Życie na walizkach, ciągła zmiana
otoczenia, brak przyjaciół na dobre i złe, tylko zwykłe nic
nie znaczące znajomości. Brak jakiegokolwiek celu w życiu, a co
najważniejsze brak miejsca, w którym wreszcie poczuje się jak w
domu. Dom to nie tylko cztery ściany ozdobione różnymi meblami to
miejsce w którym będę otoczona osobami, które będą dla mnie
ważne i dzięki którym będę najszczęśliwszą osobą na świecie w moim świecie.

Nazywam się Violetta Castillo mam piętnaście lat z wyglądu jestem niezbyt wysoką brunetką. Mój tata ciągle powtarza, że jestem podobna do mamy, niestety ja nie pamiętam jej zbyt dobrze. Gdy byłam małą dziewczynką zostałam sama z tatą, ponieważ moja mama zginęła w wypadku. Aktualnie mieszkam w Madrycie ale to już nie potrwa długo, ponieważ dzisiaj wyjeżdżamy.
Moja mama nazywała się Maria Castillo
była piękną kobietą i bardzo kochała mojego tatę. Niestety
niewiele o niej wiem bo tata nie opowiada mi kim była, ani co
lubiła, jakie były jej zainteresowania no i czy miała jakąś
rodzinę, ciągle powtarza że bardzo nas kochała. Nie wiem dlaczego
robi z jej życia tak wielką tajemnicę ale liczę na to że w
przyszłości dowiem się o niej nieco więcej.- Violetta! Violetta! - z dołu dobiegał głos mężczyzny
- Tak tato? - odpowiedziałam
- Spakowałaś już swoje rzeczy? Za niedługo wyjeżdżamy na lotnisko.
- Już kończę pakować ostatnią walizkę.
- Pospiesz się! Jak skończysz to Ramallo zniesie je do salonu.
- Dobrze tato!
Ten krzyk mężczyzny dobiegający z
dołu to głos mojego taty.

German Castillo to szanowany inżynier,
właściciel międzynarodowego przedsiębiorstwa budowlanego architekt. Wysoki szatyn o ciepłym spojrzeniu, bardzo troskliwy i
opiekuńczy oraz przystojny mężczyzna. Zastępuje mi matkę i jest
ze mną zawsze gdy go potrzebuje. Niestety jak każdy rodzic ma swoje
wady. Jest nadopiekuńczy ale zarazem bardzo słodki w tym co robi
choć nie zawsze. Doprowadza on do tego, że izoluje mnie od
normalnego otoczenia tłumacząc się tym, że chce dla mnie jak
najlepiej. Doceniam to ale marze o normalnym życiu, o uczęszczaniu
do szkoły i nauce wśród swoich rówieśników, o spotkaniach ze
znajomymi, o przeżyciu pierwszej miłości, o problemach normalnych
nastolatek. Tata myśli, że ochroni mnie przed złem tego świata
ale przez takie traktowanie czuję, że życie umyka mi w bardzo
szybkim tempie.
Jak wcześniej wspomniałam nie chodzę
do normalnej szkoły moją nauką zajmuje się guwernantka wynajęta
przez mojego tatę. Jedna gorsza od drugiej ale ja mam na nie swoje
sposoby. Tak szczerze to żadnej z nich nie polubiłam. Dziwie się,
że obecna ze mną wytrzymuje bo jestem dla niej „bardzo miła”.
Jej poprzedniczkę pogoniłam świetnym numerem! Była to starsza
pani chyba po 50 ale wyglądała jak mumia która właśnie wstała z
grobowca. Owa pani myślała, że ma poważne problemy ze słuchem
ale to oczywiście była moja sprawka. Gdy kazała mi odpowiadać na
zadane pytania udawałam, że do niej mówię a tak naprawdę
ruszałam tylko ustami. Ona wytrzeszczała oczy za każdym razem gdy
próbowała mnie usłyszeć ale nic z tego. Po paru lekcjach uznała,
że się do tego nie nadaje bo jest za stara i nie słyszy co się do
niej mówi. Nie chciałam być dla nich niegrzeczna po prostu
chciałam aby tata zauważył, że bardzo nie lubię nauki w domu i
wolę uczęszczać do szkoły tak jak każda normalna nastolatka.
PUK ! PUK!
- Proszę wejść do środka.
- Czy mogę zabrać już panienki bagaże? - zapytał wysoki mężczyzna w okularach i nienagannym stroju.
- Ależ oczywiście Ramallo. Może Ci pomóc?
- Nie trzeba jestem silnym mężczyzną. Radzę panience kończyć swoje zapiski i szykować się do drogi za kwadrans jedziemy na lotnisko.
No więc w mojej historii pojawia się
nowa postać jest nią tajemniczy Lisandro Ramallo. Wysoki mężczyzna,
w okularach o ciemnych włosach i swoich żelaznych zasadach. Jest
miłym i sympatycznym człowiekiem, który ubiera się nie naganie.
Jego garnitury są swobodne ale i eleganckie. Jest współpracownikiem
mojego taty jego tak zwaną prawą ręką w firmie. Traktujemy go jak członka naszej rodziny. Jego
ulubionym powiedzeniem jest „przestrzeń osobista” często
stosuje ją wobec naszej gosposi Olgi boi się do niej zbliżyć więc
wtedy często to wypowiada aby czuć się wolnym człowiekiem od
zobowiązań tak twierdzi tata. Szczerze mówiąc to raczej nasza
kochana Olga podkochuje się w Ramallo bez wzajemności ale ja jestem
tylko dzieckiem i nie znam się na tym.
Aby cała rodzinka była w komplecie
brakuje nam tajemniczej Olgi więc nazywa się ona Olga Patricia Pena
trochę pulchna o ciemnych włosach ale bardzo ciepła i towarzyska
osoba, i jest naszą gosposią. To niezastąpiona kobieta! Uwielbiam
jak przyrządza mój ulubiony tort czekoladowy mogłabym zjadać go
codziennie. I jak już wcześniej wspomniałam kocha się w naszym
Ramallo.
- O matko już dawno powinnam być na dole! Oby tylko nie pojechali beze mnie.
Szybko zebrałam swój pamiętnik,
laptopa, plecak i zbiegłam na dół.
- Uff co za szczęście że wszyscy jeszcze tu są.
- Co to za minka mojej małej dziewczynki? - słodko zawołała Olga
- Przestraszyłam się że mnie tu zostawiliście samą
- Ciebie słoneczko nigdy. Twój tata zapomniałby własnej głowy ale nie Ciebie!
- Moje drogie panie przyjechała już taksówka, która zabierze nas na lotnisko. - nagle znikąd pojawił się Ramallo i przerwał nam rozmowę.
- To ja zabieram swój fartuszek i wychodzę. Idzie pan ze mną panie Ramallo?
- Tak, tak już idę.
I oboje wyszli z domu a ja usłyszałam
znajomy głos, który wyłaniała się z sąsiedniego pokoju i był
coraz bliżej mnie.
- Tato a ty jeszcze tutaj?
- Sprawdzałem czy wzięliśmy wszystko no i czy Ciebie nie zapomniałem lekko zażartował
- Przecież dobrze wiem że nie zrobiłbyś tego.
- Oczywiście kochanie za bardzo Cię kocham.
- Ja Ciebie też. Będę tęsknić za tym miejscem ale nie mogę się doczekać nowego domu.
- Zobaczysz nowe miejsce spodoba Ci się jeszcze bardziej.
- Obyś miał rację tato.
- Zawsze ją mam zaśmiał się cicho. No chodźmy już bo samolot poleci bez nas.
Więc pożegnaliśmy nasz stary dom i
udaliśmy się w nieznane. W drodze na lotnisko były okropne korki
ale to normalne w krajach europejskich. W końcu udało nam się
dostać na lotnisko gdzie panował niezły chaos, ludzie przepychali
się jeden przez drugiego żeby zdążyć na swój lot.
- Kochanie udaj się z Olgą do poczekalni, a my z Ramallo nadamy nasze bagaże.
- Dobrze tato.
Nagle podchodzi do nas wystraszony
Ramallo
- Panie Germanie nie mogę znaleźć naszych biletów
- Ale jak to?! Przecież dawałem je panu zaraz przed wyjściem z domu!
- Niczego od pana nie dostałem, w kieszeni mam tylko swój bilet.
- A co z resztą ?!
- Ja też mam swój wyrwała Olga.
- To co teraz zrobimy tato? Przecież nasze wszystkie meble oraz większość rzeczy wyruszyła już wczoraj?
- Przecież wiem musimy coś wymyślić tylko co?
Jeśli jesteście ciekawi o wymyślił
German i czy dotarliśmy w końcu do nowego domu to przeczytajcie
dalszą część tej historii w następnym rozdziale. Pozdrawiam was
jeszcze z Madrytu Violetta.


Super ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie: http://leon-y-violetta-amor.blogspot.com/