poniedziałek, 29 lutego 2016

Śpiewaj razem z Angie

Hej tu znowu ja Wasza Angie - nauczycielka śpiewu ;) Jak już mogliście poznać mój cykl postów, które nie ukrywam sama jak na razie bywały bardzo nudne ;D Tak teoria nudzi czasami nawet samych nauczycieli! Ale to jest nasza tajemnica więc cicho i ani słowa nikomu ;p 

Mam dla Was radosną nowinę bo kończymy z nudna teoria teraz zajmiemy się czymś dużo lepszym a mianowicie piosenkami z serialu "Violetta" !!! Mam nadzieje, że jesteście podekscytowani tak samo jak ja ;p  

W pierwszym sezonie pojawiło się ich dość sporo. W samym pierwszym odcinku poznajemy kawałki tekstów piosenek takich jak:

  • "Destinada a brillar"
  • "Algo suena en mi"
W kolejnym odcinku poznajemy kawałki takie jak:
  • " Te creo"
  • " En mi mundo"
Jednak dzisiaj zajmiemy się może krótką historią powstania piosenki pod tytułem "Juntos somos mas", a następny post będzie poświęcony całkowicie jej słowom ;) Poznamy poprawna wymowę fonetyczną oraz tłumaczenie ;)

Ale na razie wróćmy do jej powstania. Jest to piosenka, która składa się z dwóch innych wcześniej wymienionych piosenek. Uczniowie "Studia 21" byli na tyle ze sobą "zgrani" , że połączyli je w jeden spójny nawet świetny kawałek.
Przyczynił się do tego oczywiście Pablo, który skłonił ich do współpracy i tak jakby jemu także przypisuje się udział w jej stworzeniu.
Dzięki zadaniu, które wymyślił on grupie niesfornych uczniów narodziła się ta piosenka - a jej tytuł to nic innego jak nazwa ćwiczenia wymyślonego przez naszego pomysłowego Pabla. "Razem możemy więcej" - tak to jego słowa, a także jej tytuł. Nie wszyscy nauczyciele podeszli do tego pomysłu z wielkim entuzjazmem, no cóż domyślacie się że mam na myśli Gregoria, który jak zawsze uważa że tylko indywidualności coś w życiu osiągną. No cóż takie jest jego zdanie ale nasze jest inne ;) 
Dzięki naszemu roztrzepanemu nauczycielowi muzyki, który pomógł chłopakom połączyć ich różne kompozycje w jedną spójną - tak oto powstała muzyka do tej piosenki. A jej autorami są Maxi i Leon, którzy wykonali kawał świetnej roboty.

Później ten nowy utwór został zaprezentowany przez wszystkich uczniów na zebraniu, na którym było zaproszonych mnóstwo ważnych gości. Po mimo różnych przeszkód, które towarzyszyły przy powstawaniu tej piosenki udało się im zaprezentować z jak najlepszej strony. Była to ich pierwsza poważna prezentacja i pierwszy poważny sukces!!!
Jest to jedna z najważniejszych piosenek dla uczniów naszego Studia.

Mam nadzieje, że Was nie zanudziłam tą historią, ale uważam że ważne jest najpierw poznanie czegoś zanim się tym zajmie na poważnie. Wtedy zmienia się podejście do tej rzeczy i staje się ważniejsza ;) Pozdrawiam Was i do następnego razu ;) Angie.

P.S. Jeżeli macie jakieś pytania to śmiało piszcie, chętnie odpowiem na wszystkie ;)
 

Motto Violetty na dziś!

Hej dawno mnie tu nie było wiem ale już jestem i mam dla Was nowe motto Violetty!! ;) Mam nadzieje, że poprzedni rozdział się Wam podobał ;) Dużo się działo wiem ;P Vilu przekroczyła progi "Studia 21"!!!! Co prawda nie było to zbyt świadome ale się stało! No i zaczepił ją pewien mężczyzna ciekawe kto to taki????? Ale na odpowiedź musicie jeszcze troche poczekać bo teraz czas na rozdziały, które opowiedzą inni bohaterowie ;] Ci znani no i może czas na jakieś niespodzianki!!!


Zapraszam na nowy rozdział, który ukaże się już w tym tygodniu!! A zaprasza Was na niego Angie bo to ona będzie głównym narratorem tej historii ;) Zachęcam Was do wzięcia udziału w moim Quizie, jak na razie jest jeden zwycięzca!! Macie jeszcze szanse piszcie odpowiedzi w komentarzach ;)
Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam do komentowania ;)

środa, 24 lutego 2016

Rozdział XXII Nowy dzień, stare tajemnice

Hej tu znowu ja witam was w moim kolejnym rozdziale. Mam nadzieje, że czekaliście na niego z niecierpliwością tak jak ja ale zanim nowości to może mały skrót z poprzedniego. No więc zaczęło się od sukienki mamy i można powiedzieć, że się na niej skończyło? A to nie do końca. Tata rozmawiał z wszystkimi domownikami o tajemniczym pojawieniu się jej w moim pokoju ale jak dobrze wiecie nikt nic nie wiedział na ten temat. Oczywiście dzień zakończył się naszą kłótnią ale jak się okazuje nie tylko moją i taty. Angie także usłyszała od niego swoją reprymendę, za nakłanianie mnie do śpiewania. Przecież ja nie potrafię śpiewać więc nie ma problemu. Ciekawe co przyniesie nam nowy dzień oby był dużo lepszy niż poprzedni.  


Obudziłam się w świetnym humorze mimo poprzedniego dnia, przeciągnęłam się powoli na łóżku kiedy nagle przypomniałam sobie o sukience, która moczyła się w misce. 

  • Ah! Sukienka! - krzyknęłam i szybko wyskoczyłam z łóżka aby zobaczyć czy plama zniknęła. Podbiegłam do miski i zaczęłam ją dokładnie oglądać. Nie ma plamy. Angie jest geniuszem! Nie wierze własnym oczom! - otrzepałam ręce z wody i sięgnęłam po mój pamiętnik.
    Usiadłam z nim na łóżku i otworzyłam na wolnej stronie, długopis poszedł w ruch i już strona się zapełniała.
Odłożyłam pamiętnik i podeszłam jeszcze raz do sukienki aby dokładniej ją obejrzeć. Rzeczywiście Angie się nie myliła i plama zniknęła, teraz muszę ją wysuszyć i będzie jak nowa. Zastanowiłam się chwilę nad tym gdzie ją powieszę.
  • Powinna wisieć na specjalnym miejscu, a może na manekinie? - pomyślałam i popatrzyłam na manekin, na którym wisiała sukienka od Jade. Tak to jest odpowiednie miejsce dla sukienki mamy, przynajmniej nie będę musiała już patrzeć na tą wstrętną sukienkę – podeszłam do manekina i zdjęłam ją szybko, odrzuciłam w kąt aby zrobić miejsce na nową.
    Gdy już skończyłam zabawę z manekinem postanowiłam iść do łazienki żeby ogarnąć się przed śniadaniem, na które nie miałam ochoty. Tata pewnie od rana zacznie prawić mi kazania, a ja będę musiała go słuchać. 

Wyszłam więc z pokoju i podeszłam do łazienki kiedy nagle zobaczyłam uchylone drzwi do pokoju, który był zawsze zamknięty.
Podeszłam do nich chwyciłam za klamkę i już miałam wchodzić do środka kiedy usłyszałam głos taty.
  • Violetta! Możemy chwilę porozmawiać?
  • Jeżeli chodzi o wczoraj to... - zaczęłam mówić i odeszłam od drzwi.

  • Chodzi o wszystko. Wszystko co się stało. Ja po prostu nie lubię kiedy się bez przerwy ze sobą kłócimy.
  • Właśnie ja też nie lubię – odpowiedziałam i rzuciłam się tacie na szyję aby go uściskać na zgodę.

Gdy tak się ściskaliśmy ze strychu wyszła Olga, która widziała całą sytuację oraz minę taty. Tata zamachał do niej aby wróciła tam skąd przyszła.
  • Wiesz co zrobimy. Tak myślę, że zjemy razem śniadanie, przebiorę się i za chwilę zejdę – powiedział tata i ucałował mnie w czoło.

  • Dobrze – odpowiedziałam i wróciłam do pokoju po swoje ubrania.
  • No już – powiedział tata i obserwował jak wracam do pokoju. W tym czasie Olga wyszła ze strychu, a tata do niej podszedł. Olga wyjaśnisz mi co robisz? - powiedział przez zęby abym nie usłyszała.
  • Przecież mówiłam Panu, że będę! - krzyczała Olga.

  • Ciszej Olga, ciszej, ciszej.
  • Mówiłam, że będę sprzątać.
  • Po proszę klucze – Olga podała tacie klucze, a on zaczął swoją reprymendę. Powiem tylko jedno, jeśli kiedykolwiek Violetta wejdzie tam przez Pani nie uwagę.
  • To co? 
  • To wszystkie ziemniaki Pani zgniją – powiedział German i udał się do swojego pokoju.
Zdziwiona Olga wskazała palcem na siebie i z powrotem wzięła się za sprzątanie domu.

Weszłam do pokoju z nieco lepszym nastrojem niż z niego wychodziłam. Znalazłam ubrania, które przygotowała mi Olga, wzięłam je i udałam się do łazienki. Szykowałam się na śniadanie, które miałam zjeść z tatą oczywiście już miałam na nie ochotę. German w tym samym czasie siedział w swoim pokoju i ubierał się aby zejść na dół. Trochę mu to zajęło bo zdążyłam przed nim do łazienki. Dom był jakoś dziwnie pusty, Angie jak zwykle rano znikała żeby załatwić swoje sprawy, Jade albo jadła z przyjaciółkami, albo robiła maraton po centrum handlowym. Ramallo zwykle przychodził po śniadaniu no chyba, że mieli z tatą jakieś spotkanie to wracali dopiero na obiad. No i jeszcze Olga ona zawsze jest w domu, przynajmniej z nią mogę zawsze się ponudzić. Czasami zabiera mnie na zakupy ale po ostatniej ucieczce musi pytać tatę o zgodę więc aby nie robić sobie kłopotów oraz nowych powodów do kłótni wychodzi sama wcześnie rano. Zwolniłam tacie łazienkę i zeszłam na dół aby poczekać na niego w kuchni. Zobaczyłam śniadanie, które było przygotowane w jadalni więc skręciłam w połowie drogi. Usiadłam do stołu i zamierzałam poczekać na tatę ale wszystko tak pięknie pachniało, że nie mogłam się powstrzymać. Zdążyłam zjeść śniadanie a taty ciągle nie było. Postanowiłam poszukać Olgi więc udałam się do kuchni. 
Rozglądałam się za Olgą ale nigdzie jej nie widziałam, porwałam więc jabłko z talerza i podeszłam do zlewu aby go umyć. Moją uwagę zwróciło pudełko po jedzeniu, które leżało obok. Było puste, podniosłam je aby przeczytać skąd dowożone jest do nas kiedy nagle do kuchni wszedł tata.

  • Violu! - zawołał wchodząc do kuchni.
  • Tata – powiedziałam przestraszona i schowałam pudełko za plecy. Co takiego znajduje się na strychu, że zawsze jest zamknięty na klucz – mówiłam i przesuwałam się w stronę blatu tak aby odłożyć pudełko na miejsce. Dzisiaj drzwi były otwarte.

  • Tam na górze jest jakiś pokój? - zapytał zdziwiony tata. A! Nie, nic tylko moje drobiazgi, papiery, dokumenty, rzeczy potrzebne do pracy. To ściśle tajne – tłumaczył się tata. Jadłaś śniadanie? - zapytał zmieniając temat.

  • Tak – odpowiedziałam z uśmiechem.
  • To dobrze – odpowiedział tata i wyszedł z kuchni. Ja w tym czasie wyciągnęłam pudełko zza pleców i odczytałam karteczkę, która była do niego przyklejona.
    Wyciągnęłam z niego wizytówkę i chwyciłam za telefon. Wystukałam numer i czekałam aż ktoś odbierze.
  • Dzień dobry chciałam zamówić lunch, czy jest to możliwe? - zapytałam niepewnie. Co Państwo dziś polecają? Dobrze, po proszę.
    Tak z dostawą do domu. Na nazwisko? A no tak Ramallo. Tak zamawiał już wcześniej, dobrze to czekamy. Dziękuje – powiedziałam do słuchawki i z uśmiechem na twarzy ją odłożyłam na miejsce. No to teraz pozostaje czekać na dostawcę – powiedziałam na głos i udałam się do salonu aby zająć się czymś, zanim przyjdzie dostawca. Usiadłam na fotelu i zaczęłam przeglądać czasopisma Jade o modzie. Jak ona może coś takiego oglądać, przecież to strasznie nudne – powiedziałam do siebie podczas przerzucania kolejnych stron.

Nagle ktoś zapukał do drzwi w kuchni, pobiegłam przez jadalnie aby otworzyć jednak nie zauważyłam Olgi, która wyszła z gabinetu taty. Szybko się cofnęłam i schowałam za ścianą aby mnie nie zauważyła.

  • Już ide! Zaraz! Już! Zaraz! - krzyczała Olga podchodząc do drzwi. Co się dzieje nie pali się. Słucham? - powiedziała Olga do dostawcy.
  • Dzień dobry – powiedział chłopak.
  • Dzień dobry – odpowiedziała mu Olga.
  • Mam zamówienie.

  • Co? Jedzenie? To na pewno Ramallo. Na słodko albo na słono, nie ważne co, nie ważne kiedy – mówiła z przejęciem Olga. Ja w tym czasie czekałam na odpowiednią chwilę aby wyjść i pogadać z chłopakiem. Idę go zawołać.
  • A Pani nie może tego wziąć?
  • Nie, jego żarcie, jego koszty. Proszę chwileczkę poczekać. Ramallo! - krzyczała Olga szukając go po całym domu.
Znowu zebrałam się na odwagę aby wyjść zza drzwi do kuchni, kiedy tym razem do kuchni wszedł Ramallo.
  • A skąd takie piękne zapachy? O! Otworzyła Ci?
  • Tak, pewna Pani powiedziała mi, że poszła po niejakiego Ramallo.
  • To ja ale ja niczego nie zamawiałem.
  • Ktoś i tak musi za to zapłacić.
  • Zastanówmy się jeszcze raz. Kto Ci otworzył drzwi, Olga? - zapytał Ramallo, a ja w tym czasie cofnęłam się do punktu wyjścia.

  • Nie, to była jakaś inna kobieta.
  • Inna kobieta... a to pewnie była Angie. Zaczekaj chwilę pójdę sprawdzić kto zamówił i zaraz wracam – powiedział Ramallo i zaczął delektować się zapachem. Przepyszne – wyszedł z kuchni, a mnie w końcu udało się do niej wejść.
  • Dzień dobry – powiedziałam z uśmiechem.
  • Olga! - krzyknął na mój widok chłopak. Miło Cię widzieć.

  • Nie... - zaczęłam kręcić głową. Ja nie jestem... - próbowałam mu wyjaśnić ale do kuchni na moje nieszczęście wszedł tata.
  • Halo, to znowu Ty?
  • Ja tylko przywiozłem zamówienie.
  • Jakie zamówienie, tutaj nikt nie zamawiał jedzenia.

  • Tato! - krzyknęłam ale zagłuszyła mnie Olga, która właśnie wyszła zza moich pleców.
  • Ja na pewno nie i Ramallo tak samo.
  • Cóż będziesz musiał to zabrać – powiedział surowym tonem tata.
  • Jak przywiozę to z powrotem każą mi za to zapłacić – tłumaczył chłopak.
  • Tutaj nikt nic nie zamawiał. Proszę to zabrać, odprowadzę Cię do drzwi.
    No już idziemy, idziemy – mówił tata i prowadził chłopaka do drzwi. Otworzył je przed nim i szybko zamknął.
  • Do widzenia – zdążył powiedzieć chłopak zanim drzwi się zamknęły.
  • Pa – powiedział stanowczo tata.

  • Tato! Czemu go tak potraktowałeś przecież to jest jego praca! - krzyknęłam oburzona zachowaniem taty.
  • Byłem nie uprzejmy? - zapytał zdziwiony.
  • Strasznie – odpowiedziała Olga.
  • Co? - zapytał. Znałaś wcześniej tego chłopaka? - nagle zapytał zmieniając temat.

  • Nie... tylko zrobiło mi się go trochę szkoda – powiedziałam spokojnie aby nie wzbudzać dziwnych podejrzeń.
  • Ah... - wzruszył ramionami tata.
  • Tyle – zakończyłam swoją wypowiedź.
  • No dobrze – powiedział tata. Olga proszę ze mną.
  • Mhm – przytaknęła Olga wiedząc co ją czeka.

  • Masz dobre serce kochanie, zbyt dobre – powiedział tata i wyszli razem z Olgą z kuchni.
  • Ah.... - odetchnęłam z ulgą kiedy wyszli.
Korzystając z okazji, że Olga razem z tatą zamknęli się w jego gabinecie, a Ramallo siedział w salonie pochłonięty pracą udało mi się po cichutku wymknąć z domu. W ukryciu śledziłam chłopaka, który roznosił jedzenie od domu do domu.

W tym samym czasie w gabinecie Germana toczyła się bardzo poważna rozmowa.
Co tym razem zrobiłam? - zapytała oburzona Olga. Jeśli chodzi o to jedzenie to nie ja go zamówiłam, a w tym domu robi to tylko Ramallo – tłumaczyła się Olga.
  • Nie chodzi o jedzenie. Chodzi mi o tego chłopaka – powiedział poważnym tonem German.
  • Co z tym chłopakiem? - zapytała zdziwiona Olga.
  • Nie życzę sobie aby zbliżał się do mojej córki. Zrozumiała Pani? - zapytał dość głośno.
  • Tak, proszę Pana ale to nie moja wina że tu przyszedł. A Pan znowu mnie obwinia – lamentowała dalej Olga.
  • Ja nie twierdzę, że to Pani wina. Chcę tylko aby przypilnowała Pani tego chłopaka.
  • Przypilnowała? - zapytała zdziwiona.
  • Żeby nie zbliżał się do Violetty, żeby nie przekraczał progu mojego domu kiedy sytuacja tego nie wymaga.
  • Aha, to już rozumiem.
  • Bardzo się ciesze, że się zrozumieliśmy. Teraz może już Pani iść.
  • Dobrze ale mogę Pana o coś zapytać?
  • Nie.
  • Czy przed wszystkim i wszystkimi będzie Pan chronił i izolował swoją córkę.
  • Tak! - krzyknął German.
  • Ale to się może dla niej źle skończy. Bo... - zaczęła mówić Olga, kiedy nagle German wstał i wyprosił ją z gabinetu.
  • Bo ona będzie się czuła samotna! – powiedziała do zamkniętych drzwi Olga. Ramallo popatrzył na kobietę i już otwarł usta żeby coś powiedzieć kiedy ona rzuciła mu gniewnie.
  • Proszę nic nie mówić! - krzyknęła i ruszyła do kuchni, a biedny Ramallo lekko oszołomiony wrócił do pracy.

Wracając do mnie, to ja biegałam sobie po mieście za chłopakiem, który dostarczał jedzenie. Nie zatrzymywał się ani na chwilę, więc nie było okazji aby zamienić z nim nawet słowo.
Chowałam się za drzewami, podążałam za nim krok w krok ale on nawet tego nie zauważył.
Gdy tak szłam sobie za nim dalej trafiłam w końcu na duży plac, na który było pełno dziwnych ludzi.
Ci młodzi ludzi tańczyli, świetnie się bawili skacząc, ćwicząc różne kroki. Pomyślałam, że to pewnie jakiś klub albo miejsce spotkań młodych ludzi, stanęłam na chwilę aby popatrzeć na dziewczyny, które tańczyły ze wstążkami.
Widok był cudowny ale mój cel nie stał w miejscu więc poszłam za nim. Przeszłam pomiędzy tymi ludźmi cały plac aż weszłam do środka budynku.
Zeszłam po schodach w dół i nagle moim oczom ukazało się niesamowite miejsce. Było tam tak samo wielu młody ludzi jak na zewnątrz, mieli plecaki więc doszłam do wniosku że to musi być jakaś szkoła.
Mieli instrumenty, a z głębi leciała jakaś muzyka, tam także uczniowie ćwiczyli swoje choreografię.
Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu Tomasa, kiedy ujrzałam salę oszkloną, a w niej paru uczniów grało na instrumentach swoją własną muzykę. To było niesamowite!
Podeszłam dalej a w następnej sali grupka ludzi śpiewała do mikrofonów jak profesjonalni piosenkarze. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Wsłuchałam się w ich głosy i uśmiechem na ustach przypomniałam sobie jak zeszłego wieczora to ja nuciłam Angie piosenkę mamy.
No tak ale ja nie ma takiego pięknego głosu jak oni pomyślałam sobie kiedy nagle ujrzałam Tomasa z piękną blondynką, która pociągnęła go do jednej z sali, które znajdowały się głębiej. Niesiona nogami udałam się za nimi ale nagle się zatrzymałam.

  • Nie ma mowy, nie mogę tego zrobić – upomniałam się głośno za swoje zachowanie.
Popatrzyłam w ich stronę i przegrywając z ciekawością pobiegłam za nimi. Podeszłam pod szafki ale nic nie słyszałam więc postanowiłam podejść jeszcze bliżej.
Ciekawość dawała za wygraną nie zastanawiałam się co będzie jak mnie przyłapią na podsłuchiwaniu. W końcu słyszałam o czym rozmawiają i w tej oto chwili pożałowałam, że tu za nim przyszłam. Z ich rozmowy jednoznacznie wynikało że są parą więc ja nie miałam tutaj już nic do szukania.
Po cichu wycofałam się spod drzwi gdyż nie miałam ochoty patrzeć jak się całują. Zrezygnowana i zdenerwowana swoją głupotą kierowałam się w stronę wyjścia nie zwracałam uwagi na mijających mnie ludzi, kiedy nagle zaczepił mnie pewien starszy mężczyzna.


Jesteście ciekawi czego chciał ode mnie ten starszy mężczyzna? Czy to miejsce zapadnie mi w pamięci mimo tego co tu widziałam? Czy tata dowie się o moim ponownym zniknięciu? Tego wszystkiego dowiecie się w następnym rozdziale moich historii, na który będziecie musieli trochę poczekać. Następny rozdział opowie wam Angie, bo ja muszę trochę ochłonąć. Pozdrawiam was trochę smutna i rozczarowana z miejsca, które jest zaczarowane. Viola  


Dialogi zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z trzeciego odcinka serialu „Violetta” sezon 1 („ Zakochanie”)

czwartek, 18 lutego 2016

60 postów za nami!

No i znowu wybiła mi okrągła liczba moich postów ;) Co za radość !!! Mam nadzieje, że będzie ich coraz więcej i więcej... Życzę sobie dużo weny jak i moim czytelnikom, których serdecznie pozdrawiam i jeszcze raz zachęcam do udziału w Quizie ;)
Nowy rozdział już niedługo zapraszam do śledzenia mojego bloga ;* ;)

Motto Violetty na dziś!

Hej wszystkim ;) Widzę, że dawno nikogo nie było ale mnie też się trochę zdarzyło zaniedbać moich czytelników ;) Wiem przepraszam obiecałam poprawę ale ostatnio mam dużo na głowie i mało czasu na dodawanie nowych postów ;( Ale dzisiaj jest nowe motto i zapowiedź kolejnego rozdziału ;) Oj w poprzednim dużo się działo! German i jego śledztwo, które nic oczywiście mu nie dało bo nadal nie wie kto podrzucił sukienkę naszej Vilu ;) No i oczywiście najważniejsze odważyła się wreszcie wydobyć swój głos ;) Brawo dla Angie, która niestety oberwała za to solidnie po głowie ;)


Mam nadzieje, że czekacie z niecierpliwością na kolejny rozdział mojej historii ;) Ukaże się on już niedługo dokładnie to nie wiem kiedy ;) Ale Ci co śledzą mojego bloga na pewno przeczytają ;)
Zapraszam również do brania udziału w Quizie ;)
Jak na razie jest jeden faworyt na zwycięzce ;*
Pozdrawiam ;)

czwartek, 11 lutego 2016

Rozdział XXI Sukienka mamy

Dzisiaj czeka was kolejny rozdział opowiadany prze ze mnie! Mam nadzieje, że się bardzo cieszycie ale zanim dalszy ciąg historii to krótkie przypomnienie tego co było. W poprzednim rozdziale odbyło się moje przyjęcie urodzinowe. No dobra nie do końca takie moje bo Jade je organizowała i to jej znajomi na nim byli. Ale zgodziłam się na nie bo mama kochała przyjęcia więc ja też. Zaskoczyłam wszystkich swoim wielkim wejściem! Zeszłam po schodach w sukience mamy! Och jaka ona była śliczna nie to co ta od Jade, ble. No i oczywiście były tańce, świetna zabawa aż do czasu mojej kłótni z tatą. Nawet w takim dniu nie mógł odpuścić. Poszło nam o sukienkę, która według niego była całym nieszczęściem. Oburzona wróciłam do pokoju ale niestety z plamą na sukience mamy, którą zrobiła mi Jade! Tata zakończył przyjęcie i rozpoczął prywatne śledztwo. Zobaczcie co wydarzyło się dalej.
  • Nie wiem. Coś niedobrego? – zapytała Jade swojego brata.

Jednak on nie odpowiedział tylko wsadził sobie kanapeczkę do ust i udał bardzo zaskoczonego. Po czym skierował się w stronę drzwi i wyszedł aby uniknąć dalszych pytań Jade.
Zaskoczona ale nadal zdenerwowana Jade podeszła do kelnera, który właśnie sprzątał na stole.
  • Mogę prosić o szklankę wody? – zapytała Jade.
  • Już podaję – odpowiedział kelner i udał się do stolika po czystą szklankę. Nalał do niej wody i podał Jade.
  • Dziękuję. Teraz proszę wracać do pracy. Mam nadzieję, że uporacie się z tym bałaganem raz, dwa.
  • Tak proszę Pani.

Gdy Jade nadzorowała pracę porządkowe i czekała na swoją kolej aby porozmawiać z Germanem w jego gabinecie trwała bardzo burzliwa rozmowa.
  • To nie ja Panie German – powiedziała Olga załamanym głosem.
  • Była na strychu, do którego nie ma kluczy bo je zgubiłem! – krzyknął mocno zdenerwowany German. Skąd suknia się tu wzięła? – zapytał gosposię.
  •  Jeśli jest Pan tak nie ufny wobec mnie! – zaczęła tłumaczyć się Olga. To czemu zamiast wymieniać zamek, nie zmieni Pan pracownika! – krzyknęła mocno zdenerwowana.
  • Od dzisiaj może tam Pani wchodzić tylko żeby posprzątać! Klucz będę miał ja.
  • Doskonale! Czy coś jeszcze?
  • Nie! – odpowiedział German na co Olga obróciła się do wyjścia. Jednak stanęła przed drzwiami i ponownie odwróciła się w stronę Germana.
  • Mogę Panu coś powiedzieć ale ma to pozostać tylko między nami.
  • Nie! – powiedział stanowczo German.
  • W porządku. Wie Pan tajemnice są zupełnie jak ziemniaki. Jeśli zostawisz je na jakiś czas w koszyku. To zaczynają puszczać pędy, później rozkwitają roślinki i myślisz ojej jakie maleński, takie małe ziemniaczki. Lecz po jakimś czasie zaczynają okropnie śmierdzieć i pojawia się pleśń. Zaczynają gnić…
  • Dobrze, koniec.
  • potem… Rozumie mnie Pan? – zapytała dość dobitnie Olga.
  • Do widzenia.
  • Że to co się ukrywa, ostatecznie gnije!
  • Do widzenia mówię! – krzyknął German a Olga z oburzonym wyrazem twarzy otworzyła drzwi i ujrzała w nich Ramallo, który właśnie zamierzał zapukać do gabinetu. Za jego plecami stała Jade, która czekała na swoją kolej.
  • Hy! Olga! – wykrztusił z siebie Ramallo. Co się stało? Wszystko z Tobą w porządku?
  • Nie, nie jest w porządku – odwróciła głowę w stronę Germana i ze szlochem odpowiedziała i opuściła gabinet.
  • E… proszę ja za Panią – zwrócił się Ramallo do Jade, którą przepuścił w drzwiach.
    Przepraszam Panie German ale Pan też podejrzewa Olgę.
  • Ktoś musiał to stamtąd wyciągnąć.
  • Nie, nie, nie. Coś tutaj jest nie tak. Nie wie Pan, że wszystko co się ukrywa…
  • Ty też z tą całą śpiewką o ziemniaku! Co? – krzyknął z oburzeniem German na Ramallo, który bez słowa opuścił gabinet.
  • Nie patrz tak na mnie co! Znasz mnie, wiesz przecież że ja w życiu nie dałabym Violettcie na urodziny jakiejś używanej sukienki – powiedziała Jade. O! Oj moje kochanie – zwróciła się do Germana i podeszła do niego bliżej. Proszę Cię, błagam Cię przestań już się złościć – mówiła dalej kiedy przytulała się do pleców Germana.
  • No dobrze masz rację. Wybacz mi. Chodzi o to, że wzruszyłem się jak zobaczyłem Violę w tej sukience. Tylko tyle.
  • Rozumiem ale wiem jak to rozwiązać. Może wyrzucisz wszystko. Przecież mogę Ci pomóc. Zrobimy wyprzedaż garażową im więcej gratów mniej tym lepiej.
  • Jade mam prośbę. Jeśli chodzi o strych to nie wtrącaj się – odpowiedział stanowczo German i zakończył temat.
  • Dobrze już nie będę – odpowiedziała zmieszana.
  • Chciałbym zostać sam i trochę pomyśleć, możesz już iść do siebie.
  • Ale… no skoro chcesz, to wychodzę. Będę na górze w sypialni jakbyś czegoś potrzebował.
  • Dobrze dziękuję.

Jade opuściła gabinet Germana i udała się w kierunku schodów na górę, po drodze spotkała Angie, która właśnie schodziła na dół.
  • Wcale nie zdziwiłabym się gdyby to Pani dała tę sukienkę Violettcie – powiedziała głośno Jade tak aby usłyszała to Angie.
  • Słucham? Co Pani powiedziała? - zapytała z lekką irytacją w głosie Angie.
  • Dobrze słyszałaś kochaniutka co powiedziałam nie zamierzam się powtarzać.
  • A nawet jeśli byłaby to prawda to co Pani zamierza z tym zrobić, słucham?
  • Niech no się zastanowię – zamyśliła się Jade. Nic! Bo German Panią za to wyrzuci i nie pomogą tu nawet słodkie oczka Violi. Nikt już Pani tutaj nie wpuści! A teraz żegnam idę do siebie odpocząć – powiedziała i odeszła nie czekając na odpowiedź Angie.
  • Do siebie, dobry żart! - krzyknęła Angie i zeszła na dół do kuchni.
Gdy weszła do środka nagle usłyszała jak dzwoni telefon, rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu Olgi, która powinna odebrać ale nigdzie jej nie było. Wzięła słuchawkę do ręki i bez wahania odebrała. 

  • Halo? Nie przykro mi ale nie ma go w tym momencie. A kto mówi? - zapytała z grzeczności. Pan z agencji... w sprawie guwernantki! Ah! - krzyknęła do słuchawki i rozejrzała się czy nikt nie zmierza do kuchni. Właśnie mieliśmy się z Państwem kontaktować żeby poinformować, że na razie nie. Na razie nie będziemy potrzebowali żadnej guwernantki w każdym razie dziękuje bardzo za telefon, właśnie. Nie, nie, nie, tak jestem pewna. Dziękuje Panu bardzo. Do widzenia – powiedziała rozłączając się. W głębi ducha poczuła ulgę, że to ona odebrała ten telefon a nie ktoś inny. O jeden problem mniej – powiedziała z ulgą w głosie.

Wtedy do kuchni weszłam ja. Chciałam się pozbyć tej okropnej plamy z soku, która została na sukience mamy.
  • Cześć Angie – powiedziałam i zabrałam się za plamę.
  • Viola! - odpowiedziała mi Angie i przyglądała się jak czyszczę plamę.
Zmoczyłam ściereczkę w czystej wodzie i już chciałam ją przyłożyć do sukienki ale Angie mnie powstrzymała.

  • Nie, nie, nie tak nie! - szybko krzyknęła i zabrała mi wieszak z sukienką, z ręki. Co chcesz zrobić? - zapytała.
  • Jak w takim razie zmyć te plamę? - zapytałam odkładając mokrą ściereczkę i oglądając z Angie zabrudzenie.
  • Najlepiej zwykłym mydłem, a nie brudną szmatką – mówiła przyglądając się dokładniej plamie.
  • Tak myślisz?
  • Tak, szare mydło spierze wszystko. Siostra mnie tego nauczyła. Gdzie to mydło...gdzie mydło... - mówiła rozglądając się po kuchni i unikając mojego zdziwionego wzroku. A tam powinno być. Tak jest tutaj – udała się do jednej z szafek i wyciągnęła mydło oraz miskę.
Ja w tym czasie starłam z blatu tą brudną ścierką resztkę wody, która została i odłożyłam ją na bok.
  • Spokojnie zaraz zobaczysz, że sukienka będzie jak nowa! - krzyknęła z entuzjazmem i podeszła do mnie.
  • Zobaczymy.
  • Trochę mydła, odrobina wody. Lejemy – Angie nalewała do miski wodę.
  • Trochę się rozlało – wzięłam ścierkę i wytarłam wodę.
  • To nie szkodzi – powiedziała Angie i sięgnęła po wieszak. Ta sukienka jest przepiękna.
  • Należała do mamy.
  • A pamiętasz mamę? - zapytała Angie gdy zamaczała sukienkę w misce.

  • Niezbyt. Umarła kiedy miałam pięć lat – odpowiedziałam nieco smutna.
  • Tak wiem o tym – odpowiedziała i zaczęła lekko zapierać plamę. Twój... tata mi opowiadał.
Gdy tak sobie rozmawiałyśmy nie zauważyłyśmy kiedy German stał przy wejściu do kuchni i niechcący podsłuchał dalszą część naszej rozmowy.

  • Jedyne co pamiętam to jak już leżałam w łóżku śpiewała mi kołysankę. Miała taki piękny głos.
  • A pamiętasz te kołysankę? - zapytała Angie mocząc dalej sukienkę.
German właśnie chciał wejść do kuchni aby przerwać dalszą część rozmowy jednak jakaś wewnętrzna siła go powstrzymała i słuchał dalej.
  • Jasne, trochę wstydzę się zaśpiewać i tata nie będzie zadowolony. No wiesz.
  • Żartujesz! Nie myśl o tym. Zrób to dla mnie! No dalej – zachęciła mnie Angie.
German przysunął się jeszcze bliżej ściany aby usłyszeć głos, który wydobędzie się po raz pierwszy z moich ust.

Jednak odważyłam się tylko zanucić kawałek melodii, którą śpiewała mi mama. Zamknęłam oczy i z moich ust wydobył się dźwięk chyba melodii, o którą mi chodziło. Gdy skończyłam patrzyłam na minę Angie a na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech i coś takiego jakby duma, z tego co zrobiłam.

  • I jak? Bardzo fałszowałam? - zapytałam zmieszana.

  • Nie, nie. Co Ty masz wspaniały głos. Taki wyjątkowy – powiedziała i otarła łzę z oka. Violu ja... ja wzruszyłam się. Naprawdę się wzruszyłam – mówiła jak zaczarowana. I wiesz co, uważam że powinnaś uwolnić swój głos.

Gdy Angie kontynuowała swoją przemowę, na twarzy Germana pojawił się uśmiech. Czuł dumę z powodu mojego talentu, jednak po paru następnych słowach wrócił mój stanowczy tata.

  • Powinnaś pozwolić sobie odpłynąć. Zająć się tym na poważnie. Masz ogromny talent – mówiła dalej Angie, kiedy nagle do kuchni wszedł tata i przerwał naszą rozmowę. Obie odwróciłyśmy się w jego stronę i czekałyśmy co powie, nie byłyśmy pewne ile usłyszał zanim wszedł do środka.

  • Jeżeli przyszedłeś tu żeby mnie zganić za tę sukienkę, to nie mam ochoty... - zaczęłam szybko atakować tatę ale ten wszedł mi w pół słowa
  • Nie, nie, nie, nie. Nie o to chodzi. Nie o to. Po prostu nie mam pojęcia kto mógł tam wejść i to wszystko – powiedział tata i nawet nie zająknął się na temat tego co usłyszał.
  • Gdzie wejść? - zapytałam zdziwiona jego ostatnim zdaniem.
  • Do Twojego pokoju.

  • A ja myślałam, że się ucieszysz gdy mnie w niej zobaczysz. Ale się pomyliłam – wzięłam miskę z sukienką i nie czekając na jego odpowiedź wyszłam z kuchni.
Udałam się do swojego pokoju gdyż nie miałam już ochoty na rozmowę z kimkolwiek z domowników. Weszłam do środka odłożyłam miskę na biurko i położyłam się do łóżka. W głębi siebie pragnęłam aby jak najszybciej zasnąć i nie myśleć o tym felernym przyjęciu, które zorganizowała mi Jade. W głowie miałam melodię, którą zanuciłam Angie oraz sukienkę mamy.
W kuchni zostawiłam tatę razem z Angie i miałam nadzieję, że tata nie wyciągnie żadnych konsekwencji z naszej poufnej rozmowy. W końcu Angie namawiała mnie do śpiewania co było surowo zabronione w tym domu.
  • Pewnie też bym się obraziła – powiedziała Angie do taty ale ten najwyraźniej jej nie zrozumiał.

  • To prawda. Jestem obrażony ale nie chce być zbyt surowy – odpowiedział niedbale.
  • Nie. Mówiłam o niej, nie o Panu – wskazała ręką na mnie gdy wychodziłam na co German zrobił zdziwioną minę.
  • E... nie wiem – powiedział zmieszany. Nie lubię kłamstwa. Suknia była w pokoju zamkniętym na klucz – powiedział zmieniając przy tym temat.
  • Tak jak wspomnienie o Pańskiej żonie – rzuciła niedbale Angie i zabrała się za sprzątanie blatu, na którym wcześniej stała miska z wodą.
  • Jest tu Pani od dziesięciu minut. Nie ma Pani pojęcia o czym mówi – odpowiedział jej mocno wzburzony German.
  • Tak pewnie ma Pan rację – powiedziała cichym i spokojnym tonem.
  • Nienawidzę kłamstwa!
  • Ale córkę Pan okłamuje – stwierdziła Angie.

  • Nie, chwila. Nie muszę się Pani z niczego tłumaczyć. Poza tym nic by Pani nie zrozumiała. Jeszcze jedno. Nie życzę sobie by ona śpiewała! Mówiłem Pani o zasadach panujących w tym domu. Jedyna dozwolona muzyka to taka, która służy jej wykształceniu! - krzyczał mocno wzburzony German.

  • Ale ona tylko...
  • Jeśli zależy Pani na pracy proszę się dostosować! - krzyczał dalej German.
  • Zrozumiałam – odpowiedziała Angie i patrzyła jak German wychodzi mocno zdenerwowany z kuchni.

  • I on mówi, że nienawidzi kłamstwa, a sam jest jednym wielkim kłamcą. Nie dłużej nie wytrzymam muszę powiedzieć Violi prawdę – powiedziała do siebie Angie. Podeszła do blatu i nalała sobie wody do szklanki chciała ochłonąć przed pójściem na górę.
German w tym czasie zdenerwowany poszedł do siebie nie miał ochoty już dłużej się zastanawiać kto podrzucił sukienkę do mojego pokoju. Postanowił mieć większy nadzór nad strychem oraz tymi, którzy mają do niego dostęp. Chciał też pogodzić się ze mną ale nie bardzo wiedział jak, więc położył się do łóżka i wywołał w swojej pamięci cudowny obraz. Była to Maria z małą Violą na rękach z uśmiechem na twarzy przytulała dziewczynkę do siebie, a ubrana była właśnie w tą sukienkę, która wywołała tyle zamieszania dzisiejszego dnia.
Angie także dotarła do swojej sypialni, położyła się do łóżka i myślała o tym co będzie dalej z nią i jej życiem w tym domu.

I tak oto zakończył się nam ten rozdział razem z przyjściem nocy, która może przyniesie wreszcie spokój w naszym domu. Nowy dzień przyniesie niektórym bohaterom nowe problemy a może pomoże się ich pozbyć ale tego dowiecie się w następnym rozdziale mojej historii. Na razie to ja idę spać razem z sukienką mamy. Pozdrawiam was Viola.



Dialogi zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z trzeciego odcinka serialu „Violetta” sezon 1 („Zakochanie”)