Hej witam wszystkich czytelników bardzo serdecznie. Na początek chciałam was przeprosić za opóźnienie mojego nowego rozdziału. Niestety nie była to moja wina ale braku internetu. Z powodu silnych wiatrów nastąpiła awaria sieci i nie mam zbyt dobrej wiadomości, ponieważ nie wiem kiedy zostanie naprawiona ;(
Dlatego bardzo was przepraszam i dzisiaj nadrabiam braki, ponieważ mam taka możliwość. Nie podam wam daty kolejnego rozdziału, ponieważ nie chce wam znowu obiecywać i nie dotrzymać słowa. Bardzo was przepraszam i zachęcam do śledzenia mojego bloga.
środa, 22 kwietnia 2015
Rozdział VIII Tajemnicza kobieta
W poprzednim rozdziale
rozstałam się wreszcie z „Panią drętwą”, oczywiście po
małym incydencie, który nie był do końca moim wyczynem. Jade
bardzo chciała uczestniczyć w moich osobistych przygotowaniach do
przyjęcia, którego w ogóle nie mam ochoty mieć. Jednak znowu miał
miejsce przykry incydent, który bardzo zdenerwował członków mojej
rodziny. Czy to jakiś dziwny zbieg okoliczności czy ja przynoszę
pecha? Zakończyłam swoją opowieść na tajemniczej kobiecie,
która nagle pojawiła się w moim domu. Zobaczcie jak potoczył się
ta historia.
Tajemnicza kobieta
niepewnie weszła do kuchni i próbując zwrócić uwagę
któregokolwiek z domowników zaczęła krzyczeć.
- Dzień dobry! Dzień dobry! Wcale się nie zakradłam, bo drzwi były otwarte – śmiało zawołała lecz nikt jej nie odpowiedział. Nagle usłyszała zbliżające się głosy, które nie zwróciły uwagi na to że wcześniej wołała.
Do kuchni weszła
zbulwersowana Jade razem ze swoim bratem Matiasem. I tu pojawia nam
się kolejna nowa postać w mojej historii. Oczywiście nie licząc
tej tajemniczej kobiety, która zostanie dla nas jeszcze przez jakiś
czas zagadką. No więc przybliżmy wszystkim nową postać. Matias
LaFontaine jest starszym bratem Jade.
Pracuje razem ze swoim ojcem w
rodzinnej firmie. Uwielbia drogie samochody, ładne kobiety oraz
jedzenie. Zawsze jak do nas przychodzi Olga zamyka przed nim lodówkę.
Jak sama twierdzi ma on wielki apetyt,którego nie da się tak łatwo
zaspokoić. Czuję się także bardzo odpowiedzialny za swoją
siostrę, która jest kobietą o bardzo mały rozumku. Jak udało nam
się już zauważyć. No dobrze dość tej prezentacji wróćmy już
do naszej historii.
- Och Mati! Spójrz tylko jak ja wyglądam! Na moje włosy i na mój makijaż! Ta małolata mnie nienawidzi! Jest strasznie rozpieszczona! Rozczochrana i w dodatku bardzo rozżalona! – krzyczała w niebo głosy Jade.
W tym czasie tajemnicza
kobieta zdążyła wyjść z kuchni i stanąć za drzwiami. Miała
nadzieję, że rozwrzeszczana para jej nie widziała. Jednak
ciekawość nakazała jej zatrzymać się i posłuchać o czym
rozmawia tak dwójka. Zastanawiała się także co robi tu mężczyzna,
którego spotkała wcześniej w parku.
- Co tutaj robi ten pomyleniec? – rzuciła do siebie kobieta i czekała jak rozwinie się sytuacja.
Matias
wziął do ręki ścierkę, która leżała na blacie kuchennym.
- Dawaj! – krzyknęła Jade i wyrwała bratu ścierkę z ręki żeby otrzeć resztki wody, które zostały na jej włosach.
- Jade uspokój się i zamiast marnować swoje nieliczne neurony na awantury z Violettą, zastanów się jak ją sobie zyskać – odpowiedział Matias
- Ale Mati przecież organizuję jej przyjęcie urodzinowe, a to już dużo.
- Bardzo dobrze, każdy krok jest dobry jeśli doprowadzi Cię do ślubu z Germanem.
- Ale mnie się wcale nie śpieszy do ślubu! – wykrztusiła Jade
- No to od teraz niech Ci się śpieszy. Musisz zyskać sobie zaufanie Violetty.
- Och… - westchnęła Jade i pomaszerowała z bratem do salonu.
- Dziwni są Ci ludzie. Ale dzięki nim dowiedziałam się paru interesujących faktów z życia Violetty i jej ojca. Hm… ta kobieta jest chyba jego narzeczoną ale ten pomyleniec? Kim on jest i czemu spiskuje z tą kobietą? To nie moja sprawa. Przyjęcie urodzinowe to świetny…
W tym momencie kobieta
słysząc kroki pary, która rozmawiała przed chwilą w kuchni,
szybko rozejrzała się po salonie i zobaczyła drzwi. Bez wahania
podeszła do nich i liczyła, że nie będą one zamknięte.
Pociągnęła za klamkę i weszła do środka. Aby upewnić się, że
nie ma tam nikogo zawołała.
- Dzień dobry! Violetta! – nie było tam jednak nikogo. Nagle zadzwonił telefon. Przestraszona kobieta wyjęła go z torebki. Próbując utrzymać telefon w ręce oraz jednocześnie go odebrać aby nie wydawał z siebie dźwięku wreszcie się jej udało. Zdenerwowana kobieta szeptem powiedziała do telefonu. Halo co się dzieje?
W
głośniku rozbrzmiał głos mężczyzny.
- Yyy… wybacz, że Ci przeszkadzam Angie ale jestem w trochę niezręcznej sytuacji. Sprawy się trochę skomplikowały. Chciałem wiedzieć czy dużo Ci to jeszcze zajmie? – zapytał dziwnym głosem mężczyzna
- Nie, nie wiem. Nie powiem Ci ale mogę już wrócić.
- Nie, nie. Nie chcę cisnąć, jasne. To nie jest żaden wyrzut ani nic takiego ale długo jeszcze tam będziesz?
- Pociesze Cię jeśli Ci powiem, że bardzo Cię lubię. Jesteś moim najlepszym przyjacielem.
- To pocieszające odrobinę, no powiedzmy. Widziałaś się już z nią?
- Nie, nie. Jeszcze jej nie widziałam ale… Zaraz to załatwię i już wracam.
- Halo? Halo?
- Halo? Pablo? Halo? – mężczyzna się rozłączył.
Kobieta schowała
telefon do torebki i zaczęła zastanawiać się co jej przyjaciel
miał na myśli.
- Dziwne czemu tak nagle się rozłączył. To do niego niepodobne. Muszę szybko załatwić sprawę, z którą tu przyszłam i wrócić do niego aby dowiedzieć się o co mu chodziło. A może to nie najlepszy moment, żeby spotkać się z Violettą… Może wykorzystam jej przyjęcie urodzinowe i zrobię jej taki prezent… A co jeśli ją to zrani? Jeśli nie uda mi się tu znowu dostać? Nie, nie mam już odwrotu przecież po to tu jestem – zastanawiała się głośno kobieta.
Jak udało wam się już
pewnie zauważyć w moim nowym domu dzieje się strasznie dużo
rzeczy, przez które nawet nikt nie zauważył że mnie w nim nie ma.
Jednak to moja historia więc pewnie jesteście ciekawi co dzieje się
ze mną. No więc ruszyłam przed siebie nie zwracając uwagi zbytnio
na miejsca, które mijałam. Byłam wściekła na mojego tatę. Nie
miałam najmniejszej ochoty na kolejną rozmowę z nim. Pragnęłam
pobyć sama, chciałam wreszcie poczuć się niezależna, wolna, poza
ciągłą kontrolą taty.
- Pewnie nawet nie zauważył, że mnie nie ma. Po naszej kłótni zamknął się w swoim gabinecie i pewnie udawał, że nic się nie stało. To przecież w jego stylu. Ciągle liczy się dla niego tylko praca, a no i ciągła kontrola nade mną. Traktuje mnie jak rzecz, jak mebel, który nic nie czuje i zawsze będzie stał tam gdzie on tego chce. Ale ja ma już tego dość! Jeszcze te jego słowa „ że jestem dla niego najważniejsza i chce żebym była szczęśliwa”. Tylko, że jego słowa w porównaniu z tym co wyczynia nic nie znaczą, a tylko jeszcze bardziej mnie ranią. Gdy tak sobie głośno rozmyślałam nawet nie zauważyłam jak zaczął padać deszcz. Nie zważając na to zadałam sobie głośno pytanie.
- Dlaczego taki jest? Dlaczego nie próbuje mnie zrozumieć? – zaczęło mocniej padać. Zobaczyłam przed sobą drzewo i podbiegłam do niego aby schronić się choć trochę przed deszczem. Oparłam się o jego konar oczywiście cała przemoczona. Zaczęłam się zastanawiać co robić dalej.
Wróćmy jednak do tego
co dzieje się w moim domu, tam czeka na nas dużo atrakcji.
German właśnie
skończył rozmawiać z klientem i kierował się w stronę swojego
gabinetu. Po drodze zobaczył Jade stojącą razem z bratem w
salonie. Podszedł do nich.
- O witaj Matias miło Cię widzieć – wyciągnął rękę w stronę Matiasa i przywitał się z nim.
- Witaj Germanie. Jak się masz? – odpowiedział Matias.
- Dobrze. A co u Ciebie?
- Dziękuję, że pytasz. Wszystko w porządku. Przyszedłem odwiedzić siostrę ale widzę, że nie jest zbytnio w formie.
- To nie jej wina. Mieliśmy tu mały incydent.
- Tak słyszałem od Jade.
- Właśnie mu opowiadałam jak Violetta… - zaczęła Jade ale German jej przerwał.
- Przepraszam Kochanie ale nie widziałaś jej może? Nie ma jej w pokoju a nie skończyliśmy naszej rozmowy.
- Ktoś wchodził do gabinetu może to ona – odpowiedziała Jade
- Dziękuje – ucałował ją w policzek i ruszył do gabinetu. W tym samym momencie kobieta rozglądała się po pokoju i ujrzała zdjęcie stojące na biurku przed nią. Była na nim Violetta razem ze swoim tatą.
- Wyglądasz tak samo jak Twoja mama – powiedziała kobieta i w tym momencie otworzyły się drzwi i stanął w nich German.
- Violetta to Ty! – zawołał. Widząc kobietę trzymającą ich zdjęcie w rękach zapytał. A kim Pani jest? – nie uzyskawszy żadnej odpowiedzi zapytał ponownie. Kim Pani jest? Ja jestem gospodarzem tego domu – dodał German.
- A także ojcem Violetty prawda? – wydusiła z siebie wreszcie kobieta.
- Tak. German podszedł bliżej kobiety i wyciągnął rękę po zdjęcie, które ona trzymała. Doszło między nimi do małej szarpaniny, w końcu odzyskał zdjęcie. No więc?
- Już dawno temu powinnam była tu przyjść po to żeby odmienić życie Violetty – wreszcie wykrztusiła z siebie kobieta, która chciała mówić dalej ale mężczyzna wtrącił jej pół słowa.
- Świetnie. Podoba mi się to podejście w stylu „To właśnie mnie szukacie”- mówił German udając się w stronę biurka i odkładając zdjęcie na jego blat. Jednak zanim podejmę decyzję spotkam się też z innymi kandydatkami – kontynuował siedząc za biurkiem.
- Słucham?
- Jest Pani kandydatką z agencji do opieki nad moja córką prawda?
Gdy w gabinecie trwała
rozmowa z potencjalną kandydatka na nową guwernantkę, przynajmniej
tak to wyglądało, Olga przemieszczała się po całym domu szukając
Violetty. Stanęła przed drzwiami, które powinny być zamknięte i
zawahała się.
- Czyżbym zapomniała zamknąć tych okropnych drzwi?! Oby jej tam nie było – Olga pociągnęła za klamkę i na jej szczęście były zamknięte. Jednak szybko się ocknęła i zbiegła na dół aby czym prędzej powiadomić Pana Germana o zniknięciu córki. Po drodze jednak zatrzymał ją ogrodnik.
- Przepraszam coś się stało jest Pani taka zdenerwowana? – zapytał ogrodnik, który właśnie wszedł do domu aby schować się przed deszczem.
- Oj stało się stało! Nasza maleńka zniknęła! Nigdzie jej nie mogę znaleźć! – krzyczała Olga.
- Violetta? Tak się składa że chyba ją widziałem.
- Gdzie i kiedy to było?
- Przed domem jak przyjechał ten dostawca i rozmawiał z Panią. Później weszliście do środka…
- Przecież pamiętam co robiłam, proszę mówić o Violettcie!
- No i jak weszliście do środka to ona się wymknęła z domu. Myślała że nikt jej nie widzi ale ja akurat tam byłem.
- To dlaczego Pan jej nie zatrzymał!
- Jak odłożyłem swoje narzędzia to już jej nigdzie nie było.
- O matko pędzę do Pana Germana!
Olga wpadła do
gabinetu i nie zwracając uwagi na toczącą się tam rozmowę
krzyknęła do Pana Germana.
- Panie German! Violetty nigdzie nie ma, a ogrodnik twierdzi, że widział jak wychodziła na ulicę!
- Co takiego? – zapytał zaniepokojony German. Szybko wstał zza biurka, chwycił za telefon i pobiegł do salonu. Proszę wziąć kontakt od tej Pani! – krzyknął szybko do Olgii i już go nie był.
- Tak – odpowiedziała zdziwiona Olga, która nie zauważyła kobiety zanim weszła do środka. A kim Pani jest? – zapytała.
- Ja jestem… - zaczęła kobieta ale Olga nie dała jej dojść do słowa.
- Dobrze nie ważne, zaraz porozmawiamy. Zapraszam za mną do kuchni tam wszystko mi Pani opowie. A no i wezmę kontakt od Pani tak jak prosił Pan German. Obie udały się w pośpiechu do kuchni. Widziały jak German rozmawia z kimś przez telefon i jest bardzo zdenerwowany.
- Proszę natychmiast połączyć mnie z komendantem to sprawa życia i śmierci! – wykrzykiwał. No w końcu ktoś kompetentny… o… przepraszam. Chciałem zgłosić zaginięcie córki. Kiedy wyszła? Jakieś parę godzin temu! Ja nie panikuję, jestem spokojny. Proszę Pana dzisiaj wróciliśmy z Europy to jej pierwszy dzień w nowym mieście… Tak już mówiłem że wyszła. Tak sama! Proszę zacząć jej szukać! W co była ubrana? Już chwilkę … Dobrze podam Panu jej rysopis. Jest szczupła, ma proste, brązowe włosy. Ubrana była w krótkie spodenki zdaje się, że w kwiaty, szaro – różowy T- shirt, na to miała dżinsową kamizelkę i brązowe kozaki… To wystarczy czy coś jeszcze? Dobrze, dziękuję, będę czekał – German zdenerwowany odłożył telefon podbiegł do szafy wyjął swój płaszcz i wyszedł z domu.
- Nie będę czekał z założonymi rękami aż policja łaskawie zajmie się szukaniem mojej córki. Sam muszę się tym zająć – wsiadł do samochodu i ruszył na poszukiwania córki.
Jeździł po okolicy i
rozglądał się ale niestety nic nie mógł zobaczyć, ponieważ
deszcz padał tak mocno, że uniemożliwiał dobrą widoczność.
Zaparkował samochód i wysiadł, dalej postanowił szukać pieszo.
Nie miał ze sobą parasola więc nie trwało to długo jak
przemoknął do suchej nitki. Cały czas zastanawiał się dlaczego
jego córka wyszła z domu, przecież robił wszystko aby była
szczęśliwa.
- To moja wina poświęcam jej za mało czasu, ciągle pracuje… Może czas pomyśleć o kimś kto będzie dla niej przyjaciółką, kto ją wysłucha i wybije jej z głowy głupie pomysły. Może jednak ją za bardzo rozpieściłem. Chciałem jej w ten sposób zastąpić oboje rodziców, a ona przez to uciekła z domu – krążył po okolicy i mówił do siebie. Strasznie się o nią martwię. Nie chce jej stracić, nie wybaczyłbym sobie tego.
No dobrze skoro zrobiło
się takie zamieszanie z powodu mojej osoby to czas wrócić do tego
co dzieje się u mnie. Czekałam pod drzewem aż przestanie padać,
byłam już cała przemoczona. Nagle ujrzałam, że niedaleko mnie
znajduje się daszek pod którym mogłabym się schronić i chociaż
trochę wyschnąć zanim wrócę do domu. Niestety nie miałam pojęcia
co się w nim teraz dzieje. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że
tata chodzi po okolicy i szuka mnie nie zważając na to,że tak
okropnie pada.
Nie rozglądając się
zbytnio bez wahania zaczęłam biec w kierunku lepszego schronienia.
Gdy nagle poczułam jak grunt traci mi się pod nogami i czuję jak
zaraz upadnę na błoto, przez które właśnie się poślizgnęłam
ale nie ma upadku.
Czuję dotyk jakiegoś
chłopaka, który złapał mnie w ostatniej chwili. Otworzyłam oczy
i ujrzałam przystojnego chłopaka, który pochylał się nade mną,
był tak samo przemoczony jak ja. Ciemno
włosy chłopak bez słowa uratował obcą dziewczynę, która co
najwyżej potłukła by sobie tyłek. No może w gorszej wersji
skręciła nogę ale nie ma co histeryzować.
Gdy spojrzeliśmy sobie
w oczy poczułam jak nagle przestaje padać i zza burzowych chmur
wychodzi słońce. Czyżby to jakiś znak? Nie to tylko dziwny zbieg
okoliczności. Trwaliśmy w bezruchu jakieś dobre parę minut, żadne
z nas nie potrafiło się poruszyć. Ta chwila była zbyt piękna aby
była prawdziwa pomyślałam sobie.
Jesteście ciekawi jak
potoczy się dalej moja historia? Czy wrócę cała i szczęśliwa do
domu? A może tata odnajdzie mnie zanim wrócę? No i kim będzie ta
tajemnicza kobieta? Czy się polubimy? Tego wszystkiego dowiecie się
w następnym rozdziale… A zapomniałam mała niespodzianka!
Następny rozdział opowie wam jedna z bohaterek moich historii,
dowiecie się skąd się wzięła w moim świecie ale nie martwcie
się tego wszystkiego dowiecie się już niebawem. Pozdrawiam
Violetta.
Dialogi zaznaczone
innym kolorem niż reszta treści pochodzą z pierwszego oraz
drugiego odcinka serialu „Violetta” sezon 1 („Powrót do domu”,
„Sekret”)
20 postów juz za nami!
Hej moi kochani jak zauważyliście mam co świętować kolejne 10 postów za nami! Z tej okazji postanowiłam dodać coś nowego do swojego bloga, a jest to mianowicie zakładka obserwatorzy. Myślę, że uhonoruje to moich najwierniejszych czytelników. Bardzo wam wszystkim dziękuję i życzę sobie kolejnych postów oby jak najwięcej.
sobota, 18 kwietnia 2015
Kolejna nominacja!
Hej chciałam bardzo podziękować za drugą nominacje do LBA od mojej najwierniejszej czytelniczki. Bardzo Ci dziękuje Nataly Lynch. Cieszy mnie, że podobają się moje rozdziały i potrafią trzymać w napięciu.
Pytania od Nataly Lynch:
1. Gdzie mieszkasz w domu czy bloku?
2. Opisz swój wygląd jednym zwięzłym zdaniem
3. Czy masz rodzeństwo, jeśli tak to jakie, z jeśli nie to czy być chciała mieć
4. Wierzysz, że miłość od pierwszego wejrzenia istnieje? Uzasadnij
5. Co miałaś na półrocze z Fizy?
6. Ile masz lat?
7. Diecesca vs Naxi
8. Tomas vs Leon vs Diego vs Clement/Alex
9. Czy czytasz mojego bloga??? Jak tak to dlaczego? Uzasadnij
Moje odpowiedzi:
Pytania od Nataly Lynch:
1. Gdzie mieszkasz w domu czy bloku?
Moje odpowiedzi:
- W bloku
- Niezbyt wysoka blondynka o niebieskich oczach
- Tak siostrę i brata
- Tak wierze bo sama się kiedyś o tym przekonałam
- 3
- 16
- Obie pary mają coś w sobie ale jak mam wybierać to Diecesca
- Zdecydowanie Leon (chociaż każdy jest inny i ma coś w sobie co potrafi przykuć uwagę)
- Tak ponieważ uwielbiam Twoje historie są inne i bardziej oryginalne niż moje.
Bardzo dziękuje i pozdrawiam ;*
czwartek, 16 kwietnia 2015
Motto Violetty na dziś!
Hej mam nadzieje, że podobał wam się rozdział. Nadrobiłam zaległości i myśle, że już się nie zdarzą. Podobał się wam rozdział?
Serdecznie zapraszam na następny. Ukaże się już w najbliższy poniedziałek. Serdecznie pozdrawiam czytelników.
środa, 15 kwietnia 2015
Rozdział VII Guwernantka
W poprzednim rozdziale opowiedziałam
wam o moim nowym domu ale również zdążyłam pokłócić się z
niektórymi jego mieszkańcami. Nie udało mi się odkryć co
znajduje się w tajemniczym pokoju. Spokojnie kiedyś to odkryję.
Czas kontynuować moją historię. Stanęło na rozmowie Olgii i Pani
Elssi zobaczmy jak się potoczyła.
- Uczy się gry na pianinie – odpowiedziała oburzona Olga
- To czego Pani słucha nie sposób nawet nazwać muzyką. I przypominam Pani, że lekcje gry na pianinie są uzupełnieniem jej edukacji – odpowiedziała dość wyniośle Pani Elssi
- Coś takiego… - odburknęła Olga i wzięła ze stołu ciasto czekoladowe aby schować je do lodówki.
- Violetta! – krzyczała guwernantka, gdy nagle bez zawahania otworzyłam drzwi aby wejść do kuchni. Oczywiście nie stałam pod nimi aby słyszeć tę ciekawą rozmowę. Wparowałam do kuchni i niestety nie zauważyłam jak Pani Elssi pod nimi stała. Odbiła się od drzwi i pech chciał, że poleciała na moje ulubione ciasto. Jej twarz była cała z czekolady.
- Mam nadzieje, że smakowało – rzuciłam niewinnie.
- Wiedźma! Moja cierpliwość już się skończyła – zaczęła krzyczeć guwernantka
- Przepraszam to było niechcący – odpowiedziałam
- Panienka nic nie robi niechcący. Panienka jest jakąś… Ty jesteś jakąś wiedźmą! Młodocianym przestępcą! – krzyczała dalej
Jednak nie
zauważyła jak do kuchni wpadł tata razem z Jade.
- Nie pozwolę by mówiła tak do mojej córki – krzyczał rozpędzony German. Gdy ujrzał twarz Pani Elssi, która była umazana czekoladą wydusił z siebie Ojej.
- Panie German… zaczęła guwernantka usiłując namierzyć tatę
- Tutaj jestem – wspomógł ją German
- Pańska córka. Jest … To jest potwór! – krzyczała
- Dobrze, dobrze proszę się uspokoić – próbował opanować sytuację German
- To jest diabeł wcielony!
- Zostawcie mnie z nią samego, dobrze? – powiedział do nas tata.
Słuchając jego polecenia opuściłam
kuchnię razem z Olgą i Jade. Jednak nie udałyśmy się dalej niż
do jadalni, ponieważ byłyśmy
bardzo ciekawe jak potoczy się dalej ta rozmowa. Olga
chichotała przez cały czas nie mogą powstrzymać ani na chwilę
śmiechu. Jade próbowała być coraz bliżej ściany kuchennej aby
jak najwięcej usłyszeć. A ja próbowałam opanować sytuację.
- Ciszej Olga nic nie słyszę – wyszeptałam
- Posłuchaj maleńkiej dobrze mówi – przytaknęła mi Jade
- Dobrze, dobrze już będę cicho. Ale Pani niech się odsunie od tych drzwi bo nas wyda - szeptała Olga
Tata próbował przekonać Panią Elssi
aby nie odchodziła z pracy. Zresztą sami zobaczcie jak to
wyglądało.
- Pani Elssi proszę mnie posłuchać, przez taką błahostkę nie warto rezygnować. Proszę ją zrozumieć. Violetta jest poddenerwowana dopiero co przyjechała – próbował łagodnie German
- Przy Pana córeczce moje życie jest zagrożone – ciągnęła guwernantka
- Spokojnie, dobrze.
- Przykro mi – odparła kobieta i usiłowała się udać w kierunku drzwi wyjściowych
- Prosto, na prawo, jeszcze na prawo. Proszę uważać na drzwi. Uwaga na drzwi! Proszę otworzyć – kierował ją swoim głosem German
Gdy tylko kobieta
opuściła dom Jade nie mogąc wytrzymać dłużej wyskoczyła jak
poparzona za ściany i podbiegła w kierunku Germana. Razem z Olgą
nie wiedziałam co robić ale było za późno Jade rozmawiała już
z tatą. Miałam tylko nadzieję, że nie wygada się przed nim że
podsłuchiwałyśmy całą rozmowę.
- Kochanie zostaw ją niech sobie idzie. W końcu ktoś kto chodzi w butach z przed dziesięciu lat nie może być dobrym przykładem dla Twojej córki – rzekła beztrosko Jade
- No i co teraz? - zapytał German
- Wszystko zostaw mnie. Poszukam Ci takiej guwernantki jaką tylko Violetta mogłaby sobie wymarzyć.
- Dziękuję, naprawdę nie wiem co bym bez Ciebie zrobił.
- Byłbyś bardzo, bardzo nudną osobą. Skarbeńku możesz być spokojny bo ja i Viola staniemy się wielkimi przyjaciółkami. Będziemy rozmawiać tajnym kodem i będzie wspaniale. Obiecuje! - wykrzyknęła radośnie Jade i rzuciła się Germanowi na szyję.
Słysząc tę
rozmowę wcale nie byłam zadowolona z rozwoju sytuacji. Liczyłam na
to, że tata wreszcie stwierdzi, że nie potrzebuje guwernantki i
pójdę do normalnej szkoły. Jeszcze ta przyjaźń z Jade nigdy w
życiu!
- Violu kochanie mówię do Ciebie ale mnie chyba nie słuchasz? - powtarzała Olga
- Oj przepraszam Oleńko ale się zamyśliłam
- Nie dziwie się tyle rzeczy się tu wydarzyło. Pewnie jesteś zmartwiona tym, że odeszła od nas Pani Elssi? - zapytała żartobliwie Olga
- Nawet nie wiesz jak bardzo – roześmiałam się i udałam z stronę schodów na górę
- Ale jednak czymś się martwisz skarbie?
- Nie niczym po prostu przyzwyczajam się do nowego otoczenia.
- Mam taką nadzieję nie lubię jak masz smutną minkę.
- Oj już się uśmiecham. Pójdę do siebie urządzić się trochę.
- Dobrze ja zrobię pranie i odbiorę ubrania od mojej siostrzenicy.
- Dziękuje – popędziłam do pokoju. Nie chciałam spotkać Jade po drodze.
Nie wiem co jej przyszło do głowy. My nie
będziemy przyjaciółkami, na samą myśl robi mi się nie dobrze.
Ona chyba nie ma pojęcia, że toleruję ją tylko ze względu na
tatę. Chociaż z drugiej strony może jakbym się z nią
zaprzyjaźniła to wpłynęła by na tatę i pozwoliłby mi na
uczęszczanie do normalnej szkoły. Muszę to poważnie przemyśleć.
Tylko niestety osoba Jade ma więcej minusów niż plusów i na siłę
próbuje mnie uszczęśliwić. Pomyślę o tym później czas brać
się do roboty. Muszę urządzić ten pokój po swojemu. Rozwiesić
zdjęcia, obrazki, porozkładać swoje drobiazgi. Ale najpierw
zabiorę się za ścianę nad łóżkiem jest taka pusta. Wezmę
młotek i gwoździe i zabieram się do roboty. W tym czasie na dole w
salonie toczyła się rozmowa na temat mojego nieszczęsnego
przyjęcia urodzinowego.
- Kochanie pomyślałam, że mogłabym razem z Violą zająć się jej przygotowaniami do przyjęcia – zaproponowała radośnie Jade
- Myślę, że to świetny pomysł. Lepiej się poznacie. Tylko proszę nie gniewaj się na nią jeśli odmówi to dla niej trudny czas. Wiesz nowe miejsce.
- Dobrze skarbeńku o nic się nie martw. No wracaj już do swoich zajęć.
- Już mnie nie ma – odpowiedział German i zniknął za drzwiami swojego gabinetu.

Jade jakby
natchniona słowami Germana udała się na górę i skierowała w
kierunku mojego pokoju. Nagle usłyszałam stukanie do drzwi.
- Mogę wejść? - zapytała Jade i weszła mimo mojej odpowiedzi do pokoju.
- Jestem zajęta, widzisz – odpowiedziałam dość niechętnie przymierzając do ściany gwoździa.
- Tak kochanie, a ja jestem zajęta przygotowaniami do Twoich urodzin. Ale czemu by nie zacząć już szykować Cię na jutrzejsze przyjęcie. Zrobią z Ciebie prawdziwą księżniczkę. Obiecuję. Zadbają o Twoją śliczną buzię i o Twoje śliczne włoski. Od razu zapomnisz o wszystkich problemach – produkowała się dość przesadnie Jade.
- Czyli że mam zabić klina klinem?
- Oj kochanie, mnie o stolarstwo nie pytaj. Wiem co nieco o dekorowaniu pomieszczeń.
- Świetnie – rzuciłam niedbale.
- Ale to nie wszystko. Mam nawet przyjaciółkę, która robi fantastyczne fen szui używając wysuszonych roślin. Coś niesamowitego! Ale do rzeczy. Jest jeszcze kwestia sukienki. Może pójdziemy ją przymierzyć i sprawdzimy czy nie trzeba zrobić jakiś poprawek przed jutrem.
- Słuchaj Jade, nie bierz tego do siebie ale nie mam ochoty na przyjęcie – rzuciłam ostro w kierunku Jade i wróciłam do pracy.
- Ale kochanie, poczekaj! Przecież to Twoje urodziny. To Twoje święto.
- To że jesteś narzeczoną taty nie daje Ci prawa decydowania za mnie! - wykrzyczałam Jade prosto w twarz. Odwróciłam się do ściany i uderzyłam z całej siły młotkiem, kiedy nagle ze ściany wytrysnęła woda i pech chciał, że prosto na Jade. Lała się jakby wąż wytrysnął w ogrodzie na grządki i w jednej minucie Jade była cała mokra.
- German! Jestem cała mokra! - wrzeszczała Jade
- Niezłe – odpowiedziałam sobie na swój nieplanowany wybryk i zaczęłam zwijać się ze śmiechu.
Jade pośpiesznie
zbiegła na dół i krzyczała w niebo głosy. German słysząc
krzyczącą Jade wybiegł z gabinetu aby dowiedzieć się co zaszło
między jego córką i Jade. Gdy zobaczył mokrą kobietę nie mógł
wykrztusić z siebie ani słowa. Za to ona mówiła jak szalona.
- Twoja córka zachowała się karygodnie. Jestem cała mokra. Zniszczyła moje ubranie oraz fryzurę. Kochanie zrób z nią coś. Ona jest nie możliwa. Nie potrafi docenić tego co dla niej robię.
- Uspokój się kochanie. Olga zaraz zajmie się Twoim ubraniem, natomiast fryzjera zapłacę Ci ja. Tylko się uspokój.
- Och kochanie.
- Idź już do kuchni. Ja pójdę porozmawiać z córką i opanować ten cały bałagan – powiedział łagodnie German i ruszył na górę do pokoju córki. Gdy tam wszedł zobaczył obraz, który przerósł jego oczekiwania. Wszystko było przemoczone pościel, ściany, podłoga, tylko nigdzie nie widział swojej córki. Woda lała się małym strumyczkiem po ścianie. Gdy tak stał i oglądał dziurę jaką wybiła w ścianie jego córka usłyszał jak wchodzę do pokoju.
- O tato co Ty tu robisz?
- Właśnie chciałem zadać Ci to samo pytanie. Co Ty tu wyprawiasz? Jade wrzeszczy po całym domu i biega mokra. Ty także jesteś mokra.
- Ja tylko chciałam...
- Dość przebierz się ja w tym czasie się tym zajmę. Jak będziesz sucha przyjdź do mnie do gabinetu poważnie sobie porozmawiamy - odpowiedział surowo German i wyszedł z pokoju.
- Czuję, że czeka mnie kolejne starcie z tatą i jego pseudo narzeczoną – zabrałam suche ubrania i ruszyłam w kierunku łazienki.
W tym czasie
German zdążył wykonać telefon do sowich robotników i zgłosić
im awarię jaką wyrządziła jego córka. Gdy skończył czekał aż
wreszcie zejdę na dół i odbędę z nim poważną rozmowę, której
niestety nie mogliśmy uniknąć. Niepewnym krokiem zeszłam na dół
i podążyłam, w kierunku gabinetu taty. Po drodze widziałam Jade
miotającą się po kuchni i próbującą umówić się do fryzjera
za wszelką cenę. Zapukałam nieśmiało w drzwi i weszłam pewnym
krokiem do środka, tata wstał i podszedł do mnie ze srogą miną.
Bez wahania zaczęłam tłumaczyć całe to zajście.
- Skąd miałam wiedzieć, że tamtędy przechodzą rury rzekłam pewna siebie.
- Mam firmę budowlaną, więc nie musisz brać się za wbijanie gwoździ! – krzyknął zdenerwowany German.
- Tato, chciałam powiesić zdjęcie mamy! Już nie mogę? – odpowiedziałam zdenerwowana tonem jaki tata użył w stosunku do mnie.
- Oczywiście, że możesz – złagodniał nagle German i mówił dalej. Tyle, że Violu nic nie rozumie. Kłócisz się z Jade, kłócisz się z Elsą, ze mną. Jesteś nie do zniesienia! – w końcu nie wytrzymał German i znowu krzyknął.
- Bo żadne z was mnie nie słucha! – nie wytrzymałam i zaczęłam krzyczeć. Ty też mnie nie słuchasz. Jeździsz ze mną po całym świecie jakbym była walizką!
- Dla mnie nie ma nic ważniejszego niż to, żebyś była szczęśliwa – powiedział spokojnie German
- Ale przez te Twoją nadmierną troskę czuję, że się dusze!
- Nie, nie mów tak do mnie.
- Daj mi spokój tato! – zdenerwowana opuściłam gabinet, a na do widzenia trzasnęłam ze złości drzwiami.
Byłam taka wściekła, że miałam
ochotę wyjść z domu i pobyć sama, poza kontrolą taty. Tylko, że
to nie było takie proste wszędzie plątała się Olga i byłam
pewna, że od razu doniesie o wszystkim mojemu tacie. Postanowiłam
zakraść się do kuchni i wymknąć w tym momencie gdy Olga będzie
zajęta czymś ważnym, i nawet nie zauważy jak wyjdę.
- O! Czyżby na darzyła się świetna okazja akurat przywieźli dostawę. Świetnie wykorzystam sytuację i wymknę się po cichu.
Olga stała przed domem i rozmawiała z
dostawcą. Ja stałam za drzwiami i czekałam na odpowiednią chwilę,
która miała się zaraz nadarzyć.
- Na pewno jest tu wszystko tak? – zapytała Olga i nie czekając na odpowiedź dostawcy kontynuowała swój monolog. Doskonale wejdź do kuchni zapłacę Ci. Chodź za mną – Olga ruszyła w kierunku kuchni. Uwaga na schodek. Oj!
- Wreszcie weszli do środka. Teraz uda mi się wymknąć – gdy zniknęli za drzwiami ostrożnie ruszyłam przed siebie. Opuściłam teren naszej posiadłości i schowałam się za drzewem zauważyłam, że dostawca wraca po resztę zakupów. Siedziałam w ukryciu i obserwowałam czy nie podąża za nim Olga. Na moje szczęście był sam.
- Panie Germanie już skończyłam sprzątać na strychu. Nie chce Pan tam wejść i zobaczyć? – zapytała Olga
- Nie, ale poproszę kluczyk – odpowiedział German i wyjął sok z lodówki.
- Za każdym razem jak będę musiała tam posprzątać mam prosić Pana o kluczyk?
- Ślusarz nie dał Pani jednej kopi?
- Nie.
- Proszę, wyrobi Pani sobie – German podał Oldze klucze i wrócił do siebie
- Dobrze, dziękuję.
W tym momencie do
kuchni wszedł dostawca i zaczął wyciągać towar przyniesiony z
ciężarówki.
- Zobaczymy co my tutaj mamy. A gdzie olej! Nie widzę oleju – rzuciła Olga
- Nie ma tu. Pewnie jest w ciężarówce – odpowiedział dostawca
- No to idź sprawdzić. Ja w między czasie pójdę po pieniądze.
- Rozumiem.
- Ach… ej… Co za dzień – wyrzuciła z siebie Olga i udała się po pieniądze.
Gdy dostawca wszedł do domu ruszyłam
przed siebie. Jednak coś zwróciło moją uwagę, przystanęłam
przy następnym drzewie. Pod dom podjechał czerwony samochód, a w
nim była jakaś kobieta i mężczyzna. Prowadzili między sobą
bardzo burzliwą rozmowę. Niestety nic nie udało mi się usłyszeć.
Nagle kobieta wysiadła z samochodu i ruszyła w kierunku drzwi
prowadzących do kuchni. Dostawca zostawił otwarte gdy wnosił
towar. Nie zastanawiałam się dłużej nad tym co będzie się
działo w domu. Skorzystałam z okazji, że wszyscy będą zajęci
tajemniczą kobietą więc mogłam trochę pozwiedzać.
Jesteście ciekawi co wydarzyło się
dalej, odpowiedź już w nowym rozdziale. A w nim nowa postać? Kim
jest ta tajemnicza kobieta? Czego szuka u nas w domu? Pozdrawiam
Viola.
Dialogi zaznaczone innym kolorem niż
reszta treści pochodzą z pierwszego odcinka serialu „Violetta”
(„Powrót do domu”)
wtorek, 14 kwietnia 2015
Motto Violetty na dziś!
Hej jeszcze raz was bardzo przepraszam za opóźnienie z rozdziałem ale wynagrodzę wam to wszystko jeszcze w tym tygodniu. Widziałam, że dużo czytelników czekało na rozdział 7 kwietnia. Bardzo mnie to cieszy ;)
Już jutro zapraszam was do czytania nowego rozdziału moich historii ;) Licze na was i wasze dobre słowa oraz uwagi. Pozdrawiam.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Rozdział VI Nowy dom
W poprzednim rozdziale wreszcie
dotarłam do nowego domu, który zrobił na mnie mega dobre wrażenie.
Oczywiście nie zakończył się on zbyt dobrze bo doprowadził do
małej kłótni między mną a Jade i tatą. Zresztą przeczytajcie
sami jak się ona zakończyła…
- Violetta uspokój się – rzekł stanowczo German
- Nie tato! Nie uspokoję się! Jeździmy od kraju do kraju, linie lotnicze zgubiły moją walizkę, więc nie mam ubrań. I zmuszacie mnie do robienia urodzin, na które nie mam ochoty! Nie wiem po co w ogóle mówię skoro i tak was to nie obchodzi! – oburzona ruszyłam w stronę schodów na piętro.
- Violetta! Pewnie potrzebuje trochę czasu - odparł spokojnie German
- Jasne – rzuciła Jade
- Chodź kochanie napijemy się dobrej kawy i porozmawiamy o przyjęciu. Ramallo o której mam to spotkanie z klientem?
- Późnym popołudniem – powiedział Ramallo
- Dobrze, dziękuje. Zajmij się proszę tą nieszczęsną walizką.
- Ależ oczywiście Germanie już się za to biorę – odpowiedział Ramallo i udał się w stronę gabinetu.
- Droga Olgo przygotuj nam proszę dwie kawy.
- Dobrze już je robię.
- Dziękuje. A tak w ogóle to chciałem Pani podziękować za te niesamowite historyjki na temat waszego lotu, które opowiedziała Pani Violettcie. Dzięki nim mieliśmy niesamowity lot.
- Och co Pan opowiada to przecież nic takiego strasznego… - odpowiedziała Olga i weszła do kuchni.
- Przepraszam, że przeszkodzę ale pójdę do siebie rozpakować swoje rzeczy – rzuciła Pani Elssi
- Oj bardzo Panią przepraszam ale wybuchło takie małe zamieszanie, że całkiem o Pani zapomniałem. Ależ oczywiście proszę iść na górę i się rozpakować.
- Dziękuje – rzuciła krótko Pani Elssi i poszła na górę.
W tym samym czasie, wreszcie udało mi
się znaleźć mój pokój. Weszłam do środka i rozejrzałam się
był ogromny, miał śliczne różowe ściany oraz wielkie ogromne
łóżko na środku. Własna garderoba ujęta w pokoju, jest też
biurko. No i mam wielkie pole do popisu aby urządzić w nim
wszystko po swojemu. I tak nie mam nic lepszego do roboty więc się
tym zajmę. Położyłam swoją torbę na łóżku i wyciągnęłam
swój pamiętnik aby zrobić pierwszy zapis w nowym miejscu.
Otworzyłam go na pustej stronie i zaczęłam się zastanawiać od
czego by tu zacząć. Więc zaczęłam opisałam nowe miasto, w
którym się znajduje ale krótko bo w sumie to jeszcze nic nie
widziałam, a później przeszłam do nowego domu. Krótko jego
wygląd zewnętrzny i wreszcie przeszłam do środka.
Odłożyłam długopis i postanowiłam
wziąć kąpiel, żeby odświeżyć się po podróży oraz żeby
nabrać sił na nowe wrażenia.
- Olga! Możesz do mnie przyjść na chwilkę? – zawołałam z pokoju.
- Co się stało kwiatuszku? – zapytała Olga, która właśnie zmierzała do mnie ze świeżymi ręcznikami.
- Idę właśnie wziąć prysznic jakbyś mogła wyprać moje ubrania, żebym miała w czym chodzić zanim znajdą moją walizkę?
- Ależ oczywiście kochanie już się za to biorę.
- Dziękuje Oleńko.
Gdy ja brałam prysznic, tata opowiadał
Jade nasze ostatnie przygody jakie przydarzyły się nam w Madrycie
przed odlotem. Siedzieli i popijali sobie kawę, śmiejąc się tak
głośno, że słyszałam ich nawet w łazience. Zresztą nie trudno
usłyszeć śmiechu Jade, która skrzeczy jak stara kocica.
Gdy wyszłam z łazienki zmierzałam do
swojego pokoju, lecz coś nie natchnęło i postanowiłam sprawdzić
co znajduje się w tym tajemniczym pokoju. Podeszłam do drzwi i już
chciałam chwytać za klamkę…
- Co tutaj jest?
- Nie! Nie, nie wchodź tam! – wykrzyknął tata który właśnie wbiegł po schodach na górę.
- Co się dzieje tato? Co tam jest w środku? – zapytałam tatę dość zmieszana ale i zaintrygowana jego zachowaniem.
- Nic, nic tam nie ma – rzucił zdenerwowany German. Szybko dołączyła do niego Jade.
- To dlaczego się tak denerwujesz? – zapytałam zdziwiona jego reakcją. Po czym za moich pleców wyłoniła się Olga.
- Bo na pewno jest tam brudno i założę się, że jest bałagan – szybko odpowiedział German i nagle zmienił temat. Olga już Ci wyprała i wysuszyła ubrania. Tak więc idź się ubrać. Linie lotnicze już szukają Twojej walizki. Rozmawiała też ze swoją siostrzenicą, która da Ci trochę swoich ubrań. No już. Poczekaj na nie – zaczął szybko mówić German.
Po słowach taty weszłam do swojego
pokoju, trochę zdziwiona jego zachowaniem. Teraz tajemnica
zamkniętego pokoju jest dla mnie coraz bardziej dziwna. Zaczęłam
się zastanawiać co tam może być, dlaczego tacie tak bardzo
zależało żebym ich nie otwierała. Może uda mi się jakoś tego
dowiedzieć. Spróbuję jakoś podejść Olgę ona na pewno wie co
tam jest. Gdy ja tak sobie rozmyślałam pod drzwiami mojego pokoju
trwała dziwnie cicha rozmowa.
- Masz do nich klucze? – zapytał German
- Przecież jedyną parę kluczy zabrał Pan ze sobą do Europy – rzuciła pośpiesznie Olga
- Cicho! Zgubiłem je – szeptał German
- Dobrze no ja rozumiem, że Pan nie chce by zobaczyła co tam jest w środku. Ale przecież co jakiś czas muszę posprzątać – szepnęła oburzona Olga
- Zadzwoń do ślusarza ale nic nie mów Violettcie.
- Ale przecież minęło już tyle lat.
- Proszę robić to co mówię Olgo!
- Dobrze - odpowiedziała Olga i zeszła na dół.
- Oh. Dobrze robisz – odparła Jade. Robisz to co trzeba. No bo przecież kiedy coś Cię bardzo mocno trapi, tak się właśnie robi – zaczęła pleść bez sensu Jade. Trzeba to ukryć głęboko na samym dnie serduszka i zakryć jak zmarszczeczkę dobrym makijażem. Kochanie Ty moje. Tak jest doskonale. Buzi.
Jade pocałowała
Germana i zeszła na dół. Tata stał jeszcze przez dłuższą
chwilę pod moimi drzwiami słuchając czy zamierzam jeszcze otwierać
te dziwne drzwi. Kiedy przekonał się że tego nie zrobię zszedł
na dół do Jade.
- Kochanie nie przygotowujesz się do swojego spotkania? - zapytała Jade
- Już, już tylko nie daje mi to spokoju, obawiam się, że jak nie będzie mnie w domu to Violetta będzie chciała zajrzeć do tego pokoju.
- O nic się nie martw, ja tego dopilnuję. Zajmę się naszą małą dziewczynką i zorganizuje nam czas. Z resztą trzeba zacząć przygotowania do jej urodzin. Wiesz takie tam babskie sprawy. Ciuszki, fryzury, paznokcie...
- Dobrze, dobrze. Mam nadzieje, że będziecie się świetnie razem bawić.
- Ja także.
- To idę do gabinetu poczytać trochę przed spotkaniem z klientem. Jakby coś to wołaj.
- Dobrze ja się zajmę przeglądaniem tych kolorowych magazynów.
German zajął
się pracą razem z Ramallo, Olga jak zwykle krzątała się po domu,
Jade siedziała i czytała magazyny kiedy na dół zeszła Pani
Elssi.
- Pomóc w czymś Pani? – wyjrzała za czasopisma Jade
- Nie trzeba, proszę sobie nie przerywać tak interesującej lektury – odpowiedziała kpiąco Pani Elssi
- Nie miałam nawet takiego zamiaru. Szkoda marnować czasu i uwagi na takie bezguście – skwitowała krótko Jade i wróciła do przeglądania czasopisma.
- Co za maniery … - burknęła Pani Elssi i udała się w kierunku gabinetu Germana.
- Radziła bym nie przeszkadzać Panu Germanowi bardzo tego nie lubi – powiedziała Jade z wyższością w głosie.
- No cóż nie zamierzałam tego robić – rzuciła pośpiesznie guwernantka.
- To dobrze.
- Pójdę na górę poszukać Violetty – już miała zmierzać w kierunku schodów.
- Violetta jest u siebie w pokoju, właśnie się przebiera – znowu wtrąciła się Jade.
- Jest coś czego Pani nie wie? – wycedziła przez zęby Pani Elssi.
- Nie wydaje mi się. Jestem członkiem tej rodziny jakby Pani nie raczyła zauważyć – odpowiedziała uszczypliwie Jade.
- Ciekawe z jakiej to racji nim Pani jest?
- Jestem narzeczoną Pana Germana Castillo i proszę się do mnie zwracać z należytym szacunkiem inaczej każe Panią zwolnić.
- Nie ma Pani takiego prawa, ponieważ to Pan German mnie zatrudnił.
- Chce się Pani o tym przekonać?
- Nie dziękuje, zajmę się swoimi sprawami – szybko odpowiedziała i poszła na górę, w kierunku swojego pokoju.
- Wstrętne babsko – podsumowała krótko Jade i wróciła do swoich poprzednich zajęć.
Gdy guwernantka
trzasnęła drzwiami do swojego pokoju, Olga wyjrzała z kuchni żeby
zobaczyć co się stało. Nawet nie wiem czy słyszała całą te
rozmowę. Odwróciła się i wzięła z blatu kawałek ciasta
czekoladowego po czym ruszyła do mojego pokoju. Rozglądałam się
po pokoju, żeby ocenić od czego zacznę moje zmiany.
- Uporządkować tyle rzeczy… - krzątałam się po pokoju gdy nagle weszła Olga.
- Uprałam Ci ubrania. Proszę już są suche. Dostaniesz też od mojej siostrzenicy trochę fajnych ciuchów – odłożyła ubrania na łóżko.
- Dziękuje.
- Dopóki nie odzyskamy Twojej walizki. Spokojnie Rapallo już się tym zajął. Przygotowałam Ci Twój ulubiony deser. Zobacz jak pamiętam – uradowana Olga podała mi talerzyk z kawałkiem ciasta czekoladowego.
- Ojej, dziękuje.
- Moja kruszynko. Jeszcze zobaczysz stworzysz sobie w tym pokoju swój mały świat.
- Ale po co Olga, ciągle się przenosimy z jednego miejsca do drugiego. Rozumiesz.
- O jasne, jasne. Ale tym razem może być inaczej. Pamiętaj, że nadzieja zawsze umiera ostatnia.
- Mogę Cię o coś zapytać? Co znajduje się w tym pokoju z zamkniętymi drzwiami? – zrobiłam słodka minkę w kierunku Olgi i czekałam na odpowiedź.
- W którym pokoju? – zapytała Olga udając, że nie wie o co chodzi i wydając z siebie przy tym bardzo nerwowy śmiech.
- W tym na końcu, wiesz chodź zobacz! – pociągnęłam Olgę za rękę. O w tym! – wskazałam jej pokój przy, którym wcześniej tata zrobił mi niezłą awanturę.
- A skąd ja mam wiedzieć co się tam znajduje. Ja nic nie wiem – dziwnie odpowiadała Olga
- Jak to zawsze wszystko wiesz - próbowałam ją jakoś przekonać ale ona nagle zmieniła temat.
- Wieszaki! Wieszaki! Muszę pilnie znaleźć wieszaki do Twojego pokoju – krzyczała Olga. Odchodząc szepnęła coś pod nosem. Co ja gadam jakie wieszaki? – szybko zeszła na dół zostawiając mnie samą pod tymi tajemniczymi drzwiami.
Znowu miałam wielką ochotę podejść
do nich i spróbować je otworzyć, ale nagle ktoś otworzył drzwi i
uciekłam do siebie. Nie chciałam żeby tata znowu mnie tam
przyłapał. Stałam pod drzwiami pokoju i nasłuchiwałam kto
opuścił pokój na piętrze. Była to Pani Elssi, przechodząc
rzuciła coś gniewnie do siebie.
- Mam nadzieje, że ta dziewucha jest już gotowa na dzisiejszą lekcje.
- Och! Jak ja jej nie lubię. Musze coś szybko wymyślić żeby się jej pozbyć – powiedziałam głośno do siebie i ruszyłam w stronę mojego pamiętnika. Wzięłam go do ręki i udałam się w stronę łóżka, nagle coś z niego wypadło. Było to zdjęcie, na którym byłam razem z mamą. Miałam wtedy zaledwie pięć lat.
- Ah… nawet nie wiesz jak bardzo Cię potrzebuje… - zamyśliłam się trochę, ale szybko się otrząsnęłam.
Zabrałam się w końcu za ubieranie
wiedziałam, że w końcu „pani drętwa” będzie musiała ze mną
przeprowadzić te swoje nudne zajęcia. Gdy ja się szykowałam na
spotkanie z moją uroczą guwernantką Olga zabrała się za
wykonywanie telefonu do ślusarza, który miał się zająć
problemem tajemniczych drzwi.
- Tak wystarczy tylko otworzyć drzwi i wymienić zamek. To wszystko. Dobrze będę na Pana czekać. Dziękuje – Olga odłożyła telefon i włączyła radio. Z radości zaczęła tańczyć i nucić sobie w rytm muzyki. Kiedy nagle ktoś wyłącza radio a nasza Olga widzi przed sobą Panią Elssi. O co chodzi? – zapytała zdziwiona Olga.
- Violetta nie może słuchać tego rodzaju muzyki tak nakazał Pan German – odpowiedziała stanowczym głosem guwernantka.
Jeśli jesteście ciekawi jak się
skończy rozmowa Olgi z naszą Panią Elssi? Czy guwernantka zachowa
swoją pracę, a jeśli nie to dlaczego? Tego dowiecie się w
następnym rozdziale mojej historii. Pozdrawiam was wszystkich z
mojego nowego domu, który bardzo mi się podoba. Viola
Dialogi zaznaczone innym kolorem niż
reszta treści pochodzą z pierwszego odcinka serialu „Violetta”
(„Powrót do domu”)
Subskrybuj:
Posty (Atom)







.jpg)



.jpg)



.jpg)
.jpg)
