poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział V Buenos Aires

W poprzednim rozdziale zakończyłam opowiadać moją historię na rozmowie z tatą na temat mojego przyjęcia, które organizuje Jade. Oczywiście nie była to zbyt wesoła rozmowa więc poznajcie jej ciąg dalszy.
  • Przestań narzekać! Jade już wszystko przygotowała – rzekł stanowczo German
  • Ale tato…!

W tym momencie samolot zaczął się trząść, stewardessy kazały usiąść wszystkim na swoje miejsca i zapiąć pasy. Tłumaczyły że to tylko lekkie turbulencje, które zdarzają się dość często i prosiły nas o zachowanie spokoju.

  • Nie bój się, nie bój. To tylko turbulencje – spokojnie tłumaczył German
  • Bardzo się boję, boję się – próbowałam zachować spokój
  • Dobra pomyśl o czymś przyjemnym. Na przykład o Twoim przyjęciu urodzinowym.
  • Moje urodziny ale nie moje przyjęcie. Powinnam mieć możliwość sama zadecydować co chcę robić w swoje urodziny. Chciałabym pójść na jakiś spektakl.
  • Nie, nie, nie… To dobry pomysł z tym przyjęciem z okazji naszego przyjazdu i od razu też Twoich urodzin. Już wszystko jest gotowe. Jasne!
  • Co jest? – wtrąciła się nagle Pani Elssi

Od razu przypomniała mi się rozmowa telefoniczna z Olgą o tym jak wyglądała ich podróż samolotem. Naszły mnie same najgorsze myśli i nie mogłam ich odpędzić. Próbowałam się uspokoić ale było coraz gorzej, aż wreszcie wpadłam w panikę.  
  • Ha! Spokojnie to zwykłe turbulencje tak? To nic takiego. Nic takiego. Być może to wir powietrza albo silny powiew, w najgorszym razie wyładowanie elektryczne. Nie ma się czym martwić. Przecież te samoloty są do takich rzeczy przygotowane. Jeśli pójdzie silnik to są jeszcze cztery. A jeśli pójdą dwa no to lądujemy, a jak pójdą trzy? Jak pójdą trzy to samolot leci dziobem w dół i wtedy łamie się też na pół, a my wszyscy wylatujemy w powietrze. Ja nie chce umierać! Ja nie chce umierać! Nigdy nie miałam chłopaka ani nawet pieska.
  • Violetta uspokój się. Siadaj. Uspokój się. Już nic się nie dzieje – mówił spokojnie tata

W tym momencie nerwy sięgnęły zenitu. Wyskoczyłam z fotela jak poparzona i zaczęłam panicznie krzyczeć. Tata wstał ze swojego miejsca i próbował mnie uspokoić.
  • Ja jestem za młoda, żeby umierać!
  • Spokojnie, spokojnie jest dobrze. Trochę się zdenerwowała taki ma charakter. Przestraszyła się, że samolot spadnie ale przecież nie spadnie. No już spokojnie, spokojnie. Przepraszam Państwa.

Po tym zamieszaniu nasza podróż nie trwała już długo. Stewardessa ogłosiła, że za pół godziny będziemy lądować na lotnisku w Buenos Aires. Byłam bardzo ciekawa jak ono wygląda czy chodź trochę przypomina miasta europejskie. Aby zaspokoić swoją ciekawość choć trochę wyjrzałam przez okno. Zobaczyłam tam wiele budynków jednak różniły się znacznie od tych w Madrycie. Były niezbyt wysokie i bardzo kolorowe. W nowym mieście znajdowało się dużo więcej zieleni, wielkich parków oraz cudownych miejsc dużo czystszych od wielkich europejskich miast. Pomyślałam sobie,że może jednak tata miał rację i spodoba mi się nasz nowy dom i jego okolica. Jednak ciągle miałam przeczucie,że nie zostaniemy tam długo więc moja radość nie była aż tak wielka. Bardzo chciałam podejść do tego z dystansem, żeby nie poczuć później rozczarowania – jak bywało już wcześniej. Lądowanie przebiegło gładko i bez żadnych niespodziewanych atrakcji. Na lotnisku już niestety nie było tak przyjemnie.
  • Violu zabierz swoje bagaże i poczekaj z Panią Elssi na taksówkę.
  • Dobrze tato!
  • Ja wykonam parę telefonów i do was dołączę.

My udałyśmy się po nasze bagaże a tata został i dzwonił jak to ciągle bywa w jego zwyczaju, zwłaszcza po długiej podróży.
  • Musze osobiście podziękować Oldze za jej wspaniałą historię z podróży, dzięki niej nasza też była atrakcyjna – rzekł złośliwie German i wybrał numer do Ramallo
  • Witam German! Jesteście już na miejscu? – zapytał radośnie Ramallo
  • Tak właśnie dziewczyny odbierają bagaże i zaraz wsiadamy do taksówki i do was jedziemy. Mam nadzieje że już wszystko jest gotowe?
  • Ależ oczywiście jak Pan sobie życzył. A jak minęła podróż?
  • O tym mi nawet nie przypominaj niech tylko dorwę naszą kochaną Olgę – wycedził przez zęby German
  • Aha rozumiem, czyli podróż pełna atrakcji… Czekamy na was do zobaczenia.
  • Do zobaczenia.
  • Tato! Tato! Stało się coś okropnego! – biegłam co sił w nogach głośno krzycząc
  • Znowu… Co się stało kochanie?
  • Tato, tato… - nie mogłam złapać oddechu
  • Spokojnie córeczko, powiedz mi co się stało?
  • No bo nigdzie nie ma mojego bagażu.
  • Jak to jest możliwe?
  • No właśnie nie wiem, czekałyśmy tam z Panią Elssi i są tylko wasze walizki a mojej nie ma.
  • Spokojnie już się tym zajmę i pójdę zgłosić to osobie odpowiedzialnej za ich przelot. Poczekajcie tutaj.

Gdy tata udał się do jednej z pracownic lotniska my czekałyśmy na niego przed wyjściem z lotniska. Oczywiście byłam tak zdenerwowana, że nawet nie zauważyłam jak w tym mieście jest ciepło. Pani Elssi widząc moją minę oszczędziła sobie jakiegokolwiek komentarza. Natomiast parę naście kilometrów od lotniska w naszym nowym domu Ramallo upewniał się czy wszystko jest gotowe na nasz przyjazd.
  • To dla Violetty oh! Disco! Wszystko! Oh! To dla Violetty! – radośnie śpiewała i podskakiwała Olga
  • Olga! Hm… German już tu jest i pyta czy mamy wszystko gotowe – rzekł stanowczo Ramallo
  • Już, zaraz, zaraz. Zaraz właśnie kończę ciasto dla mojej maleńkiej no! No i co?
  • Aaa…
  • Znalazł już Pan klucze na strych tam gdzie… - Olga odwróciła się i zobaczyła jak Ramallo się do jej ciasta. Łapy przy sobie! – wykrzyknęła i wróciła do rozmowy. Tam gdzie ukryte są rzeczy Pani domu. Musze tam iść posprzątać.
  • Podobno jest tylko jeden klucz i ma go German.
  • Jestem bardzo ciekawa jak długo jeszcze Pan German ma zamiar ukrywać prawdę związaną z jej mamą i jej rzeczami przed Violettą!
  • To nie jest teraz dobry temat na rozmowy.
  • No to jaki według Ciebie jest dobry temat na rozmowę pomiędzy naszą dwójką Ramallo? Hę? – zbliżyła się Olga
  • Olga przecież już Ci mówiłem o mojej „przestrzeni osobistej”
  • Akurat w tym momencie wygląda na to, że za chwile ją naruszę – zbliżyła się jeszcze bardziej
  • Bardzo proszę, zachowujmy wymagany dystans. Ja jestem asystentem Pana Germana i jako asystent jestem człowiekiem… człowiekiem biznesu – unikając zbliżenia Ramallo odszedł na drugi koniec kuchni
  • Już wiem Pan mnie nienawidzi – zaczęła rozżalona Olga
  • Ohh… Proszę tak nie mówić – Ramallo próbował uspokoić Olgę
  • Pan mnie nienawidzi Ramallo – powtórzyła. Zabierz Pan te łapę! – odgoniła go znowu od ciasta
  • Przecież ja nawet nie jestem zdolny do jakiegokolwiek uczucia. Nie potrafiłbym tak, nie – rzucił Ramallo i wyszedł z kuchni
Olga wróciła do kończenia ciasta czekoladowego dla Violetty. German po skończonej rozmowie z działem obsługi klienta wreszcie wrócił do córki i jej guwernantki aby powiedzieć im czego się dowiedział.
  • No wreszcie co tak długo? – zapytałam niecierpliwie
  • Trochę to trwało…
  • Gdzie moja walizka? Czego się dowiedziałeś? Tato no mów!
  • Dobrze już mówię. Więc tak twoja walizka się zgubiła i to nie jest dobra wiadomość. Ale…
  • Ale co?!
  • Dobra wiadomość jest taka, że nie tylko Twoja walizka została zagubiona.
  • Super i to ma mnie pocieszyć.
  • Powiedzieli, że mamy się z nimi skontaktować wieczorem jak przyleci ostatni samolot. Jak dotrzemy do domu to od razu powiem Ramallo żeby się tym zajął. A teraz wsiadajmy już do taksówki. Rozchmurz się kochanie będzie dobrze.

Wsiedliśmy do taksówki i ruszyliśmy w drogę do nowego domu. Mimo tego, że miałam kiepski humor z ciekawością rozglądałam się po okolicy. Widziałam wiele ciekawych miejsc, które jak najszybciej chciałam odwiedzić osobiście. Jednak moje myśli zaprzątało mi wyobrażenia jak będzie wyglądał nasz nowy dom. Nagle skręcaliśmy w uliczkę i poczułam dziwne ściskanie w żołądku czyżbyśmy się zbliżali do celu. W domu panowała już nieco nerwowa atmosfera.
  • Zupełnie nie interesuje mnie co zamówiła Pani Jade. Powtarzam nie chce ani jednej czerwonej róży na przyjęciu. Czy to jasne? – nerwowo tłumaczył Ramallo, nie zauważając jak Jade schodzi po schodach do salonu
  • Jak to bez czerwonych róż Ramallo? Przecież to główna atrakcja ślubu królewskiego – rzuciła rozczarowana Jade
  • Za chwilę mam bardzo ważne zebranie, zadzwonię później, dobrze? – wyszeptał do telefonu Ramallo i się rozłączył. Odwrócił się do Jade. Y … okazuje się, że czerwone róże były ulubionymi kwiatami mamy Violetty.
  • Och litości! Znowu to samo. Kiedy w końcu wszyscy zostawimy za sobą sprawy przeszłości.
  • To naprawdę nie takie proste.

Taksówka zajechała nad podjazd dość dużego domu z przepięknym ogrodem. Był on w stonowanych kolorach przeważała biel oraz kolor piaskowy. Drzwi wejściowe były duże i drewniane a przed wejściem znajdowała się mała fontanna z sadzawką. Dom z zewnątrz robił na mnie piorunujące wrażenie. Miałam nadzieję, że w środku będzie równie piękny co na zewnątrz. Weszliśmy do środka i zostaliśmy ciepło przyjęci.

  •  Witam! Witam! Witam! Dzień dobry – rzekł radośnie Ramallo

Jade od razu rzuciła się Germanowi na szyję i zaczęła go mocno ściskać.
  • Hahaha! – śmiał się radośnie German

Z kuchni wybiegła Olga i od razu mnie uścisnęła.
  • O moja kruszyna! – krzyknęła radośnie
  • Olga! Jak się masz? – zdołałam z siebie wydusić
  • Niech no ja spojrzę ale urosłaś! Coraz bardziej podobna do mamy! – wykrzykiwała Olga i wreszcie wypuściła mnie z objęć. Poczułam ulgę gdy nagle na szyję rzuciła mi się dość niespodziewanie Jade.
  • Jak dobrze że już jesteś kwiatuszku – ćwierkała radośnie Jade. Będziemy razem chodzić do fryzjera. Zabiorę Cię do SPA, gdzie tylko zechcesz.
  • Zaczynam się dusić tato – wyrzuciłam z siebie próbując złapać oddech między kolejnymi uściskami Jade
  • Kochanie już dość – powiedział łagodnie German do Jade, która posłusznie znalazła się u jego boku.
  • Ooo przepraszam jestem po prostu podekscytowana urodzinami naszej małej – bez wahania powiedziała Jade
  • Urodziny? Mówiłam, że nie chcę żadnych urodzin. Przecież nie mam tu przyjaciół!


Jesteście ciekawi jak zakończy się moja kłótnia z tatą i Jade? Oraz co sądzę na temat naszego nowego domu? Czy podoba mi się mój pokój? I co to za tajemniczy pokój? Tego wszystkiego dowiecie się czytając kolejny rozdział mojej historii. Gorąco was pozdrawiam już z nowego miejsca czyli Buenos Aires. Violetta.  




Dialogi zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z pierwszego odcinka serialu „Violetta” („Powrót do domu”)

3 komentarze:

  1. Zajmuje!!!!
    Wrócę tu kochana!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróciłam!!!
      Kochana śliczny rozdział!!
      Cudowny!!! Ja się nie mogę doczekać spotkania z Tomasem... No i z Angie!! I wgl ze Studiem!!
      No to do nexta!!
      Pozdrawiam Nataly :-) :*

      Usuń
    2. Oj moja droga ja sama jestem ciekawa jak mnie fantazja poniesie ;) A nowe postacie już niedługo ;) Pozdrawiam ;)

      Usuń