poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział III Wyprawa na lotnisko

Ten rozdział zapowiada się bardzo ekscytująco! W poprzednim poznaliśmy nową postać Jade LaFontaine i zakończyła się sprawa z zaginionymi biletami. 
A no i ta dziwna rozmowa z Olgą ... no o jej niesamowitej podróży zaraz wam ją przedstawię.


  • Oj kochana, wszystko zaczęło się już od odprawy bagażu podręcznego. No więc nie chcieli mnie wpuścić na pokład samolotu, ponieważ znaleźli w mojej torebce spinki do moich wałków zapomniałam je schować do walizki a szkoda było mi je zostawić - opowiadała z przejęciem Olga
  • I co było dalej? - próbowałam zachować powagę zadając jej to pytanie
  • Dzielny Pan Ramallo mnie uratował z tej sytuacji. Jak się później okazało nie jedynej podczas tej podróży - zaćwierkała radośnie Olga
  • Tak? Ale jak to?
  • Słuchaj moje dziecko to zaraz Ci opowiem, więc wsiedliśmy już do samolotu, zapięliśmy pasy i wreszcie wystartowaliśmy. Lecieliśmy sobie już dobrą godzinę gdy nagle zaczęło strasznie rzucać samolotem! Przybiegła do nas stewardessa i kazała nam zapiąć pasy i nie ruszać się z miejsc. Wszyscy zaczęli panikować i pytać co się stało. Po chwili usłyszeliśmy komunikat, że pilot wleciał w chmurę burzową i te turbulencje mogą potrwać trochę czasu.
  • Burza? Uderzył w was piorun?
  • Na szczęście nie chociaż w niektórych momentach było groźnie. Dobrze że Ramallo siedział obok i trzymał mnie za rękę. - odetchnęła Olga
  • Prawie mi ją Pani zgniotła - wtrącił Ramallo
  • Oj jak zwykle Pan przesadza, tak się ciesze że udało nam się dotrzeć do celu i że samolot się nie rozbił. Mam nadzieje że wasz lot będzie spokojny i dolecicie cali i zdrowi.
  • Dlaczego Pani straszy to biedne dziecko! - wykrzyczał Ramallo
  • Ja tylko ostrzegam ją i ciesze się że słyszę jej głos. No dobrze idź spać i do zobaczenia jutro kwiatuszku.
  • Pa Olgita - ledwo wykrztusiłam z siebie te słowa
Opadłam na łóżko i z przerażeniem w oczach, zaczęłam wyobrażać sobie spadający samolot, który pikuje prosto do oceanu. Na szczęście do pokoju wszedł tata i ocknęłam się z moich czarnych myśli.
  • Kochanie dlaczego masz taką dziwną minę? Coś się stało? - zapytał zaniepokojony German
  • Tak... a właściwie to nie ale dzwonił Ramallo kazał przekazać że są już na miejscu i zaczynają rozpakowywać nasze rzeczy do jutra już będzie wszystko gotowe - oznajmiłam niepewnie
  • I to cię tak wystraszyło? - zapytał zdziwiony German
  • Nie tylko rozmawiałam z Olgą....
  • I? Violetta wykrztuś to z siebie!
  • Ich samolot prawie się rozbił... i wlecieli w chmurę burzową... i uderzył ich piorun .... i....
  • Violu kochanie uspokój się przecież z nimi rozmawiałaś i nic im nie jest, a Olga jak zwykle niepotrzebnie histeryzuje - oznajmił łagodnie German
  • Tato czy musimy lecieć samolotem? Ja się boję
  • Niczego się nie bój wszystko będzie dobrze nic nam nie grozi
  • Ale na pewno?
  • Tak kochanie a teraz uciekaj do łóżka jutro wracamy do domu.
Po tych słowach tata mocno mnie przytulił i pocałował na dobranoc. Położyłam się do łóżka lecz długo miotałam się w nim nie mogąc zasnąć. Ciągle w głowie miałam słowa Olgi : burza, samolot, katastrofa... Wreszcie skierowałam swoje myśli na coś miłego. Były to wspomnienia o mamie co prawda było ich niewiele ale pamiętam melodie jaką mi nuciła do snu jak byłam mała. Dzięki tej kołysance zawsze zasypiałam i tak było tym razem.

W tym samym czasie w naszym nowym domu Olga z Ramallem przygotowywała wszystko na nasz przyjazd. Pilnowali aby meble trafiły na swoje miejsce, a każdy drobiazg był tam gdzie trzeba.
  • Panie Ramallo ktoś dzwoni do drzwi mógłby Pan je otworzyć z łaski swej - wrzeszczała z kuchni Olga
  • Dobrze droga Pani otwieram. Któż to może być o tej porze.
  • Witam Pana jestem Jade LaFontaine znajoma Pana Germana, a właściwie to jego dziewczyna. - wykrztusiła z siebie kobieta w drzwiach
  • Witam miło mi Panią poznać jestem Ramallo współpracownik Pana Germana.
  • Co Panią do nas sprowadza, gdyż jak myślę, że Pani wiadomo, że pan German wraz ze swoją córką wrócą dopiero jutro....
  • Tak wiem German do mnie dzwonił i przekazał mi tę wiadomość.
  • Więc co Panią tu sprowadza?
  • A no tak sprowadza mnie tu pomoc Panu w urządzeniu mieszkania.
  • Ale już wszystko jest prawie gotowe i nie potrzebujemy Pani pomocy.
  • Ramallo z kim Pan tam dyskutuje!? - wychodząc z kuchni zapytała Olga
  • To jest Pani...
  • Witam jestem Jade LaFontaine dziewczyna Pana Germana. A Pani to kto?
  • Powiada Pani dziewczyna... Ja jestem Olga Patricia Pena gosposia Pana Germana.
  • Ach tak to proszę mi zaparzyć zielonej herbaty a ja w tym czasie rozejrzę się po domu.
  • A w jakim celu to Pani zrobi? - zapytała oburzona Olga
  • W celu doradzenia i wykończenia tych oto wnętrz, a Pan mnie oprowadzi i przygotuje się na zmiany - powiedziała władczo Jade wskazując palcem w stronę Ramallo
  • Nic z tego Paniusiu! Już mi się proszę stąd szybciutko zabierać! A i łapska precz od domu i Pana Ramallo ! - wykrzyknęła zdenerwowana Olga
  • Nigdzie się stąd nie ruszę proszę natychmiast powiadomić Pana Germana że tu jestem – oburzyła się Jade
  • Dobrze już do niego dzwonię - odezwał się Ramallo i wyciągnął telefon
Tymczasem w Europie... Dzyń! Dzyń! 
  • Tato ucisz ten telefon jest wcześnie rano ! - wykrzyczałam zaspanym głosem
  • Śpij kochanie to nic takiego! - odchrząknął German
  • Tak.... słucham Ramallo co jest tak ważne że nie może poczekać do rana ? - rzekł zirytowany German
  • Bardzo Pana przepraszam ale przyszła do nas jakaś kobieta i twierdzi że Pana zna, strasznie kłóci się z Olgą i chce urządzać Pański dom..... i ... - kontynuował Ramallo
  • A Jade... dobrze niech się Pan tym zajmie. Dobranoc. - ziewnął German do telefonu i odłożył słuchawkę.
Sytuacja w domu Castillo...
  • Więc Pan German jutro się z Panią zobaczy i prosił żeby dopilnowała Pani aby wszystkie paczki z ich rzeczami dotarły na miejsce. - odburknął Ramallo
  • No dobrze to bierzmy się do roboty - radośnie wykrzyknęła Jade
Ustawianie mebli, wypakowywanie wszystkich rzeczy zajęło cały dzień i nie starczyło już siły na kolejne kłótnie Olgii z panienką Jade. Wszyscy opadli z sił i udali się na zasłużony odpoczynek. Gdy oni już sobie słodko spali u nas w Europie nastawał ciężki czas pobudki, która niestety była nieunikniona. Tata zamówił budzenie na siódmą rano, zadbał o to abyśmy się nie spóźnili na nasz lot.
  • Wstawaj kochanie za niedługo mamy zamówione śniadanie na dole w restauracji - szeptał German do ucha córki, która nie raczyła nawet odpowiedzieć tylko burkła coś pod nosem.
  • Ahhhhhhhhhaaaaaa - ziewnęłam
  • No zbieraj się już do łazienki jest cała dla Ciebie, a ja w tym czasie spakuje nasze rzeczy.
  • Dobrze tato - zwlokłam się z łóżka biorąc po drodze swoje ubrania i pomaszerowałam do łazienki.
Po parunastu minutach.... PUK! PUK!
  • Violu kochanie jesteś już gotowa bo zaraz musimy schodzić na śniadanie. – zawołał przez drzwi German
  • Tak tato już wychodzę - trzasnęłam drzwiami, zebrałam swoje rzeczy, wrzuciłam do torby i pobiegłam do taty.
W hotelowej restauracji zaczęłam wypytywać tatę co to za miejsce do którego się przenosimy oraz po co leci z nami moja guwernantka.
  • No więc skoro wczoraj nie polecieliśmy to może w zamian za to uchylisz mi rąbka tajemnicy i powiesz wreszcie gdzie będziemy teraz mieszkać? - zapytałam słodkim głosikiem
  • Oj nie zdradzę Ci tego ponieważ nie będzie niespodzianki - rzekł German
  • Ale tato.... nie bądź taki... no powiedz
  • Nic z tego
  • Myślałam że zrekompensujesz mi to że opuszczam miasto które polubiłam oraz ten nieznośny fakt że leci z nami moja okropna guwernantka - westchnęłam ciężko
  • No może masz racje. - uśmiechnął się German i zerknął na zegarek
  • Więc co to za miejsce?
  • Odpowiem Ci na to pytanie w drodze na lotnisko bo jak zaraz się nie wymeldujemy z hotelu to znowu możemy nigdzie nie polecieć, więc kochanie kończ śniadanie leć po swoje rzeczy i widzimy się na dole w holu.- odłożył filiżankę z kawą i pobiegł w kierunku recepcji.
Skończyłam swoją kanapkę i udałam się w kierunku pokoju. Zabrałam z niego wszystkie swoje rzeczy i zeszłam do holu. Tata już tam na mnie czekał. Wyszliśmy z hotelu i wsiedliśmy do taksówki, która już tam na nas czekała.
  • Proszę na lotnisko - rzekł German do kierowcy
  • Oczywiście - odparł i natychmiast ruszyliśmy
  • Tato obiecałeś że odpowiesz mi w drodze na lotnisko - nie dawałam mu spokoju
  • No już dobrze powiem Ci. Lecimy do .... - nagle przerwał bo staliśmy w gigantycznym korku
  • Trochę to potrwa ale postaram się dostarczyć państwa na lotnisko jak najszybciej - rzekł kierowca
  • Dobrze wierze w Pana
  • Tato ! Więc ...?
  • A no tak lecimy do Buenos Aires
  • Gdzie? Przecież to za oceanem - zdziwiłam się odpowiedzią taty
  • Zobaczysz spodoba Ci się
  • Obyś miał rację
  • Zawsze ją mam córeczko - uśmiechnął się i ucałował mnie w czoło



Jeśli chcecie się dowiedzieć czy w końcu dotarliśmy na lotnisko oraz czy Buenos Aires w końcu nas mile powita przeczytajcie następny rozdział mojej historii. Gorąco pozdrawiam Violetta.

1 komentarz:

  1. Cudeńko!!!
    Brak mi słów!!! Hahah brawo!!! Piszesz trochę w innym stylu niż wszyscy i ja haha. Ciekawie tak poczytać trochę w inny sposób ;)
    Dzięki za taki chwalący komentarz haha :*
    Zapraszam do mnie!!
    Nataly :-) :*

    OdpowiedzUsuń