W poprzednim rozdziale oj działo się,
działo. Najpierw niechcący zniszczyłam sukienkę, którą dostałam
od Jade i miałam ją założyć na to nieszczęsne przyjęcie.
Zniszczyłam także tort, który miał być jak to mówiła Jade, a
no tak „ozdobą całego przyjęcia”. To już nie ma tej ozdoby,
za co oberwało mi się solidnie. Dowiedziałam się też od taty
trochę nowych rzeczy na temat mamy. Tak rzadko o niej wspomina ale
bardzo się ciesze, że w ramach moich urodzin coś mi o niej
opowiedział. No i Angie odkryła tajemnice, którą tata ukrywa
przede mną. Ciekawe co zrobi z tą wiedzą? No ale wróćmy już do
historii. A skończyłam na lekcji geografii, która naprawdę była
ciekawa. Sami zobaczcie!
- Tak – odpowiedziałam Angie na zadane pytanie i z uśmiechem powiedziałam coś co wiem o mamie. Dowiedziałam się, że moja mama uwielbiała przyjęcia – powiedziałam bardzo podekscytowana tą informacją.
- No to prawda – odpowiedziała dość spokojnie Angie czym wywołała u mnie nieco zdziwioną minę.
- Skąd to wiesz?
- Przecież to oczywiste większość ludzi uwielbia przyjęcia – odpowiedziała zmieszana Angie. Czyż nie? No właśnie!
- Tak, właśnie – odpowiedziałam. Szkoda tylko, że będę musiała założyć tę sukienkę od Jade. No trudno! Ale jest też wiele gorszych rzeczy – spojrzałam na leżące na stole książki. Na przykład geografia.
- Właśnie zacznijmy już – Agnie wzięła wielki atlas do ręki i zaczęła mi pokazywać różne rzeczy. Zobacz Violu. Kilimandżaro znajduje się na północy Tanzanii tuż na granicy z Kenią.
Gdy Angie mówiła
ja powoli odpływałam w swój świat, jednak miałam wrażenie, że
dzieje się to naprawdę. Podniosłam głowę znad atlasu i
popatrzyłam przed siebie. Mój wzrok zatrzymał się w kuchni,
zobaczyłam tam chłopaka, który uratował mnie przed upadkiem.
- To najwyższy szczyt na całym kontynencie. Rzeki Nil i Kongo są najdłuższymi rzekami – mówiła dalej Angie ale ja byłam już daleko.
Wstałam z
miejsca i poszłam do kuchni, w kierunku chłopaka. Gdy podeszłam
bliżej przypomniałam sobie jego imię.
- Tomas? – zapytałam z uśmiechem na twarzy.
Chłopak
oparty o blat kuchenny trzymał w ręce jabłko i uśmiechał się do
mnie.
- Szukam Cię od wczoraj bez przerwy – powiedział z uśmiechem chłopak.
- Jak mnie znalazłeś? – pytam dalej mocno zdziwiona jego przybyciem ale także bardzo uradowana.
- Słuchałem głosów swojego serca. Czym bliżej Ciebie tym szybciej biło. Halo jesteś tu?
- Tomas ?
- Nie to nie ja Cię wołam. To Angie – wskazał chłopak ręką, a ja się odwróciłam.
I nagle wróciłam
do rzeczywistości, w której siedziałam przy stole w jadalnie
właśnie z Angie.
- Tomas? Angie! Jaki znowu Tomas? Hej Violetta! – pstryknęła palcami Angie prosto przed moją twarzą i się ocknęłam do końca.
- Co? – zapytałam zdziwiona.
- Kto to jest Tomas? – zapytała Angie.
- A nie. Chciałam powiedzieć Ty to masz pecha z tymi lekcjami – szybko odpowiedziałam bez zastanowienia.
- M… coś mi się wydaje, że ktoś próbuje mi mydlić oczy kiedy myśli o chłopaku – powiedziała Angie i wzięła do ręki ołówek, który leżał na atlasie.
- Skąd. Wcale nie – spuściłam wzrok i zaczęłam nerwowo poprawiać włosy. Mylisz się Angie. Nic z tych rzeczy.
- Dobra – odpuściła Angie. W takim razie o czym myślałaś? – zapytała nie dając jednak za wygraną widząc moją zadowoloną minę.
- Trochę o tym, że jestem głodna – odpowiedziałam i wstałam z miejsca.
- Nie może być. Coś takiego – odpowiedziała zdziwiona Angie.
- Tak, zaraz wracam – skierowałam się w stronę kuchni.
- Idziesz do kuchni? – zapytała Angie.
- Tak – odpowiedziałam i ruszyłam nieco szybciej.
- No dobrze – zaśmiałam się Angie. Oj Violetta, Violetta – powiedziała do siebie Angie i zaznaczyła na czym skończyłyśmy.
Nagle ktoś
zadzwonił do drzwi lecz nikt nie ruszył żeby je otworzyć. Angie
więc wstała z miejsca i udała się w ich kierunku. Otworzyła
drzwi i zobaczyła mężczyznę w ubraniu roboczym.
- Dzień dobry – powiedział mężczyzna.
- Witam, tak? – zapytała Angie.
- Jestem ślusarzem Atillio – zaczął mężczyzna. Przyniosłem klucze, drugi komplet zapomniałem zostawić go wczoraj. I jeszcze jedna kopia, prezent od firmy to jest – tłumaczył mężczyzna i podał klucze Angie.
- Przepraszam ale kopia od czego? – zapytała niepewnie Angie.
- A to do pokoju na górze, na strychu.
- A dobrze, bardzo dziękuje.
- No to zostawiam te klucze i muszę już lecieć.
- Tak, do widzenia.
- Do widzenia.
Angie zamknęła
za sobą drzwi i schowała dodatkową kopię do kieszeni. Zauważyła
Olgę, która właśnie podążała, w kierunku jadalni.
- Olga! – zawołała Angie i ona podeszła do niej. Zobacz przynieśli klucz do strychu – Angie podała go Oldze.
- Ha, dziękuje – odpowiedziała Olga z uśmiechem.
- Nie ma za co.
Olga z kluczem w ręce udała się
prosto do gabinetu Germana. Weszła do środka i odłożyła jeden
komplet kluczy na biurko, a drugi, który już wcześniej dał jej
Pan German schowała do kieszeni. Zabrała się do sprzątania w
gabinecie i zatrzasnęła za sobą drzwi. Angie widząc, że Violetta
dalej nie wróciła z kuchni rozejrzała się po salonie czy nie ma w
pobliżu kogoś, kto mógłby ją przyłapać na wycieczce, którą
chciała sobie urządzić. Weszła na schody i zmierzała na strych.
Stojąc na górze schodów usłyszała kroki, więc szybko schowała
się w swoim pokoju. Tajemnicze kroki należały do Ramallo, który
właśnie wyszedł z ogrodu i zmierzał do kuchni. Tym czasem w
kuchni byłam ja i szukałam czegoś do jedzenia.
Otworzyłam
lodówkę i niespodziewanie wypadł z niej ser i wylał się na
podłogę prosto pod moje nogi.
- O nie… znowu… ah… - zostawiłam otwartą lodówkę i zajrzałam do szafki obok aby znaleźć jakąś ścierkę żeby to posprzątać. I nagle zza lodówki wychylił się Ramallo.
- Co robisz? – zapytał mnie i patrzył jak zakładam gumowe rękawiczki żeby sprzątnąć bałagan.
- Ramallo! Ah… wypadł mi cały ser – założyłam rękawiczki i popatrzyłam na podłogę, na której był nieszczęsny ser.
- O… To teraz chyba będzie trzeba go pozbierać i umyć podłogę – powiedział Ramallo podsumowując całe zajście. Ja w tym czasie o kroczyłam cały ser i podążyłam do zlewu po mokrą szmatkę. Wiesz co jesteś wyjątkowa – powiedział znowu i podszedł do lady.
- O tak, bardzo dziękuje – obróciłam się do niego i odpowiedziałam z uśmiechem.
- Naprawdę nie ma za co. A wiesz czy jest już mój obiad? – zapytał nagle Ramallo, odwróciłam się nieco zdziwiona w jego kierunku.
- Obiad? O tej porze?
- Wiem – zaczął zmieszany Ramallo. Ale jakoś mi się zachciało – mówił dalej a ja patrzyłam na niego mocno zdziwiona. Głodny jestem.
- Nie, jeszcze nic nie przywieźli – odpowiedziałam i mocno wykręciłam szmatkę z wody.
- Tak. Dobrze – Ramallo zaczął szukać portfela w swojej marynarce. To kiedy już będzie powiedz proszę Oldze, że zostawiłem tu pieniądze, dobrze? – wyciągnął pieniądze i położył na blacie pod podkładką, na której stała miska z owocami.
- Dobrze – potwierdziłam i zabrałam się do ponownego płukania ścierki i jej wykręcania.
- Dziękuje – odpowiedział Ramallo i wyszedł z kuchni.
- Nie ma za co.
- Na razie.
Wracajmy jednak do Angie, która
czekała aż Ramallo zniknie z jej pola widzenia żeby mogłam wyjść
z ukrycia i udać się na strych. Podeszła do drzwi i w duchu
prosiła żeby ślusarz się nie pomylił. Włożyła klucz do drzwi
i przekręciła.
- Jest pasuje! – krzyknęła do siebie i zaraz skarciła się za to zachowanie. Otworzyła drzwi i weszła do środka. Wchodziła schodek po schodku a jej serce waliło jak szalone.
- Co ja robię, przecież German mnie zabije jak się dowie – powiedziała do siebie ale nie zatrzymywała się ani na krok. Podeszła do szafy, w której wisiała sukienka Marii, którą miała na sobie gdy zrobili jej zdjęcie z małą Violettą.
- Będzie w niej wygląda tak samo pięknie jak jej mama – powiedziała Angie podnosząc wieszak do góry i oglądając sukienkę dokładnie z każdej strony. Teraz trzeba cię podrzucić Violettcie tak żeby nikt nas nie zobaczył – powiedziała, w kierunku sukienki.
Zdecydowanym krokiem ruszyła w
kierunku drzwi, gdy znalazła się pod nimi przyłożyła ucho do
drzwi i nasłuchiwała jakiś kroków. Gdy upewniła się, że nikogo
nie ma szybko wyszła i zamknęła drzwi na klucz. Weszła do swojego
pokoju i padła na łóżko razem z sukienką.
- Co ja robię? – zapytała samą siebie. Teraz zostało podrzucić ją do pokoju Violetty, tylko jak? – pomyślała na głos i nagle wstała z łóżka, zostawiając sukienkę na jego brzegu. Wyszła z pokoju i podeszła pod drzwi mojego pokoju, nagle zapukała. Poczekała dość długą chwilę ale nikt nie odpowiadał więc weszła do środka.
- Violetta! –zawołała ale nikt nie odpowiadał. A no tak miała iść coś zjeść do kuchni, zapomniałam. Wykorzystam ten moment i podłoże jej sukienkę – powiedziała do siebie i wyszła z pokoju. Wróciła do siebie i zabrała sukienkę. Wychyliła głowę z pokoju aby sprawdzić czy nikt nie idzie i miała szczęście bo mogła spokojnie zanieść sukienkę na moje łóżko. Ułożyła ją starannie i szybko opuściła mój pokój. Zeszła na dół aby nie budzić niczyich podejrzeń. Podeszła do stołu i zabrała się za przeglądanie książek, które leżały na stole.
Ja natomiast
ciągle męczyłam się ze ścierką, którą chciałam wytrzeć
podłogę. Kiedy nagle usłyszałam kroki, które zmierzały do
wejścia.
- Można? – zapytał nieznajomy głos, ja nie odwracając się od zlewu odpowiedziałam.
- Jasne! – krzyknęłam i usłyszałam jak drzwi się zamykają. Automatycznie odwróciłam się żeby spojrzeć na przybysza i nagle zaniemówiłam ze zdziwienia.
- To Ty? – zapytał chłopak z torbą i podszedł do blatu.
- Co Ty tutaj robisz? – zapytałam z uśmiechem na ustach.
- To samo co Ty – odpowiedział Tomas i popatrzył na gumowe rękawiczki. Pracuje.
- Nie – odpowiedziałam zakłopotana jego stwierdzeniem. To nie tak ja tutaj nie pracuje – dorzuciłam szybko i zdjęłam rękawiczki.
- Nie ważne – powiedział Tomas i położył torbę na blacie. Powiesz mi w końcu jak się nazywasz? – zapytał chłopak w trakcie wypakowywania jedzenia z torby.
- E… mam na imię… - próbowałam wydusić z siebie swoje imię kiedy nagle usłyszałam wołanie taty.
- Olga! – wołał German i zbliżał się do kuchni.
- Olga tak masz na imię – ucieszył się Tomas z imienia, które usłyszał. I wtedy nagle do kuchni wszedł tata.
- A Ty kim jesteś? – zapytał chłopaka, który próbując ratować sytuację zaczął mnie bronić.
- Proszę jej nie obwiniać, nie pracuje bo zacząłem ją rozpraszać – tłumaczył się Tomas, a ja patrząc na tatę kiwałam tylko głową i w myślach prosiłam żeby nie robił mi przy nim żadnych scen.
- A to jedzenie? – pytał dalej German.
- E… Ramallo je zamówił – odpowiedziałam tacie i wyciągnęłam pieniądze w kierunku Tomasa. Jednak przechwycił je ode mnie tata i podał Tomasowi. Proszę, reszty nie trzeba.
Tomas wziął
banknoty od taty i odsunął się od niego, zwrócił się w kierunku
drzwi i powiedział do mnie.
- Dziękuje Olga. Na razie – popatrzył na tatę i szybko wyszedł.
- Nie ma za co – odpowiedziałam gdy drzwi się już za nim zamykały.
- Nazwał Cię Olga? – zapytał mocno zdziwiony tata.
- Hę? – odpowiedziałam wymijająco i zrobiłam zaskoczoną minę.
- Co robiłaś z tym chłopakiem? – zapytał tata z nieco groźniejszą już miną.
- Rozmawiałam tato, a co? – odpowiedziałam mocno nabuzowana jego pytaniem. To też mam zabronione? – zapytałam i nie czekając na odpowiedź chwyciłam za rękawiczki i odwróciłam się do niego tyłem.
- No nie ale zważając na Twoje ostatnie przewinienia trochę mnie to martwi – odpowiedział zdenerwowany tata. Udawałam, że go nie słyszę, nie chciałam się z nim znowu kłócić. A tak swoją drogą to skąd go znasz? – zapytał znowu, a ja nie wytrzymałam i odwracając się ze ścierką w ręku odpowiedziałam.
- Nie znam go i nie poznam, lepiej Ci tato? – zapytałam mocno zdenerwowana i zmierzałam w kierunku plamy na podłodze. Mógłbyś się łaskawie odsunąć chce posprzątać bałagan, który wcześniej narobiłam – powiedziałam do taty, a on bez słowa się odsunął.
- Przepraszam nie chciałem Cię denerwować, lepiej już pójdę – powiedział do moich pleców i wyszedł z kuchni.
- Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej – rzuciłam za nim mocno zdenerwowana, próbując doprowadzić do porządku podłogę nie zauważyłam jak nad moją głową pojawiła się Angie.
- Coś się stało? Czemu jesteś taka zdenerwowana, przecież ta podłoga chyba nic Ci nie zrobiła? – zapytała łagodnie Angie. Podniosłam głowę, żeby po patrzyć w jej kierunku i poczułam, że muszę ją przytulić. Wstałam z kolan i rzuciłam się w jej objęcia.
- Jak dobrze że tu jesteś – powiedziałam do jej ucha.
- Spokojnie czyżby to nerwy przed przyjęciem? – zapytała mnie Angie chwytając za ręce.
- Raczej nie to tata… - odpowiedziałam zmartwiona i wróciłam do ścierki, która leżała na ziemi.
- A… no tak. Słyszałam waszą rozmowę i to całkiem przypadkiem – powiedziała do mnie kiedy skończyłam z podłogą i zmierzałam do zlewu aby wypłukać ścierkę.
- Trudno było jej nie słyszeć – odpowiedziałam jej w drodze do zlewu.
- Więc nie bardzo wiem co Ci powiedzieć. Może po prostu to Twój tata? – powiedziała z uśmiechem Angie.
- Oj tak i to się raczej nie zmieni – odpowiedziałam jej i razem zaczęłyśmy się śmiać. W końcu zdjęłam rękawiczki i byłam gotowa wrócić z powrotem do lekcji. Wracamy do zajęć? – zapytałam Angie.
- Myślę, że na dzisiaj wystarczy nam tej geografii – odpowiedziała i znowu zaczęłyśmy się śmiać. No dobrze, a kim był ten tajemniczy chłopak,z którym tu rozmawiałaś? – zapytała z zaciekawieniem Angie.
Chcecie wiedzieć co jej odpowiem? To
zapraszam was na następny rozdział mojej historii, jednak zanim ja
coś opowiem zrobi to ktoś inny. Zapraszam na kolejną historię
opowiedzianą przez Angie! Nie martwcie się tam też dużo się
dzieje, a ja wrócę do was z odpowiedziami na kolejne pytania.
Pozdrawiamy was serdecznie Viola i Angie.
Dialogi zaznaczone innym kolorem niż
reszta treści pochodzą z drugiego odcinka serialu „Violetta”
sezon 1 („Sekret”)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz