Ten rozdział zapowiada się bardzo
ekscytująco! W poprzednim poznaliśmy nową postać Jade LaFontaine
i zakończyła się sprawa z zaginionymi biletami.
A no i ta dziwna
rozmowa z Olgą ... no o jej niesamowitej podróży zaraz wam ją
przedstawię.
- Oj kochana, wszystko zaczęło się już od odprawy bagażu podręcznego. No więc nie chcieli mnie wpuścić na pokład samolotu, ponieważ znaleźli w mojej torebce spinki do moich wałków zapomniałam je schować do walizki a szkoda było mi je zostawić - opowiadała z przejęciem Olga
- I co było dalej? - próbowałam zachować powagę zadając jej to pytanie
- Dzielny Pan Ramallo mnie uratował z tej sytuacji. Jak się później okazało nie jedynej podczas tej podróży - zaćwierkała radośnie Olga
- Tak? Ale jak to?
- Słuchaj moje dziecko to zaraz Ci opowiem, więc wsiedliśmy już do samolotu, zapięliśmy pasy i wreszcie wystartowaliśmy. Lecieliśmy sobie już dobrą godzinę gdy nagle zaczęło strasznie rzucać samolotem! Przybiegła do nas stewardessa i kazała nam zapiąć pasy i nie ruszać się z miejsc. Wszyscy zaczęli panikować i pytać co się stało. Po chwili usłyszeliśmy komunikat, że pilot wleciał w chmurę burzową i te turbulencje mogą potrwać trochę czasu.
- Burza? Uderzył w was piorun?
- Na szczęście nie chociaż w niektórych momentach było groźnie. Dobrze że Ramallo siedział obok i trzymał mnie za rękę. - odetchnęła Olga
- Prawie mi ją Pani zgniotła - wtrącił Ramallo
- Oj jak zwykle Pan przesadza, tak się ciesze że udało nam się dotrzeć do celu i że samolot się nie rozbił. Mam nadzieje że wasz lot będzie spokojny i dolecicie cali i zdrowi.
- Dlaczego Pani straszy to biedne dziecko! - wykrzyczał Ramallo
- Ja tylko ostrzegam ją i ciesze się że słyszę jej głos. No dobrze idź spać i do zobaczenia jutro kwiatuszku.
- Pa Olgita - ledwo wykrztusiłam z siebie te słowa
Opadłam na łóżko i z przerażeniem
w oczach, zaczęłam wyobrażać sobie spadający samolot, który
pikuje prosto do oceanu. Na szczęście do pokoju wszedł tata i
ocknęłam się z moich czarnych myśli.
- Kochanie dlaczego masz taką dziwną minę? Coś się stało? - zapytał zaniepokojony German
- Tak... a właściwie to nie ale dzwonił Ramallo kazał przekazać że są już na miejscu i zaczynają rozpakowywać nasze rzeczy do jutra już będzie wszystko gotowe - oznajmiłam niepewnie
- I to cię tak wystraszyło? - zapytał zdziwiony German
- Nie tylko rozmawiałam z Olgą....
- I? Violetta wykrztuś to z siebie!
- Ich samolot prawie się rozbił... i wlecieli w chmurę burzową... i uderzył ich piorun .... i....
- Violu kochanie uspokój się przecież z nimi rozmawiałaś i nic im nie jest, a Olga jak zwykle niepotrzebnie histeryzuje - oznajmił łagodnie German
- Tato czy musimy lecieć samolotem? Ja się boję
- Niczego się nie bój wszystko będzie dobrze nic nam nie grozi
- Ale na pewno?
- Tak kochanie a teraz uciekaj do łóżka jutro wracamy do domu.
Po tych słowach tata mocno mnie
przytulił i pocałował na dobranoc. Położyłam się do łóżka
lecz długo miotałam się w nim nie mogąc zasnąć. Ciągle w
głowie miałam słowa Olgi : burza, samolot, katastrofa... Wreszcie
skierowałam swoje myśli na coś miłego. Były to wspomnienia o
mamie co prawda było ich niewiele ale pamiętam melodie jaką mi
nuciła do snu jak byłam mała. Dzięki tej kołysance zawsze
zasypiałam i tak było tym razem.
W tym samym czasie w naszym nowym domu
Olga z Ramallem przygotowywała wszystko na nasz przyjazd. Pilnowali
aby meble trafiły na swoje miejsce, a każdy drobiazg był tam gdzie
trzeba.
- Panie Ramallo ktoś dzwoni do drzwi mógłby Pan je otworzyć z łaski swej - wrzeszczała z kuchni Olga
- Dobrze droga Pani otwieram. Któż to może być o tej porze.
- Witam Pana jestem Jade LaFontaine znajoma Pana Germana, a właściwie to jego dziewczyna. - wykrztusiła z siebie kobieta w drzwiach
- Witam miło mi Panią poznać jestem Ramallo współpracownik Pana Germana.
- Co Panią do nas sprowadza, gdyż jak myślę, że Pani wiadomo, że pan German wraz ze swoją córką wrócą dopiero jutro....
- Tak wiem German do mnie dzwonił i przekazał mi tę wiadomość.
- Więc co Panią tu sprowadza?
- A no tak sprowadza mnie tu pomoc Panu w urządzeniu mieszkania.
- Ale już wszystko jest prawie gotowe i nie potrzebujemy Pani pomocy.
- Ramallo z kim Pan tam dyskutuje!? - wychodząc z kuchni zapytała Olga
- To jest Pani...
- Witam jestem Jade LaFontaine dziewczyna Pana Germana. A Pani to kto?
- Powiada Pani dziewczyna... Ja jestem Olga Patricia Pena gosposia Pana Germana.
- Ach tak to proszę mi zaparzyć zielonej herbaty a ja w tym czasie rozejrzę się po domu.
- A w jakim celu to Pani zrobi? - zapytała oburzona Olga
- W celu doradzenia i wykończenia tych oto wnętrz, a Pan mnie oprowadzi i przygotuje się na zmiany - powiedziała władczo Jade wskazując palcem w stronę Ramallo
- Nic z tego Paniusiu! Już mi się proszę stąd szybciutko zabierać! A i łapska precz od domu i Pana Ramallo ! - wykrzyknęła zdenerwowana Olga
- Nigdzie się stąd nie ruszę proszę natychmiast powiadomić Pana Germana że tu jestem – oburzyła się Jade
- Dobrze już do niego dzwonię - odezwał się Ramallo i wyciągnął telefon
Tymczasem
w Europie... Dzyń! Dzyń!
- Tato ucisz ten telefon jest wcześnie rano ! - wykrzyczałam zaspanym głosem
- Śpij kochanie to nic takiego! - odchrząknął German
- Tak.... słucham Ramallo co jest tak ważne że nie może poczekać do rana ? - rzekł zirytowany German
- Bardzo Pana przepraszam ale przyszła do nas jakaś kobieta i twierdzi że Pana zna, strasznie kłóci się z Olgą i chce urządzać Pański dom..... i ... - kontynuował Ramallo
- A Jade... dobrze niech się Pan tym zajmie. Dobranoc. - ziewnął German do telefonu i odłożył słuchawkę.
Sytuacja w domu
Castillo...
- Więc Pan German jutro się z Panią zobaczy i prosił żeby dopilnowała Pani aby wszystkie paczki z ich rzeczami dotarły na miejsce. - odburknął Ramallo
- No dobrze to bierzmy się do roboty - radośnie wykrzyknęła Jade
Ustawianie mebli,
wypakowywanie wszystkich rzeczy zajęło cały dzień i nie starczyło
już siły na kolejne kłótnie Olgii z panienką Jade. Wszyscy
opadli z sił i udali się na zasłużony odpoczynek. Gdy oni już
sobie słodko spali u nas w Europie nastawał ciężki czas pobudki,
która niestety była nieunikniona. Tata zamówił budzenie na siódmą
rano, zadbał o to abyśmy się nie spóźnili na nasz lot.
- Wstawaj kochanie za niedługo mamy zamówione śniadanie na dole w restauracji - szeptał German do ucha córki, która nie raczyła nawet odpowiedzieć tylko burkła coś pod nosem.
- Ahhhhhhhhhaaaaaa - ziewnęłam
- No zbieraj się już do łazienki jest cała dla Ciebie, a ja w tym czasie spakuje nasze rzeczy.
- Dobrze tato - zwlokłam się z łóżka biorąc po drodze swoje ubrania i pomaszerowałam do łazienki.
Po parunastu minutach.... PUK! PUK!
- Violu kochanie jesteś już gotowa bo zaraz musimy schodzić na śniadanie. – zawołał przez drzwi German
- Tak tato już wychodzę - trzasnęłam drzwiami, zebrałam swoje rzeczy, wrzuciłam do torby i pobiegłam do taty.
W hotelowej restauracji zaczęłam
wypytywać tatę co to za miejsce do którego się przenosimy oraz po
co leci z nami moja guwernantka.
- No więc skoro wczoraj nie polecieliśmy to może w zamian za to uchylisz mi rąbka tajemnicy i powiesz wreszcie gdzie będziemy teraz mieszkać? - zapytałam słodkim głosikiem
- Oj nie zdradzę Ci tego ponieważ nie będzie niespodzianki - rzekł German
- Ale tato.... nie bądź taki... no powiedz
- Nic z tego
- Myślałam że zrekompensujesz mi to że opuszczam miasto które polubiłam oraz ten nieznośny fakt że leci z nami moja okropna guwernantka - westchnęłam ciężko
- No może masz racje. - uśmiechnął się German i zerknął na zegarek
- Więc co to za miejsce?
- Odpowiem Ci na to pytanie w drodze na lotnisko bo jak zaraz się nie wymeldujemy z hotelu to znowu możemy nigdzie nie polecieć, więc kochanie kończ śniadanie leć po swoje rzeczy i widzimy się na dole w holu.- odłożył filiżankę z kawą i pobiegł w kierunku recepcji.
Skończyłam swoją kanapkę i udałam
się w kierunku pokoju. Zabrałam z niego wszystkie swoje rzeczy i
zeszłam do holu. Tata już tam na mnie czekał. Wyszliśmy z hotelu
i wsiedliśmy do taksówki, która już tam na nas czekała.
- Proszę na lotnisko - rzekł German do kierowcy
- Oczywiście - odparł i natychmiast ruszyliśmy
- Tato obiecałeś że odpowiesz mi w drodze na lotnisko - nie dawałam mu spokoju
- No już dobrze powiem Ci. Lecimy do .... - nagle przerwał bo staliśmy w gigantycznym korku
- Trochę to potrwa ale postaram się dostarczyć państwa na lotnisko jak najszybciej - rzekł kierowca
- Dobrze wierze w Pana
- Tato ! Więc ...?
- A no tak lecimy do Buenos Aires
- Gdzie? Przecież to za oceanem - zdziwiłam się odpowiedzią taty
- Zobaczysz spodoba Ci się
- Obyś miał rację
- Zawsze ją mam córeczko - uśmiechnął się i ucałował mnie w czoło
Jeśli chcecie się dowiedzieć czy w
końcu dotarliśmy na lotnisko oraz czy Buenos Aires w końcu nas
mile powita przeczytajcie następny rozdział mojej historii. Gorąco
pozdrawiam Violetta.


.jpg)
Cudeńko!!!
OdpowiedzUsuńBrak mi słów!!! Hahah brawo!!! Piszesz trochę w innym stylu niż wszyscy i ja haha. Ciekawie tak poczytać trochę w inny sposób ;)
Dzięki za taki chwalący komentarz haha :*
Zapraszam do mnie!!
Nataly :-) :*