niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział XIX Zaskakujący dzień Tomasa

Cześć tu znowu Tomas. Mam nadzieje, że nie zanudziła was moja paplanina i że choć trochę ciekawi was co się działo dalej w mojej historii. Szybka powtórka dla zapominalskich! No więc poznaliście Lucę oraz jego siostrę Francesce Cauviglia, wplątałem się w bójkę z chłopakiem ze „Studia 21”, a to wszystko przez nieporozumienie. Skończyłem na przyjściu mojej kuzynki do restauracji, to może wrócę do tego.
  • Wiem jest taki ponury – powiedziała do mnie dziewczynka i razem ze mną podeszła dalej. Jak może nie lubić Twojej ulubionej kuzynki? – zapytała słodkim głosikiem.
  • No właśnie – przytaknąłem z uśmiechem. Jak może nie lubić tak ładnej dziewczynki jak Ty – szybko dodałem.
  • I tak miłej jak ja – dopowiedziała dalej.
  • I tak skromnej jak Ty – dorzuciłem na koniec. Dobrze co przyszłaś mi powiedzieć? – zapytałem już nieco poważniej.
  • Twój tata dzwonił – powiedziała do mnie kuzynka i w momencie zatrzymałem się w miejscu. Cały czas pytał o babcię – mówiła dalej. Rozmawiał z mamą przez pół godziny. Zasmuciłeś się – powiedziała do mnie a ja nie mogłem na nią spojrzeć.
  • Nie, ale wiesz – udało mi się jakoś jej odpowiedzieć. Pewnie nic z tego nie będzie… - powiedziałem i spojrzałem na nią. W tym tempie tata nigdy nie dostanie tu przeniesienia – powiedziałem a dziewczynka przytuliła się do mnie.
  • Będzie Ci lepiej jak przytuli Cię najfajniejsza kuzynka na świecie – powiedziała, trzymając mnie za ręce, a ja nagle się uśmiechnąłem.
  • I najładniejsza – dodałem z uśmiechem i pogładziłem ja po policzku. Dziewczynka odwróciła się nagle w kierunku lady.
  • Mogę wziąć cukierka? – zapytała.
  • No oczywiście, że możesz – powiedział nagle Luca, który wyszedł zza lady. Wziął pudełko z cukierkami i podał dziewczynce. Proszę.
  • Dziękuję – odpowiedziała mu z uśmiechem.
  • Nie ma za co – powiedział Luca i odłożył pudełko.
  • Idź już do domu maleńka – powiedziałem do niej i odprowadziłem ją wzrokiem do drzwi.
  • Dobrze… - powiedziała zasmucona i wyszła.
  • Tomas bardzo Cię proszę musisz się wreszcie skupić na swojej pracy – powiedział łagodnie Luca. Za to Ci płacę. I przestań rozmawiać ze swoją kuzynką – dorzucił i poszedł w kierunku zaplecza.
Gdy odszedł zabrałem się za wycieranie pustych stolików jednak nie umiałem się na tym zbytnio skupić. Ciągle myślałem o swoim ojcu, który chciałby przyjechać do Buenos Aires. Stan babci był bez zmian ale nigdy nie wiadomo co się może zdarzyć w ciągu najbliższych dni, a nawet godzin. Gdy wreszcie skończyłem ze stolikami podszedłem do lady, żeby zabrać się za porządki na niej.  
Stałem tyłem do ludzi więc nie widziałem kto wchodzi do środka. Nagle poczułem jak ktoś mnie ściska z obu stron.
  • Ja poproszę pizzę z salami – powiedział jeden z chłopaków gdy odwróciłem głowę w stronę jednego z nich ujrzałem znajome twarze. Był to chłopak, z który wdałem się w bójkę, a z drugiej strony stał jego kolega.
  • Z salami? – zapytał zdziwiony kolega? Patrz mamy tu jedno – dodał po chwili a ja zdążyłem się odwrócić do nich twarzą.
  • Co z Wami? – zapytałem nieco zdenerwowany. Nie macie nic lepszego do roboty niż przychodzić tu i przeszkadzać – powiedziałem do chłopaka, który się na mnie rzucił w Studiu.
  • Nie, szczerze mówiąc nie – odpowiedział chłopak i stanęliśmy twarzą w twarz. Słuchaj chce żeby to było jasne – zaczął ponownie chłopak ja jednak oderwałem od niego wzrok i popatrzyłem na jego kolegę, który właśnie rozrzucał serwetki po restauracji. Ludmiła jest moja nie zapominaj o tym – powiedział i zaczął kierować się do wyjścia.
  • Łi! Łi! Łi! – chłopak dalej rozrzucał serwetki a ja chciałem je łapać kiedy nagle rzuciłem się za nimi.
  • Ale o co chodzi co, co? Co jest? – zaczepiłem chłopaka, który bez powodu mi groził.
  • Jak to o co chodzi? – rzucił gniewnie i popchnął mnie. Nagle w Sali pojawił się Luca razem ze swoją siostrą.
  • Czego chcecie? – zapytał głośno Luca na co chłopaki zaczęli się wycofywać z restauracji. Wynocha! – krzyknął do nich.
  • Tym razem Ci się upiekło – powiedział na odchodne chłopak i wskazał na mnie palcem. Stałem przed Francescą oraz Lucą i patrzyłem jak wychodzą. Nagle dziewczyna podeszła do mnie.
  • Nic Ci nie jest? – zapytała i podeszła bliżej aby się upewnić. Odwróciłem się do niej twarzą.
  • Tak, jestem cały – szybko dodałem.
  • Do kasy! – krzyknął nagle Luca na siostrę, a ta bez żadnego słowa zrobiła to co jej kazał. Chciałem odejść za nią ale Luca mnie zatrzymał. Posłuchaj mnie, posprzątaj wszystko, a potem nowa dostawa – mówił bardzo szybko. To Twoja wina! – podniósł trochę głos. Jeszcze jedna taka akcja i Cię wyleje. Rozumiesz, rozumiesz?
  • Tak – odpowiedziałem nieco zszokowany całym zajściem.
  • Dobrze – powiedział Luca i udał się na zaplecze.

Gdy się otrząsnąłem zacząłem zbierać z ziemi serwetki, które były dosłownie wszędzie. Francesca właśnie obsługiwała jeden ze stolików, wzięła zamówienie i podeszła do mnie.
  • Czego znowu chcieli? – zapytała schylając się aby pomóc mi zbierać serwetki.
  • Nie wiem pojawili się tak nagle… - zacząłem się tłumaczyć.
  • Uważaj na nich mogą przysporzyć Ci jeszcze więcej problemów – powiedziała Francesca wstając z garścią serwetek.
  • Dzięki za pomoc – powiedziałem do niej. Wiem, że chodziło mu o Ludmiłę, że jest jego dziewczyną i takie tam. Nie bardzo go rozumiałem.
  • Na nią radzę Ci bardzo uważać – powiedziała i udała się do kasy.
  • Ale ja jej nawet nie znam – powiedziałem i podszedłem do lady aby wziąć ścierkę do ręki.
  • Widocznie ona bardzo chcę Cię poznać – powiedziała Francesca. Dobra idę zanieść Luce te zamówienia bo za chwilę zaś tu wpadnie i na nas nakrzyczy – dorzuciła z uśmiechem i udała się do kuchni.

Skończyłem wycierać na ladzie i szybko udałem się na zaplecze aby rozładować świeżą dostawę.
  • Na zapleczu nikogo nie będę drażnił – powiedziałem sam do siebie i wyszedłem. Tak jak myślałem skrzynki z owocami były wszędzie. Zacząłem je układać i dokładać brakujący towar. Po godzinie udało mi się uporać ze wszystkim. Luca wszedł na zaplecze i ocenił moją pracę.
  • No dobrze. Na dzisiaj to tyle – powiedział. Nie mam więcej zamówień więc możesz iść już do domu – dodał po chwili Luca.
  • Dobrze to do jutra – powiedziałem radośnie i wszedłem na salę aby pożegnać się z Francescą. Dziewczyna właśnie podawała soki dwójce dzieciaków.
  • Ty już skończyłeś? – zapytała zdziwiona.
  • Tak właśnie idę do domu – odpowiedziałem z uśmiechem.
  • Tylko uważaj po drodze na siebie – dorzuciła szybko z uśmiechem.
  • Dzięki do jutra – pomachałem do niej i wyszedłem z restauracji.
  • Do jutra – odpowiedziała Włoszka.

Szedłem sobie chodnikiem do domu kiedy nagle zaczął padać deszcz. Przyspieszyłem trochę kroku aby się gdzieś schronić.
Nagle zobaczyłem duże drzewo i podbiegłem do niego aby się choć trochę osłonic przed deszczem. Popatrzyłem przed siebie czy jest jakieś inne schronienie ale dookoła były tylko mniejsze drzewa. Postanowiłem poczekać aż przestanie choć trochę padać.
Oparłem się o drzewo i zacząłem rozmyślać o dzisiejszym dniu. Popatrzyłem w niebo na chmury, które nie miały końca. Nagle ujrzałem dziewczynę, która chciała podbiec do innego schronienia. Niestety nie zauważyła, że pod drzewem zrobiła się ogromna kałuża błota. Dziewczyna podjechała na błocie, a ja w momencie podbiegłem żeby ją złapać. Miała dużo szczęścia, ponieważ udało mi się ją uchronić przed upadkiem. Trzymałem ją w ramionach i patrzyłem na jej przestraszoną twarz. Nagle dziewczyna odwróciła głowę i spojrzała mi w oczy. Nasze spojrzenia spowodowały, że nie zwracaliśmy uwagi na to co dzieje się dookoła. Deszcz padał a ja bez ruchu patrzyłem tylko na nią. Nagle przestało padać i wyszło słońce. Poczułem jak na moim ciele pojawia się dziwnie przyjemny dreszcz. Chciałem aby ta chwila trwała wiecznie. Nagle się ocknąłem i pomogłem dziewczynie wstać. Staliśmy naprzeciwko siebie i patrzeliśmy sobie w oczy. Zamieniłem z nią parę zdań spytałem jak się czuje a nawet zaoferowałem jej swoją pomoc. Chciałem być miły i powiedziałem jej komplement, na który się lekko zarumieniła. Miałem w głowie tyle myśli, tyle pytań które chciałem jej zadać ale niestety nie udawało mi się ich nawet wypowiedzieć. Byłem nią tak zafascynowany, że plotłem głupoty, które ją wystraszyły. Nagle się obróciła i powiedziała, że musi już iść. Poszedłem za nią kawałek żeby upewnić się czy nic się jej nie stało jednak ona przyspieszyła kroku.
Krzyknąłem w jej kierunku swoje imię liczyłem, że w odpowiedzi usłyszę jej jednak ona się odwróciła, lekko pomachała i poszła w swoim kierunku.

Stałem tam jeszcze chwilę i patrzyłem jak dziewczyna się oddala. Nie zwracałem uwagi na to, że deszcz padał coraz mocniej i byłem już przemoczony do suchej nitki. Nadal czułem w sobie dziwne ciepło, które powstało we mnie gdy popatrzyłem jej w oczy. W końcu się ocknąłem i szybko ruszyłem w stronę domu. Gdy stanąłem pod drzwiami nawet nie zdążyłem sięgnąć po klucze, moja mała kuzynka, ta która odwiedziła mnie w pracy stała już w drzwiach i dziwnie mi się przyglądała.  
  • Co ci się stało? – zapytała mocno zdziwiona moim wyglądem.
  • Zmoczył mnie deszcz – odpowiedziałem beztrosko i wszedłem do środka.
  • To że Cię zmoczył deszcz to łatwo zauważyć. Ja raczej pytałam co Ci się w twarz stało? Jak wszedłeś do środka miałem dziwnie rozmarzone oczy i głupkowaty uśmiech – zachichotała dziewczynka.
  • Ujrzałem Ciebie – odpowiedziałem i zacząłem ją łaskotać. Nagle przyszła do nas ciocia, żeby sprawdzić co się dzieje.
  • A to Ty Tomasie! – krzyknęła widząc nas chichoczących.
  • Witaj ciociu – grzecznie się przywitałem.
  • No dobra koniec już wygłupów. Idź się przebież bo się po chorujesz, a potem zapraszam na kolację – powiedziała łagodnie ciocia i wróciła do kuchni.
  • Dobra maleńka lecę się przebrać – powiedziałem do kuzynki i poszedłem do pokoju po suche ubrania.

Gdy się przebrałem razem z całą rodzinką zjedliśmy kolacje, później zająłem się kuzynostwem żeby ciocia mogła posprzątać w spokoju i choć trochę odpocząć. Wziąłem maluchy do pokoju i zacząłem im opowiadać co mnie dzisiaj spotkało w pracy. One uwielbiały moje historie, zawsze chichotały gdy wspominałem im o Luce. Potem wszystkie maluchy udały się do łóżek a ja miałem chwilę wytchnienia dla siebie. Poszedłem do swojego pokoju i położyłem się na łóżku. Patrzyłem w sufit i rozmyślałem o dziewczynie, którą spotkałem. Widziałem jej twarz, oczy oraz uśmiech, a nawet maleńki rumieniec, który pojawił się po moim komplemencie. Wreszcie podszedłem do okna i patrzyłem jak pada deszcz.
Zacząłem się zastanawiać czy dotarła do domu i o czym teraz myśli, a nawet co robi. Zastanawiałem się czy myśli o mnie, czy może zapomniała o chłopaku, który uratował ją przed upadkiem. Po dłuższej chwili poszedłem zgasić światło i położyłem się do łóżka. Przytuliłem głowę do poduszki i liczyłem, że przyśni mi się dziewczyna, którą uratowałem.
Kolejny dzień zapowiadał się znakomicie. Wstałem dość wcześnie w świetnym humorze. Przebrałem się dość szybko i w miarę szybko, ponieważ wszyscy jeszcze spali. Zszedłem do kuchni aby przyrządzić śniadanie dla całej rodziny. Wstawiłem grzanki do tostera, zaparzyłem świeżą kawę i nalałem sok do dzbanka. Trochę jeszcze krzątałem się po kuchni, a gdy wszystko było gotowe wypiłem kawę zjadłem grzankę i wyszedłem do pracy. Całą drogę radośnie podskakiwałem i nuciłem sobie melodię, która przyśniła mi się w nocy.
W pełni szczęśliwy wszedłem do „Resto Baru” i od razu chwyciłem za miotłę. Zacząłem z nią tańczyć ze szczęścia po całej restauracji.
Nie przejmowałem się tym czy Luca wejdzie na salę i zakłóci mój spokój wtedy było mi wszystko obojętne. Czułem się taki szczęśliwy. Muzyka z radia dodawała mi tylko sił i uruchamiała moją wyobraźnię. Nawet nie zauważyłem jak ktoś wszedł na salę i wyłączył muzykę. Byłem w swoim świecie, kiedy nagle usłyszałem ciszę.

  • Chcesz żeby Luca Cię zwolnił? – zapytała nagle Francesca, która wcześniej wyłączyła radio.
  • Widział mnie? – zapytałem zakłopotany i podszedłem do niej.
  • Pewnie wszyściuteńko jesteś zwolniony – powiedziała na wpół poważnie Francesca.
  • Ah – wydałem z siebie głos niezadowolenia jednak nie popsuła mi tym żartem humoru.
  • A skąd ta radość, co? Wieści z Hiszpanii? – zapytała dziewczyna i towarzyszyła mi w zamiataniu.
  • Nie, nie – odpowiedziałem nie odrywając wzroku znad podłogi.
  • Czyli jednak nie wracasz? – zapytała a ja na nią spojrzałem i pokręciłem przecząco głową. Twój tata na pewno się postara by go tu przeniesiono. Więc luz. Opowiadaj co się stało? – nie dawała za wygraną Francesca i pytała dalej.
  • E tam, nieważne – spojrzałem na nią na chwilę i myślałem że minie jej ciekawość.
  • Och jakie nieważne – wzruszyła tylko rękami. Przecież widzę, że jesteś aż pijany z radości – ciągle nie dawała za wygraną.
  • Eh mówi się pijany szczęściem – podniosłem głowę i z lekkim uśmiechem ją poprawiłem.
  • Może wszystko mi jedno, lepiej mów co się dzieje? Cały jesteś w skowronkach, śmiejesz się jak głupi, czerwienisz się jak panienka – zaczęła wyliczać Francesca. Odbiło Ci czy co?
  • Nie, albo tak. Oszalałem z miłości. Chyba nie ma w tym nic złego? – zapytałem ją ale ona nagle zmieniła swój wyraz twarzy na nieco poważniejszy.
  • Nie no skąd – w końcu wydusiła z siebie z lekkim uśmiechem na twarzy. A naprawdę strasznie się cieszę. Yy… - mówiła nieco zmieszana. A powiesz mi kto to? Znam ją? Jesteście już razem? – nagle zaczęła zadawać mi mnóstwo pytań.
  • Nie nawet nie wiem jak się nazywa. Ale nie spocznę póki jej znów nie zobaczę – odpowiedziałem na jej pytania z uśmiechem na co ona odpowiedziała mi również uśmiechem. Nagle popatrzyła na moją rękę i nieco się zasmuciła.
  • Nie masz mojej bransoletki – wskazała palcem na pustą rękę, a ja sprawdziłem czy jej ta nie ma.
  • Znowu gadacie zamiast pracować – nagle usłyszeliśmy głos Luci, który przerwał nam nasza rozmowę. Niestety nie zdążyłem jej nawet odpowiedzieć co się stało z bransoletką.
  • Wcale nie gadamy Luca, my po prostu… - wydusiłem z siebie nagle w jego kierunku jednak on nie zważał na moje słowa i wyciągnął do mnie torbę z zamówieniem.
  • Masz tu kolejne zamówienie – podał mi torbę. No szybko!
  • Dobra, dobra idę, spokojnie – odłożyłem miotłę i wziąłem od niego torbę z jedzeniem.
  • Do roboty! – krzyknął Luca.
  • No już nie denerwuj się, tylko nie dzisiaj – powiedziałem do niego spokojnie. Szkoda psuć tak piękny dzień – uśmiechnąłem się w jego kierunku i poklepałem po ramieniu. Zwróciłem się do Francesci, kiedy kierowałem się do wyjścia. Kto wie może natknę się na nią po drodze – powiedziałem do niej szeptem na co odpowiedziała tylko uśmiechem i wyszedłem z restauracji. Luca przyglądał się nam dalej jednak ona w końcu podeszła do niego.
  • Nic mi nie mów, przyszłam tylko po mój laptop, ok? Ok? – powiedziała i zeszła bratu z drogi. Luca bez słowa udał się na zaplecze.


No i tu przerywam moją historię, mam nadzieję, że choć trochę się wam podobała? Jednak ciąg dalszy opowiem wam później. Innym razem dowiecie się czy spotkałem po drodze dziewczynę, która pojawiła się w moim życiu całkiem przypadkiem i znienacka. Co mnie spotka gdy będę dostarczał zamówienie? Następny rozdział opowiem wam jednak ktoś inny, ktoś kto zna się na tym doskonale i za kim tęskniliście. Ja was serdecznie pozdrawiam sprzed „Resto Baru”. Tomas.
 

Dialogi zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z pierwszego oraz drugiego odcinka serialu „Violetta” sezon 1 („Powrót do domu”, „Sekret”)


sobota, 30 stycznia 2016

Śpiewaj razem z Angie

Witam Was wszystkich bardzo serdecznie w kolejnym poście ;) Myślę, że teoria może nas już wszystkich trochę nudzić więc może czas na jakieś praktyczne rzeczy, które pomogą nam zacząć prawdziwą przygodę ze śpiewaniem. 

Każdy z nas zanim zacznie śpiewać powinien popracować nad paroma bardzo ważnymi elementami. Czyli poprawną dykcją, która umożliwia zrozumienie tekstu oraz poprawne jej przekazanie innym. Odpowiednim oddychaniu, żeby śpiewać i nie męczyć się przy tym oraz żeby odpowiednio wyśpiewywać każdy dźwięk. Rozgrzaniem narzędzi mowy czyli naszych ust, języka i krtani. 

Definicja dykcji wiem, że miało nie być teorii ale chociaż troszkę się przyda.

Dykcja (łac. dictio) – sposób mówienia, poprawnego wymawiania wyrazów. Zasadnicza umiejętność w wykonywaniu takich zawodów jak: śpiewakaktorprezenter telewizyjny lub radiowynauczyciel. Ćwiczenie dykcji wymaga znajomości fonetyki.
To popracujmy nad naszą dykcją. Zaproponuje Wam parę ćwiczeń, które powinny pomóc nam w dalszych zajęciach.

Każde ćwiczenie powinno być wykonywane minimum 5 minut jeżeli się do niego przykładamy. Można je powtórzy parę razy.

No to zacznijmy pracę:

Ćwiczenie nr.1:

Naśladuj warkot silnika motocyklowego na różnych wysokościach dźwięku.
Najpierw używaj jedynie warg, potem języka, na koniec warg i języka. Warto
parsknąć!


Ćwiczenie nr. 2:

Kilka razy szeroko otwórz i zamknij usta, układając je w pozycji
poszczególnych samogłosek - "a", "o", "u", "e", "i", "y", tym razem rób to
głośno.


Ćwiczenie nr. 3:

Głośno i wyraźnie wypowiadaj połączenia:
"abba, obbo, ubbu, ebbe, ibbi, ybby";
"assa, osso, ussu, esse, issi, yssy".
Wybierz sobie różne spółgłoski i łącz je z samogłoskami według powyższego
wzoru. Każda głoska musi być słyszalna!


Ćwiczenie nr. 4:

W różnym tempie wypowiedz:
"da-ta-za-sa-dza-ca-na-ła";
"di-ti-zi-si dzi"; "zia-sia-dzia-cia-nia";
"ga-ka-ha-cha";
"gia-kia-hia-chia".


Ćwiczenie nr. 5:

W różnym tempie powiedz:
"brim, bram, bram, bram, brom";
"trim, tram, tram, tram, trom";
"krim, kram, kram, kram, krom" itd.


Myślę, że tyle ćwiczeń wystarczy nam na dziś. Kolejne bardziej zaawansowane będą w następnym moim poście, na który serdecznie zapraszam ;)
Jeżeli macie jakieś pytania to śmiało piszcie z chęcią Wam odpowiem ;) 
Pozdrawiam Angie.


50 postów za nami!

No i kolejne podsumowanie za nami ale to jest wyjątkowe ponieważ to już 50 postów! Szczerze nie liczyłam na to, że będzie ich aż tyle ale jak widać udało się ;) To może teraz trochę podsumowań chce się nacieszyć trochę sukcesem ;)

No to tak pojawiło się 18 rozdziałów ;) A teraz top 5 najlepiej czytanych rozdziałów:

  1. Rozdział I Początek aż 32 wyświetlenia.
  2. Rozdział VI Nowy dom aż 23 wyświetlenia.
  3. Rozdział V Buenos Aires aż 22 wyświetlenia.
  4. Rozdział II Bilety aż 21 wyświetleń.
  5. Rozdział IV Lotnisko aż 20 wyświetleń.

Jak widać odwiedzin też jest mega dużo bo aż 1144 osób odwiedziło do tej pory mojego bloga ;) 
Dziękuje Wam wszystkim a w szczególności tym co komentują i zostawiają swój ślad bo jak pewnie większość z Was wie jak komentarze są ważne dla nas piszących ;)

Dziękuje i życzę sobie oraz wszystkim innym mnóstwo weny twórczej, jak najwięcej czytelników oraz kolejnych postów ;)

Motto Violetty na dziś!

Hej na początku bardzo Was przepraszam bo nawaliłam! Wiem, że wczoraj miały pojawić się moje posty ale ze względów osobistych nie udało mi się tego zrobić. Ale już się poprawiam i ukażą się one dzisiaj ;)
Nie wpłynie to na dalsze publikacje obiecuje Wam! I tak jak być powinno jutro ukaże się nowy rozdział, kolejny opowiadany przez Tomasa ;)
No i jak zwykle liczę na Wasze komentarze i dziękuje za poprzednie ;)
Pozdrawiam i zapraszam na jutro ;)

środa, 27 stycznia 2016

Rozdział XVIII Trudne życie Tomasa

Cześć wam wszystkim nazywam się Tomas Heredia i jestem pierwszym chłopakiem, który odważył się na opowiedzenie swojej historii. Mam nadzieje, że będziecie dla mnie wyrozumiali, ponieważ nie potrafię opowiadać aż tak dobrze jak moje poprzedniczki. Ale liczę, że się wam spodoba.
Pochodzę z Hiszpanii i mieszkam tam razem ze swoją rodziną jednak przeniosłem się do Buenos Aires ze względu na chorobę mojej babci. Niestety mój tata nie może porzucić swojej pracy i przyjechać z resztą naszej rodziny, ponieważ obawia się, że nikt go nie zatrudni w Buenos Aires. Więc jestem tutaj sam, no w sumie to nie do końca. Mieszkam u mojej cioci, która opiekuje się babcią. Oczywiście mieszkają ze mną także moi kuzyni tylko są dużo młodsi, pomagam cioci w opiece nad nimi. Jako najstarszy członek rodziny pracuję aby mieć pieniądze na lekarstwa dla babci i żeby wspomóc trochę finansowo ciocię. Cieszę się z tego, że jestem w kraju gdzie mogę spokojnie zajmować się także tym co uwielbiam najbardziej. W Hiszpanii grywałem czasem na gitarze i nawet miałem swoją kapelę ale musiałem wyjechać więc wymienili mnie na kogoś innego. Uwielbiam muzykę i marze o zdawaniu do prawdziwej szkoły muzycznej ale niestety nie stać mnie na to. Czasami sobie coś tam brzdąkam na gitarze gdy nikt nie widzi i nie słyszy. Nie jestem przekonany o swoim talencie więc wolę nikomu się tym nie chwalić. Wspominałem wam, że pracuję więc może trochę o tym bo tam teraz spędzam większość swojego życia. Udało mi się dostać pracę w restauracji jako dostawca, a także jako główny pomocnik właściciela. Dobra ale dalej to wam może opowiem trochę później bo właśnie wchodzę do miejsca, w którym pracuje. Przyszedłem dużo wcześniej bo mam wiele rzeczy do roboty.

Wszedłem do środka i udałem się po moją firmową bluzę jednak nie ona zwróciła moja uwagę. Na stoliku leżała gitara więc nie mogłem przejść obojętny obok niej. Założyłem bluzę i rozejrzałem się czy nikogo nie ma. Wziąłem gitarę do ręki i zacząłem grać melodię, która przyszła mi do głowy parę dni temu. Skupiłem się na strunach i zacząłem śpiewać.

  • Si no hay nada que decir... – gdy śpiewałem nie zauważyłem, że przygląda mi się młodsza siostra właściciela. No i na moje nieszczęście do środka wszedł właśnie sam właściciel.
  • Może w końcu odstawisz tę gitarkę i zaczniesz pracować, co? – powiedział i stanął przede mną.
  • Wcale na niej nie grałem Luca tylko… - szybko wstałem z miejsca i zacząłem się tłumaczyć swojemu szefowi.
  • Nie no jasne gitara sama na sobie grała – powiedział zdenerwowany Luca, a ja w tym czasie odłożyłem gitarę na miejsce.
  • Dobra myśl co chcesz – odpowiedziałem zrezygnowany.
  • Co tu robisz tak wcześnie? – nagle zapytał mnie Luca, a w między czasie dołączyła do nas jego młodsza siostra.
  • Mam dużo do zrobienia, dlatego postanowiłem przyjść trochę wcześniej i nadrobić – odpowiedziałem i nie zauważyłem jak dziewczyna zbierała swoje rzeczy, kiedy nagle przystanęła przy mnie.
  • Dobrze, w takim razie przestań się bawić i pomóż trochę! – powiedział stanowczo Luca.

No dobra ale zanim ciąg dalszy to może powiem wam w końcu kim jest ten cały Luca.
No więc Luca Cauviglia jest właścicielem restauracji, w której pracuje. „Resto Bar” – tak się właśnie ona nazywa i chyba powinienem o tym wspomnieć już na samym początku. No trudno więc ta restauracja sąsiaduje ze szkołą muzyczną, w której uczy się jego młodsza siostra. Ma on wielu klientów, ponieważ uczniowie tej szkoły często spędzają tutaj swój wolny czas albo przerwy między zajęciami. Luca pochodzi z Włoch i przejął ten interes po swoim wujku. Opiekuje się także swoją młodsza siostrą, ma bardzo silną osobowość, a także bardzo imponujący wzrost. Przez co wydaje się bardzo wybuchową osobą ale po bliższym poznaniu jest bardzo porządnym gościem, który jest bardzo ambitny i zawsze dąży do celu. No dobra wróćmy jednak do rozmowy, którą przerwałem.
Nagle odwróciłem się i za swoimi plecami ujrzałem uśmiechniętą dziewczynę.
  • Cześć – powiedziałem do niej z uśmiechem.
  • Cześć – odpowiedziała również z wielką radością.
  • Co tu robisz? – zapytał ją nagle zdziwiony jej obecnością brat.
  • Nic uczę się pewnej melodii – odpowiedziała i wskazała mu na zeszyt, który trzymała w ręce.
  • Nie możesz tego robić w domu – powiedział do niej z wyrzutem.
  • Ale Luca przecież ona w niczym nie… - wtrąciłem się nagle do rozmowy.
  • A Ty się nie wtrącaj – powiedział Luca i wskazał na mnie palcem.
  • Daj spokój Tomas wszystko w porządku – powiedziała do mnie dziewczyna i poklepała mnie po ramieniu. Wolałem odejść i nie wtrącać się już więcej w rozmowę między rodzeństwem. Dlaczego taki jesteś Luca? – zapytała go siostra.
  • Jaki? – zapytał z ironią w głosie. Odpowiedzialny? Posłuchaj nie zapominaj, że przyjechałem z Włoch, żeby zająć się biznesem wuja. A Ty bawisz się w gwiazdkę pop – dorzucił Luca.
  • Mówisz tak tylko dlatego, że chodzę do Studia? – zapytała rozczarowana dziewczyna. Ty nic nie rozumiesz. Każdy kto ukończył tę szkołę pracuje w swoim zawodzie albo jest gwiazdą – powiedziała pewna siebie dziewczyna.
  • Narażasz ojca na ogromne wydatki. Nic nie robisz. W niczym nie pomagasz więc przynajmniej nie rozpraszaj pracowników, dobrze?! – odpowiedział jej Luca i udał się do swoich codziennych zajęć.

Dziewczyna pozbierała swoje notatki, wzięła gitarę i wyszła z restauracji. Pewnie wolała poćwiczyć w spokoju w szkole. Ja w tym czasie zabrałem się za porządkowanie magazynu, gdyż od ostatniej dostawy panował w nim niezły bałagan. Nagle usłyszałem wołanie Luci pewnie miał dla mnie jakieś zamówienie. Bez zastanowienia odłożyłem pustą skrzynkę i poszedłem zapytać o co chodzi.
  • Tomas! – wołał na całe gardło Luca.
  • Już jestem byłem w magazynie. Co się stało? – zapytałem go w prost.
  • Mam dla Ciebie zamówienie – odpowiedział szybko Luca i podał mi torbę z jedzeniem. Zaniesiesz to do „Studia 21” no wiesz tej szkoły obok.
  • Dla kogo to zamówienie?
  • Jakiś Martin Pla czy coś takiego. Masz tu kartkę na niej wszystko pisze. No idź już bo mam dla Ciebie mnóstwo innych zajęć.
  • Dobra już lecę – wziąłem torbę i ruszyłem w drogę do Studia. Nie trwała ona zbyt długo, ponieważ było ono alejkę dalej od „Resto Baru”.

Drzwi były jak zawsze otwarte, a na schodach siedziało mnóstwo uczniów. Wszedłem dalej i zacząłem się rozglądać po głównym holu. Nagle usłyszałem muzykę dobiegającą z jednej sali. Podszedłem bliżej aby przyjrzeć się uczniom, którzy mieli właśnie zajęcia. Grali na instrumentach, a niektórzy tańczyli. Jednak moją uwagę przykuł chłopak, który grał na gitarze. Była ona wspaniała, cała czarna a jej brzmienie było cudowne. Nagle usłyszałem za swoimi plecami chrząknięcie, które zamieniło się w pytanie.

  • Hmm. Podoba Ci się? – zapytał jeden z uczniów stojący za mną. Nie odrywając wzroku gitary odpowiedziałem.
  • Tak jest niezłe – odpowiedź brzmiała dość normalnie, tylko nagle poczułem jak na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
  • Co? – wykrztusił z siebie ponownie chłopak.
  • Że podoba mi się – powtórzyłem poprzednią odpowiedź ale dalej nie bardzo wiedziałem o co mu chodzi.
  • Och nie – powiedział nagle drugi chłopak.
  • Ale… ma właściciela – odpowiedział dość poważnie poprzedni chłopak.
  • No wiem przecież widzę ale… - powiedziałem i wskazałem na gitarę. Strasznie mi się podoba – odwróciłem głowę w jego kierunku, żeby mu grzecznie odpowiedzieć. Nagle poczułem jego rękę na swoim ramieniu, która odepchnęła mnie od szyby. Co?! – zawołałem zdziwiony.
  • Szukasz guza! – krzyknął chłopak, który właśnie mnie pchnął. To dobrze – powiedział ze zdenerwowana miną, a ja nadal nie wiedziałem o co mu chodzi.
  • Leon przestań, przestań – próbował go uspokoić kolega stojący obok. Uspokój się już.
  • O co C chodzi? – zapytałem go mocno zdziwiony jego zachowaniem. Nagle podeszła do nas jakaś kobieta, zdaje się, że była nauczycielką. Udzieliła mi odpowiedzi na moje pytanie, a pozostałą dwójkę upomniała za ich zachowanie.
    Ruszyłem więc za wskazanym przez kobietę kierunku i dotarłem do drzwi jednej z głównych sal. Zobaczyłem nagle dziewczynę, która stamtąd wychodziła i postanowiłem ją zapytać o mojego klienta.
  • Cześć, szukam Martina Pla – powiedziałem a dziewczyna nagle się zatrzymała i spojrzała na mnie. Wiesz gdzie jest? – zapytałem.
  • Nie, nie znam go – odpowiedziała z uśmiechem ale nie spuszczała ze mnie swojego wzroku.
  • Jesteś Hiszpanką? – zapytałem zdziwiony na co ona także odpowiedziała pytaniem.
  • A Ty Hiszpanem?
  • Tak skąd jesteś? – zapytałem dziewczynę.
  • Z Madrytu – odpowiedziała z radością.
  • To tak jak ja. Co Ty tu robisz? Przegapiłaś swój przystanek czy co? – zapytałem w żartach dziewczynę ale ona mnie nie zrozumiała.
  • Nie – odpowiedziała smutnym głosem.
  • Hej to tylko żart – poczułem się trochę zmieszany i szybko sprostowałem swoja wypowiedź.
  • A no tak żart – dziewczyna zaczęła się śmiać. A… wiesz mój ojciec jest dyplomatą – zaczęła opowiadać dziewczyna z przejęciem.
  • Aj… sory, przepraszam – grzecznie ja opuściłem i zacząłem ponownie szukać mojego klienta. Martin Pla! – zawołałem z nadzieją, że ktoś się zgłosi. Zobaczyłem, że w środku sali macha do mnie jeden chłopak więc podszedłem do niego z zamówieniem. W sali jacyś uczniowie ćwiczyli grę na instrumentach, a ja nieco się zapatrzyłem na nich. Chłopak, który przekazywał mi pieniądze otrząsnął mnie z zasłuchania. Zapiąłem swoją torbę i udałem się do wyjścia. Nagle wpadła na mnie jakaś blondynka, nie zauważyłem że stała przy drzwiach byłem zajęty chowaniem pieniędzy.
  • Oj przepraszam – powiedziałem do dziewczyny, którą potrąciłem całkiem niechcący.
  • Miły jesteś i w dodatku masz taki uroczy akcent – powiedziała do mnie blondynka i chwyciła mnie za rękę. Ludmiła co słychać? A Ty to? – nagle z uśmiechem na ustach przedstawiła mi się i zapytała o moje imię ale nie bardzo miałem czas żeby z nią rozmawiać. Chciałem się grzecznie wycofać ale szarpnęła mnie do siebie.
  • Y… Tomas jestem dostawcą – odpowiedziałem nieco zmieszany i z grzeczność przedstawiłem się dziewczynie. Przepraszam ale mam zamówienia, ale gdybyś… - chciałem zakończyć naszą rozmowę gdy nagle usłyszałem głos chłopaka, z którym wcześniej się szarpałem.
  • Czegoś nie zrozumiałeś? – zapytał głośnym tonem chłopak i podszedł do nas razem ze swoim kolegą. Dziewczyna szybko się odsunęła i puściła moja dłoń. Mówiłem, że ma właściciela, pamiętasz? – chłopak stanął przede mną a ja wolałem się mu odsunąć z drogi bo nie bardzo rozumiałem o co mu chodzi.
  • Przecież nie dotknąłem gitary – wtrąciłem szybko żeby uniknąć dalszej sprzeczki.
  • Jakiej gitary? – wtrąciła się nagle blondynka, która wyłoniła się zza pleców chłopaka.
  • Zaraz zobaczysz gitarę! – krzyknął wściekły chłopak i rzucił się na mnie jak szalony. Na szczęście udało mi się zasłonić torbą, która upadła na ziemię. Odskoczyłem na grupkę siedzący uczniów i jeden krzyknął do nas.
  • Uważaj! – zawołał chłopak chroniący laptopa przed moją torbą. Udało mi się odskoczyć w przeciwną stronę. Do sali wpadła nagle Francesca – siostra Luci.
  • Hej co się dzieje? – zapytała widząc zamieszanie w sali.
  • Jeszcze Cię dorwę – powiedział do mnie chłopak, który był mocno zdenerwowany.
  • Idź już Tomas – powiedziała do mnie Francesca.
  • Możesz mi podać torbę? – zapytałem chłopaka, z którym się szarpałem, a on rzucił nią w moim kierunku. Wyszedłem z sali bez słowa po drodze oczywiście minąłem kolegę, tego chłopaka co się na mnie rzucił i przeszył mnie strasznym spojrzeniem. W środku nadal panowała cisza a ja razem z Francescą opuściłem budynek Studia.
No to teraz powinienem przedstawić wam dziewczynę, która uratowała mnie od bójki z chłopakiem ze Studia. Francesca Cauviglia jest siostrą Luci jak już wam wcześniej wspominałem.
Urodziła się w Włoszech i tam mieszkała ze swoją rodziną aż do przyjazdu do Buenos Aires. Przyjechała z bratem, a dzięki temu udało się jej zdać do „Studia 21”. jest bardzo bystrą oraz koleżeńską dziewczyną. Zdaje sobie również sprawę z tego ile wyrzeczeń kosztuje jej rodzinę nauka w tej szkole. Docenia trud i pracę swojej rodziny,a także angażuje się w naukę aby ich nie zawieść. Jej starszy brat nie potrafi zrozumieć dlaczego rodzice pozwolili jej na naukę w tak drogiej szkole – jest trochę zazdrosny, ale mimo to nie pozwoli jej nikomu skrzywdzić. Wróćmy jednak do rozmowy z Francescą. Wyszliśmy przed budynek i dziewczyna nagle zadała mi pytanie.
  • O co wam poszło? - zapytała mocno zdziwiona konfliktem między chłopakami.
  • No wiesz jeśli mam być z Tobą szczery to sam nie wiem. Zaczął się mnie czepiać gdy szukałem klienta. A no i wcześniej podziwiałem gitarę, na której grał jakiś chłopak... - zacząłem się tłumaczyć.
  • Aha ... ale może coś mu powiedziałeś? - zapytała ponownie.
  • Że mi się podoba i tyle. Potem coś napomknął o właścicielu i się wkurzył – odpowiedziałem zmieszany.
  • Nie bardzo rozumiem. Dotykałeś tej gitary?
  • Nie przecież byłem zajęty szukaniem mojego klienta. No i jak wychodziłem to mnie zaatakował. A wcześniej zaczepiła mnie jakaś dziewczyna, chyba na nią wpadłem. Tylko przeprosiłem i chciałem iść ale ona mnie zagadywała... - opowiadałem przejęty całym zajściem.
  • Niech zgadnę i nazywała się Ludmiła?
  • No jakoś tak – przytaknąłem.
  • To wszystko jasne. Dla Twojego dobra nie zbliżaj się do niej to unikniesz spotkania z pięściami jej chłopaka.
  • Dzięki za rade, no i za ratunek – uśmiechnąłem się do niej.
  • Nie ma za co a teraz leć bo Luca będzie wściekły, że Cię tak długo nie ma – odpowiedziała z uśmiechem.
  • Już lecę, do zobaczenia później! - krzyknąłem i pobiegłem w stronę restauracji.
  • Do zobaczenia – odpowiedziała uśmiechnięta dziewczyna i wróciła do budynku.  
 Za radą Francesci szybko wróciłem do „Resto Baru” na szczęście Luca nie zauważył mojej długiej nieobecności, ponieważ przyjechała dostawa i był zajęty sprawdzaniem czy wszystko przywieźli. Odłożyłem więc torbę na jedzenie i położyłem ją na blacie razem z pieniędzmi za zamówienie. Zdjąłem kurtkę i chwyciłem za ścierkę chciałem rozładować swoje emocje na sprzątaniu. Nagle usłyszałem dzwonek otwieranych drzwi do środka weszła mała dziewczynka i od progu usłyszałem jej słodki głosik.
  • Tomas! - zawołała dziewczynka zdążyłem się odwrócić i ujrzałem moją kuzynkę, która przyszła mnie odwiedzić.
  • Hej co tu robisz? - zapytałem zdziwiony. Wiesz, że Luca nie będzie zadowolony – szybko dodałem.
      Jesteście ciekawi co było dalej? Tego dowiecie się w następnym rozdziale mojej historii. Mam nadzieje, że bardzo Was nie zanudziłem i że nie opowiadam aż tak kiepsko. W następnym rozdziale dowiecie się dlaczego odwiedziła mnie w pracy moja kuzynka? Czy będzie kolejne starcie z chłopakiem blondynki ze „Studia 21”. A także co mnie spotka w drodze do domu? Do zobaczenia Tomas.


 Dialogi zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z pierwszego odcinka serialu „Violetta” („Powrót do domu”)

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Motto Violetty na dziś!

Hej trochę mnie zasmuciło, że tak mało czytelników mnie odwiedziło ale to pewnie przez ferie ;) Każdy wyjechał i nie ma czasu na czytanie. Mam nadzieje, że jak wrócicie to nadrobicie braki. A poprzedni rozdział był pełen emocji z resztą jak zawsze. Nasza kochana Angie jak zawsze namieszała ale udało się jej to naprawić. Kolejny rozdział to niespodzianka, która może Was wszystkich mile zaskoczyć i oby tak było.

Zapraszam Was do śledzenia mojego bloga oraz czytania nowych rozdziałów ;)
Kolejny rozdział myślę, że ukaże się w środę;)
Liczę na Wasze komentarze i opinie ;)
Pozdrawiam ;P

sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział XVII Właściwy wybór Angie

Witam Was ponownie dzisiaj czeka nas ciąg dalszy historii, w którą nie chcący wpakowałam biednego Pablo. Mam nadzieję, że mi to szybko wybaczy. To najpierw szybki skrót z poprzedniego rozdziału dla tych co mogli zapomnieć co się działo. W „Studiu 21” odbyła się mała sprzeczka, którą miał załagodzić nasz nieustraszony Gregorio. Ciekawe co mu z tego wyszło ale tego dowiemy się nieco później. W dalszej części dowiedzieliśmy się co spotkało Pablo gdy byłam w domu Germana. Najpierw siedząc w radiowozie próbował wytłumaczyć, że to nieporozumienie i na dodatek słyszał komunikat z radia policyjnego i widział naszą uciekinierkę. Co przysporzyło mu dalszych problemów, które musiał wyjaśnić na komisariacie. A no i jeszcze mały incydencik pod domem Germana. Udało mi się spłoszyć kandydatkę na nową guwernantkę ale o tym nikt nie może wiedzieć. To będzie taka nasza mała tajemnica. Wróćmy jednak na ten straszny komisariat.

Gdy tak sobie siedziałam i czekałam aż ktoś mnie zaprowadzi do mojego przyjaciela, rozmyślałam o dzisiejszym dniu, który był pełen wrażeń. Wreszcie widziałam moją małą, śliczną dziewczynkę, za którą tak bardzo tęskniłam. Spotkałam się twarzą w twarz z jej ojcem oraz jego narzeczoną. Zaproponowano mi pracę u boku mojej siostrzenicy.
  • Och tyle się dzisiaj wydarzyło… - powiedziałam do siebie i wróciłam o rozmyślań. No i jeszcze to zakończenie dnia, którego się w ogóle nie spodziewałam. Czemu to trwa tak długo? – zadałam sobie głośno pytanie i nagle ujrzałam jednego z policjantów, który zmierzał w moim kierunku.
  • Pani Carrara? – zapytał mnie mężczyzna, dość wysoki o ciemnych włosach.
  • Tak – odpowiedziałam bez wahania.
  • Proszę za mną – odpowiedział i wskazał na drzwi, które były zamknięte. Wstałam z krzesła i udałam się posłusznie za policjantem. Nie próbowałam nawet zadawać mu pytań, gdyż widziałam, że i tak nie udzieli mi żadnych informacji. Przeszliśmy przez drzwi i szliśmy długim, wąskim korytarzem. Nie był on zbyt przytulny ale czego można się spodziewać na komisariacie. W końcu stanęliśmy przed drzwiami.
  • Proszę wejść do środka tam czeka na Panią komendant. Ma do Pani parę pytań – powiedział mężczyzna i wpuścił mnie do środka.
  • Witam Panią proszę usiąść – zwrócił się do mnie mężczyzna przy biurku i wskazał mi krzesło.
  • Witam. Dziękuję – odpowiedziałam i od razu usiadłam. Czułam się trochę dziwnie siedząc naprzeciwko mężczyzny w mundurze, który nagle zaczął zadawać mi pytania.
  • To z Panią rozmawiałem przez telefon? – zapytał mężczyzna.
  • Tak. Próbowałam się dodzwonić do mojego przyjaciela – powiedziałam do komendanta bardzo zdziwiona całą sytuacją.
  • Proszę się niczym nie denerwować i odpowiadać na pytania. Zna Pani właściciela tego telefonu? – ponownie zapytał.
  • Tak to mój przyjaciel. Nazywa się Pablo Galindo – odpowiedziałam na zadane pytanie, które nie miało dla mnie sensu ponieważ było oczywiste.
  • Dobrze. Czy była z nim Pani pod domem, w którym go zatrzymaliśmy? – zapytał i spojrzał na mnie.
  • Tak byłam tam razem z nim. Przyjechaliśmy razem moim samochodem, który był zaparkowany pod tym właśnie domem – odpowiedziałam mocno sfrustrowana.
  • Aha. To dlaczego Pani nie było na miejscu zdarzenia? – zapytał policjant, dokładnie notując wszystko co mówię.
  • Ponieważ byłam w środku tego domu. Poprosiłam mojego przyjaciela aby poczekał na mnie aż wrócę. Byłam odwiedzić moją siostrzenicę.
  • Dobrze, rozumiem. Czyli to już sobie wyjaśniliśmy. Pozostaje tylko pytanie skąd podejrzany znał imię poszukiwanej dziewczyny – zaczął mówić głośno komendant.
  • Na to też mogę udzielić Panu odpowiedzi – dorzuciłam szybko.
  • No dobrze, słucham Panią?
  • Poszukiwaliście Violetty prawda?
  • No tak zgadza się – odpowiedział nie wzruszony policjant.
  • A tak się składa, że to właśnie moja siostrzenica uciekła z domu. Na imię ma Violetta jak już Pan pewnie zdążył sobie zanotować. A i nie musicie już jej szukać sama wróciła już do domu cała i zdrowa – dodałam z uśmiechem na twarzy.
  • Tak? To miło nam to słyszeć – odpowiedział zakłopotany komendant.
  • Czy teraz mogę zobaczyć mojego przyjaciela? – zapytałam pewna swojej racji.
  • Ależ oczywiście Pan Pablo Galindo jest już wolny – mówił policjant i podniósł słuchawkę telefonu aby wydać odpowiednie polecenie. Proszę wypuścić Pana Pabla Galindo już wyjaśniliśmy całą sytuację – powiedział do słuchawki. A i jeszcze jedno. Ogłoście, że poszukiwana już wróciła do domu. Wykonać! – krzyknął do słuchawki i z trzaskiem ją odłożył. Dziękuję Pani za przybycie. Pozwoli Pani, że odprowadzę do wyjścia – wstał zza biurka i uprzejmie wskazał ręką na drzwi.
  • Bardzo dziękuję – wstałam i wyszliśmy razem na korytarz, który prowadził do recepcji.
  • Proszę tutaj poczekać na Pani przyjaciela. Do widzenia – zwrócił się w moim kierunku, grzecznie pożegnał i odszedł.

W tym samym czasie Pablo siedział w innym pokoju i czekał aż ktoś do niego przyjdzie i wyjaśni mu co się dzieje. Nagle otworzyły się drzwi i do środka wszedł policjant.
  • Panie Pablo jest Pan wolny, proszę za mną – powiedział i wskazał na wyjście.
  • No wreszcie, długo wam o zajęło – powiedział nadąsany Pablo i ruszył z policjantem do wyjścia. Gdy dotarli do recepcji, w której na nich czekałam ujrzałam go i rzuciłam się mu na szyję.
  • Pablo przepraszam, nie wiedziałam, że wpakuję Cię w takie kłopoty! – krzyczałam mocno go ściskając.
  • W porządku Angie – odpowiedział spokojnie i chwycił mnie za rękę. Już wszystko dobrze a teraz chodźmy już stąd bo mam dość policjantów na najbliższy rok – zaśmiał się i wyszliśmy razem na zewnątrz.
  • Jestem Ci winna przepyszną kolację – powiedziałam z uśmiechem i wsiedliśmy do samochodu. Restauracja czy zjemy coś u mnie? – zapytałam. Ty wybierasz.
  • To może zjedzmy coś u Ciebie bo mam już dość atrakcji na dzisiaj – odpowiedział i ruszyliśmy do mnie do domu. Jak Ci poszło w domu Germana? Mam nadzieję, że dużo lepiej niż mnie czekanie na Ciebie.
  • Mam Ci tyle do opowiedzenia, że nawet sobie nie wyobrażasz! – wykrzyknęłam z radością. Ale poczekajmy aż będziemy u mnie wtedy opowiem Ci wszystko na spokojnie.
  • Już się nie mogę doczekać! – wykrzyknął Pablo.

Droga do mojego domu minęła nam dosyć szybko, to pewnie przez te emocje, które towarzyszyły nam cały dzień.
  • No i jesteśmy na miejscu. Zapraszam do środka – powiedziałam do Pabla gdy wysiedliśmy z samochodu. Otworzyłam drzwi i odwiesiłam swoją torebkę na wolne miejsce. Czuj się jak u siebie w domu – uśmiechnęłam się w kierunku gościa. Trafisz do łazienki?
  • Pewnie, że tak – odpowiedział radośnie Pablo i poszedł w jej kierunku, a ja udałam się do kuchni aby przyrządzić pyszną kolację.
  • Pomóc Ci w czymś? – zapytał Pablo, który przyglądał się jak kończę naszą kolację.
  • Nie ma takiej potrzeby albo wiem możesz otworzyć to wino, które stoi tam na blacie będzie pasowało do naszej kolacji – powiedziałam do niego i wskazałam na butelkę, która stała niedaleko mnie.
  • Już się robi – podszedł do butelki i bez trudu uporał się z korkiem potem wziął kieliszki i nalał wino.
  • Świetnie, zapraszam do stołu. Kolacja gotowa!
  • Mmm… Pachnie znakomicie – pochwalił mnie Pablo i zabraliśmy się za jedzenie. No więc teraz możesz mi powiedzieć jak Ci poszło w domu Germana?
  • No dobrze już Ci opowiadam. Więc weszłam do kuchni i nie zastałam w niej nikogo. Potem jakaś para zaczęła się kłócić i musiałam szybko się wycofać. Wtedy znalazłam się w gabinecie Germana. Gdy zadzwoniłeś byłam właśnie tam i bardzo mnie przestraszyłeś tym swoim telefonem!
  • Oj przecież nic Ci nie powiedziałem. No dobra co było dalej?
  • Dalej to spotkałam Germana, który mnie wziął za nową guwernantkę Violetty…
  • Ale Ty go wyprowadziłaś z tego błędu, prawda?
  • Nie miałam okazji bo nagle do gabinetu wpadła ich gosposia i powiedziała, że Violetta uciekła. Wtedy zrobiło się nie małe zamieszanie…
  • Tak wiem co było potem między innymi przez jej zniknięcie także miałem kłopoty. Ale mam rozumieć, że wróciła?
  • Tak cała i zdrowa. Gdy tylko weszła wzięłam ją w swoje objęcia. Nawet sobie nie wyobrażasz jak za nią tęskniłam.
  • Na pewno. Powiedziałaś jej w końcu kim jesteś?
  • Nie dała mi dojść do słowa, wzięła mnie za nową guwernantkę i kazała rozmawiać z jej ojcem.
  • A Ty nie zaprzeczyłaś, prawda?
  • Nie miałam serca jej ranić. Pokłóciła się z ojcem, z resztą dowiedziałam się, że dość często się jej to zdarza. Ona potrzebuje miłości i wsparcia. Żaliła mi się że nikt w domu jej nie słucha a zwłaszcza jej własny ojciec. Bardzo tęskni za mamą to widać.
  • Angie! Nie zastąpisz jej matki, a co gorsze nie powiedziałaś jej kim jesteś!
  • Wiem Pablo ale miałam to zrobić, uwierz mi! Tylko na to wszystko wszedł German i od razu dał mi te pracę. Powiedział, że jego córka potrzebuje kogoś takiego jak ja.
  • Będziesz guwernantką Violetty?! Przecież jesteś jej ciotką i nie musisz udawać kogoś innego.
  • Wiem ale dzięki temu może znajdę sposób żeby powiedzieć jej całą prawdę. Zbliżę się do niej i będę mieć gwarancję, że nigdzie nie wyjedzie.
  • To jest jakieś szaleństwo! Zgodziłaś się już? Angie, przecież Ty masz pracę i to taką jaką kochasz.
  • Wiem o tym ale Violettę kocham najbardziej na świecie i nie stracę takiej szansy. No ale nie przyjęłam propozycji Germana. Powiedziałam, że muszę to przemyśleć. Sama nie wiem co robić ciągle się waham, ponieważ German postawił jeden warunek, który muszę spełnić.
  • Boję się zapytać jaki?
  • Jeśli przyjmę jego propozycję będę musiała się do nich przeprowadzić!
  • Wolałem tego nie słyszeć. Angie jesteś gotowa na takie zmiany? Chcesz wszystko poświęcić dla kłamstwa? Przecież wiesz, że to nie jest dobry pomysł. Wiem, że odzyskanie Twojej siostrzenicy jest dla Ciebie najważniejsze na świecie ale czy Ty sama jesteś na to gotowa?
  • Sama już nie wiem co mam zrobić. Jestem taka skołowana tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło…
  • Ja Ci nie pomogę podjąć tej decyzji. Jedyne co mogę zrobić to wspierać Cię w każdej Twojej decyzji, którą podejmiesz.
  • Jesteś kochany. Dziękuję Ci za wszystko i jeszcze raz przepraszam! – podbiegłam do niego żeby mocno go przytulić. Jesteś moim najlepszym przyjacielem jakie w życiu miałam!
  • Miło mi to słyszeć ale niestety muszę już iść mam z samego rana zajęcia z dzieciakami. A Ty zdaje się, że masz nad czym myśleć.
  • Oj tak mam – od razu spoważniałam.
  • Dziękuję za pyszną kolację – Pablo wstał od stołu i udał się do drzwi wyjściowych. No to dobrej nocy i do zobaczenia jutro w pracy – pochylił się nade mną i pocałował mnie w policzek.
  • To ja dziękuję, że mnie wysłuchałeś. I jeszcze raz przepraszam. Do jutra!

Zamknęłam drzwi i zabrałam się za sprzątanie po kolacji. Sprzątałam bardzo powoli, gdyż dzięki temu nie musiałam nad niczym myśleć. Jeszcze nigdy zmywanie nie sprawiało mi takiej przyjemności jak dziś. Gdy skończyłam udałam się do sypialni tam zatrzymałam się przy zdjęciu małej Violetty i wtedy podjęłam swoją decyzję.
  • Już wiem co zrobić! – krzyknęłam do siebie i ruszyłam na poszukiwania walizki. No gdzieś tu powinna być. O jest! – zdjęłam walizkę z szafy w przed pokoju i pognałam z nią do sypialni. Pakowanie nie zajęło mi dużo czasu, więc gdy skończyłam poszłam do łazienki aby wziąć długą i gorącą kąpiel. Po odprężeniu się w łazience wskoczyłam do łóżka i otuliłam się kołdrą. Jednak brakowało mi czegoś. Wstałam i wzięłam zdjęcie mojej małej i razem z nim wróciłam do łóżka. Już jutro będziemy razem – powiedziałam do fotografii i zasnęłam.

Kolejny dzień zapowiadał się znakomicie. Pablo w bardzo dobrym humorze zmierzał właśnie w kierunku „ Studia 21”. Całą drogę rozmyślał nad decyzją jaką podjęłam, jednak nie brakowało mu przekonania, że pod każdym względem będzie ona słuszna. Dotarł na miejsce i od razu podążył do pokoju nauczycielskiego żeby zaparzyć świeżej kawy przed zajęciami. Wchodząc do niego odwiesił swoją torbę, zerknął na wieszak ale była tam tylko torba Gregoria, który od samego rana miał masę zajęć. Podszedł do planu aby zerknąć, o której rozpoczynam swoje zajęcia ze śpiewu.
  • Angie ma dzisiaj zajęcia od południa. Nie mogę się doczekać spotkania z nią – powiedział do siebie i pomaszerował do ekspresu. Nalał sobie świeżej kawy i usiadł w spokoju aby przygotować się do zajęć. Zza drzwi słyszał uczniów, którzy zaczynali się już schodzić na zajęcia. W spokoju dokończył kawę i zebrał się do swoich zajęć. Nagle z sali, do której właśnie zmierzał usłyszał okropne wrzaski.
  • Ej, ej. Dosyć tego! – krzyknął na uczniów, którzy byli mocno wzburzeni. Co się tu dzieje? – zapytał ich spokojnie.
  • Proszę ją zapytać. Chyba ją opętało – odpowiedziała nagle blondynka.
  • Chodzi o to, że rozlała nam sok na komputer i zniszczyła całą naszą pracę – wytłumaczył całą zaistniałą sytuację w skrócie chłopak trzymający rudowłosą dziewczynę.
  • Skończcie z tym! Dosyć tego cyrku! – wykrzyknął Pablo aby ich uciszyć. Tak nie może dalej być.
  • Tylko proszę jej stąd nie wyrzucać przecież nigdzie indziej jej nie przyjmą – powiedziała z udawaną rozpaczą blondynka.
  • To wszystko Twoja wina i dobrze o tym wiesz! – wykrzyknęła rudo włosa dziewczyna, a koledzy za nią stojący rzucili się aby ja przytrzymać.
  • Niewdzięczna – zaczęła szlochać blondynka.
  • Nie mam zamiaru nikogo wyrzucać – powiedział stanowczo Pablo i oddalił się od dzieciaków. Stanął do nich wszystkich plecami i zaczął swoje zajęcia. Wykonacie pewien projekt – powiedział dalej tyłem i skrzyżował ręce. Wasze dalsze losy w tym Studiu zależeć będą właśnie od końcowego rezultatu tej pracy – powiedział dalej i nagle się zamyślił, w końcu odwrócił się do uczniów i mówił dalej. Ma to być duży projekt, w którym będzie i muzyka i słowa. Ale też choreografia i kostiumy. Macie zrobić to razem a nie indywidualnie – dodał na koniec.
  • Co! Nie! To nie możliwe! To się nie uda! – zaczęli wykrzykiwać niezadowoleni uczniowie.
  • My nie możemy z nimi zdziałać. Nie! – wykrzyknął na koniec najwyższy chłopak z uczniów.
  • Temat tego zadania brzmi: „ Razem możemy więcej” – Pablo podniósł ton swojego głosu i nie zważając na protesty uczniów podszedł do nich i obłą ramieniem rudowłosą dziewczynę oraz bruneta aby ich połączyć w jedność i mówił dalej. Macie na to tydzień więc lepiej dojdźcie do porozumienia, jasne? – poklepał chłopaka po ramieniu i wyszedł z sali.

Pablo udał się do pokoju nauczycielskiego aby dalej nie słuchać jak jego uczniowie „bardzo się cieszą” z zadania jakie im dał. Miał dużo czasu zanim rozpoczynał następne zajęcia więc zajął się papierami Studia aby nie myśleć o mnie.


Ja w tym czasie jak już się pewnie domyślacie udałam się z walizką do domu Germana. Wiecie, że przyjęłam jego pracę i zamieszkałam z nimi. Dobra ale nie będę się już powtarzać bo dalszą część historii znacie już bo przecież Viola wam ją opowiedziała. Ma nadzieje, że bardzo was nie zanudziłam. Jeżeli tak to mam nadzieje, że niespodzianka jaką wam przygotowałyśmy z Violą bardzo was zaskoczy oraz ucieszy. Nie będę zdradzać wam szczegółów sami zobaczcie. Pozdrawiam was serdecznie i do następnego rozdziału. Angie.


Dialogi zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z drugiego odcinka serialu „Violetta” sezon 1 („Sekret”)