Dzisiaj czeka was kolejny rozdział
opowiadany prze ze mnie! Mam nadzieje, że się bardzo cieszycie ale
zanim dalszy ciąg historii to krótkie przypomnienie tego co było.
W poprzednim rozdziale odbyło się moje przyjęcie urodzinowe. No
dobra nie do końca takie moje bo Jade je organizowała i to jej
znajomi na nim byli. Ale zgodziłam się na nie bo mama kochała
przyjęcia więc ja też. Zaskoczyłam wszystkich swoim wielkim
wejściem! Zeszłam po schodach w sukience mamy! Och jaka ona była
śliczna nie to co ta od Jade, ble. No i oczywiście były tańce,
świetna zabawa aż do czasu mojej kłótni z tatą. Nawet w takim
dniu nie mógł odpuścić. Poszło nam o sukienkę, która według
niego była całym nieszczęściem. Oburzona wróciłam do pokoju ale
niestety z plamą na sukience mamy, którą zrobiła mi Jade! Tata
zakończył przyjęcie i rozpoczął prywatne śledztwo. Zobaczcie co
wydarzyło się dalej.
- Nie wiem. Coś niedobrego? – zapytała Jade swojego brata.
Jednak on nie
odpowiedział tylko wsadził sobie kanapeczkę do ust i udał bardzo
zaskoczonego. Po czym skierował się w stronę drzwi i wyszedł aby
uniknąć dalszych pytań Jade.
Zaskoczona ale nadal zdenerwowana Jade
podeszła do kelnera, który właśnie sprzątał na stole.
- Mogę prosić o szklankę wody? – zapytała Jade.
- Już podaję – odpowiedział kelner i udał się do stolika po czystą szklankę. Nalał do niej wody i podał Jade.
- Dziękuję. Teraz proszę wracać do pracy. Mam nadzieję, że uporacie się z tym bałaganem raz, dwa.
- Tak proszę Pani.
Gdy Jade nadzorowała pracę porządkowe
i czekała na swoją kolej aby porozmawiać z Germanem w jego
gabinecie trwała bardzo burzliwa rozmowa.- To nie ja Panie German – powiedziała Olga załamanym głosem.
- Była na strychu, do którego nie ma kluczy bo je zgubiłem! – krzyknął mocno zdenerwowany German. Skąd suknia się tu wzięła? – zapytał gosposię.
- Jeśli jest Pan tak nie ufny wobec mnie! – zaczęła tłumaczyć się Olga. To czemu zamiast wymieniać zamek, nie zmieni Pan pracownika! – krzyknęła mocno zdenerwowana.
- Od dzisiaj może tam Pani wchodzić tylko żeby posprzątać! Klucz będę miał ja.
- Doskonale! Czy coś jeszcze?
- Nie! – odpowiedział German na co Olga obróciła się do wyjścia. Jednak stanęła przed drzwiami i ponownie odwróciła się w stronę Germana.
- Mogę Panu coś powiedzieć ale ma to pozostać tylko między nami.
- Nie! – powiedział stanowczo German.
- W porządku. Wie Pan tajemnice są zupełnie jak ziemniaki. Jeśli zostawisz je na jakiś czas w koszyku. To zaczynają puszczać pędy, później rozkwitają roślinki i myślisz ojej jakie maleński, takie małe ziemniaczki. Lecz po jakimś czasie zaczynają okropnie śmierdzieć i pojawia się pleśń. Zaczynają gnić…
- Dobrze, koniec.
- potem… Rozumie mnie Pan? – zapytała dość dobitnie Olga.
- Do widzenia.
- Że to co się ukrywa, ostatecznie gnije!
- Do widzenia mówię! – krzyknął German a Olga z oburzonym wyrazem twarzy otworzyła drzwi i ujrzała w nich Ramallo, który właśnie zamierzał zapukać do gabinetu. Za jego plecami stała Jade, która czekała na swoją kolej.
- Hy! Olga! – wykrztusił z siebie Ramallo. Co się stało? Wszystko z Tobą w porządku?
- Nie, nie jest w porządku – odwróciła głowę w stronę Germana i ze szlochem odpowiedziała i opuściła gabinet.
- E… proszę ja za Panią – zwrócił się Ramallo do Jade, którą przepuścił w drzwiach. Przepraszam Panie German ale Pan też podejrzewa Olgę.
- Ktoś musiał to stamtąd wyciągnąć.
- Nie, nie, nie. Coś tutaj jest nie tak. Nie wie Pan, że wszystko co się ukrywa…
- Ty też z tą całą śpiewką o ziemniaku! Co? – krzyknął z oburzeniem German na Ramallo, który bez słowa opuścił gabinet.
- Nie patrz tak na mnie co! Znasz mnie, wiesz przecież że ja w życiu nie dałabym Violettcie na urodziny jakiejś używanej sukienki – powiedziała Jade. O! Oj moje kochanie – zwróciła się do Germana i podeszła do niego bliżej. Proszę Cię, błagam Cię przestań już się złościć – mówiła dalej kiedy przytulała się do pleców Germana.
- No dobrze masz rację. Wybacz mi. Chodzi o to, że wzruszyłem się jak zobaczyłem Violę w tej sukience. Tylko tyle.
- Rozumiem ale wiem jak to rozwiązać. Może wyrzucisz wszystko. Przecież mogę Ci pomóc. Zrobimy wyprzedaż garażową im więcej gratów mniej tym lepiej.
- Jade mam prośbę. Jeśli chodzi o strych to nie wtrącaj się – odpowiedział stanowczo German i zakończył temat.
- Dobrze już nie będę – odpowiedziała zmieszana.
- Chciałbym zostać sam i trochę pomyśleć, możesz już iść do siebie.
- Ale… no skoro chcesz, to wychodzę. Będę na górze w sypialni jakbyś czegoś potrzebował.
- Dobrze dziękuję.
Jade
opuściła gabinet Germana i udała się
w kierunku schodów na górę, po drodze spotkała Angie, która
właśnie schodziła na dół.
- Wcale nie zdziwiłabym się gdyby to Pani dała tę sukienkę Violettcie – powiedziała głośno Jade tak aby usłyszała to Angie.
- Słucham? Co Pani powiedziała? - zapytała z lekką irytacją w głosie Angie.
- Dobrze słyszałaś kochaniutka co powiedziałam nie zamierzam się powtarzać.
- A nawet jeśli byłaby to prawda to co Pani zamierza z tym zrobić, słucham?
- Niech no się zastanowię – zamyśliła się Jade. Nic! Bo German Panią za to wyrzuci i nie pomogą tu nawet słodkie oczka Violi. Nikt już Pani tutaj nie wpuści! A teraz żegnam idę do siebie odpocząć – powiedziała i odeszła nie czekając na odpowiedź Angie.
- Do siebie, dobry żart! - krzyknęła Angie i zeszła na dół do kuchni.
Gdy weszła do środka nagle usłyszała jak dzwoni telefon, rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu Olgi, która powinna odebrać ale nigdzie jej nie było. Wzięła słuchawkę do ręki i bez wahania odebrała.
- Halo? Nie przykro mi ale nie ma go w tym momencie. A kto mówi? - zapytała z grzeczności. Pan z agencji... w sprawie guwernantki! Ah! - krzyknęła do słuchawki i rozejrzała się czy nikt nie zmierza do kuchni. Właśnie mieliśmy się z Państwem kontaktować żeby poinformować, że na razie nie. Na razie nie będziemy potrzebowali żadnej guwernantki w każdym razie dziękuje bardzo za telefon, właśnie. Nie, nie, nie, tak jestem pewna. Dziękuje Panu bardzo. Do widzenia – powiedziała rozłączając się. W głębi ducha poczuła ulgę, że to ona odebrała ten telefon a nie ktoś inny. O jeden problem mniej – powiedziała z ulgą w głosie.
Wtedy do kuchni
weszłam ja. Chciałam się pozbyć tej okropnej plamy z soku, która
została na sukience mamy.
- Cześć Angie – powiedziałam i zabrałam się za plamę.
- Viola! - odpowiedziała mi Angie i przyglądała się jak czyszczę plamę.
Zmoczyłam
ściereczkę w czystej wodzie i już chciałam ją przyłożyć do
sukienki ale Angie mnie powstrzymała.
- Nie, nie, nie tak nie! - szybko krzyknęła i zabrała mi wieszak z sukienką, z ręki. Co chcesz zrobić? - zapytała.
- Jak w takim razie zmyć te plamę? - zapytałam odkładając mokrą ściereczkę i oglądając z Angie zabrudzenie.
- Najlepiej zwykłym mydłem, a nie brudną szmatką – mówiła przyglądając się dokładniej plamie.
- Tak myślisz?
- Tak, szare mydło spierze wszystko. Siostra mnie tego nauczyła. Gdzie to mydło...gdzie mydło... - mówiła rozglądając się po kuchni i unikając mojego zdziwionego wzroku. A tam powinno być. Tak jest tutaj – udała się do jednej z szafek i wyciągnęła mydło oraz miskę.
Ja w tym czasie
starłam z blatu tą brudną ścierką resztkę wody, która została
i odłożyłam ją na bok.
- Spokojnie zaraz zobaczysz, że sukienka będzie jak nowa! - krzyknęła z entuzjazmem i podeszła do mnie.
- Zobaczymy.
- Trochę mydła, odrobina wody. Lejemy – Angie nalewała do miski wodę.
- Trochę się rozlało – wzięłam ścierkę i wytarłam wodę.
- To nie szkodzi – powiedziała Angie i sięgnęła po wieszak. Ta sukienka jest przepiękna.
- Należała do mamy.
- A pamiętasz mamę? - zapytała Angie gdy zamaczała sukienkę w misce.
- Niezbyt. Umarła kiedy miałam pięć lat – odpowiedziałam nieco smutna.
- Tak wiem o tym – odpowiedziała i zaczęła lekko zapierać plamę. Twój... tata mi opowiadał.
Gdy tak sobie
rozmawiałyśmy nie zauważyłyśmy kiedy German stał przy wejściu
do kuchni i niechcący podsłuchał dalszą część naszej rozmowy.
- Jedyne co pamiętam to jak już leżałam w łóżku śpiewała mi kołysankę. Miała taki piękny głos.
German właśnie
chciał wejść do kuchni aby przerwać dalszą część rozmowy
jednak jakaś wewnętrzna siła go powstrzymała i słuchał dalej.
- Jasne, trochę wstydzę się zaśpiewać i tata nie będzie zadowolony. No wiesz.
- Żartujesz! Nie myśl o tym. Zrób to dla mnie! No dalej – zachęciła mnie Angie.
German przysunął
się jeszcze bliżej ściany aby usłyszeć głos, który wydobędzie
się po raz pierwszy z moich ust.
Jednak odważyłam się tylko zanucić kawałek melodii, którą śpiewała mi mama. Zamknęłam oczy i z moich ust wydobył się dźwięk chyba melodii, o którą mi chodziło. Gdy skończyłam patrzyłam na minę Angie a na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech i coś takiego jakby duma, z tego co zrobiłam.
- I jak? Bardzo fałszowałam? - zapytałam zmieszana.
- Nie, nie. Co Ty masz wspaniały głos. Taki wyjątkowy – powiedziała i otarła łzę z oka. Violu ja... ja wzruszyłam się. Naprawdę się wzruszyłam – mówiła jak zaczarowana. I wiesz co, uważam że powinnaś uwolnić swój głos.
Gdy Angie
kontynuowała swoją przemowę, na twarzy Germana pojawił się
uśmiech. Czuł dumę z powodu mojego talentu, jednak po paru
następnych słowach wrócił mój stanowczy tata.
- Powinnaś pozwolić sobie odpłynąć. Zająć się tym na poważnie. Masz ogromny talent – mówiła dalej Angie, kiedy nagle do kuchni wszedł tata i przerwał naszą rozmowę. Obie odwróciłyśmy się w jego stronę i czekałyśmy co powie, nie byłyśmy pewne ile usłyszał zanim wszedł do środka.
- Jeżeli przyszedłeś tu żeby mnie zganić za tę sukienkę, to nie mam ochoty... - zaczęłam szybko atakować tatę ale ten wszedł mi w pół słowa
- Nie, nie, nie, nie. Nie o to chodzi. Nie o to. Po prostu nie mam pojęcia kto mógł tam wejść i to wszystko – powiedział tata i nawet nie zająknął się na temat tego co usłyszał.
- Gdzie wejść? - zapytałam zdziwiona jego ostatnim zdaniem.
- Do Twojego pokoju.
- A ja myślałam, że się ucieszysz gdy mnie w niej zobaczysz. Ale się pomyliłam – wzięłam miskę z sukienką i nie czekając na jego odpowiedź wyszłam z kuchni.
Udałam się do
swojego pokoju gdyż nie miałam już ochoty na rozmowę z kimkolwiek
z domowników. Weszłam do środka odłożyłam miskę na biurko i
położyłam się do łóżka. W głębi siebie pragnęłam aby jak
najszybciej zasnąć i nie myśleć o tym felernym przyjęciu, które
zorganizowała mi Jade. W głowie miałam melodię, którą zanuciłam
Angie oraz sukienkę mamy.
W kuchni
zostawiłam tatę razem z Angie i miałam nadzieję, że tata nie
wyciągnie żadnych konsekwencji z naszej poufnej rozmowy. W końcu
Angie namawiała mnie do śpiewania co było surowo zabronione w tym
domu.
- Pewnie też bym się obraziła – powiedziała Angie do taty ale ten najwyraźniej jej nie zrozumiał.
- To prawda. Jestem obrażony ale nie chce być zbyt surowy – odpowiedział niedbale.
- Nie. Mówiłam o niej, nie o Panu – wskazała ręką na mnie gdy wychodziłam na co German zrobił zdziwioną minę.
- Tak jak wspomnienie o Pańskiej żonie – rzuciła niedbale Angie i zabrała się za sprzątanie blatu, na którym wcześniej stała miska z wodą.
- Jest tu Pani od dziesięciu minut. Nie ma Pani pojęcia o czym mówi – odpowiedział jej mocno wzburzony German.
- Nienawidzę kłamstwa!
- Ale córkę Pan okłamuje – stwierdziła Angie.
- Nie, chwila. Nie muszę się Pani z niczego tłumaczyć. Poza tym nic by Pani nie zrozumiała. Jeszcze jedno. Nie życzę sobie by ona śpiewała! Mówiłem Pani o zasadach panujących w tym domu. Jedyna dozwolona muzyka to taka, która służy jej wykształceniu! - krzyczał mocno wzburzony German.
- Ale ona tylko...
- Jeśli zależy Pani na pracy proszę się dostosować! - krzyczał dalej German.
- Zrozumiałam – odpowiedziała Angie i patrzyła jak German wychodzi mocno zdenerwowany z kuchni.
- I on mówi, że nienawidzi kłamstwa, a sam jest jednym wielkim kłamcą. Nie dłużej nie wytrzymam muszę powiedzieć Violi prawdę – powiedziała do siebie Angie. Podeszła do blatu i nalała sobie wody do szklanki chciała ochłonąć przed pójściem na górę.
German w tym
czasie zdenerwowany poszedł do siebie nie miał ochoty już dłużej
się zastanawiać kto podrzucił sukienkę do mojego pokoju.
Postanowił mieć większy nadzór nad strychem oraz tymi, którzy
mają do niego dostęp. Chciał też pogodzić się ze mną ale nie
bardzo wiedział jak, więc położył się do łóżka i wywołał w
swojej pamięci cudowny obraz. Była to Maria z małą Violą na
rękach z uśmiechem na twarzy przytulała dziewczynkę do siebie, a
ubrana była właśnie w tą sukienkę, która wywołała tyle
zamieszania dzisiejszego dnia.
Angie także
dotarła do swojej sypialni, położyła się do łóżka i myślała
o tym co będzie dalej z nią i jej życiem w tym domu.
I tak oto
zakończył się nam ten rozdział razem z przyjściem nocy, która
może przyniesie wreszcie spokój w naszym domu. Nowy dzień
przyniesie niektórym bohaterom nowe problemy a może pomoże się
ich pozbyć ale tego dowiecie się w następnym rozdziale mojej
historii. Na razie to ja idę spać razem z sukienką mamy.
Pozdrawiam was Viola.
Dialogi
zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z trzeciego
odcinka serialu „Violetta” sezon 1 („Zakochanie”)




























Świetny :*
OdpowiedzUsuńNajlepszy :*
Przepraszam , ze tak późno , ale szkoła -.-
Czekam na nexta :*
Zapraszam do mnie ! ♡