środa, 22 listopada 2017

Rozdział XXXII Kłopoty to moja specjalność

Cześć wszystkim to ja Tomas wracam z kolejnym „nudnym” rozdziałem z mojego życia. Wiem, że pewnie bardzo Was zanudziłem poprzednim razem ale niestety moje życie składa się ostatnio z samych kłopotów. Jednak liczę na to że ten rozdział choć trochę Was wszystkich zaskoczy. W szybkim skrócie opisze poprzedni rozdział. Oczywiście jak to z moim szczęściem bywa spotkałem tą blondynkę, która ciągle mi się narzuca i pragnąłem się jej pozbyć jak najszybciej. Gdy mi się to udało zostałem wysłany z kolejnym zamówieniem tym razem szczęście mi dopisało bo spotkałem tam Olgę. I z uśmiechem na twarzy pracowałem dalej. Kolejne odwiedziny w Studiu 21 pozwoliły mi na krótką zabawę a mianowicie na mały popis przed jednym z nauczycieli. Dzień zakończył się jednak tragicznie gdyż mało co nie wyleciałem z pracy. Jednak dzięki Francesce, która mi znowu pomogła nadal mogę pracować. Taka przyjaciółka to prawdziwy skarb. A teraz czas na nowy rozdział mojego życia zapraszam do czytania.

Dzień zacząłem od rozmyślań oczywiście nad dziewczyną, która bardzo mi się spodobała i na dobre utkwiła w mojej pamięci. Siedziałem przy biurku i szkicowałem nasz portret – wyglądaliśmy na nim jak para zakochanych. Nagle w moich myślach rysunek ożył i towarzyszyła mu piękna melodia oraz głos Olgii.
  • Ahora se que la tierra es el cielo
  • Te quiero
  • Te quiero
  • Que en tus brazos ya no tengo miedo
  • Te quiero
  • Te quiero
 Nagle z moich marzeń obudził mnie okrzyk mojej kuzynki, która wparowała do mojego pokoju.

  • Co porabiasz? - zapytała stojąc za moimi plecami a ja zdążyłem szybko zamknąć zeszyt w którym znajdował się rysunek.
  • Podliczam właśnie rachunki – powiedziałem lekko przestraszony, że dziewczynka cokolwiek widziała.
  • Nie przedstawisz mnie swojej dziewczynie? - zapytała lekko obrażona.
  • Nie jest moją dziewczyną. Tylko przyjaciółką – powiedziałem zrezygnowany i wstałem z krzesła.
  • To nawet lepiej bo bardzo ma niechlujną fryzurę – odpowiedziała dziewczynka i usiedliśmy na łóżku.
  • Ah... Jaka Ty jesteś dowcipna. Zbieraj się zawiozę Cię do szkoły – powiedziałem do niej i podałem jej plecak aby mogła go wziąć ze sobą.
  • No dobra – powiedziała i popędziła na dół a ja za nią.
Gdy odstawiłem kuzynkę do szkoły sam pojechałem do pracy aby rozpocząć kolejny ciekawy i pełen emocji dzień dostawcy. Wszedłem do baru a tam już czekała na mnie sterta pierwszych zamówień.
  • No tak, pora śniadaniowa – burknąłem do siebie i zabrałem torbę z jedzeniem.
Dzień mijał mi szybko i bez jakichkolwiek zakłóceń. Udało mi się dowieźć wszystkie zamówienia na czas i nawet żadnego nie pomylić. Wracałem do „Resto Baru” po kolejne zamówienia tym razem spotkałem Lucę, który przywitał mnie swoim oczywistym tonem – władczego szefa.
  • I co tym razem? Ile pomylonych? Ile nie zadowolonych klientów? - zadawał pytania z prędkością światła.
  • Melduję, że dostarczyłem wszystko na czas i nic nie pomyliłem. Nie będzie więc żadnych skarg tym razem.
  • No brawo choć raz coś Ci się udało. Na razie nie mam nic dla Ciebie. Zrób sobie pięć minut przerwy a później zabierz się za sprzątanie sali.
  • Oczywiście.
  • Jeżeli będę miał coś dla Ciebie to Cię zawołam.
  • Dobrze będę na zapleczu.
Udałem się na zaplecze aby chwilę odpocząć. Usiadłem z butelką wody w ręce i zacząłem rozmyślać o Oldze.
  • Jak miło by było ją dzisiaj zobaczyć – powiedziałem sam do siebie i nagle usłyszałem wołanie szefa.
  • Tomas! Zamówienie!
  • Już idę!
  • Leży na ladzie razem z kartą na której masz adres pod jaki je zawieźć! - krzyczał Luca z kuchni. Tylko nie zawiedź mnie i tym razem! - dodał szybko.
  • Oczywiście szefie!

Poszedłem pod wskazany adres i jak już pewnie wiecie spotkałem tam Olgę. Był to dom, w którym mieszkała. Zamieniłem z nią dosłownie tylko parę słów bo jak zwykle wpadł jej szef i we wszystkim nam przeszkodził. Oczywiście nie obyło się bez nieporozumienia, które związane było z zamówieniem. Niestety Luca nie będzie zadowolony ze zwrotu zamówienia.
Jednak wróciłem do swojej pracy i roznosiłem kolejne zamówienia. Trwało to oczywiście większość mojego dnia ale dużo bardziej wolę pracę w terenie niż w barze z Lucą. Ostatnie zmówienie miałem zanieść znowu do tego nieszczęsnego Studia 21. Szczerze to bardzo lubię to miejsce ale są tam osoby, które przyprawiają mi mnóstwo kłopotów. Wszedłem do środka i zacząłem szukać osoby, która złożyła u nas zamówienie.
  • Nasu Urtado! - krzyknąłem na korytarzu między uczniami ale nikt nie odpowiedział. Poszedłem do sali, która znajdowała się na przeciwko drzwi i znalazłem chłopaka, który zamówił jedzenie. Zadowolony ze skończonej pracy chciałem opuścić w spokoju szkołę kiedy nagle zaczepiła mnie znowu ta blondynka.
  • Nie zadzwoniłeś do mnie ale najważniejsze, że przyszedłeś. Chodź! - krzyknęła i pociągnęła mnie do jakiejś sali.

  • Ale, ale... - tylko tyle zdążyłem wykrztusić z siebie. O co Ci chodzi? Nie widzisz, że pracuje – powiedziałem mocno oburzony.
  • Jak zawsze ta sama wymówka. W końcu pomyśle, że Ci się w ogóle nie podobam kotku. Czyżbym zgadła?
  • Nic nie powiedziałem – nie bardzo wiedziałem co je powiedzieć.
  • A więc podobam Ci się. Bylibyśmy świetną parą. Ja bogata, Ty przystojniak. Ja popularna, Ty przystojniak. Ja dowcipna, a Ty przystojniak. Widzisz jak do siebie pasujemy. Pewnie nie możesz się powstrzymać i chcesz mnie pocałować. Widzę to po Twojej minie – skończyła swój monolog dziewczyna i nagle się zbliżyła do mnie. Zbliżała się coraz bardziej ale ja od niej nagle odskoczyłem.

  • Ludmiła? Tak? - zapytałem aby odwrócić jej uwagę.

  • Tak.
  • Posłuchaj może i jesteś ładna, i masz kupę kasy, i poczucie humoru ale ja nie jestem Tobą zainteresowany – powiedziałem i nie czekając na jej reakcje uciekłem w stronę drzwi wyjściowych.
  • Podobam mu się – powiedziała zadowolona z siebie dziewczyna.

Po paru godzinach ponownie wróciłem do Studia 21 z kolejnym zamówieniem ale tym razem w drzwiach wejściowych napadła na mnie wściekła blondynka, która trzymała kubek z wodą w ręce.
  • Myślisz, że ujdzie Ci to na sucho! - krzyknęła na mnie.
  • Słucham? - zapytałem mocno zdziwiony o co jej tym razem chodzi.
  • To słuchaj uważnie bo będziesz musiał mnie przeprosić przed całym światem!
  • Niby dlaczego? Zupełnie nie wiem o co Ci chodzi – ciągnąłem dalej wpatrując się w kubek z wodą, który coraz bardziej ściskała.
  • Nigdy nie wybaczę Ci tego co zrobiłeś. Nigdy!- krzyknęła i oblała mnie prosto w twarz.
  • O co Ci chodzi?
  • Zrujnowałeś mi życie! - krzyknęła zapłakana i odeszła.
  • Musimy pogadać! - krzyknął do mnie jej chłopak i razem ze swoim kolegą popchnął mnie w drzwiach.
  • Tomas! Zaczekaj! - wołała w moją stronę Francesca. Co zrobiłeś Ludmile?
  • Ja nic. Co Ty nie znasz mnie? - rzuciłem w stronę przyjaciółki i wyszedłem.
  • No poczekaj na mnie, pogadajmy chwile! - krzyczała dziewczyna biegnąc za mną.
  • Nie mam czasu muszę iść do domu się przebrać bo jak wrócę w takim stanie do baru to Twój brat znowu będzie chciał mnie wyrzucić.
  • Odprowadzę Cię kawałek akurat mam przerwę w zajęciach – powiedziała dziewczyna i ruszyła ze mną w stronę mojego domu.
  • Dobrze – uśmiechnąłem się w jej stronę i razem podążaliśmy przed siebie.
  • To powiesz mi o co tym razem chodziło Ludmile?
  • Sam chciałbym to wiedzieć.
  • Nie mów, że napadła Cię bez powodu - odpowiedziała z lekkim zdziwieniem dziewczyna.
  • Dokładnie tak było.
  • Nie możliwe.
  • Kiedy pierwszy raz ją dzisiaj spotkałem to zaciągnęła mnie do jednej z sali i wygłaszała swoją mowę na temat tego jak to świetnie do siebie pasujemy...
  • Bla, bla, bla – zaśmiała się dziewczyna.
  • No a na koniec chciała mnie pocałować ale udało mi się w porę odwrócić jej uwagę.
  • Pocałować! - krzyknęła Francesca.
  • Tak pocałować ale nie udało jej się to.
  • Czyli już wiem o co jej chodzi.
  • O co? - zapytałem zdziwiony tym, że udało się jej odszyfrować dziwne zachowanie blondynki.
  • Odrzuciłeś jej zaloty względem Ciebie i dała Ci nauczkę!
  • Bardzo mokrą nauczkę – zaśmiałem się na samą myśl. Czyli jak rozumiem odczepi się teraz ode mnie?
  • Być może... chociaż Ludmiła tak łatwo nie odpuszcza.
  • O nie – powiedziałem ze skrzywioną miną.
  • Ona zrobi wszystko żeby Cię zdobyć. Już taka niestety jest.
  • Czyli jednym słowem mam przechlapane.
  • No w skrócie... tak.
  • Dzięki za informacje droga przyjaciółko.
  • Polecam się na przyszłość, a teraz już wracam bo za niedługo mam zajęcia.
  • Ok, dzięki za towarzystwo. Ja też zaraz wracam bo inaczej Twój brat urwie mi głowę.
  • Nie urwie... a jak będzie chciał to w krocze do akcji.
  • Jak zawsze mój wybawco.
  • Bardzo śmieszne, dobra uciekam do zobaczenia później w „Resto Barze”
  • Do zobaczenia! - krzyknąłem wchodząc do domu.
 Wszedłem do domu i od razu pobiegłem na górę aby wziąć jakąś suchą bluzkę. Nie miałem czasu na zastanawianie się co założyć, porwałem pierwszą z brzegu i wybiegłem z domu. W drodze szybko narzuciłem suchą koszulkę a mokrą zwinąłem do torby i pędziłem do baru. 
  • Mam nadzieje, że Luca się nie zorientuje że mnie tak długo nie było. Inaczej będę miał znowu kłopoty – mówiłem sam do siebie. Te dziewczyny są naprawdę dziwne. Same dokładnie nie wiedzą czego chcą. Mam nadzieje, że Ludmiła da mi trochę spokoju.
Wreszcie dotarłem na miejsce, na szczęście Luca był zajęty i nie zauważył mojej nieobecności. Odstawiłem szybko torbę na zamówienia i rozwiesiłem mokrą koszulkę na zapleczu. Potem od razu chwyciłem za miotłę i ruszyłem na sale, żeby Luca mógł widzieć jak ciężko pracuje. Zamiatałem i rozmyślałem nad dzisiejszymi wydarzeniami. Miałem ogromną nadzieję, że już nic mi się dzisiaj nie przydarzy. 
  • Jak na jeden dzień to za dużo wrażeń nawet dla mnie – powiedziałem sam do siebie.
Na szczęście się nie pomyliłem. Resztę dnia spędziłem w barze na obsłudze klientów. Po zamknięciu zabrałem się za sprzątanie kiedy zauważyłem jak dołączyła do mnie Francesca.
  • Pomóc Ci troszeczkę? – zapytała stojąc z mopem w ręce.
  • Nie trzeba ale jeśli bardzo chcesz to chętnie przyjmę Twoją pomoc – odpowiedziałem spoglądając na nią kontem oka.
  • To Ci pomogę – uśmiechnęła się do mnie i zabrała się do mycia podłogi.
  • Dzięki szybciej skończę.
  • Nie ma za co. I jak Luca się zorientował że się spóźniłeś?
  • Na szczęście nie bo był zajęty przygotowywaniem jedzenia w kuchni. A gdy się już zorientował, że za długo mnie nie widzi to wyjrzał z kuchni aby mnie zobaczyć. Akurat sprzątałem sale bo ktoś rozsypał orzeszki na ziemi.
  • To super. Miałeś dużo szczęścia.
  • No... może trochę. Nie licząc dzisiejszego zajścia w „Studiu 21”
  • No tak.
  • Dzięki.
  • Za co mi dziękujesz? - zapytała zdziwiona Francesca.
  • Za to że jesteś moją przyjaciółką i zawsze mogę na Ciebie liczyć.
  • Od tego są przyjaciele. No dobra skończone możemy zamykać.
  • Dobrze. Zgaszę światła i zamykamy.
  • Ja poczekam na Ciebie na zewnątrz.
  • Dobrze.
Zamknąłem za nami drzwi i razem z Francescą pomaszerowaliśmy w stronę naszych domów. Grzecznie ją odprowadziłem i jeszcze raz podziękowałem za pomoc. Później dotarłem do swojego domu, wziąłem szybki prysznic i położyłem się spać. Byłem tak wykończony dzisiejszym dniem, że zasnąłem od razu.
Obudziłem się nad ranem i pomyślałem co przyniesie mi kolejny dzień oraz jakie niespodzianki mi szykuje. Ubrałem się, zjadłem śniadanie i popędziłem do pracy. Dzień zapowiadał się dosyć leniwie, gdyż nie było żadnych zamówień do dostarczenia. Obsługiwałem stoliki na sali kiedy nagle zadzwonił telefon.
  • „Resto Bar” słucham? - powiedział do telefonu Luca. Tak, oczywiście – notował wszystko w swoim notatniku. Proszę jeszcze podać adres dostawy powiedział ponownie. Hej, hej – zawołał w moją stronę zakrywając słuchawkę ręką. Płacisz za każdy stłuczony talerz.
  • Luca jak długo będziesz mnie jeszcze tak traktować? - zapytałem podchodząc do niego.
  • Posłuchaj, gdyby nie Francesca już dawno by Cię tutaj nie było – powiedział do mnie ponownie zakrywając słuchawkę. Przepraszam Pana – zwrócił się do mężczyzny z telefonu.
  • Nie bądź już taki.
  • Daj mi wreszcie spokój i zajmij się obowiązkami – powiedział do mnie ostatni raz i zajął się zamówieniem, które ktoś usilnie próbował złożyć. Jeszcze raz jak? Trzy, cztery, osiem, dobrze. Za pół godziny będzie na miejscu. Do widzenia – rozłączył się i ponownie mnie zawołał do siebie. Szykuj się Tomas zawieziesz całkiem spore zamówienie do centrum Sol. Jazda!
  • Do centrum Sol? - zapytałem nieco zaskoczony ale z ogromnym uśmiechem na twarzy.
Jesteście ciekawi co wydarzy się w centrum Sol oraz dlaczego ta wiadomość przyniosła mi tyle radości? Jeśli tak to serdecznie Was zapraszam do śledzenia mojego kolejnego rozdziału, w którym zapewniam Was wiele się wydarzy. Zresztą jak zawsze bo ja Tomas jestem mistrzem w ściąganiu na siebie kłopotów. Niestety następny rozdział opowie Wam ktoś inny – pewnie się cieszycie, że nie będę Wam zanudzał. Zadebiutuje dla Was kolejny nowy narrator mam nadzieje, że przyjmiecie go do naszego grona bardzo ciepło. Liczę na Wasze wsparcie a będzie mu potrzebne. Pozdrawiam Was z „Resto Baru” Tomas.

Dialogi zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z trzeciego i czwartego odcinka serialu „Violetta” ( „Zakochanie”, „Rozczarowanie”)  

1 komentarz:

  1. Hej
    Rzeczywiście Tomas kłopoty to twoja specjalność. Czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń