Hej bardzo mnie cieszy, że czytacie i czekacie z niecierpliwością na nowe rozdziały. Chciałabym dodawać je częściej ale jak sami wiecie proces twórczy bywa bardzo czasochłonny ;p
Zapraszam do śledzenia dalszych losów bohaterów moich opowieści. Jak wiecie ukazują się one co poniedziałek ale z racji, że jest to Lany Poniedziałek może się trochę przesunąć data nowego rozdziału. Za utrudnienia bardzo przepraszam ;)
wtorek, 31 marca 2015
poniedziałek, 30 marca 2015
Rozdział V Buenos Aires
W poprzednim rozdziale zakończyłam
opowiadać moją historię na rozmowie z tatą na temat mojego
przyjęcia, które organizuje Jade. Oczywiście nie była to zbyt
wesoła rozmowa więc poznajcie jej ciąg dalszy.
- Przestań narzekać! Jade już wszystko przygotowała – rzekł stanowczo German
- Ale tato…!
W tym momencie samolot zaczął się
trząść, stewardessy kazały usiąść wszystkim na swoje miejsca i
zapiąć pasy. Tłumaczyły że to tylko lekkie turbulencje, które
zdarzają się dość często i prosiły nas o zachowanie spokoju.
- Nie bój się, nie bój. To tylko turbulencje – spokojnie tłumaczył German
- Bardzo się boję, boję się – próbowałam zachować spokój
- Dobra pomyśl o czymś przyjemnym. Na przykład o Twoim przyjęciu urodzinowym.
- Moje urodziny ale nie moje przyjęcie. Powinnam mieć możliwość sama zadecydować co chcę robić w swoje urodziny. Chciałabym pójść na jakiś spektakl.
- Nie, nie, nie… To dobry pomysł z tym przyjęciem z okazji naszego przyjazdu i od razu też Twoich urodzin. Już wszystko jest gotowe. Jasne!
- Co jest? – wtrąciła się nagle Pani Elssi
Od razu przypomniała mi się rozmowa
telefoniczna z Olgą o tym jak wyglądała ich podróż samolotem.
Naszły mnie same najgorsze myśli i nie mogłam ich odpędzić.
Próbowałam się uspokoić ale było coraz gorzej, aż wreszcie
wpadłam w panikę.
- Ha! Spokojnie to zwykłe turbulencje tak? To nic takiego. Nic takiego. Być może to wir powietrza albo silny powiew, w najgorszym razie wyładowanie elektryczne. Nie ma się czym martwić. Przecież te samoloty są do takich rzeczy przygotowane. Jeśli pójdzie silnik to są jeszcze cztery. A jeśli pójdą dwa no to lądujemy, a jak pójdą trzy? Jak pójdą trzy to samolot leci dziobem w dół i wtedy łamie się też na pół, a my wszyscy wylatujemy w powietrze. Ja nie chce umierać! Ja nie chce umierać! Nigdy nie miałam chłopaka ani nawet pieska.
- Violetta uspokój się. Siadaj. Uspokój się. Już nic się nie dzieje – mówił spokojnie tata
W tym momencie nerwy sięgnęły
zenitu. Wyskoczyłam z fotela jak poparzona i zaczęłam panicznie
krzyczeć. Tata wstał ze swojego miejsca i próbował mnie uspokoić.
- Ja jestem za młoda, żeby umierać!
- Spokojnie, spokojnie jest dobrze. Trochę się zdenerwowała taki ma charakter. Przestraszyła się, że samolot spadnie ale przecież nie spadnie. No już spokojnie, spokojnie. Przepraszam Państwa.
Po tym zamieszaniu nasza podróż nie
trwała już długo. Stewardessa ogłosiła, że za pół godziny
będziemy lądować na lotnisku w Buenos Aires. Byłam bardzo ciekawa
jak ono wygląda czy chodź trochę przypomina miasta europejskie.
Aby zaspokoić swoją ciekawość choć trochę wyjrzałam przez
okno. Zobaczyłam tam wiele budynków jednak różniły się znacznie
od tych w Madrycie. Były niezbyt wysokie i bardzo kolorowe. W nowym
mieście znajdowało się dużo więcej zieleni, wielkich parków
oraz cudownych miejsc dużo czystszych od wielkich europejskich
miast. Pomyślałam sobie,że może jednak tata miał rację i
spodoba mi się nasz nowy dom i jego okolica. Jednak ciągle miałam
przeczucie,że nie zostaniemy tam długo więc moja radość nie była
aż tak wielka. Bardzo chciałam podejść do tego z dystansem, żeby
nie poczuć później rozczarowania – jak bywało już wcześniej.
Lądowanie przebiegło gładko i bez żadnych niespodziewanych
atrakcji. Na lotnisku już niestety nie było tak przyjemnie.
- Violu zabierz swoje bagaże i poczekaj z Panią Elssi na taksówkę.
- Dobrze tato!
- Ja wykonam parę telefonów i do was dołączę.
My udałyśmy się po nasze bagaże a
tata został i dzwonił jak to ciągle bywa w jego zwyczaju,
zwłaszcza po długiej podróży.
- Musze osobiście podziękować Oldze za jej wspaniałą historię z podróży, dzięki niej nasza też była atrakcyjna – rzekł złośliwie German i wybrał numer do Ramallo
- Witam German! Jesteście już na miejscu? – zapytał radośnie Ramallo
- Tak właśnie dziewczyny odbierają bagaże i zaraz wsiadamy do taksówki i do was jedziemy. Mam nadzieje że już wszystko jest gotowe?
- Ależ oczywiście jak Pan sobie życzył. A jak minęła podróż?
- O tym mi nawet nie przypominaj niech tylko dorwę naszą kochaną Olgę – wycedził przez zęby German
- Aha rozumiem, czyli podróż pełna atrakcji… Czekamy na was do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
- Tato! Tato! Stało się coś okropnego! – biegłam co sił w nogach głośno krzycząc
- Znowu… Co się stało kochanie?
- Tato, tato… - nie mogłam złapać oddechu
- Spokojnie córeczko, powiedz mi co się stało?
- No bo nigdzie nie ma mojego bagażu.
- Jak to jest możliwe?
- No właśnie nie wiem, czekałyśmy tam z Panią Elssi i są tylko wasze walizki a mojej nie ma.
- Spokojnie już się tym zajmę i pójdę zgłosić to osobie odpowiedzialnej za ich przelot. Poczekajcie tutaj.
Gdy tata udał się do jednej z
pracownic lotniska my czekałyśmy na niego przed wyjściem z
lotniska. Oczywiście byłam tak zdenerwowana, że nawet nie
zauważyłam jak w tym mieście jest ciepło. Pani Elssi widząc moją
minę oszczędziła sobie jakiegokolwiek komentarza. Natomiast parę
naście kilometrów od lotniska w naszym nowym domu Ramallo upewniał
się czy wszystko jest gotowe na nasz przyjazd.
- To dla Violetty oh! Disco! Wszystko! Oh! To dla Violetty! – radośnie śpiewała i podskakiwała Olga
- Olga! Hm… German już tu jest i pyta czy mamy wszystko gotowe – rzekł stanowczo Ramallo
- Już, zaraz, zaraz. Zaraz właśnie kończę ciasto dla mojej maleńkiej no! No i co?
- Aaa…
- Znalazł już Pan klucze na strych tam gdzie… - Olga odwróciła się i zobaczyła jak Ramallo się do jej ciasta. Łapy przy sobie! – wykrzyknęła i wróciła do rozmowy. Tam gdzie ukryte są rzeczy Pani domu. Musze tam iść posprzątać.
- Podobno jest tylko jeden klucz i ma go German.
- Jestem bardzo ciekawa jak długo jeszcze Pan German ma zamiar ukrywać prawdę związaną z jej mamą i jej rzeczami przed Violettą!
- To nie jest teraz dobry temat na rozmowy.
- No to jaki według Ciebie jest dobry temat na rozmowę pomiędzy naszą dwójką Ramallo? Hę? – zbliżyła się Olga
- Olga przecież już Ci mówiłem o mojej „przestrzeni osobistej”
- Akurat w tym momencie wygląda na to, że za chwile ją naruszę – zbliżyła się jeszcze bardziej
- Bardzo proszę, zachowujmy wymagany dystans. Ja jestem asystentem Pana Germana i jako asystent jestem człowiekiem… człowiekiem biznesu – unikając zbliżenia Ramallo odszedł na drugi koniec kuchni
- Już wiem Pan mnie nienawidzi – zaczęła rozżalona Olga
- Ohh… Proszę tak nie mówić – Ramallo próbował uspokoić Olgę
- Pan mnie nienawidzi Ramallo – powtórzyła. Zabierz Pan te łapę! – odgoniła go znowu od ciasta
- Przecież ja nawet nie jestem zdolny do jakiegokolwiek uczucia. Nie potrafiłbym tak, nie – rzucił Ramallo i wyszedł z kuchni
Olga wróciła do kończenia ciasta
czekoladowego dla Violetty. German po skończonej rozmowie z działem
obsługi klienta wreszcie wrócił do córki i jej guwernantki aby
powiedzieć im czego się dowiedział.
- No wreszcie co tak długo? – zapytałam niecierpliwie
- Trochę to trwało…
- Gdzie moja walizka? Czego się dowiedziałeś? Tato no mów!
- Dobrze już mówię. Więc tak twoja walizka się zgubiła i to nie jest dobra wiadomość. Ale…
- Ale co?!
- Dobra wiadomość jest taka, że nie tylko Twoja walizka została zagubiona.
- Super i to ma mnie pocieszyć.
- Powiedzieli, że mamy się z nimi skontaktować wieczorem jak przyleci ostatni samolot. Jak dotrzemy do domu to od razu powiem Ramallo żeby się tym zajął. A teraz wsiadajmy już do taksówki. Rozchmurz się kochanie będzie dobrze.
Wsiedliśmy do taksówki i ruszyliśmy
w drogę do nowego domu. Mimo tego, że miałam kiepski humor z
ciekawością rozglądałam się po okolicy. Widziałam wiele
ciekawych miejsc, które jak najszybciej chciałam odwiedzić
osobiście. Jednak moje myśli zaprzątało mi wyobrażenia jak
będzie wyglądał nasz nowy dom. Nagle skręcaliśmy w uliczkę i
poczułam dziwne ściskanie w żołądku czyżbyśmy się zbliżali
do celu. W domu panowała już nieco nerwowa atmosfera.
- Zupełnie nie interesuje mnie co zamówiła Pani Jade. Powtarzam nie chce ani jednej czerwonej róży na przyjęciu. Czy to jasne? – nerwowo tłumaczył Ramallo, nie zauważając jak Jade schodzi po schodach do salonu
- Jak to bez czerwonych róż Ramallo? Przecież to główna atrakcja ślubu królewskiego – rzuciła rozczarowana Jade
- Za chwilę mam bardzo ważne zebranie, zadzwonię później, dobrze? – wyszeptał do telefonu Ramallo i się rozłączył. Odwrócił się do Jade. Y … okazuje się, że czerwone róże były ulubionymi kwiatami mamy Violetty.
- Och litości! Znowu to samo. Kiedy w końcu wszyscy zostawimy za sobą sprawy przeszłości.
- To naprawdę nie takie proste.
Taksówka zajechała nad podjazd dość
dużego domu z przepięknym ogrodem. Był on w stonowanych kolorach
przeważała biel oraz kolor piaskowy. Drzwi wejściowe były duże i
drewniane a przed wejściem znajdowała się mała fontanna z
sadzawką. Dom z zewnątrz robił na mnie piorunujące wrażenie.
Miałam nadzieję, że w środku będzie równie piękny co na
zewnątrz. Weszliśmy do środka i zostaliśmy ciepło przyjęci.
- Witam! Witam! Witam! Dzień dobry – rzekł radośnie Ramallo
Jade od razu
rzuciła się Germanowi na szyję i zaczęła go mocno ściskać.
- Hahaha! – śmiał się radośnie German
Z kuchni wybiegła
Olga i od razu mnie uścisnęła.
- O moja kruszyna! – krzyknęła radośnie
- Olga! Jak się masz? – zdołałam z siebie wydusić
- Niech no ja spojrzę ale urosłaś! Coraz bardziej podobna do mamy! – wykrzykiwała Olga i wreszcie wypuściła mnie z objęć. Poczułam ulgę gdy nagle na szyję rzuciła mi się dość niespodziewanie Jade.
- Jak dobrze że już jesteś kwiatuszku – ćwierkała radośnie Jade. Będziemy razem chodzić do fryzjera. Zabiorę Cię do SPA, gdzie tylko zechcesz.
- Zaczynam się dusić tato – wyrzuciłam z siebie próbując złapać oddech między kolejnymi uściskami Jade
- Kochanie już dość – powiedział łagodnie German do Jade, która posłusznie znalazła się u jego boku.
- Ooo przepraszam jestem po prostu podekscytowana urodzinami naszej małej – bez wahania powiedziała Jade
- Urodziny? Mówiłam, że nie chcę żadnych urodzin. Przecież nie mam tu przyjaciół!
Jesteście ciekawi jak zakończy się
moja kłótnia z tatą i Jade? Oraz co sądzę na temat naszego
nowego domu? Czy podoba mi się mój pokój? I co to za tajemniczy
pokój? Tego wszystkiego dowiecie się czytając kolejny rozdział
mojej historii. Gorąco was pozdrawiam już z nowego miejsca czyli
Buenos Aires. Violetta.
Dialogi
zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z pierwszego
odcinka serialu „Violetta” („Powrót do domu”)
niedziela, 29 marca 2015
Dziękuje ;)
Hej moja pierwsza nominacja do LBA :) Dziękuje mojej czytelniczce ;)
Oto pytania od Nataly Lynch
1. Kiedy masz urodziny?
2. Jak masz na drugie imię?
3. Czy masz zwierzę?
4. Grasz na jakimś instrumencie?
5. Masz przyjaciela/ kę?
6. Ile osób liczy twoja klasa??
7. Nick Jonas vs Jorge Blanco
8. Twój idol??
9. Jego/ jej ulubiona piosenka? ( to się tyczy do pytania nr 8 )
10. Czy czytasz mojego bloga? ( Jeśli tak to wytypuj ulubiony sytuacje i ulubionego bohatera )
Moje odpowiedzi:
1. 11 stycznia
2. Kasia
3. Niestety nie
4. Grałam na flecie i cymbałkach ;p
5. Mam
6. 25
7. Zdecydowanie Jorge Blanco
8. Taylor Swift
9. Love story
10. Tak, uwielbiam te kontrowersyjne sytuacje między bohaterami. Ulubieni bohaterowie wszyscy każdy z nich jest inny i nie przewidywalny i to jest fajne ;)
Polecam wszystkim bloga http://leonivioletta.blogspot.com/
Oto pytania od Nataly Lynch
1. Kiedy masz urodziny?
2. Jak masz na drugie imię?
3. Czy masz zwierzę?
4. Grasz na jakimś instrumencie?
5. Masz przyjaciela/ kę?
6. Ile osób liczy twoja klasa??
7. Nick Jonas vs Jorge Blanco
8. Twój idol??
9. Jego/ jej ulubiona piosenka? ( to się tyczy do pytania nr 8 )
10. Czy czytasz mojego bloga? ( Jeśli tak to wytypuj ulubiony sytuacje i ulubionego bohatera )
Moje odpowiedzi:
1. 11 stycznia
2. Kasia
3. Niestety nie
4. Grałam na flecie i cymbałkach ;p
5. Mam
6. 25
7. Zdecydowanie Jorge Blanco
8. Taylor Swift
9. Love story
10. Tak, uwielbiam te kontrowersyjne sytuacje między bohaterami. Ulubieni bohaterowie wszyscy każdy z nich jest inny i nie przewidywalny i to jest fajne ;)
Polecam wszystkim bloga http://leonivioletta.blogspot.com/
środa, 25 marca 2015
Pierwsze podsumowanie!
Hej już 10 pierwszych postów za nami :) Z tej okazji ukazał się nam licznik odwiedzin jest to nowość na moim blogu. Bardzo mnie cieszy, że małymi krokami podążamy do przodu. Oby pojawiło się kolejnych 10 postów, a nawet więcej ;) Dziękuje wszystkim czytelnikom za pozytywne komentarze. Serdecznie zapraszam do komentowania oraz śledzenia dalszych losów naszych bohaterów.
wtorek, 24 marca 2015
Motto Violetty na dziś!
Hej mam nadzieję, że podoba wam się mój nowy rozdział? Jako nowość można zauważyć dialogi z pierwszego odcinka naszego serialu "Violetta". Będą one gościły od tej pory w moich historiach choć myślę, że nie zawsze.
Serdecznie zapraszam do śledzenia dalszych losów bohaterów "Violetty". Następny rozdział ukaże się w najbliższy poniedziałek :)
Serdecznie zapraszam do śledzenia dalszych losów bohaterów "Violetty". Następny rozdział ukaże się w najbliższy poniedziałek :)
poniedziałek, 23 marca 2015
Rozdział IV Lotnisko
W poprzednim rozdziale wreszcie
dowiedziałam się od taty dokąd lecimy ale oczywiście nie ominęły
nas jak zwykle kłopoty. Pewnie jesteście ciekawi czy tym razem
udało nam się dotrzeć na lotnisko na czas. No więc ciąg dalszy
przed wami.
- Nie chce państwu przeszkadzać ale myślę, że za jakiś kwadrans uda nam się dotrzeć na miejsce - rzekł spokojnie kierowca
- Mam taką nadzieję - odchrząknął German
DZYŃ! DZYŃ!
- Tato telefon Ci dzwoni.
- Słyszę kochanie. German Castillo słucham... Tak to bardzo dobrze. My dotrzemy na miejsce za jakiś kwadrans niestety utknęliśmy w korku. Proszę na nas poczekać przed wejściem na lotnisko tam się spotkamy. Dziękuje i do zobaczenia.
- Niech zgadnę to była moja guwernantka - niechętnie sobie odpowiedziałam
- Tak córeczko to była ona. Będzie czekała na nas przed wejściem. Bardzo Cię proszę bądź dla niej miła.
- Postaram się ale niczego nie obiecuje.
- Jak wrócimy będzie czekała na Ciebie niespodzianka – radośnie oznajmił German
- Niech zgadnę to chodzi o moje urodziny – rzekłam markotnie
- Kochanie dlaczego się nie cieszysz?
- Mam swoje powody – burknęłam pod nosem i odwróciłam głowę do szyby
Po niecałym kwadransie wreszcie
dojechaliśmy na lotnisko. Przed wejściem oczywiście czekała na
nas moja „ulubiona” guwernantka. Więc tak jak obiecałam tacie
byłam dla niej miła nie licząc tego małego incydentu, który się
wydarzył przy wejściu do środka.
- Tato zaczekaj chwilkę zachciało mi się pić wyjmę coca colę z plecaka.
- Dobrze kochanie.
Gdy ją wyjęłam pech chciał, że gdy
ją odkręcałam cała wybuchła na moje szczęście nie na mnie lecz
na moje nieszczęście oblałam moją guwernantkę.
- Ooooo! Przepraszam to nie moja wina.
- Ale moje ubranie jak ja teraz będę wyglądać. Jak ty mogłaś to zrobić....
- Jak tylko przejdziemy odprawę zaraz znajdę wodę i pomogę to Pani zaprać.
- To był wypadek Violetta nie chciała Pani oblać - wtrącił oszołomiony German
- Poszła już pół godziny temu powinnam była z nią pójść – rzekła lekko zdenerwowana guwernantka
- Tak…, ona Panią pobrudziła, więc ona też powinna pójść po coś żeby to zmyć.
- Oczywiście ma Pan rację, Panie German ale wie Pan jak roztrzepane są dziewczyny w tym wieku. Ciągle tylko imprezy i bujanie w obłokach. Jak Pan myśli czego to jest wina?
- Internetu?
- Chciałby Pan żeby tak było, prawda? Ale to nie przez Internet to hormony! Kiedy budzi się w nich młodzieńczy duch nic go już nie może powstrzymać. Jest jak wirus, który atakuje wszystkie komórki. Nieustanny stan zakochania! Chodzą z głową w chmurach, co ja mówię w chmurach, aż mózg paruje!
Po tych słowach German wstał i zaczął
szukać swojej córki. Znalazł mnie przy ladzie mocno zamyśloną.
Stał prze de mną kubek z czystą wodą oraz mój pamiętnik ciągle
otwarty na tej samej stronie.
- Hej co robisz?
- Tata, czekam na wodę żeby jakoś zmyć te plamę z ciuchów „Pani drętwej”, a przepraszam Pani Elssi. Boisz się że Ci ucieknę?
- Nie, że się zakochasz.
Po tych słowach German ruszył w
stronę stolika przy którym wcześniej siedział z Panią Elsie. Ja
po chwili zastanowienia zapłaciłam za wodę, zamknęłam pamiętnik
i z kubkiem w ręku pospiesznie ruszyłam za tatą.
- Co?
- Co, co? A nie nic, że się zakochasz w tym mieście. Wydaje mi się, że uznałaś, że w Buenos Aires nie będziesz się dobrze bawić, a to nie prawda. Olga ma Ci przygotować tort czekoladowy, Jade organizuje przyjęcie.
- Dobrze, to ja wybieram ten tort – odpowiedziałam tacie bez entuzjazmu
- Violetta!
- No co Violetta! Jade wcale nie obchodzą moje urodziny. Powiedz lepiej kto przyjedzie na to przyjęcie moi przyjaciele czy przyjaciele Jade? No tak jasne zapomniałam. Przecież, że ja nie mam przyjaciół, ciągle podróżujemy i nie mam szansy się zaprzyjaźnić.
W tym samym czasie w Buenos Aires w
naszym nowym domu Olga oraz Ramallo przygotowywali wszystko na nasz
przyjazd.
- Droga Olgito gdzie się Pani wybiera tak wcześnie? - zapytał zdziwiony Ramallo
- Wychodzę do sklepu muszę kupić wszystkie składniki aby przygotować pyszny tort dla mojej małej księżniczki.
- Dobrze tylko niech się Pani pospieszy musimy zdążyć ze wszystkim przed ich przyjazdem.
- Proszę się o to nie martwić wszystko posprzątam i zdążę przed nimi.
- Oby tak było ja wracam do swoich służbowych spraw.
W tym czasie na lotnisku w Madrycie
usłyszeliśmy jak wzywają pasażerów wylatujących do Buenos
Aires. Zebraliśmy się i udaliśmy w stronę wejścia, które
wskazywała nam pracownica lotniska. Wszystko przebiegało sprawnie
więc po niecałym kwadransie siedzieliśmy już na swoich miejscach
i czekaliśmy na start samolotu. Aby nie myśleć o tym co się
będzie za chwilę działo zaczęłam rozmyślać jak to będzie w
nowym domu. Czy zostaniemy w nim dłużej? Czy poznam tam kogoś
ciekawego? A może uda mi się w końcu zakochać chociażby tylko na
chwile po to aby poznać to uczucie. Żeby dowiedzieć się jak to w
ogóle jest. A może wreszcie będę mieć jakąś przyjaciółkę i
z nią swoje sekrety. Kto wie co mnie czeka w tym Buenos Aires.
- Kochanie o czym tak myślisz? – zapytał German
- A zastanawiałam się jak to będzie… - odpowiedziałam
- I jak będzie? Jak zwykle dobrze. A tak w ogóle to możesz się rozpiąć lecimy już dobre pół godziny – oznajmił tata
- Obyś miał rację….
Odwróciłam głowę w stronę okna,
żeby się upewnić czy mówi prawdę. Lecieliśmy dość wysoko a
miasto oddalało się coraz bardziej. Ludziki przypominały małe
mróweczki, które ciągle gdzieś się spieszą.
- Zaraz wracam – powiedział do mnie tata i wyszedł
- Pralka wszystko spierze, nawet kwaśną minę. To był żart! – spróbowałam nawiązać rozmowę z Panią Elssi aby załagodzić całą sytuację
- Boję się, że jeśli plama nie zeszła to już nie zejdzie – odrzekła beznamiętnie guwernantka
- Może pójdę po więcej wody
Wstałam ze swojego miejsca i ruszyłam
w stronę przedziału z bufetem. Dotarłam do pomieszczenia, w którym
były blaty a na nich mnóstwo butelek z wodą oraz kubeczków
jednorazowych. Sięgnęłam po butelkę i nagle zaczepił mnie
nieznajomy chłopak. Był trochę wyższy ode mnie i nawet
przystojny.
- Cześć – rzucił nieznajomy chłopak
- Cześć – odpowiedziałam niepewnie
- Szukałaś mnie?
- Jeśli nazywasz się woda to tak.
- Nie ma na imię Thomas. Thomas Wodny… Thomas…. Wodny
- Hahaha ! Serio?
- Serio, nie , nie , nie. Poczekaj mam na imię Lewis. Eeee… jesteś pasażerką? Czy aniołem, który woli lecieć samolotem. Jak masz na imię?
- Violetta.
- Już sobie idziesz?
- Obydwoje tu tkwimy więc daleko nie odejdę… tylko… zaniosę to i wracam.
- Dobrze.
- Świetnie.
Całej tej rozmowie przyglądał i
wysłuchiwał się German. Oczywiście nie trudno wywnioskować, że
nie był zadowolony z tego że jakiś chłopak się do mnie zbliża.
Ja w tym czasie wróciłam na swoje miejsce i podałam Pani Elssi
wodę aby mogła znowu walczyć z tą okropną plamą. German szukał
sposobu aby pozbyć się natręta i udało mu się.
- Dobrze, w porządku…. Właśnie popełniasz wielki błąd – wyszeptał do chłopaka tajemniczo German
- Co? – odpowiedział zdziwiony chłopak
- Masz pojęcie z kim rozmawiasz? – tajemniczo szepnął German
- Kim Pan jest? – dopytywał dalej
- Nie, nie absolutnie nie mogę Ci tego powiedzieć. To dla Twojego bezpieczeństwa. Jeśli życie Ci miłe to zostaw ją. Zostaw te dziewczynę, dobrze Ci radzę.
- Hę? Kim Pan jest?
- Powiedzmy, że pracuję dla tych na górze.
- Czyli dla rządu?
- Cii! Zostaw ją w spokoju. Dla Twojego dobra lepiej mnie posłuchaj. No… ok… tak… ok, ok
Udając ochroniarza German oddalił się
na swoje miejsce. Oczywiście udawał, że nic się nie stało i
wrócił do czytania gazety. Postanowiłam wrócić aby skończyć
rozmowę z chłopakiem, którego dopiero poznałam. Spotkałam go w
przejściu wracał właśnie na swoje miejsce.
- Już jestem. Mieszkasz w Buenos Aires? – zapytałam niczego świadoma co się zaraz wydarzy
- Nie, przepraszam muszę iść. Narzeczona na mnie czeka. – odpowiedział dziwnie zmieszany chłopak
- Narzeczona? Jak to?
Zdziwiona reakcja chłopaka udałam się
na miejsce. Moja mina musiała być dość zdegustowana, ponieważ
tata popatrzył na mnie dziwnie i zapytał.
- Szukasz czegoś? – zapytał German
- A… nie, nie – rzuciłam szybko
- Pewnie nie możesz się doczekać przyjęcia które przygotowała Jade?
- No pewnie marzę o towarzystwie Jade i jej przyjaciół zwłaszcza w dniu moich urodzin – odpowiedziałam z irytacją w głosie
Jak zakończy się nasza rozmowa z
tatą? Czy coś się wydarzy podczas lotu? Jak będzie wyglądał
nasz nowy dom? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie w
następnym rozdziale historii z mojego życia. Pozdrawiam was z
samolotu Violetta.
Dialogi zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z pierwszego odcinka serialu „Violetta” sezon 1 („Powrót do domu”)
wtorek, 17 marca 2015
Motto Violetty na dziś!
Hej mam nadzieje, że czekacie już z niecierpliwością na nowy rozdział mojej historii.
Pojawi się już w następny poniedziałek. Serdecznie zapraszam i zachęcam do zostawiania komentarzy. Każda uwaga czy choćby dobre słowo się dla mnie liczy.
Pozdrawiam Was gorąco :)
poniedziałek, 16 marca 2015
Rozdział III Wyprawa na lotnisko
Ten rozdział zapowiada się bardzo
ekscytująco! W poprzednim poznaliśmy nową postać Jade LaFontaine
i zakończyła się sprawa z zaginionymi biletami.
A no i ta dziwna
rozmowa z Olgą ... no o jej niesamowitej podróży zaraz wam ją
przedstawię.
- Oj kochana, wszystko zaczęło się już od odprawy bagażu podręcznego. No więc nie chcieli mnie wpuścić na pokład samolotu, ponieważ znaleźli w mojej torebce spinki do moich wałków zapomniałam je schować do walizki a szkoda było mi je zostawić - opowiadała z przejęciem Olga
- I co było dalej? - próbowałam zachować powagę zadając jej to pytanie
- Dzielny Pan Ramallo mnie uratował z tej sytuacji. Jak się później okazało nie jedynej podczas tej podróży - zaćwierkała radośnie Olga
- Tak? Ale jak to?
- Słuchaj moje dziecko to zaraz Ci opowiem, więc wsiedliśmy już do samolotu, zapięliśmy pasy i wreszcie wystartowaliśmy. Lecieliśmy sobie już dobrą godzinę gdy nagle zaczęło strasznie rzucać samolotem! Przybiegła do nas stewardessa i kazała nam zapiąć pasy i nie ruszać się z miejsc. Wszyscy zaczęli panikować i pytać co się stało. Po chwili usłyszeliśmy komunikat, że pilot wleciał w chmurę burzową i te turbulencje mogą potrwać trochę czasu.
- Burza? Uderzył w was piorun?
- Na szczęście nie chociaż w niektórych momentach było groźnie. Dobrze że Ramallo siedział obok i trzymał mnie za rękę. - odetchnęła Olga
- Prawie mi ją Pani zgniotła - wtrącił Ramallo
- Oj jak zwykle Pan przesadza, tak się ciesze że udało nam się dotrzeć do celu i że samolot się nie rozbił. Mam nadzieje że wasz lot będzie spokojny i dolecicie cali i zdrowi.
- Dlaczego Pani straszy to biedne dziecko! - wykrzyczał Ramallo
- Ja tylko ostrzegam ją i ciesze się że słyszę jej głos. No dobrze idź spać i do zobaczenia jutro kwiatuszku.
- Pa Olgita - ledwo wykrztusiłam z siebie te słowa
Opadłam na łóżko i z przerażeniem
w oczach, zaczęłam wyobrażać sobie spadający samolot, który
pikuje prosto do oceanu. Na szczęście do pokoju wszedł tata i
ocknęłam się z moich czarnych myśli.
- Kochanie dlaczego masz taką dziwną minę? Coś się stało? - zapytał zaniepokojony German
- Tak... a właściwie to nie ale dzwonił Ramallo kazał przekazać że są już na miejscu i zaczynają rozpakowywać nasze rzeczy do jutra już będzie wszystko gotowe - oznajmiłam niepewnie
- I to cię tak wystraszyło? - zapytał zdziwiony German
- Nie tylko rozmawiałam z Olgą....
- I? Violetta wykrztuś to z siebie!
- Ich samolot prawie się rozbił... i wlecieli w chmurę burzową... i uderzył ich piorun .... i....
- Violu kochanie uspokój się przecież z nimi rozmawiałaś i nic im nie jest, a Olga jak zwykle niepotrzebnie histeryzuje - oznajmił łagodnie German
- Tato czy musimy lecieć samolotem? Ja się boję
- Niczego się nie bój wszystko będzie dobrze nic nam nie grozi
- Ale na pewno?
- Tak kochanie a teraz uciekaj do łóżka jutro wracamy do domu.
Po tych słowach tata mocno mnie
przytulił i pocałował na dobranoc. Położyłam się do łóżka
lecz długo miotałam się w nim nie mogąc zasnąć. Ciągle w
głowie miałam słowa Olgi : burza, samolot, katastrofa... Wreszcie
skierowałam swoje myśli na coś miłego. Były to wspomnienia o
mamie co prawda było ich niewiele ale pamiętam melodie jaką mi
nuciła do snu jak byłam mała. Dzięki tej kołysance zawsze
zasypiałam i tak było tym razem.
W tym samym czasie w naszym nowym domu
Olga z Ramallem przygotowywała wszystko na nasz przyjazd. Pilnowali
aby meble trafiły na swoje miejsce, a każdy drobiazg był tam gdzie
trzeba.
- Panie Ramallo ktoś dzwoni do drzwi mógłby Pan je otworzyć z łaski swej - wrzeszczała z kuchni Olga
- Dobrze droga Pani otwieram. Któż to może być o tej porze.
- Witam Pana jestem Jade LaFontaine znajoma Pana Germana, a właściwie to jego dziewczyna. - wykrztusiła z siebie kobieta w drzwiach
- Witam miło mi Panią poznać jestem Ramallo współpracownik Pana Germana.
- Co Panią do nas sprowadza, gdyż jak myślę, że Pani wiadomo, że pan German wraz ze swoją córką wrócą dopiero jutro....
- Tak wiem German do mnie dzwonił i przekazał mi tę wiadomość.
- Więc co Panią tu sprowadza?
- A no tak sprowadza mnie tu pomoc Panu w urządzeniu mieszkania.
- Ale już wszystko jest prawie gotowe i nie potrzebujemy Pani pomocy.
- Ramallo z kim Pan tam dyskutuje!? - wychodząc z kuchni zapytała Olga
- To jest Pani...
- Witam jestem Jade LaFontaine dziewczyna Pana Germana. A Pani to kto?
- Powiada Pani dziewczyna... Ja jestem Olga Patricia Pena gosposia Pana Germana.
- Ach tak to proszę mi zaparzyć zielonej herbaty a ja w tym czasie rozejrzę się po domu.
- A w jakim celu to Pani zrobi? - zapytała oburzona Olga
- W celu doradzenia i wykończenia tych oto wnętrz, a Pan mnie oprowadzi i przygotuje się na zmiany - powiedziała władczo Jade wskazując palcem w stronę Ramallo
- Nic z tego Paniusiu! Już mi się proszę stąd szybciutko zabierać! A i łapska precz od domu i Pana Ramallo ! - wykrzyknęła zdenerwowana Olga
- Nigdzie się stąd nie ruszę proszę natychmiast powiadomić Pana Germana że tu jestem – oburzyła się Jade
- Dobrze już do niego dzwonię - odezwał się Ramallo i wyciągnął telefon
Tymczasem
w Europie... Dzyń! Dzyń!
- Tato ucisz ten telefon jest wcześnie rano ! - wykrzyczałam zaspanym głosem
- Śpij kochanie to nic takiego! - odchrząknął German
- Tak.... słucham Ramallo co jest tak ważne że nie może poczekać do rana ? - rzekł zirytowany German
- Bardzo Pana przepraszam ale przyszła do nas jakaś kobieta i twierdzi że Pana zna, strasznie kłóci się z Olgą i chce urządzać Pański dom..... i ... - kontynuował Ramallo
- A Jade... dobrze niech się Pan tym zajmie. Dobranoc. - ziewnął German do telefonu i odłożył słuchawkę.
Sytuacja w domu
Castillo...
- Więc Pan German jutro się z Panią zobaczy i prosił żeby dopilnowała Pani aby wszystkie paczki z ich rzeczami dotarły na miejsce. - odburknął Ramallo
- No dobrze to bierzmy się do roboty - radośnie wykrzyknęła Jade
Ustawianie mebli,
wypakowywanie wszystkich rzeczy zajęło cały dzień i nie starczyło
już siły na kolejne kłótnie Olgii z panienką Jade. Wszyscy
opadli z sił i udali się na zasłużony odpoczynek. Gdy oni już
sobie słodko spali u nas w Europie nastawał ciężki czas pobudki,
która niestety była nieunikniona. Tata zamówił budzenie na siódmą
rano, zadbał o to abyśmy się nie spóźnili na nasz lot.
- Wstawaj kochanie za niedługo mamy zamówione śniadanie na dole w restauracji - szeptał German do ucha córki, która nie raczyła nawet odpowiedzieć tylko burkła coś pod nosem.
- Ahhhhhhhhhaaaaaa - ziewnęłam
- No zbieraj się już do łazienki jest cała dla Ciebie, a ja w tym czasie spakuje nasze rzeczy.
- Dobrze tato - zwlokłam się z łóżka biorąc po drodze swoje ubrania i pomaszerowałam do łazienki.
Po parunastu minutach.... PUK! PUK!
- Violu kochanie jesteś już gotowa bo zaraz musimy schodzić na śniadanie. – zawołał przez drzwi German
- Tak tato już wychodzę - trzasnęłam drzwiami, zebrałam swoje rzeczy, wrzuciłam do torby i pobiegłam do taty.
W hotelowej restauracji zaczęłam
wypytywać tatę co to za miejsce do którego się przenosimy oraz po
co leci z nami moja guwernantka.
- No więc skoro wczoraj nie polecieliśmy to może w zamian za to uchylisz mi rąbka tajemnicy i powiesz wreszcie gdzie będziemy teraz mieszkać? - zapytałam słodkim głosikiem
- Oj nie zdradzę Ci tego ponieważ nie będzie niespodzianki - rzekł German
- Ale tato.... nie bądź taki... no powiedz
- Nic z tego
- Myślałam że zrekompensujesz mi to że opuszczam miasto które polubiłam oraz ten nieznośny fakt że leci z nami moja okropna guwernantka - westchnęłam ciężko
- No może masz racje. - uśmiechnął się German i zerknął na zegarek
- Więc co to za miejsce?
- Odpowiem Ci na to pytanie w drodze na lotnisko bo jak zaraz się nie wymeldujemy z hotelu to znowu możemy nigdzie nie polecieć, więc kochanie kończ śniadanie leć po swoje rzeczy i widzimy się na dole w holu.- odłożył filiżankę z kawą i pobiegł w kierunku recepcji.
Skończyłam swoją kanapkę i udałam
się w kierunku pokoju. Zabrałam z niego wszystkie swoje rzeczy i
zeszłam do holu. Tata już tam na mnie czekał. Wyszliśmy z hotelu
i wsiedliśmy do taksówki, która już tam na nas czekała.
- Proszę na lotnisko - rzekł German do kierowcy
- Oczywiście - odparł i natychmiast ruszyliśmy
- Tato obiecałeś że odpowiesz mi w drodze na lotnisko - nie dawałam mu spokoju
- No już dobrze powiem Ci. Lecimy do .... - nagle przerwał bo staliśmy w gigantycznym korku
- Trochę to potrwa ale postaram się dostarczyć państwa na lotnisko jak najszybciej - rzekł kierowca
- Dobrze wierze w Pana
- Tato ! Więc ...?
- A no tak lecimy do Buenos Aires
- Gdzie? Przecież to za oceanem - zdziwiłam się odpowiedzią taty
- Zobaczysz spodoba Ci się
- Obyś miał rację
- Zawsze ją mam córeczko - uśmiechnął się i ucałował mnie w czoło
Jeśli chcecie się dowiedzieć czy w
końcu dotarliśmy na lotnisko oraz czy Buenos Aires w końcu nas
mile powita przeczytajcie następny rozdział mojej historii. Gorąco
pozdrawiam Violetta.
wtorek, 10 marca 2015
Motto Violetty na dziś !
Hej mam nadzieje że kolejny rozdział wam się podoba i że z niecierpliwością czekacie już na następny.
Następny ukaże się już w najbliższy poniedziałek. Serdecznie zapraszam do śledzenia moich historii oraz komentowania.
poniedziałek, 9 marca 2015
Rozdział II Bilety
Obiecałam ciąg dalszy historii z
zagubionymi biletami bez których oczywiście nie dostaniemy się do
nowego domu. Więc wyglądało to tak.
- Musimy działać szybko, ponieważ za parę godzin odlatuje samolot - powiedział zaniepokojony całą sytuacją Ramallo.
- Przecież dobrze o tym wiem Ramallo - wykrzyknął German. Są dwa rozsądne wyjścia z tej dziwnej sytuacji. Pierwsze to spróbuje załatwić nam nowe bilety na ten lot, może mają jeszcze jakieś wolne miejsca, a jeżeli nie to zostaje nam druga opcja.
- Jaka ?! - wykrzyknęliśmy wszyscy razem.
- Ramallo i Olga polecą tym lotem, a my poczekamy do jutra i polecimy następnym pierwszym samolotem - oznajmił stanowczo German
- Ale jest mały problem, ponieważ ma Pan jutro rano spotkanie z ważnym kontrahentem - wykrztusił z siebie Ramallo
- To je przełożysz! A teraz idę zobaczyć co da się zrobić w naszej sprawie.
Czekaliśmy na tatę dobre pół
godziny zanim wrócił i oznajmił nam co udało mu się osiągnąć
podczas negocjacji z miłą panią w kasie.
- No więc poruszyłem niebo i ziemię ale niestety nie zdobyłem biletów na ten lot, a najbliższy samolot jest dopiero jutro w południe. - oznajmił German
- To co teraz będzie ? - zapytałam tatę
- Zarezerwowałem już dla nas bilety. Natomiast Ramallo i Olga polecą więc sami.
- Ale … Proszę Pana a spotkanie? - spytał oburzony całą sytuacją Ramallo
- Gdy tylko dolecicie na miejsce przełożysz je w moim imieniu na inny termin. Ktoś przecież musi odebrać nasze rzeczy na miejscu, a co najważniejsze zatroszczyć się o odbiór kluczy do naszego nowego domu. I będziecie to właśnie wy ty drogi Ramallo oraz Pani.
- Ale… - zaniemówił Ramallo
- Żadnego ale postanowione, a teraz lećcie na wasz samolot bo nawet wy nigdzie nie polecicie.
Ramallo oraz Olga zebrali swoje
podręczne bagaże, mocno nas uściskali i udali się do samolotu.
Stojąc w hali odlotów zastanawiałam się co z nami będzie, czy w
końcu uda nam się dotrzeć do nowego domu, a co najważniejsze
gdzie on się w ogóle znajduje bo nie zdradzili ani słowem dokąd
lecimy.
- Tato a co z nami?
- Violu my udamy się teraz do pobliskiego hotelu i tam w spokoju poczekamy na jutrzejszy lot. Zadzwonię po taksówkę.
Tata wyciągnął telefon z kieszeni i
nagle usłyszeliśmy jego dźwięk: Dzyń, Dzyń
- German Castillo słucham? …O to Pani tak się cieszę, że jednak się Pani zdecydowała jechać z nami… Ależ nie musi się Pani spieszyć my lecimy jutro w południe, więc zdąży się Pani z nami zabrać… Dobrze, dziękuje i do zobaczenia jutro.
Gdy tylko tata się rozłączył od
razu zaczęłam zadawać pytania gdyż byłam bardzo ciekawa co to za
tajemnicza kobieta. Po uzyskanej odpowiedzi zaczęłam żałować, że
w ogóle pytałam.
- Tato co to za tajemnicza kobieta, z którą przed chwilą rozmawiałeś?
- To twoja guwernantka, parę dni temu zaproponowałem jej żeby z nami leciała i właśnie się zgodziła. Pewnie się bardzo cieszysz z tego powodu?
- Nawet nie wiesz jak bardzo - wypowiedziałam z ironią w głosie
W drodze do hotelu miałam ochotę
wyskoczyć z taksówki i uciec daleko od tego co mnie czeka, ale
niestety podróż nie trwała długo. Przed hotelem kierowca
wypakował nasze bagaże na szczęście niewiele nam tego zostało,
reszta poleciała z Olgą i Ramallo do nowego domu. Weszliśmy do
hotelu i udaliśmy się w stronę recepcji. Tam tata wynajął nam
pokój na drugim piętrze oraz zdążył zarezerwować stolik na
kolację. W drodze do pokoju znowu zadzwonił telefon więc żebym
dłużej nie czekała tata dał mi klucz i sama udałam się do
pokoju. Weszłam do środka i od razu rzuciłam się na wielkie
łóżko, które stało na samym jego środku. Leżąc i patrząc w sufit
zastanawiałam się jak wygląda nasz nowy dom, czy Olga i Ramallo
dotarli już na miejsce, jak będzie wyglądać moje nowe życie. Gdy
tak rozmyślałam nie zauważyłam nawet jak tata wszedł do pokoju,
czas tak szybko mi upłynął na marzeniach.
- Violu znowu bujałaś w obłokach? Wróć już do nas na ziemię i idź odświeżyć się przed posiłkiem. – oznajmił German
- A mogę cię zapytać z kim tym razem rozmawiałeś i czemu tak długo?
- Dzwoniła Jade pytała o której ma przyjechać po nas na lotnisko. Musiałem jej wytłumaczyć co się stało i uspokoić żeby się o nas nie martwiła.
- Chyba o ciebie - wtrąciłam w pół słowa
- Violetto nie bądź niegrzeczna, Jade jest bardzo miłą osobą i liczę na to że się polubicie, ponieważ będzie ona częstym gościem w naszym domu.
- Postaram się aczkolwiek nic nie obiecuję
- Violetta! - wykrzyknął German
Zdążyłam zamknąć drzwi do łazienki
więc nie widziałam jego strasznej miny jaką zrobił mówiąc moje
imię.
No i tu pojawia się nam niestety nowa
postać w mojej historii, jest nią Jade LaFontaine. To kobieta
niezbyt wysoka, o krótkich ciemnych włosach, uwielbiająca
najnowsze trendy w modzie oraz wszystko to co związane jest z
wyglądem zewnętrznym. Była ona córką biznesmena więc mogła
sobie pozwolić na zakupy w najdroższych butikach na świecie. Jej
wadą na pewno jest wredny charakter według mnie oczywiście, a tak
naprawdę to kobieta o „małym rozumku”. Nasza przygoda z nią
zaczęła się w Paryżu. Tata zabrał nas tam w podróż służbową,
ponieważ musiał podpisać ważny kontrakt, a ja mogłam pozwiedzać
i pouczyć się trochę języka francuskiego.
Ale do sedna … któregoś wieczoru,
kiedy czekałam na tatę w hotelowej restauracji razem ze swoją
guwernantką, nawet nie pamiętam dokładnie którą pojawił się w
towarzystwie kobiety, którą zaprosił do naszego stolika. Za nim
usiedli przedstawił nam ją jako Jade LaFontaine. Gdy już usiedli
opowiedzieli jak doszło do ich spotkania. A było to tak…- Tato no wreszcie jesteś, a kim jest ta Pani, która przyszła razem z tobą? - zapytałam bardzo zaciekawiona co ta kobieta tu robi.
- To jest Pani Jade LaFontaine, nie zauważyłem jej w holu i wpadłem na tą miłą kobietę. W ramach rekompensaty zaproponowałem jej żeby z nami zjadła. - oznajmił zadowolony German.
- Mówiłam Panu Germanowi że to nie jest potrzebne ale bardzo nalegał więc nie mogłam mu odmówić. A kim jest ta śliczna dziewczynka? - zaćwierkała swoim głosikiem Jade.
- A no tak pozwoli Pani, że przedstawię moją córkę Violettę Castillo oraz jej guwernantkę - dumnie oświadczył German.
- Miło mi was poznać.- uśmiechnęła się Jade i wyciągnęła w naszą stronę swoją dłoń.
Ja także wyciągnęłam swoją dłoń
i serdecznie uścisnęłam Jade. Później oczywiście tata prowadził
rozmowę z tą kobietą o tym co tutaj robi, skąd jest i takie tam.
Ja oczywiście uśmiechałam się cały czas i przytakiwałam. Podczas tej całej historii o Jade jednak moje myśli były daleko razem z Olgitą oraz Ramallo,
którzy pewnie byli już na miejscu. Po kolacji popędziłam do
pokoju, tata oczywiście żegnał się z Jade i liczył na
kontynuowanie tej znajomości. No i tak zostało do dziś, spotykają
się gdy tylko tata ma na to czas ale na moje szczęście nie są
jeszcze oficjalnie parą, więc dzięki temu śpię spokojnie.
Po naszej wspólnej kolacji ojca z córką wróciłam do pokoju, a tata udał się do recepcji żeby załatwić resztę formalności. Nagle
usłyszałam dzwoniący telefon Dzyń, Dzyń. Zaczęłam się
rozglądać po pokoju i ujrzałam marynarkę, która leżała na
łóżku, podeszłam i wyjęłam dzwoniący telefon. Na wyświetlaczu
pojawiło się imię Ramallo bez wahania
odebrałam połączenie.
- Halo witam Panie Germanie chciałem zakomunikować że dotarliśmy na miejsce, odebraliśmy klucze do nowego domu, meble także dotarły i zabieramy się do rozpakowywania i przygotowywania wszystkiego na wasz przyjazd. - oficjalnym tonem rozpoczął Ramallo.
- Halo to ja Violetta taty nie ma w pokoju. - wykrzyknęłam z radości
- A to panienka miło mi słyszeć, przekażesz wszystko swojemu tacie? - zapytał Ramallo
- Ależ oczywiście jak tylko pojawi się w pokoju to … halo co to za hałas?
- To Olga wyrywa mi słuchawkę…- wyrwał z siebie Ramallo zanim Olga zdążyła mu ją wyrwać z ręki
- Moje słoneczko! Jak miło cię znowu słyszeć już myślałam że cię nigdy nie usłyszę ani nie zobaczę – zaczęła wykrzykiwać Olga
- Mnie też miło Panią słyszeć
- Oj kochanie dobrze że nie lecieliście z nami nawet sobie nie wyobrażasz jakiego strachu się najadłam – zaczęła szlochać do telefonu Olga.
- Ale jak to ? Co się stało? - zapytałam zaniepokojona
Przejmującą opowieść Olgii o tym co
się wydarzyło podczas lotu opowiem wam w następnym rozdziale z
mojego życia. Dzisiejsza opowieść dostarczyła nam nowych wrażeń
– które kryły się w nowej postaci, która nieco namiesza w moim
życiu oraz wielu domowników, ale najbardziej w życiu Germana.
Pozdrawiam Was serdecznie Viola.
wtorek, 3 marca 2015
Motto Violetty na dziś!
Mam nadzieje że już z niecierpliwością czekacie na dalszą część historii ;)
Do zobaczenia niebawem !
poniedziałek, 2 marca 2015
Rozdział I Początek
Życie na walizkach, ciągła zmiana
otoczenia, brak przyjaciół na dobre i złe, tylko zwykłe nic
nie znaczące znajomości. Brak jakiegokolwiek celu w życiu, a co
najważniejsze brak miejsca, w którym wreszcie poczuje się jak w
domu. Dom to nie tylko cztery ściany ozdobione różnymi meblami to
miejsce w którym będę otoczona osobami, które będą dla mnie
ważne i dzięki którym będę najszczęśliwszą osobą na świecie w moim świecie.

Nazywam się Violetta Castillo mam piętnaście lat z wyglądu jestem niezbyt wysoką brunetką. Mój tata ciągle powtarza, że jestem podobna do mamy, niestety ja nie pamiętam jej zbyt dobrze. Gdy byłam małą dziewczynką zostałam sama z tatą, ponieważ moja mama zginęła w wypadku. Aktualnie mieszkam w Madrycie ale to już nie potrwa długo, ponieważ dzisiaj wyjeżdżamy.
Moja mama nazywała się Maria Castillo
była piękną kobietą i bardzo kochała mojego tatę. Niestety
niewiele o niej wiem bo tata nie opowiada mi kim była, ani co
lubiła, jakie były jej zainteresowania no i czy miała jakąś
rodzinę, ciągle powtarza że bardzo nas kochała. Nie wiem dlaczego
robi z jej życia tak wielką tajemnicę ale liczę na to że w
przyszłości dowiem się o niej nieco więcej.- Violetta! Violetta! - z dołu dobiegał głos mężczyzny
- Tak tato? - odpowiedziałam
- Spakowałaś już swoje rzeczy? Za niedługo wyjeżdżamy na lotnisko.
- Już kończę pakować ostatnią walizkę.
- Pospiesz się! Jak skończysz to Ramallo zniesie je do salonu.
- Dobrze tato!
Ten krzyk mężczyzny dobiegający z
dołu to głos mojego taty.

German Castillo to szanowany inżynier,
właściciel międzynarodowego przedsiębiorstwa budowlanego architekt. Wysoki szatyn o ciepłym spojrzeniu, bardzo troskliwy i
opiekuńczy oraz przystojny mężczyzna. Zastępuje mi matkę i jest
ze mną zawsze gdy go potrzebuje. Niestety jak każdy rodzic ma swoje
wady. Jest nadopiekuńczy ale zarazem bardzo słodki w tym co robi
choć nie zawsze. Doprowadza on do tego, że izoluje mnie od
normalnego otoczenia tłumacząc się tym, że chce dla mnie jak
najlepiej. Doceniam to ale marze o normalnym życiu, o uczęszczaniu
do szkoły i nauce wśród swoich rówieśników, o spotkaniach ze
znajomymi, o przeżyciu pierwszej miłości, o problemach normalnych
nastolatek. Tata myśli, że ochroni mnie przed złem tego świata
ale przez takie traktowanie czuję, że życie umyka mi w bardzo
szybkim tempie.
Jak wcześniej wspomniałam nie chodzę
do normalnej szkoły moją nauką zajmuje się guwernantka wynajęta
przez mojego tatę. Jedna gorsza od drugiej ale ja mam na nie swoje
sposoby. Tak szczerze to żadnej z nich nie polubiłam. Dziwie się,
że obecna ze mną wytrzymuje bo jestem dla niej „bardzo miła”.
Jej poprzedniczkę pogoniłam świetnym numerem! Była to starsza
pani chyba po 50 ale wyglądała jak mumia która właśnie wstała z
grobowca. Owa pani myślała, że ma poważne problemy ze słuchem
ale to oczywiście była moja sprawka. Gdy kazała mi odpowiadać na
zadane pytania udawałam, że do niej mówię a tak naprawdę
ruszałam tylko ustami. Ona wytrzeszczała oczy za każdym razem gdy
próbowała mnie usłyszeć ale nic z tego. Po paru lekcjach uznała,
że się do tego nie nadaje bo jest za stara i nie słyszy co się do
niej mówi. Nie chciałam być dla nich niegrzeczna po prostu
chciałam aby tata zauważył, że bardzo nie lubię nauki w domu i
wolę uczęszczać do szkoły tak jak każda normalna nastolatka.
PUK ! PUK!
- Proszę wejść do środka.
- Czy mogę zabrać już panienki bagaże? - zapytał wysoki mężczyzna w okularach i nienagannym stroju.
- Ależ oczywiście Ramallo. Może Ci pomóc?
- Nie trzeba jestem silnym mężczyzną. Radzę panience kończyć swoje zapiski i szykować się do drogi za kwadrans jedziemy na lotnisko.
No więc w mojej historii pojawia się
nowa postać jest nią tajemniczy Lisandro Ramallo. Wysoki mężczyzna,
w okularach o ciemnych włosach i swoich żelaznych zasadach. Jest
miłym i sympatycznym człowiekiem, który ubiera się nie naganie.
Jego garnitury są swobodne ale i eleganckie. Jest współpracownikiem
mojego taty jego tak zwaną prawą ręką w firmie. Traktujemy go jak członka naszej rodziny. Jego
ulubionym powiedzeniem jest „przestrzeń osobista” często
stosuje ją wobec naszej gosposi Olgi boi się do niej zbliżyć więc
wtedy często to wypowiada aby czuć się wolnym człowiekiem od
zobowiązań tak twierdzi tata. Szczerze mówiąc to raczej nasza
kochana Olga podkochuje się w Ramallo bez wzajemności ale ja jestem
tylko dzieckiem i nie znam się na tym.
Aby cała rodzinka była w komplecie
brakuje nam tajemniczej Olgi więc nazywa się ona Olga Patricia Pena
trochę pulchna o ciemnych włosach ale bardzo ciepła i towarzyska
osoba, i jest naszą gosposią. To niezastąpiona kobieta! Uwielbiam
jak przyrządza mój ulubiony tort czekoladowy mogłabym zjadać go
codziennie. I jak już wcześniej wspomniałam kocha się w naszym
Ramallo.
- O matko już dawno powinnam być na dole! Oby tylko nie pojechali beze mnie.
Szybko zebrałam swój pamiętnik,
laptopa, plecak i zbiegłam na dół.
- Uff co za szczęście że wszyscy jeszcze tu są.
- Co to za minka mojej małej dziewczynki? - słodko zawołała Olga
- Przestraszyłam się że mnie tu zostawiliście samą
- Ciebie słoneczko nigdy. Twój tata zapomniałby własnej głowy ale nie Ciebie!
- Moje drogie panie przyjechała już taksówka, która zabierze nas na lotnisko. - nagle znikąd pojawił się Ramallo i przerwał nam rozmowę.
- To ja zabieram swój fartuszek i wychodzę. Idzie pan ze mną panie Ramallo?
- Tak, tak już idę.
I oboje wyszli z domu a ja usłyszałam
znajomy głos, który wyłaniała się z sąsiedniego pokoju i był
coraz bliżej mnie.
- Tato a ty jeszcze tutaj?
- Sprawdzałem czy wzięliśmy wszystko no i czy Ciebie nie zapomniałem lekko zażartował
- Przecież dobrze wiem że nie zrobiłbyś tego.
- Oczywiście kochanie za bardzo Cię kocham.
- Ja Ciebie też. Będę tęsknić za tym miejscem ale nie mogę się doczekać nowego domu.
- Zobaczysz nowe miejsce spodoba Ci się jeszcze bardziej.
- Obyś miał rację tato.
- Zawsze ją mam zaśmiał się cicho. No chodźmy już bo samolot poleci bez nas.
Więc pożegnaliśmy nasz stary dom i
udaliśmy się w nieznane. W drodze na lotnisko były okropne korki
ale to normalne w krajach europejskich. W końcu udało nam się
dostać na lotnisko gdzie panował niezły chaos, ludzie przepychali
się jeden przez drugiego żeby zdążyć na swój lot.
- Kochanie udaj się z Olgą do poczekalni, a my z Ramallo nadamy nasze bagaże.
- Dobrze tato.
Nagle podchodzi do nas wystraszony
Ramallo
- Panie Germanie nie mogę znaleźć naszych biletów
- Ale jak to?! Przecież dawałem je panu zaraz przed wyjściem z domu!
- Niczego od pana nie dostałem, w kieszeni mam tylko swój bilet.
- A co z resztą ?!
- Ja też mam swój wyrwała Olga.
- To co teraz zrobimy tato? Przecież nasze wszystkie meble oraz większość rzeczy wyruszyła już wczoraj?
- Przecież wiem musimy coś wymyślić tylko co?
Jeśli jesteście ciekawi o wymyślił
German i czy dotarliśmy w końcu do nowego domu to przeczytajcie
dalszą część tej historii w następnym rozdziale. Pozdrawiam was
jeszcze z Madrytu Violetta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


.jpg)


.jpg)







.jpg)


