Cześć wszystkim to ja Tomas wracam z
kolejnym „nudnym” rozdziałem z mojego życia. Wiem, że pewnie
bardzo Was zanudziłem poprzednim razem ale niestety moje życie
składa się ostatnio z samych kłopotów. Jednak liczę na to że
ten rozdział choć trochę Was wszystkich zaskoczy. W szybkim
skrócie opisze poprzedni rozdział. Oczywiście jak to z moim
szczęściem bywa spotkałem tą blondynkę, która ciągle mi się
narzuca i pragnąłem się jej pozbyć jak najszybciej. Gdy mi się
to udało zostałem wysłany z kolejnym zamówieniem tym razem
szczęście mi dopisało bo spotkałem tam Olgę. I z uśmiechem na
twarzy pracowałem dalej. Kolejne odwiedziny w Studiu 21 pozwoliły
mi na krótką zabawę a mianowicie na mały popis przed jednym z
nauczycieli. Dzień zakończył się jednak tragicznie gdyż mało co
nie wyleciałem z pracy. Jednak dzięki Francesce, która mi znowu
pomogła nadal mogę pracować. Taka przyjaciółka to prawdziwy
skarb. A teraz czas na nowy rozdział mojego życia zapraszam do
czytania.
Dzień zacząłem
od rozmyślań oczywiście nad dziewczyną, która bardzo mi się
spodobała i na dobre utkwiła w mojej pamięci. Siedziałem przy
biurku i szkicowałem nasz portret – wyglądaliśmy na nim jak para
zakochanych. Nagle w moich myślach rysunek ożył i towarzyszyła mu
piękna melodia oraz głos Olgii.
- Ahora se que la tierra es el cielo
- Te quiero
- Te quiero
- Que en tus brazos ya no tengo miedo
- Te quiero
- Te quiero
Nagle z moich marzeń obudził mnie okrzyk mojej kuzynki, która
wparowała do mojego pokoju.
- Co porabiasz? - zapytała stojąc za moimi plecami a ja zdążyłem szybko zamknąć zeszyt w którym znajdował się rysunek.
- Podliczam właśnie rachunki – powiedziałem lekko przestraszony, że dziewczynka cokolwiek widziała.
- Nie przedstawisz mnie swojej dziewczynie? - zapytała lekko obrażona.
- Nie jest moją dziewczyną. Tylko przyjaciółką – powiedziałem zrezygnowany i wstałem z krzesła.
- To nawet lepiej bo bardzo ma niechlujną fryzurę – odpowiedziała dziewczynka i usiedliśmy na łóżku.
- Ah... Jaka Ty jesteś dowcipna. Zbieraj się zawiozę Cię do szkoły – powiedziałem do niej i podałem jej plecak aby mogła go wziąć ze sobą.
- No dobra – powiedziała i popędziła na dół a ja za nią.
Gdy
odstawiłem kuzynkę do szkoły sam pojechałem do pracy aby
rozpocząć kolejny ciekawy i pełen emocji dzień dostawcy. Wszedłem
do baru a tam już czekała na mnie sterta pierwszych zamówień.
- No tak, pora śniadaniowa – burknąłem do siebie i zabrałem torbę z jedzeniem.
Dzień
mijał mi szybko i bez jakichkolwiek zakłóceń. Udało mi się
dowieźć wszystkie zamówienia na czas i nawet żadnego nie pomylić.
Wracałem do „Resto Baru” po kolejne zamówienia tym razem
spotkałem Lucę, który przywitał mnie swoim oczywistym tonem –
władczego szefa.
- I co tym razem? Ile pomylonych? Ile nie zadowolonych klientów? - zadawał pytania z prędkością światła.
- Melduję, że dostarczyłem wszystko na czas i nic nie pomyliłem. Nie będzie więc żadnych skarg tym razem.
- No brawo choć raz coś Ci się udało. Na razie nie mam nic dla Ciebie. Zrób sobie pięć minut przerwy a później zabierz się za sprzątanie sali.
- Oczywiście.
- Jeżeli będę miał coś dla Ciebie to Cię zawołam.
- Dobrze będę na zapleczu.
Udałem
się na zaplecze aby chwilę odpocząć. Usiadłem z butelką wody w
ręce i zacząłem rozmyślać o Oldze.
- Jak miło by było ją dzisiaj zobaczyć – powiedziałem sam do siebie i nagle usłyszałem wołanie szefa.
- Tomas! Zamówienie!
- Już idę!
- Leży na ladzie razem z kartą na której masz adres pod jaki je zawieźć! - krzyczał Luca z kuchni. Tylko nie zawiedź mnie i tym razem! - dodał szybko.
- Oczywiście szefie!
Poszedłem
pod wskazany adres i jak już pewnie wiecie spotkałem tam Olgę. Był
to dom, w którym mieszkała. Zamieniłem z nią dosłownie tylko
parę słów bo jak zwykle wpadł jej szef i we wszystkim nam
przeszkodził. Oczywiście nie obyło się bez nieporozumienia, które
związane było z zamówieniem. Niestety Luca nie będzie zadowolony
ze zwrotu zamówienia.
Jednak wróciłem do swojej pracy i roznosiłem
kolejne zamówienia. Trwało to oczywiście większość mojego dnia
ale dużo bardziej wolę pracę w terenie niż w barze z Lucą.
Ostatnie zmówienie miałem zanieść znowu do tego nieszczęsnego
Studia 21. Szczerze to bardzo lubię to miejsce ale są tam osoby,
które przyprawiają mi mnóstwo kłopotów. Wszedłem do środka i
zacząłem szukać osoby, która złożyła u nas zamówienie.- Nasu Urtado! - krzyknąłem na korytarzu między uczniami ale nikt nie odpowiedział. Poszedłem do sali, która znajdowała się na przeciwko drzwi i znalazłem chłopaka, który zamówił jedzenie. Zadowolony ze skończonej pracy chciałem opuścić w spokoju szkołę kiedy nagle zaczepiła mnie znowu ta blondynka.
- Nie zadzwoniłeś do mnie ale najważniejsze, że przyszedłeś. Chodź! - krzyknęła i pociągnęła mnie do jakiejś sali.
- Ale, ale... - tylko tyle zdążyłem wykrztusić z siebie. O co Ci chodzi? Nie widzisz, że pracuje – powiedziałem mocno oburzony.
- Jak zawsze ta sama wymówka. W końcu pomyśle, że Ci się w ogóle nie podobam kotku. Czyżbym zgadła?
- Nic nie powiedziałem – nie bardzo wiedziałem co je powiedzieć.
- A więc podobam Ci się. Bylibyśmy świetną parą. Ja bogata, Ty przystojniak. Ja popularna, Ty przystojniak. Ja dowcipna, a Ty przystojniak. Widzisz jak do siebie pasujemy. Pewnie nie możesz się powstrzymać i chcesz mnie pocałować. Widzę to po Twojej minie – skończyła swój monolog dziewczyna i nagle się zbliżyła do mnie. Zbliżała się coraz bardziej ale ja od niej nagle odskoczyłem.
- Ludmiła? Tak? - zapytałem aby odwrócić jej uwagę.
- Tak.
- Posłuchaj może i jesteś ładna, i masz kupę kasy, i poczucie humoru ale ja nie jestem Tobą zainteresowany – powiedziałem i nie czekając na jej reakcje uciekłem w stronę drzwi wyjściowych.
- Podobam mu się – powiedziała zadowolona z siebie dziewczyna.
Po
paru godzinach ponownie wróciłem do Studia 21 z kolejnym
zamówieniem ale tym razem w drzwiach wejściowych napadła na mnie
wściekła blondynka, która trzymała kubek z wodą w ręce.
- Myślisz, że ujdzie Ci to na sucho! - krzyknęła na mnie.
- Słucham? - zapytałem mocno zdziwiony o co jej tym razem chodzi.
- To słuchaj uważnie bo będziesz musiał mnie przeprosić przed całym światem!
- Niby dlaczego? Zupełnie nie wiem o co Ci chodzi – ciągnąłem dalej wpatrując się w kubek z wodą, który coraz bardziej ściskała.
- Nigdy nie wybaczę Ci tego co zrobiłeś. Nigdy!- krzyknęła i oblała mnie prosto w twarz.
- O co Ci chodzi?
- Zrujnowałeś mi życie! - krzyknęła zapłakana i odeszła.
- Musimy pogadać! - krzyknął do mnie jej chłopak i razem ze swoim kolegą popchnął mnie w drzwiach.
- Tomas! Zaczekaj! - wołała w moją stronę Francesca. Co zrobiłeś Ludmile?
- Ja nic. Co Ty nie znasz mnie? - rzuciłem w stronę przyjaciółki i wyszedłem.
- No poczekaj na mnie, pogadajmy chwile! - krzyczała dziewczyna biegnąc za mną.
- Nie mam czasu muszę iść do domu się przebrać bo jak wrócę w takim stanie do baru to Twój brat znowu będzie chciał mnie wyrzucić.
- Odprowadzę Cię kawałek akurat mam przerwę w zajęciach – powiedziała dziewczyna i ruszyła ze mną w stronę mojego domu.
- Dobrze – uśmiechnąłem się w jej stronę i razem podążaliśmy przed siebie.
- To powiesz mi o co tym razem chodziło Ludmile?
- Sam chciałbym to wiedzieć.
- Nie mów, że napadła Cię bez powodu - odpowiedziała z lekkim zdziwieniem dziewczyna.
- Dokładnie tak było.
- Nie możliwe.
- Kiedy pierwszy raz ją dzisiaj spotkałem to zaciągnęła mnie do jednej z sali i wygłaszała swoją mowę na temat tego jak to świetnie do siebie pasujemy...
- Bla, bla, bla – zaśmiała się dziewczyna.
- No a na koniec chciała mnie pocałować ale udało mi się w porę odwrócić jej uwagę.
- Pocałować! - krzyknęła Francesca.
- Tak pocałować ale nie udało jej się to.
- Czyli już wiem o co jej chodzi.
- O co? - zapytałem zdziwiony tym, że udało się jej odszyfrować dziwne zachowanie blondynki.
- Odrzuciłeś jej zaloty względem Ciebie i dała Ci nauczkę!
- Bardzo mokrą nauczkę – zaśmiałem się na samą myśl. Czyli jak rozumiem odczepi się teraz ode mnie?
- Być może... chociaż Ludmiła tak łatwo nie odpuszcza.
- O nie – powiedziałem ze skrzywioną miną.
- Ona zrobi wszystko żeby Cię zdobyć. Już taka niestety jest.
- Czyli jednym słowem mam przechlapane.
- No w skrócie... tak.
- Dzięki za informacje droga przyjaciółko.
- Polecam się na przyszłość, a teraz już wracam bo za niedługo mam zajęcia.
- Ok, dzięki za towarzystwo. Ja też zaraz wracam bo inaczej Twój brat urwie mi głowę.
- Nie urwie... a jak będzie chciał to w krocze do akcji.
- Jak zawsze mój wybawco.
- Bardzo śmieszne, dobra uciekam do zobaczenia później w „Resto Barze”
- Do zobaczenia! - krzyknąłem wchodząc do domu.
Wszedłem do domu i od razu pobiegłem na górę aby wziąć jakąś
suchą bluzkę. Nie miałem czasu na zastanawianie się co założyć,
porwałem pierwszą z brzegu i wybiegłem z domu. W drodze szybko
narzuciłem suchą koszulkę a mokrą zwinąłem do torby i pędziłem
do baru.
- Mam nadzieje, że Luca się nie zorientuje że mnie tak długo nie było. Inaczej będę miał znowu kłopoty – mówiłem sam do siebie. Te dziewczyny są naprawdę dziwne. Same dokładnie nie wiedzą czego chcą. Mam nadzieje, że Ludmiła da mi trochę spokoju.
Wreszcie
dotarłem na miejsce, na szczęście Luca był zajęty i nie zauważył
mojej nieobecności. Odstawiłem szybko torbę na zamówienia i
rozwiesiłem mokrą koszulkę na zapleczu. Potem od razu chwyciłem
za miotłę i ruszyłem na sale, żeby Luca mógł widzieć jak
ciężko pracuje. Zamiatałem i rozmyślałem nad dzisiejszymi
wydarzeniami. Miałem ogromną nadzieję, że już nic mi się
dzisiaj nie przydarzy.
- Jak na jeden dzień to za dużo wrażeń nawet dla mnie – powiedziałem sam do siebie.
Na
szczęście się nie pomyliłem. Resztę dnia spędziłem w barze na
obsłudze klientów. Po zamknięciu zabrałem się za sprzątanie
kiedy zauważyłem jak dołączyła do mnie Francesca.
- Pomóc Ci troszeczkę? – zapytała stojąc z mopem w ręce.
- Nie trzeba ale jeśli bardzo chcesz to chętnie przyjmę Twoją pomoc – odpowiedziałem spoglądając na nią kontem oka.
- To Ci pomogę – uśmiechnęła się do mnie i zabrała się do mycia podłogi.
- Dzięki szybciej skończę.
- Nie ma za co. I jak Luca się zorientował że się spóźniłeś?
- Na szczęście nie bo był zajęty przygotowywaniem jedzenia w kuchni. A gdy się już zorientował, że za długo mnie nie widzi to wyjrzał z kuchni aby mnie zobaczyć. Akurat sprzątałem sale bo ktoś rozsypał orzeszki na ziemi.
- To super. Miałeś dużo szczęścia.
- No... może trochę. Nie licząc dzisiejszego zajścia w „Studiu 21”
- No tak.
- Dzięki.
- Za co mi dziękujesz? - zapytała zdziwiona Francesca.
- Za to że jesteś moją przyjaciółką i zawsze mogę na Ciebie liczyć.
- Od tego są przyjaciele. No dobra skończone możemy zamykać.
- Dobrze. Zgaszę światła i zamykamy.
- Ja poczekam na Ciebie na zewnątrz.
- Dobrze.
Zamknąłem
za nami drzwi i razem z Francescą pomaszerowaliśmy w stronę
naszych domów. Grzecznie ją odprowadziłem i jeszcze raz
podziękowałem za pomoc. Później dotarłem do swojego domu,
wziąłem szybki prysznic i położyłem się spać. Byłem tak
wykończony dzisiejszym dniem, że zasnąłem od razu.
Obudziłem
się nad ranem i pomyślałem co przyniesie mi kolejny dzień oraz
jakie niespodzianki mi szykuje. Ubrałem się, zjadłem śniadanie i
popędziłem do pracy. Dzień zapowiadał się
dosyć leniwie, gdyż nie było żadnych zamówień do dostarczenia.
Obsługiwałem stoliki na sali kiedy nagle zadzwonił telefon.
- „Resto Bar” słucham? - powiedział do telefonu Luca. Tak, oczywiście – notował wszystko w swoim notatniku. Proszę jeszcze podać adres dostawy powiedział ponownie. Hej, hej – zawołał w moją stronę zakrywając słuchawkę ręką. Płacisz za każdy stłuczony talerz.
- Luca jak długo będziesz mnie jeszcze tak traktować? - zapytałem podchodząc do niego.
- Posłuchaj, gdyby nie Francesca już dawno by Cię tutaj nie było – powiedział do mnie ponownie zakrywając słuchawkę. Przepraszam Pana – zwrócił się do mężczyzny z telefonu.
- Nie bądź już taki.
- Daj mi wreszcie spokój i zajmij się obowiązkami – powiedział do mnie ostatni raz i zajął się zamówieniem, które ktoś usilnie próbował złożyć. Jeszcze raz jak? Trzy, cztery, osiem, dobrze. Za pół godziny będzie na miejscu. Do widzenia – rozłączył się i ponownie mnie zawołał do siebie. Szykuj się Tomas zawieziesz całkiem spore zamówienie do centrum Sol. Jazda!
- Do centrum Sol? - zapytałem nieco zaskoczony ale z ogromnym uśmiechem na twarzy.
Jesteście
ciekawi co wydarzy się w centrum Sol oraz dlaczego ta wiadomość
przyniosła mi tyle radości? Jeśli tak to serdecznie Was zapraszam
do śledzenia mojego kolejnego rozdziału, w którym zapewniam Was
wiele się wydarzy. Zresztą jak zawsze bo ja Tomas jestem mistrzem w
ściąganiu na siebie kłopotów. Niestety następny rozdział opowie
Wam ktoś inny – pewnie się cieszycie, że nie będę Wam
zanudzał. Zadebiutuje dla Was kolejny nowy narrator mam nadzieje, że
przyjmiecie go do naszego grona bardzo ciepło. Liczę na Wasze
wsparcie a będzie mu potrzebne. Pozdrawiam Was z „Resto Baru”
Tomas.
Dialogi
zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z trzeciego i
czwartego odcinka serialu „Violetta” ( „Zakochanie”,
„Rozczarowanie”)






Hej
OdpowiedzUsuńRzeczywiście Tomas kłopoty to twoja specjalność. Czekam na następny rozdział.