W poprzednim rozdziale wreszcie
dowiedziałam się od taty dokąd lecimy ale oczywiście nie ominęły
nas jak zwykle kłopoty. Pewnie jesteście ciekawi czy tym razem
udało nam się dotrzeć na lotnisko na czas. No więc ciąg dalszy
przed wami.
- Nie chce państwu przeszkadzać ale myślę, że za jakiś kwadrans uda nam się dotrzeć na miejsce - rzekł spokojnie kierowca
- Mam taką nadzieję - odchrząknął German
DZYŃ! DZYŃ!
- Tato telefon Ci dzwoni.
- Słyszę kochanie. German Castillo słucham... Tak to bardzo dobrze. My dotrzemy na miejsce za jakiś kwadrans niestety utknęliśmy w korku. Proszę na nas poczekać przed wejściem na lotnisko tam się spotkamy. Dziękuje i do zobaczenia.
- Niech zgadnę to była moja guwernantka - niechętnie sobie odpowiedziałam
- Tak córeczko to była ona. Będzie czekała na nas przed wejściem. Bardzo Cię proszę bądź dla niej miła.
- Postaram się ale niczego nie obiecuje.
- Jak wrócimy będzie czekała na Ciebie niespodzianka – radośnie oznajmił German
- Niech zgadnę to chodzi o moje urodziny – rzekłam markotnie
- Kochanie dlaczego się nie cieszysz?
- Mam swoje powody – burknęłam pod nosem i odwróciłam głowę do szyby
Po niecałym kwadransie wreszcie
dojechaliśmy na lotnisko. Przed wejściem oczywiście czekała na
nas moja „ulubiona” guwernantka. Więc tak jak obiecałam tacie
byłam dla niej miła nie licząc tego małego incydentu, który się
wydarzył przy wejściu do środka.
- Tato zaczekaj chwilkę zachciało mi się pić wyjmę coca colę z plecaka.
- Dobrze kochanie.
Gdy ją wyjęłam pech chciał, że gdy
ją odkręcałam cała wybuchła na moje szczęście nie na mnie lecz
na moje nieszczęście oblałam moją guwernantkę.
- Ooooo! Przepraszam to nie moja wina.
- Ale moje ubranie jak ja teraz będę wyglądać. Jak ty mogłaś to zrobić....
- Jak tylko przejdziemy odprawę zaraz znajdę wodę i pomogę to Pani zaprać.
- To był wypadek Violetta nie chciała Pani oblać - wtrącił oszołomiony German
- Poszła już pół godziny temu powinnam była z nią pójść – rzekła lekko zdenerwowana guwernantka
- Tak…, ona Panią pobrudziła, więc ona też powinna pójść po coś żeby to zmyć.
- Oczywiście ma Pan rację, Panie German ale wie Pan jak roztrzepane są dziewczyny w tym wieku. Ciągle tylko imprezy i bujanie w obłokach. Jak Pan myśli czego to jest wina?
- Internetu?
- Chciałby Pan żeby tak było, prawda? Ale to nie przez Internet to hormony! Kiedy budzi się w nich młodzieńczy duch nic go już nie może powstrzymać. Jest jak wirus, który atakuje wszystkie komórki. Nieustanny stan zakochania! Chodzą z głową w chmurach, co ja mówię w chmurach, aż mózg paruje!
Po tych słowach German wstał i zaczął
szukać swojej córki. Znalazł mnie przy ladzie mocno zamyśloną.
Stał prze de mną kubek z czystą wodą oraz mój pamiętnik ciągle
otwarty na tej samej stronie.
- Hej co robisz?
- Tata, czekam na wodę żeby jakoś zmyć te plamę z ciuchów „Pani drętwej”, a przepraszam Pani Elssi. Boisz się że Ci ucieknę?
- Nie, że się zakochasz.
Po tych słowach German ruszył w
stronę stolika przy którym wcześniej siedział z Panią Elsie. Ja
po chwili zastanowienia zapłaciłam za wodę, zamknęłam pamiętnik
i z kubkiem w ręku pospiesznie ruszyłam za tatą.
- Co?
- Co, co? A nie nic, że się zakochasz w tym mieście. Wydaje mi się, że uznałaś, że w Buenos Aires nie będziesz się dobrze bawić, a to nie prawda. Olga ma Ci przygotować tort czekoladowy, Jade organizuje przyjęcie.
- Dobrze, to ja wybieram ten tort – odpowiedziałam tacie bez entuzjazmu
- Violetta!
- No co Violetta! Jade wcale nie obchodzą moje urodziny. Powiedz lepiej kto przyjedzie na to przyjęcie moi przyjaciele czy przyjaciele Jade? No tak jasne zapomniałam. Przecież, że ja nie mam przyjaciół, ciągle podróżujemy i nie mam szansy się zaprzyjaźnić.
W tym samym czasie w Buenos Aires w
naszym nowym domu Olga oraz Ramallo przygotowywali wszystko na nasz
przyjazd.
- Droga Olgito gdzie się Pani wybiera tak wcześnie? - zapytał zdziwiony Ramallo
- Wychodzę do sklepu muszę kupić wszystkie składniki aby przygotować pyszny tort dla mojej małej księżniczki.
- Dobrze tylko niech się Pani pospieszy musimy zdążyć ze wszystkim przed ich przyjazdem.
- Proszę się o to nie martwić wszystko posprzątam i zdążę przed nimi.
- Oby tak było ja wracam do swoich służbowych spraw.
W tym czasie na lotnisku w Madrycie
usłyszeliśmy jak wzywają pasażerów wylatujących do Buenos
Aires. Zebraliśmy się i udaliśmy w stronę wejścia, które
wskazywała nam pracownica lotniska. Wszystko przebiegało sprawnie
więc po niecałym kwadransie siedzieliśmy już na swoich miejscach
i czekaliśmy na start samolotu. Aby nie myśleć o tym co się
będzie za chwilę działo zaczęłam rozmyślać jak to będzie w
nowym domu. Czy zostaniemy w nim dłużej? Czy poznam tam kogoś
ciekawego? A może uda mi się w końcu zakochać chociażby tylko na
chwile po to aby poznać to uczucie. Żeby dowiedzieć się jak to w
ogóle jest. A może wreszcie będę mieć jakąś przyjaciółkę i
z nią swoje sekrety. Kto wie co mnie czeka w tym Buenos Aires.
- Kochanie o czym tak myślisz? – zapytał German
- A zastanawiałam się jak to będzie… - odpowiedziałam
- I jak będzie? Jak zwykle dobrze. A tak w ogóle to możesz się rozpiąć lecimy już dobre pół godziny – oznajmił tata
- Obyś miał rację….
Odwróciłam głowę w stronę okna,
żeby się upewnić czy mówi prawdę. Lecieliśmy dość wysoko a
miasto oddalało się coraz bardziej. Ludziki przypominały małe
mróweczki, które ciągle gdzieś się spieszą.
- Zaraz wracam – powiedział do mnie tata i wyszedł
- Pralka wszystko spierze, nawet kwaśną minę. To był żart! – spróbowałam nawiązać rozmowę z Panią Elssi aby załagodzić całą sytuację
- Boję się, że jeśli plama nie zeszła to już nie zejdzie – odrzekła beznamiętnie guwernantka
- Może pójdę po więcej wody
Wstałam ze swojego miejsca i ruszyłam
w stronę przedziału z bufetem. Dotarłam do pomieszczenia, w którym
były blaty a na nich mnóstwo butelek z wodą oraz kubeczków
jednorazowych. Sięgnęłam po butelkę i nagle zaczepił mnie
nieznajomy chłopak. Był trochę wyższy ode mnie i nawet
przystojny.
- Cześć – rzucił nieznajomy chłopak
- Cześć – odpowiedziałam niepewnie
- Szukałaś mnie?
- Jeśli nazywasz się woda to tak.
- Nie ma na imię Thomas. Thomas Wodny… Thomas…. Wodny
- Hahaha ! Serio?
- Serio, nie , nie , nie. Poczekaj mam na imię Lewis. Eeee… jesteś pasażerką? Czy aniołem, który woli lecieć samolotem. Jak masz na imię?
- Violetta.
- Już sobie idziesz?
- Obydwoje tu tkwimy więc daleko nie odejdę… tylko… zaniosę to i wracam.
- Dobrze.
- Świetnie.
Całej tej rozmowie przyglądał i
wysłuchiwał się German. Oczywiście nie trudno wywnioskować, że
nie był zadowolony z tego że jakiś chłopak się do mnie zbliża.
Ja w tym czasie wróciłam na swoje miejsce i podałam Pani Elssi
wodę aby mogła znowu walczyć z tą okropną plamą. German szukał
sposobu aby pozbyć się natręta i udało mu się.
- Dobrze, w porządku…. Właśnie popełniasz wielki błąd – wyszeptał do chłopaka tajemniczo German
- Co? – odpowiedział zdziwiony chłopak
- Masz pojęcie z kim rozmawiasz? – tajemniczo szepnął German
- Kim Pan jest? – dopytywał dalej
- Nie, nie absolutnie nie mogę Ci tego powiedzieć. To dla Twojego bezpieczeństwa. Jeśli życie Ci miłe to zostaw ją. Zostaw te dziewczynę, dobrze Ci radzę.
- Hę? Kim Pan jest?
- Powiedzmy, że pracuję dla tych na górze.
- Czyli dla rządu?
- Cii! Zostaw ją w spokoju. Dla Twojego dobra lepiej mnie posłuchaj. No… ok… tak… ok, ok
Udając ochroniarza German oddalił się
na swoje miejsce. Oczywiście udawał, że nic się nie stało i
wrócił do czytania gazety. Postanowiłam wrócić aby skończyć
rozmowę z chłopakiem, którego dopiero poznałam. Spotkałam go w
przejściu wracał właśnie na swoje miejsce.
- Już jestem. Mieszkasz w Buenos Aires? – zapytałam niczego świadoma co się zaraz wydarzy
- Nie, przepraszam muszę iść. Narzeczona na mnie czeka. – odpowiedział dziwnie zmieszany chłopak
- Narzeczona? Jak to?
Zdziwiona reakcja chłopaka udałam się
na miejsce. Moja mina musiała być dość zdegustowana, ponieważ
tata popatrzył na mnie dziwnie i zapytał.
- Szukasz czegoś? – zapytał German
- A… nie, nie – rzuciłam szybko
- Pewnie nie możesz się doczekać przyjęcia które przygotowała Jade?
- No pewnie marzę o towarzystwie Jade i jej przyjaciół zwłaszcza w dniu moich urodzin – odpowiedziałam z irytacją w głosie
Jak zakończy się nasza rozmowa z
tatą? Czy coś się wydarzy podczas lotu? Jak będzie wyglądał
nasz nowy dom? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie w
następnym rozdziale historii z mojego życia. Pozdrawiam was z
samolotu Violetta.
.jpg)





Piękne!
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba, zwłaszcza dlatego, że pierwszy sezon uważam za najlepszy
Superowy!!!!
OdpowiedzUsuńExtra!!!!!! Przepraszam, że dopiero teraz komentuje, ale nie miałam czasu przeczytać!!!
Do następnego
Buziaki Nataly :-) :*
Superowy!!!!
OdpowiedzUsuńExtra!!!!!! Przepraszam, że dopiero teraz komentuje, ale nie miałam czasu przeczytać!!!
Do następnego
Buziaki Nataly :-) :*