
  • Violetta potrafi się zachować lepiej od Pani – odpowiedziała jej złośliwie Angie i skierowała się z powrotem w stronę kuchni.
  • Ah… - rzuciła ze złości Jade i udała się do gabinetu aby zamówić nowy tort na przyjęcie.

Tata wyszedł ze mną do ogrodu aby obejrzeć zniszczenia jakich dokonałyśmy razem z Angie.
  • No więc nic takiego się nie stało, prawda? – zapytałam tatę patrząc na ogromną plamę po torcie.
  • No nie licząc tego małego bałaganu, no i miny Jade – zażartował tata.
  • Widziałyśmy ją z Angie – odpowiedziałam radośnie.
  • A właśnie jak Ci się z nią dogaduje? – zapytał z ciekawości tata.
  • Jak na pierwszy dzień już mi się podoba – zaśmiałam się do taty i poszliśmy w stronę ogrodu. Angie weszła do kuchni ale już nas tam nie zastała. Więc wzięła sobie jabłko i poszła nas szukać. Ale nagle usłyszała coś co ją bardzo zaciekawiło.

Na piętrze obok barierki stała Olga i rozmawiała z kimś przez telefon.
  • Tak chodzi o ten wymieniony zamek. Dał mi jeden komplet kluczy ale o drugi zabrał! – krzyczała do telefonu Olga. Chodzi o to żeby go oddał. Dziękuje – rozłączyła się Olga.

Zobaczyła z góry Angie, która właśnie jadła spokojnie jabłko i słyszała całą rozmowę. Nie zwracając na nią swojej uwagi ruszyła na poszukiwania.
  • No gdzie ja podziałam te klucze? – pytała samą siebie Olga i ruszyła w kierunku pokoju, który jest zamknięty. Angie zastanawiała się o co jej chodzi, po co jej klucze? A co najważniejsze co jest w tym pokoju? Niepostrzeżenie ruszyła za Olgą, w kierunku tego otóż pokoju. Ale szybko się schowała ponieważ Olga wracała na poszukiwania klucza.
  • Jak nie znajdę tych kluczy to Pan German mnie zabije. Gdzie ja mogłam je podziać? Coś takiego. No zabije mnie jak nic! – wykrzykiwała Olga schodząc na dół i zmierzając do kuchni.

Angie wyszła z mojego pokoju i rozejrzała się za Olgą oraz innymi domownikami. Przymyka drzwi i niepostrzeżenie udaje się do tajemniczego pokoju. Zamyka za sobą drzwi i wchodzi po schodach zastanawiając się co tam zobaczy. Wchodzi na górę i rozgląda się. Widzi wszystkie rzeczy Marii, jej dyplomy, ubrania, biżuterię, wszystko co do niej należało.

Odkłada jabłko na pierwszy karton i wchodzi głębiej. Podchodzi do toaletki i ogląda zdjęcie, na którym znajduje się cała rodzina. Maria, German i mała Violetta są na nim uśmiechnięci i bardzo młodzi.
  • Maria… - odkłada ramkę na miejsce i rozgląda się dalej. Podchodzi do szafy, w której znajdują się ubrania oraz stroje sceniczne, matki Violetty. Wyciąga z szafy różową sukienkę, którą Maria miała na zdjęciu gdy trzymała malutką Violettę na rękach.
  • Są tutaj wszystkie. Cała Maria…– odkłada sukienkę na miejsce i podchodzi do manekina, na którym wisi długa biała suknia owinięta różową apaszką. Ogląda ją dokładnie ale nagle słyszy głos Olgii, która wchodzi po schodach na górę i krzyczy. Szybko chowa się za stertą kartonów i ma nadzieję, że ona jej nie zauważy.
  • Cud, że jeszcze nie zgubiłam głowy przecież miałam te klucze na szyi. Kompletnie nie wiem co się ze mną dzieje! – wykrzykuje zdezorientowana Olga i macha miotełką do kurzu. Jestem taka roztrzepana, roztrzepana jak nastolatka – mówi do siebie Olga i wymachuje miotełką. Nagle zatrzymuje się przed manekinem i mówi do niego.

  • Wyjaśnij mi to, no już, dalej. Czemu jestem tak roztrzepana! – wykrzykuje do niego Olga, a Angie w tym czasie po cichu wychodzi z ukrycia. Kieruje się na schody, zabiera jabłko i szybko wychodzi z pokoju. Olga w tym czasie dalej drąży swoją rozmowę z manekinem.
  • Porozmawiajmy sobie trochę – mówi do niego. O co chodzi? - nagle pyta. Nie musisz odpowiadać – od razu prostuje Olga. Jeśli mi odpowiesz to zaraz tu zemdleje ale powiedz mi czemu jestem tak roztrzepana? Zastanówmy się? - Olga ponownie zadaje sobie pytania ale nie czeka na odpowiedź i sprząta dalej.
W tym czasie Angie zadowolona ze swego odkrycia udaje się do swojego pokoju aby nie wzbudzić żadnych podejrzeń na Oldze, która będzie będzie wracała ze strychu. Usiadła na łóżku i zaczęła się zastanawiać dlaczego German zamknął wszystkie rzeczy Marii na strychu?
  • Przecież to dziwne, nikt tak nie robi. Dlaczego po prostu nie oddał ich rodzinie? Przecież nie wyrzucilibyśmy ich z domu, a mama na pewno bardzo by się z nich ucieszyła. Tak niewiele nam po niej zostało... - zamyśliła się Angie ale nagle się ocknęła. No dobra koniec tego użalania przecież mam lekcje z Violettą! - wykrzyknęła i podbiegła do półki na której stały różne książki. Wzięła jedną z nich do ręki i ruszyła z pokoju, w kierunku mojej sypialni. Zajrzała do środka i ujrzała mnie jak przyglądam się zdjęciu, które stało na półce.
  • A to Ty Angie – nagle zauważyłam jak mi się przygląda.
  • Chciałam powiedzieć... - zerknęła na książkę, którą miała w ręce.
  • A no tak mamy zajęcia! - wykrzyknęłam i ruszyłam w kierunku biurka.
  • Tak, czekam na Ciebie w jadalni. Pouczymy się... - podniosła książkę i spojrzała na tytuł. Był to atlas geograficzny i rzuciła z uśmiechem. Geografii! - wykrzyknęła i odeszła drzwi.
Słyszałam jak schodzi na dół, więc nie zastanawiając się już dłużej, porwałam zeszyt z biurka i zbiegłam za nią. Angie zdążyła przygotować już wszystko do lekcji, nawet pomyślała o soku pomarańczowym. Atlas otworzyła na jednej z map, rozłożyła także jakieś inne książki na różnych tematach. Chyba sama nie mogła się zdecydować co będziemy przerabiać.
  • No wreszcie jesteś. Siadaj do stołu – powiedziała do mnie Angie i usiadła obok mnie.
  • Więc od czego zaczniemy? - zapytałam spoglądając na otwarte książki.
  • Najpierw pokaż mi co przerabiałaś ostatnio z poprzednią guwernantką – powiedziała do mnie i wyciągnęła rękę w kierunku mojego zeszytu. Podałam jej swoje notatki, a ona ze skupieniem je przeglądała potem odłożyła na bok i wertowała atlas. Nagle zadała mi pytanie.
  • Czyli jak w końcu będzie to przyjęcie? - zapytała mnie Angie.
  Na pewno jesteście ciekawi co jej odpowiedziałam? Ale tego dowiecie się już w następnym rozdziale mojej historii. Mam nadzieje, że to co się w nim wydarzy bardzo was zaskoczy. No a teraz ciekawość czas pobudzić. Czy odbędzie się moje przyjęcie? I co z sukienką, którą zniszczyła? Czy odwiedzi mnie jakiś niespodziewany gość? Odpowiedzi już niebawem. Pozdrawiam was z jadalni, znad książek do geografii Viola.


Dialogi zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z drugiego odcinka serialu „Violetta” sezon 1 („Sekret”)

1 komentarz: