W poprzednim rozdziale trochę się
wydarzyło ale tak w szybkim skrócie. Poznałam Tomasa, chłopaka
który uratował mnie przed upadkiem. Wróciłam do domu, jak wszyscy
twierdzili, że uciekłam to niech im będzie. Poznałam moja nową
guwernantkę o ile nią zostanie. Spodobała się nie tylko mnie ale
także mojemu tacie – niestety albo stety nie Jade. Mój dzień
zakończyłam świetną piosenką i marzeniami o moim księciu czyli
Tomasie. Zobaczmy co przyniesie mi nowy dzień.
Gdy sobie
smacznie spałam w moim pokoju niespodziewanie wszedł do niego tata,
który trzymał w ręce ogromny bukiet białych róż. Wszedł w
miarę cicho, żeby mnie nie obudzić. Postawił kwiaty na fotelu,
który stało obok mojego łóżka i usiadł na łóżku obok mnie.
Ja niczego nieświadoma dalej spałam. Poczułam jak tata odgarnia mi
włosy z ucha, pocałował mnie i zaczął szeptać mi do ucha.
- Dzień dobry. Dzień dobry. Cześć. Wstawaj wszystkiego najlepszego.
Natychmiast
otworzyłam oczy i na widok taty podniosłam się z łóżka.
Usiadłam naprzeciwko niego i uśmiechnęłam się.
- Cześć.
- Cześć. Przyniosłem Ci kwiaty – powiedział tata i wskazał kwiaty, które za nim stały, uśmiechnął się do mnie.
Wychyliłam się
zza niego aby móc je zobaczyć.
- Są cudowne – powiedziałam z uśmiechem na ustach.
Zobaczyłam że
mina taty nieco się zmienia czyli pogadanka jednak nieunikniona. I
zaczął łagodnie.
- Ale proszę Cię przyrzeknij mi, że już nigdy więcej nie uciekniesz z domu.
- Przyrzekam tato – szybko odpowiedziałam.
- Serio? – zapytał tata z uśmiechem.
- Serio – przytaknęłam.
- Wiesz co jest niesamowite? Niesamowite jest to, że jak patrze teraz na Ciebie przypomina mi się jak byłaś kiedyś taka malutka. Kiedy brałem Cię na ręce bałem się, że połamie Ci te Twoje kosteczki.
- Oj tato. Już dorosłam. Nie chce przyjęcia Jade – zaczęłam tłumaczyć tacie ale on pogłaskał mnie po policzku i łagodnie odpowiedział.
- To nie jej przyjęcie tylko Twoje.
- No właśnie dlatego, nie chce.
- Kochanie, Jade naprawdę robi wszystko żeby Cię uszczęśliwić.
- Przestań.
- Wszyscy robimy co w naszej mocy żebyś była szczęśliwa.
- Och…
- Ojojoj ! – wykrzyknął tata i ucałował mnie w policzek potem wyszedł z mojego pokoju.
Siedziałam jeszcze dłuższą chwilę
na łóżku i zaczęłam się zastanawiać co się dzisiaj wydarzy,
przecież urodziny ma się raz w roku i zazwyczaj jest to magiczny
dzień. Ja dzisiaj kończę już szesnaście lat to poważny wiek.
Nagle słyszę pukanie do drzwi.
- Proszę!
- Dzień dobry moja kruszynko! – wykrzykiwała Olga od wejścia.
- Dzień dobry Olgo.
- Mam dla mojej królewny śniadanie urodzinowe.
- Dziękuje możesz położyć na biurku. Nie musiałaś mi go przynosić na górę przecież zeszłabym na śniadanie na dół.
- Chciałam Ci zrobić niespodziankę. Chodź no tu niech Cię uścisnę i wycałuje – powiedziała Olga i ruszyła w moim kierunku z wyciągniętymi rękami. Wszystkiego najlepszego maleńka! – krzyczała Olga ściskając mnie z całych sił.
- Dziękuje… - próbowałam się wyrwać z jej uścisku ale w końcu mnie sama z niego wypuściła.
- To już Ci nie przeszkadzam – powiedziała Olga i zmierzała w kierunku drzwi, ale zatrzymałam ją pytaniem.
- Olga a czy ta nowa guwernantka, jak jej to było…a Angie już może dała tacie odpowiedź?
- Nic mi o tym nie wiadomo. No jedz już smacznego – odpowiedziała i wyszła z pokoju.
Zeskoczyłam z łóżka i podeszłam do
biurka, zdjęłam z niego tacę i usiadłam z powrotem.
- Mmm… co za pyszności. Powinnam częściej mieć urodziny – zrobiłam pierwszy kęs i odpłynęłam w marzeniach. Wyobrażałam sobie urodziny w gronie najlepszych przyjaciół, z tatą oraz mamą. Byłyby to najpiękniejsze urodziny w moim życiu. Zastanawiała mnie także inna kwestia. Czy Angie zostanie moją guwernantką? Zjadłam resztę śniadania w pośpiechu, ubrałam bluzkę i spódniczkę i pobiegłam do łazienki aby uczesać włosy. Gdy byłam gotowa zeszłam na dół aby zobaczyć co się tam dzieje. Stanęłam na dole schodów ale nikogo tam nie było. Usłyszałam Olgę krzątającą się po kuchni i udałam się w jej kierunku. Weszłam do środka i podziękowałam Oldze za pyszne śniadanie urodzinowe.
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
Jade wyszła z
gabinetu taty i podeszła otworzyć.
- O… - wydała z siebie, gdy zobaczyła w drzwiach Angie z walizką.
- Witam – powiedziała do niej Angie i weszła do środka, zamykając za sobą drzwi. Dzień dobry! – przywitała się ponownie.
- Dzień dobry – wreszcie odpowiedziała jej Jade.
- Czy zastałam Violette? – zapytała stawiając walizkę pod drzwiami. Odwróciła się i chciała wejść dalej ale Jade stanęła jej na drodze. Bardzo mi przykro ale nie mogę tracić więcej czasu. Violetta musi czym prędzej zacząć lekcje.
- Tak… Nawet się nie wysilaj maleńka przejrzałam Cię na wylot – chwyciła się za głowę Jade. Znak zodiaku lew, prawda? – zapytała pewna siebie Jade.
- Pudło. Byczek.
- Widzisz starasz się udawać kogoś kim nie jesteś. Mogę zadać Ci kilka pytań? Stara panna? Desperatka? – pytała szaleńczo Jade.
- Po prostu panna.
- Co takiego – powiedziała Jade. I nagle rozległy się kroki, był to German, który schodził z góry i zerkał zza barierek na obie panie. Będąc na dole schodów krzyknął w ich kierunku.
- Dzień dobry!
- Dzień dobry! – odpowiedziały mu obie panie. German stanął na środku salonu, Jade do niego dołączyła.
- Ciesze się, że się Pani zdecydowała – Angie podeszła bliżej pary, a German mówił dalej. Oto zasady tego domu bardzo proszę zapoznać się z nimi i przestrzegać bez wyjątków – German schylił się po egzemplarz leżący na stole i podał go nowej guwernantce. W ten sposób uniknie Pani kłopotów. Angie wzięła dokument do ręki i zaczęła go przeglądać.
- Lubi Pan mieć wszystko pod kontrolą? – nagle zapytała i spojrzała na niego.
- Tak jest dużo prościej. Olga wskaże Pani pokój. Violetta jest w kuchni.
- Dobrze, dziękuje – odpowiedziała Angie i odwróciła się w stronę walizki. Weszła niepewnie do kuchni aby przywitać się z Violettą i Olgą, ale niestety ich tam nie zastała. Postawiła walizkę i zabrała się za czytanie regulaminu, który wręczył jej German. Jade zobaczyła jak guwernantka wchodzi do kuchni i z wyrzutem zapytała ukochanego.
- Nie zamierzasz jej o nic zapytać? Wiesz przynajmniej czy umie dobrze mówić po hiszpańsku albo gdzie pracowała wcześniej? Wygląda bardziej na ekspedientkę niż na guwernantkę – gorączkowała się Jade.
- Wiem, że robisz to z troski o Violette ale pewnymi kwestiami wolę się zając sam.
- Eh… Oczywiście najdroższy wszystko czego pragnę to tylko dobra tej rodziny. Uwierz mi! – wykrzyknęła Jade i pocałowała Germana a potem udała się do jego gabinetu aby dopilnować dzisiejszego przyjęcia.
German, który został w salonie nagle
poczuł jak ktoś go obejmuje. Odwrócił się i zobaczył
uśmiechniętą od ucha do ucha jego córkę.
- Ah...To Ty kochanie – uśmiechnął się do mnie.
- Oczywiście, że ja a Ty myślałeś, że kto Olga? A może Ramallo? – zapytałam tatę i zaczęłam się z niego śmiać.
- Widzę, że humorek Ci dopisuje. To mnie bardzo cieszy. A Jade mówiła mi że przywieźli już twoją sukienkę na przyjęcie. Jest w Twoim pokoju.
- Dobrze to pójdę ją zobaczyć – pocałowałam tatę w policzek i poszłam do siebie.
W tym czasie Olga rozmawiała z Angie w
kuchni.
- O jak miło Panią widzieć! – wykrzyknęła Olga wchodząc z koszem pełnym prania do kuchni.
- Dzień dobry. Mnie też miło Panią widzieć. Może pomogę?
- Nie trzeba kochaniutka. To się nasza mała ucieszy od rana o Panią wypytuje.
- Tak to może pójdę się z nią przywitać.
- Zaraz, zaraz. Proszę poczekać przecież muszę pokazać Pani pokój, żeby zostawiła w nim swoje rzeczy – pośpiesznie powiedziała Olga i odłożyła kosz na blat. No więc proszę za mną.
- Dobrze.
Olga wzięła zapas kluczy i wskazała
Angie schody na górę. Obie ruszyły w ich kierunku. Angie rozglądał
się po posiadłości była bardzo imponująca. Wcześniej widziała
tylko dolną jej część teraz będzie miała okazję zobaczyć
więcej.
- Piękny dom – powiedziała do Olgi.
- Tak, bardzo a ile w nim sprzątania! A jeśli mowa o sprzątaniu to Pani pokój niedawno odkurzałam ale proszę się o nic nie martwić zrobię to jeszcze raz. Zresztą nie dawno wyniosła się od nas poprzednia guwernantka. Och co to było za babsko! – za biadoliła Olga i otworzyła drzwi do sypialni. O to tutaj, proszę się rozgościć.
- Dziękuje.
- Jeżeli będzie Pani czegoś potrzebowała to proszę wołać będę na dole robić pranie – powiedziała Olga i wyszła z pokoju.
- Dobrze, dziękuje Pani! – krzyknęła za nią Angie.
Olga szybko wróciła do swoich zajęć.
Natomiast ja weszłam do pokoju i się przeraziłam, no ale czego
innego mogłam się spodziewać po Jade.
Usiadłam na
łóżku i westchnęłam ciężko. Patrzyłam na manekin, na którym
wisiała okropna sukienka. Jej kolor był przerażający – ciemny
granat, który w słońcu błyszczał. Okropne! Miała ona dwa
bufiaste rękawy, które odstawały od całości. Dekolt w kształcie
litery „V” oraz była mega długa. Zaczęłam wyobrażać sobie
ją w innych fasonach. Rozsiadłam się wygodnie i zaczęłam tworzyć
w swojej wyobraźni dużo lepsze kreacje.
Pierwsza z nich była na
ramiączkach plecionych, miała płytszy dekolt, a w pasie była
opasana wstążką z pięknym różowym kwiatem z boku. Miała kolor
błękitny jak niebo i rozchodziła się u dołu. Rozmazałam swoją
wizję i zaczęłam tworzyć coś nowego. Kolejna miała odstające
koronkowe rękawki, mniej głęboki dekolt oraz była związana w
pasie tasiemką. Lekko rozchodziła się na boki, jednak dalej to nie
było to. Stworzyłam kolejną wizję. Tym razem ramiączka odstawały
jak małe skrzydełka, były w połowie niebieskie, a druga połowa
błyszczała brokatem. Góra została taka jak w pierwowzorze ale
miała delikatne pocieniowany kolor na materiale. Dodałam jej pasek
oraz falbankę, która spod niego wychodziła. Była króciutka i
cała w brokacie. Jednak gdy się ocknęłam dalej stała przede mną
ta okropna sukienka. Popatrzyłam na półkę na której stała ramka
ze zdjęciem mamy. Wzięłam je do ręki i się rozmarzyłam. W końcu
powiedziałam do zdjęcia.
- Tak, Ty masz idealną sukienkę. A co ja mam zrobić? – zapytałam mamy. Nagle do pokoju weszła moja nowa guwernantka, która oczywiście słyszała jak rozmawiam z mamą.
- Witaj! – zawołała radośnie i zamknęła za sobą drzwi. Cześć!
Odwróciłam
głowę i ujrzałam Angie, która kierowała się w moją stronę.
Wstałam z łóżka i odłożyłam zdjęcie na półkę.
- Aha, Angie? Cześć! – odwróciłam się w jej stronę. O przepraszam mogę tak do Ciebie mówić?
- Ależ oczywiście, że tak! – wykrzyknęła i odwróciła się przodem do manekina. Proszę ta sukienka to jakiś koszmar – powiedziała z uśmiechem na twarzy, a ja dołączyłam do niej.
- Właśnie nie widziałaś jeszcze kapelusza.
- Wszystkiego najlepszego. To będą najfajniejsze urodziny we wszechświecie – mówiła Angie ściskając mnie z całej siły.
- Ojej! Nie przytulaj mnie tak mocno, bo zaraz się uduszę – wykrztusiłam z siebie, próbując się uwolnić z uścisku. Gdy mnie puściła zaczęłam udawać, że się dusze a ona wpadła w małą panikę.
- Dobrze się czujesz? – zapytała zakłopotana. Strasznie Cię przepraszam – zaczęła panikować, a ja w tym czasie pękałam ze śmiechu. Violetta!
- Przepraszam – i obie zaczęłyśmy się śmiać.
- Ok. a więc to cudo wybrała Ci Jade – stwierdziła Angie i podeszła bliżej żeby obejrzeć sukienkę.
- Właśnie i śmie jeszcze mówić, że mnie kocha – podeszłam do niej. To co zaczynamy naszą dzisiejszą lekcje? – zapytałam pełna entuzjazmu i podeszłam do biurka, zabrałam swój zeszyt.
- Oczywiście, dzisiaj zajmiemy się modą – Angie z uśmiechem popatrzyła na mnie. No tak – rzuciła wymownie w moim kierunku, a ja zaczęłam się śmiać. Przyjrzyjmy się dokładnie tej sukience – zaczęła dokładnie ją oglądać. Proszę – podeszłam do niej. Wygląda beznadziejnie – stwierdziła po chwili. Tu wystaje jakaś nitka! – Angie pociągnęła za nitkę i sukienka przy rękawie się popruła. Oj.
- Angie… - mówiłam nieco zdenerwowanym głosem, ale nagle zaczęłam się śmiać.
- Masz może przybory do szycia? – zapytała ze śmiechem Angie.
- Hy… Jasne coś się znajdzie – nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Cudownie.
- Teraz Jade już do końca mnie znienawidzi – podeszłam jeszcze bliżej manekina.
- Czemu? – zapytała zdziwiona Angie. A ja bez wahania pociągnęłam za od padnięty rękaw i zerwałam go do końca. Ah! Violetta – upomniała mnie Angie nie powstrzymując śmiechu.
W tym samym
czasie w naszym ogrodzie, tuż obok basenu przechadzał się tata
razem z Jade. Oczywiście rozmawiali na mój temat.
- Ach jeśli chodzi o Violę to ona jest taka kochana, taka cudowna. To znaczy lubię sposób jej bycia i w ogóle – zachwalała mnie Jade. Ale ta wczorajsza ucieczka to było dla mnie zdecydowanie za wiele. Rozmawiałeś z nią o tym? – zapytała Jade.
- Nie – odpowiedział krótko German. Nie mogę jej zrozumieć. Nie chciałbym jeszcze pogarszać sytuacji.
Wracając do mnie
i Angie. Znalazłam przybory do szycia i podałam je Angie, która w
tym czasie próbowała ustawić rękaw na swoje miejsce.
- Nie chciałabym rozzłościć taty ale pewnie wszystko co zrobię pogorszy tylko sytuację.
- W dodatku coś ukrywa przed Tobą – odpowiedziała nagle Angie. Zrobiłam dziwną minę ponieważ nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Co takiego? – zapytałam.
- To znaczy… Biorąc pod uwagę to co wcześniej mi o nim opowiadałaś to Twój ojciec uważa, że wszystko wie najlepiej – wytłumaczyła się dość nerwowo Angie.
- To nie tak, bardzo go kocham ale za to nie znoszę Jade – poprawiałam sukienkę z drugiej strony. Gdybym tylko mogła odwołałabym przyjęcie – mówiłam bardzo przejęta.
Jesteście ciekawi co wydarzy się
dalej? Tego dowiecie się w następnym rozdziale mojej historii. A w
nim odpowiedzi na pytania. Czy odbędzie się moje przyjęcie? Czy
spotka mnie znowu jakaś katastrofa? Co się stanie z moją sukienką?
Potrzymam was trochę w napięciu! Serdecznie was pozdrawiamy razem z
Angie. Violetta.
Dialogi zaznaczone innym kolorem niż
reszta treści pochodzą z drugiego odcinka serialu „Violetta”
sezon 1 („Sekret”)





Świetnie :* Piszesz w fajnej formie to opowiadanie :) Czekam na nexta :*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Dodo