Hej tu znowu ja i moja historia!
Poprzedni rozdział był bardzo emocjonalny i przyniósł mi wiele
rozczarowania. Mam jednak nadzieje, że dzisiejszy będzie całkiem
inny i wszystko co złe się odmieni. Jednak zanim to się stanie to
może bardzo szybki skrót bo nie bardzo mam ochotę wracać do
wczorajszego dnia. Po ciężkiej kłótni z Jade oraz tatą udało mi
się go namówić na rozmowę z Angie. Mam nadzieje, że po mojej
interwencji wróci do nas i znowu będzie jak wcześniej. No a z
takich mniej istotnych dla mnie rzeczy to Jade kłóciła się z
Matiasem o pieniądze? Dziwne czyżby już ich nie mieli ? No cóż
to mnie dotyczy to sprawy dorosłych. Zacznijmy jednak dzisiejszy
dzień dobrymi wieściami. Zapraszam.
Dzień zaczął
się dla naszych domowników bardzo przyjemnie zresztą jak każdy.
Olga wręcz tańczyła i śpiewała z radości w naszym ogrodzie
podlewając kwiaty na grządce za domem. Nagle wyszłam żeby
zobaczyć dlaczego jest taka radosna kiedy ja mam wszystkiego dość.
- Szakala, szakala, da o! Dzień dobry moja kruszynko! A co Ty masz taką minę? - zapytała mnie zatroskana Olga.
- To jedyna jaką mogę mieć – odpowiedziałam jej w miarę spokojnie.
- Nie zbyt dobrze Cie znam. Coś Ci jest. Rozterki sercowe?
- Tak !
- Nie ...
- Kogo miałabym poznać Olga? Przecież jestem księżniczką uwięzioną w wieży.
- O jasne! Ale teraz w dobie internetu!
- Nie Olgita. Smutno mi z powodu Angie.
- Jak to! Jeszcze się okaże, że bardziej kochasz ją niż mnie! Będę zazdrosna! - zaczęła histeryzować Olga.
- Nie Olga. Bardzo Cie kocham. Tylko nie rozumiem dlaczego nas okłamała.
- Tak! Jestem spokojna. Przyrzekam, że nie będę się wygłupiać. Tym razem powiem Violettcie wszystko co ukrywa przed nią ten jej nieznośny ojciec. Całuje. - zakończyła swoją rozmowę i podsłuchała kawałek mojej rozmowy z Olga.
- Ty też się tak kłóciłaś z tatą? - zapytałam Olgii.
- Uu! Ale wtedy to były inne czasy. Kruszynko Twój tata jest kochany. - odpowiedziała Olga na moje pytanie i mnie mocno przytuliła.
- Kochany? Raczej porąbany a nie kochany – powiedziała do siebie Angie stojąc za ogrodzeniem naszego domu.
- Tak wiem o tym mój tata mnie ubóstwia – powiedziałam do Olgii odsuwając się od niej.
- W takim razie dlaczego Cie okłamuje? - Angie zadała sobie pytanie.
- Męczy mnie to że jest zamknięty w sobie. - stwierdziłam bez wahania.
- Zamknięty w sobie. To jakiś jaskiniowiec – powiedziała do siebie Angie.
- Ale musisz go zrozumieć. Twój tata musiał robić za tatę i mamę jednocześnie. - tłumaczyła mi nadal Olga.
- I nie nauczył się być żadnym z tej dwójki – podsumowała Angie stojąc nadal za ogrodzeniem.
- Jestem dla niego trochę niesprawiedliwa – dodałam lekko skruszonym głosem.
- Jak to niesprawiedliwa? Musze z nią być szczera. - powiedziała Angie i wreszcie wyszła z ukrycia.
- Twój tata wszystko co robi. Robi z troski o Ciebie – powiedziała Olga kiedy nagle za moimi plecami ukazała się Angie.
- Dzień dobry! - krzyknęła do nas z uśmiechem na twarzy.
- Angie! - krzyknęłam radośnie na jej widok.
- Violu! - odkrzyknęła z radością.
- Tata dzwonił? - zapytałam zniecierpliwiona.
- Tak. Przyszłam z nim pogadać.
- To świetnie bo mnie okłamałaś.
- Violu ja... - zaczęła się tłumaczyć Angie ale nagle jej przerwałam.
- No dobrze, dobrze. Nie jesteś złym człowiekiem i nie chcesz mnie skrzywdzić. To mi wystarczy na prawdę.
- No dobrze idę z nim porozmawiać.
- Idź.
- Pójdziesz ze mną? - zapytała Angie a ja pokiwałam z radości głową. To chodź. - powiedziała Angie i trzymając mnie za rękę weszłyśmy razem do domu.
W środku jednak
stwierdziłam że lepiej będzie jak Angie sama porozmawia z tatą, a
ja będę cierpliwie czekała na nią w moim pokoju. Mając tylko
nadzieje, że wszystko dobrze się skończy. Odprowadziłam ją pod
drzwi gabinetu taty i przytuliłam mocno na szczęście. Potem udałam
się powoli na schody i widziałam jak Angie znika w gabinecie taty.
Jednak nie mogłam wytrzymać tego napięcia i udałam się pod drzwi
gabinetu lekko je uchyliłam i słuchałam ich rozmowy.
- Proszę niech Pani wejdzie – powiedział German wpuszczając Angie do środka.
- Dziękuje.
- Proszę usiąść. - powiedział ponowie i usiadł na krześle po drugiej stronie biurka. Angie, tak? - zapytał bardzo niemiły tonem. Angie to Pani prawdziwe imię?
- Tak.
- A to kłamstwo? Chce znać prawdę – powiedział stanowczo German. Jednak Angie mocno się zamyśliła i nie usłyszała co ma jej do powiedzenia.
- Powiem prawdę. - Angie obejrzała się na drzwi i ujrzała w nich Violettę, która przysłuchiwała się całej rozmowie. Chce Pan ją znać? Prawda jest taka, że jestem Angie! Siostra Marii! Ciotka Violetty! Ta sama, o której mówił Pan że nie istnieje! To właśnie ja! I wie Pan po co, przyszłam opowiedzieć całą prawdę Pańskiej córce!
- Słucham! - do środka wpada wściekła Violetta i krzyczała na Germana. Jesteś podły! Okłamałeś mnie! Już Cie nie kocham nawet jedną tysięczną częścią mojego serca! Przysięgam! Nie kocham Cię! I już nigdy w życiu nie będę w stanie Cie znów pokochać! I nigdy Ci nie zaufam! Przenigdy! Rozumiesz? - nagle Angie się ocknęła i ponownie spojrzała na drzwi i zobaczyła Violette.
- Słucham Panią? - powiedział ponownie German.
- Tak. Prawda jest taka, że skłamałam bo musiałam...Widzi Pan. Poszłam do agencji z życiorysem i zobaczyłam, że na stoliku mają te ofertę i wtedy wiadomo...
- Przyszła Pani bez zezwolenia agencji i okłamała mnie – stwierdził bez wahania German.
- Nie, nie, nie. Nie. Miałam o tym powiedzieć ale nie było czasu bo od razu zaczęłam i ... Nie wiem czemu. - powiedziała Angie i popatrzyła w moją stronę a ja posłałam jej uśmiech na odwagę. Po za tym Pańska córka jest taka kochana. Bardzo Pana przepraszam na prawdę żałuje ale potrzebowałam pracy.
- Ma Pani dzieci?
- Mam siostrzenice ale ona mieszka za granicą. Nie powodzi im się i muszę im wysyłać pieniądze.
- Ta siostrzenica ma rodziców?
- Nie moja siostra zmarła, a jej ojciec to zupełnie nie obecny człowiek, oderwany od rzeczywistości. Lepiej nie rozmawiajmy o nim bo po co.
- Jasne. Pani... Angie. Doceniam Pani szczerość ale bardzo nie lubię kłamstwa. Absolutnie tego nie toleruje.
- No rozumiem.
- Dlatego szalenie trudno mi ponownie Panią zatrudnić. A z drugiej strony nawiązała Pani szczególną więź z moją Violettą. Taka jest prawda. Widzę to – przerwał na chwile German. Jest Pani znów zatrudniona. Lecz tym razem żadnych kłamstw.
- Dziękuje – powiedziała z radością Angie. Dziękuje! Bardzo dziękuje!
Bez
obaw mogłam wreszcie odejść od drzwi i udać się do swojego
pokoju aby cieszyć się z decyzji jaką podjął tata.
- Proszę przekazać prawdziwe dane Ramallo, tak? - powiedział German wstając zza biurka.
- Tak jest.
- Bez niespodzianek – powiedział German i podszedł aby otworzyć Angie drzwi.
- Tak prawda jest najważniejsza.
Zza
otwartych drzwi do gabinetu nagle wpadła Jade.
- O! Cześć kochanie! - wpadła prosto na Germana. O! Ta sukienka! - nagle krzyknęła upadając w jego ramiona. A! Głupi obcas! Co tu robi ta panienka!
- Angie jednak do nas wróciła.
- Jak to do nas wróciła?
- Już mi wszystko wyjaśniła. Proszę już iść – zwrócił się do Angie. Dziękuje.
- Ja dziękuje – odpowiedziała z uśmiechem. Do zobaczenia.
- Tak. Do widzenia – odpowiedział German i obserwował jak Jade podskakuje żeby przytrzymać się krzesła. I zanim zdążyła coś powiedzieć wtrącił się jej w pół słowa. Tylko żadnych komentarzy, bardzo Cię proszę.
- O czym Ty mówisz?
- Nie chce żadnych historii wokół tej sprawy.
- Ale mój obcas! Co z moim obcasem?
- Olga zaniesie te buty do szewca, ok?
- Dobrze – odpowiedziała załamana Jade.
German
udał się na poszukiwanie Olgii aby poprosić ją żeby zaniosła
zepsute buty Jade do szewca. Angie udała się więc do mojego pokoju
aby wreszcie spędzić ze mną czas oczywiście na nauce – i na
naszych ulubionych pogaduchach. Zapukała do drzwi i zanim zdążyłam
odpowiedzieć z uśmiechem na twarzy wmaszerowała do środka. Ja w
tym czasie uparcie czegoś szukałam w mojej szafie oczywiście gdy
tylko ją usłyszałam od razu zapomniałam co to było.
- Wreszcie jesteś nie mogłam się już doczekać! - krzyknęłam do niej zza półek.
- Nie zapytasz jak mi poszło? - zapytała z uśmiechem Angie.
- Nie muszę pytać – dorzuciłam pośpiesznie.
- Podsłuchiwałaś?!
- To też – rzuciłam bez zastanowienia. Ale po głosie i po Twojej minie widzę, ze się udało.
- Oczywiście że tak.
- Bardzo się ciesze.
- Ja też – dodała Angie i podeszła do mnie. No dobrze zacznijmy już naszą lekcję zanim znowu mnie zwolnią – powiedziała trzymając w ręce jakieś książki.
- Angie ale to jest strasznie... nudne – powiedziałam idąc za nią i rzucając na łóżko jakimś notesem. Wiesz o ty prawda?
- Nauka solmizacji jest najważniejsza. Być może jest trochę nudnawa ale spróbujemy w inny sposób.
- A może zamiast tego posłuchamy muzyki? - zaproponowałam.
- A może zamiast czytać nuty to mi je zaśpiewasz?
- Ale ja nie umiem śpiewać – rzuciłam od niechcenia.
- Jasne że umiesz. Słyszałam Cię.
- Nie zaśpiewam.
- Zobaczysz będzie fajnie! - Angie próbowała mnie nadal przekonać. Przekonasz się. Zaśpiewaj razem ze mną. Tylko powtarzaj to co usłyszysz, ok? KA-KE-KI-KO-KU.
- No dobrze. KA-KE-KI-KO-KU.
- KA-KE-KI-KO-KU. A teraz tak. KA-KE-KI-KO-KU i po trzeciej wchodzisz tylko Ty. Wyczuj tylko moment.
- Dobrze – zgodziłam się lekko podekscytowana.
- Tak.
- Tak.
- Tak? Gotowa?
- Tak.
- KA-KE-KI-KO-KU
- KA-KE-KI-KO-KU
Zaczęłyśmy
śpiewać tak jak pokazała mi Angie kiedy nagle pomyliłam sylaby i
obie zaczęłyśmy się śmiać.
- Od początku. Skoncentruj się – powiedziała spokojnie Angie.
- Poczekaj chwile muszę się skupić.
- Zaczynamy na trzeciej, tak?
- Poczekaj, tak.
Obie
zaczęłyśmy ponownie śpiewać zgodnie z rytmem jaki wystukiwała
palcami Angie. Tym razem wyszło nam bez błędnie.
- Bardzo dobrze, świetnie – pochwaliła mnie Angie. Teraz zrobimy inne ćwiczenie.
- Tak a jakie? - zapytałam zachwycona.
- Lalala... tak będzie fajnie.
- O tak lalalalala.... - powtórzyłam za nią aby się upewnić.
- Lalalalala...
- Słyszałeś jak śpiewamy? - zapytałam mocno podekscytowana.
- Y... uczyłyśmy się tylko solmizacji – dodała szybko Angie.
- Właśnie – potwierdziłam aby tata się na nią nie złościł.
- Dobrze, dobrze – odpowiedział tata z miną nietęgą. Chciałem tylko sprawdzić czy wszystko jest w porządku.
- Tak – odpowiedziała Angie.
- Tato, dziękuje, że wysłuchałeś Angie i dałeś jej szanse. Tak myślałam, że skoro muszę się uczyć muzyki i tak dalej... - zaczęłam nawijać jak szalona. Y... to może poszłabym do prawdziwej szkoły. Ostatnio byłam... znaczy widziałam reklamę szkoły Studio – nie dokończyłam kiedy nagle Angie wyrwała się przed szereg.
- Nie, nie! - krzyknęła. E... znam Studio. Wiem, że mają dobry poziom ale na pewno są inne miejsca do których można pójść i ... - Angie nie zdążyła wypowiedzieć zdania do końca kiedy tata odpowiedział bez zastanowienia.
- Nie zgadzam się.
- Ale tato to najlepsze miejsce.
- Tego co masz wiedzieć o muzyce nauczysz się w domu. Będziesz miała teorie, solmizacje, komponowanie i tak dalej, ale w domu. Tak jak było z grą na pianinie.
- Ale...
- Rozmawialiśmy o tym. Nie Violetta, proszę Cię nie zaczynajmy znowu.
- Niech będzie masz racje – odpuściła gdyż wiedziałam że nic nie wskóram tym razem.
- Ale Panie German jeśli na prawdę tego chce – próbowała mi jakoś pomóc Angie.
- Daj spokój Angie to wcale nie jest takie ważne – dodałam gromiąc ją wzrokiem aby nie drążyła dalej tematu.
- A żebyś nie narzekała, że trzymam Cie w zamknięciu. Przygotowałem dla Ciebie coś ekstra – mówił tata a ja byłam bardzo ciekawa co to takiego.
- Ale co? - zapytałam licząc na szybką odpowiedź.
Jesteście
ciekawi jaką niespodziankę przygotował dla mnie tata? Bo ja
bardzo!! To zapraszam do śledzenia następnego rozdziału na który
będziecie musieli niestety trochę poczekać, ponieważ przez parę
rozdziałów ustąpię narracji moim kolegą. Pozdrawiam Was bardzo
gorąco razem z Angie oraz moim tatą. Violetta.
Dialogi
zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z czwartego
odcinka serialu „Violetta” sezon 1 („Rozczarowanie”)





Hej
OdpowiedzUsuńRozdział jak zawsze cudowny. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.