Hej tu znowu ja witam was w moim
kolejnym rozdziale. Mam nadzieje, że czekaliście na niego z
niecierpliwością tak jak ja ale zanim nowości to może mały skrót
z poprzedniego. No więc zaczęło się od sukienki mamy i można
powiedzieć, że się na niej skończyło? A to nie do końca. Tata
rozmawiał z wszystkimi domownikami o tajemniczym pojawieniu się jej
w moim pokoju ale jak dobrze wiecie nikt nic nie wiedział na ten
temat. Oczywiście dzień zakończył się naszą kłótnią ale jak
się okazuje nie tylko moją i taty. Angie także usłyszała od
niego swoją reprymendę, za nakłanianie mnie do śpiewania.
Przecież ja nie potrafię śpiewać więc nie ma problemu. Ciekawe
co przyniesie nam nowy dzień oby był dużo lepszy niż poprzedni.
Obudziłam się
w świetnym humorze mimo poprzedniego dnia,
przeciągnęłam się powoli na łóżku kiedy nagle przypomniałam
sobie o sukience, która moczyła się w misce.
- Ah! Sukienka! - krzyknęłam i szybko wyskoczyłam z łóżka aby zobaczyć czy plama zniknęła. Podbiegłam do miski i zaczęłam ją dokładnie oglądać. Nie ma plamy. Angie jest geniuszem! Nie wierze własnym oczom! - otrzepałam ręce z wody i sięgnęłam po mój pamiętnik.Usiadłam z nim na łóżku i otworzyłam na wolnej stronie, długopis poszedł w ruch i już strona się zapełniała.
Odłożyłam
pamiętnik i podeszłam jeszcze raz do sukienki aby dokładniej ją
obejrzeć. Rzeczywiście Angie się nie myliła i plama zniknęła,
teraz muszę ją wysuszyć i będzie jak nowa. Zastanowiłam się
chwilę nad tym gdzie ją powieszę.
- Powinna wisieć na specjalnym miejscu, a może na manekinie? - pomyślałam i popatrzyłam na manekin, na którym wisiała sukienka od Jade. Tak to jest odpowiednie miejsce dla sukienki mamy, przynajmniej nie będę musiała już patrzeć na tą wstrętną sukienkę – podeszłam do manekina i zdjęłam ją szybko, odrzuciłam w kąt aby zrobić miejsce na nową.Gdy już skończyłam zabawę z manekinem postanowiłam iść do łazienki żeby ogarnąć się przed śniadaniem, na które nie miałam ochoty. Tata pewnie od rana zacznie prawić mi kazania, a ja będę musiała go słuchać.
Wyszłam
więc z pokoju i podeszłam do łazienki kiedy nagle zobaczyłam
uchylone drzwi do pokoju, który był zawsze zamknięty.
Podeszłam
do nich chwyciłam za klamkę i już miałam wchodzić do środka
kiedy usłyszałam głos taty.
- Violetta! Możemy chwilę porozmawiać?
- Jeżeli chodzi o wczoraj to... - zaczęłam mówić i odeszłam od drzwi.
- Chodzi o wszystko. Wszystko co się stało. Ja po prostu nie lubię kiedy się bez przerwy ze sobą kłócimy.
- Właśnie ja też nie lubię – odpowiedziałam i rzuciłam się tacie na szyję aby go uściskać na zgodę.
Gdy
tak się ściskaliśmy ze strychu wyszła Olga, która widziała całą
sytuację oraz minę taty. Tata zamachał do niej aby wróciła tam
skąd przyszła.
- Wiesz co zrobimy. Tak myślę, że zjemy razem śniadanie, przebiorę się i za chwilę zejdę – powiedział tata i ucałował mnie w czoło.
- Dobrze – odpowiedziałam i wróciłam do pokoju po swoje ubrania.
- No już – powiedział tata i obserwował jak wracam do pokoju. W tym czasie Olga wyszła ze strychu, a tata do niej podszedł. Olga wyjaśnisz mi co robisz? - powiedział przez zęby abym nie usłyszała.
- Przecież mówiłam Panu, że będę! - krzyczała Olga.
-
Ciszej Olga, ciszej, ciszej.
- Mówiłam, że będę sprzątać.
- Po proszę klucze – Olga podała tacie klucze, a on zaczął swoją reprymendę. Powiem tylko jedno, jeśli kiedykolwiek Violetta wejdzie tam przez Pani nie uwagę.
- To co?
- To wszystkie ziemniaki Pani zgniją – powiedział German i udał się do swojego pokoju.
Zdziwiona Olga wskazała palcem na siebie i z powrotem wzięła się za sprzątanie domu.
Weszłam do pokoju z nieco lepszym nastrojem
niż z niego wychodziłam. Znalazłam ubrania, które przygotowała
mi Olga, wzięłam je i udałam się do łazienki. Szykowałam się
na śniadanie, które miałam zjeść z tatą oczywiście już miałam
na nie ochotę. German w tym samym czasie siedział w swoim pokoju i
ubierał się aby zejść na dół. Trochę mu to zajęło bo
zdążyłam przed nim do łazienki. Dom był jakoś dziwnie pusty,
Angie jak zwykle rano znikała żeby załatwić swoje sprawy, Jade
albo jadła z przyjaciółkami, albo robiła maraton po centrum
handlowym. Ramallo zwykle przychodził po śniadaniu no chyba, że
mieli z tatą jakieś spotkanie to wracali dopiero na obiad. No i
jeszcze Olga ona zawsze jest w domu, przynajmniej z nią mogę zawsze
się ponudzić. Czasami zabiera mnie na zakupy ale po ostatniej
ucieczce musi pytać tatę o zgodę więc aby nie robić sobie
kłopotów oraz nowych powodów do kłótni wychodzi sama wcześnie
rano. Zwolniłam tacie łazienkę i zeszłam na dół aby poczekać
na niego w kuchni. Zobaczyłam śniadanie, które było przygotowane
w jadalni więc skręciłam w połowie drogi. Usiadłam do stołu i
zamierzałam poczekać na tatę ale wszystko tak pięknie pachniało,
że nie mogłam się powstrzymać. Zdążyłam zjeść śniadanie a
taty ciągle nie było. Postanowiłam poszukać Olgi więc udałam
się do kuchni.
Rozglądałam się za Olgą ale nigdzie jej nie
widziałam, porwałam więc jabłko z talerza i podeszłam do zlewu
aby go umyć. Moją uwagę zwróciło pudełko po jedzeniu, które
leżało obok. Było puste, podniosłam je aby przeczytać skąd
dowożone jest do nas kiedy nagle do kuchni wszedł tata.
- Violu! - zawołał wchodząc do kuchni.
- Tata – powiedziałam przestraszona i schowałam pudełko za plecy. Co takiego znajduje się na strychu, że zawsze jest zamknięty na klucz – mówiłam i przesuwałam się w stronę blatu tak aby odłożyć pudełko na miejsce. Dzisiaj drzwi były otwarte.
- Tam na górze jest jakiś pokój? - zapytał zdziwiony tata. A! Nie, nic tylko moje drobiazgi, papiery, dokumenty, rzeczy potrzebne do pracy. To ściśle tajne – tłumaczył się tata. Jadłaś śniadanie? - zapytał zmieniając temat.
- Tak – odpowiedziałam z uśmiechem.
- To dobrze – odpowiedział tata i wyszedł z kuchni. Ja w tym czasie wyciągnęłam pudełko zza pleców i odczytałam karteczkę, która była do niego przyklejona.Wyciągnęłam z niego wizytówkę i chwyciłam za telefon. Wystukałam numer i czekałam aż ktoś odbierze.
- Dzień dobry chciałam zamówić lunch, czy jest to możliwe? - zapytałam niepewnie. Co Państwo dziś polecają? Dobrze, po proszę.Tak z dostawą do domu. Na nazwisko? A no tak Ramallo. Tak zamawiał już wcześniej, dobrze to czekamy. Dziękuje – powiedziałam do słuchawki i z uśmiechem na twarzy ją odłożyłam na miejsce. No to teraz pozostaje czekać na dostawcę – powiedziałam na głos i udałam się do salonu aby zająć się czymś, zanim przyjdzie dostawca. Usiadłam na fotelu i zaczęłam przeglądać czasopisma Jade o modzie. Jak ona może coś takiego oglądać, przecież to strasznie nudne – powiedziałam do siebie podczas przerzucania kolejnych stron.
Nagle ktoś zapukał do drzwi w kuchni,
pobiegłam przez jadalnie aby otworzyć jednak nie zauważyłam Olgi,
która wyszła z gabinetu taty. Szybko się cofnęłam i schowałam
za ścianą aby mnie nie zauważyła.
- Już ide! Zaraz! Już! Zaraz! - krzyczała Olga podchodząc do drzwi. Co się dzieje nie pali się. Słucham? - powiedziała Olga do dostawcy.
- Dzień dobry – powiedział chłopak.
- Dzień dobry – odpowiedziała mu Olga.
- Mam zamówienie.
- Co? Jedzenie? To na pewno Ramallo. Na słodko albo na słono, nie ważne co, nie ważne kiedy – mówiła z przejęciem Olga. Ja w tym czasie czekałam na odpowiednią chwilę aby wyjść i pogadać z chłopakiem. Idę go zawołać.
- A Pani nie może tego wziąć?
- Nie, jego żarcie, jego koszty. Proszę chwileczkę poczekać. Ramallo! - krzyczała Olga szukając go po całym domu.
Znowu zebrałam się na odwagę aby wyjść zza drzwi do kuchni, kiedy tym razem do kuchni wszedł Ramallo.
- A skąd takie piękne zapachy? O! Otworzyła Ci?
- Tak, pewna Pani powiedziała mi, że poszła po niejakiego Ramallo.
- Ktoś i tak musi za to zapłacić.
- Zastanówmy się jeszcze raz. Kto Ci otworzył drzwi, Olga? - zapytał Ramallo, a ja w tym czasie cofnęłam się do punktu wyjścia.
- Nie, to była jakaś inna kobieta.
- Inna kobieta... a to pewnie była Angie. Zaczekaj chwilę pójdę sprawdzić kto zamówił i zaraz wracam – powiedział Ramallo i zaczął delektować się zapachem. Przepyszne – wyszedł z kuchni, a mnie w końcu udało się do niej wejść.
- Dzień dobry – powiedziałam z uśmiechem.
- Olga! - krzyknął na mój widok chłopak. Miło Cię widzieć.
- Nie... - zaczęłam kręcić głową. Ja nie jestem... - próbowałam mu wyjaśnić ale do kuchni na moje nieszczęście wszedł tata.
- Halo, to znowu Ty?
- Ja tylko przywiozłem zamówienie.
- Jakie zamówienie, tutaj nikt nie zamawiał jedzenia.
- Tato! - krzyknęłam ale zagłuszyła mnie Olga, która właśnie wyszła zza moich pleców.
- Ja na pewno nie i Ramallo tak samo.
- Cóż będziesz musiał to zabrać – powiedział surowym tonem tata.
- Jak przywiozę to z powrotem każą mi za to zapłacić – tłumaczył chłopak.
- Tutaj nikt nic nie zamawiał. Proszę to zabrać, odprowadzę Cię do drzwi.No już idziemy, idziemy – mówił tata i prowadził chłopaka do drzwi. Otworzył je przed nim i szybko zamknął.
- Do widzenia – zdążył powiedzieć chłopak zanim drzwi się zamknęły.
- Pa – powiedział stanowczo tata.
- Tato! Czemu go tak potraktowałeś przecież to jest jego praca! - krzyknęłam oburzona zachowaniem taty.
- Byłem nie uprzejmy? - zapytał zdziwiony.
- Strasznie – odpowiedziała Olga.
- Co? - zapytał. Znałaś wcześniej tego chłopaka? - nagle zapytał zmieniając temat.
- Nie... tylko zrobiło mi się go trochę szkoda – powiedziałam spokojnie aby nie wzbudzać dziwnych podejrzeń.
- Ah... - wzruszył ramionami tata.
- Tyle – zakończyłam swoją wypowiedź.
- No dobrze – powiedział tata. Olga proszę ze mną.
- Mhm – przytaknęła Olga wiedząc co ją czeka.
- Masz dobre serce kochanie, zbyt dobre – powiedział tata i wyszli razem z Olgą z kuchni.
- Ah.... - odetchnęłam z ulgą kiedy wyszli.
Korzystając
z okazji, że Olga razem z tatą zamknęli się w jego gabinecie, a
Ramallo siedział w salonie pochłonięty pracą udało mi się po
cichutku wymknąć z domu. W ukryciu śledziłam chłopaka, który
roznosił jedzenie od domu do domu.
W
tym samym czasie w gabinecie Germana toczyła się bardzo poważna
rozmowa.
Co
tym razem zrobiłam? - zapytała oburzona Olga. Jeśli chodzi o to
jedzenie to nie ja go zamówiłam, a w tym domu robi to tylko Ramallo – tłumaczyła się Olga.
- Nie chodzi o jedzenie. Chodzi mi o tego chłopaka – powiedział poważnym tonem German.
- Co z tym chłopakiem? - zapytała zdziwiona Olga.
- Nie życzę sobie aby zbliżał się do mojej córki. Zrozumiała Pani? - zapytał dość głośno.
- Tak, proszę Pana ale to nie moja wina że tu przyszedł. A Pan znowu mnie obwinia – lamentowała dalej Olga.
- Ja nie twierdzę, że to Pani wina. Chcę tylko aby przypilnowała Pani tego chłopaka.
- Przypilnowała? - zapytała zdziwiona.
- Żeby nie zbliżał się do Violetty, żeby nie przekraczał progu mojego domu kiedy sytuacja tego nie wymaga.
- Aha, to już rozumiem.
- Bardzo się ciesze, że się zrozumieliśmy. Teraz może już Pani iść.
- Dobrze ale mogę Pana o coś zapytać?
- Nie.
- Czy przed wszystkim i wszystkimi będzie Pan chronił i izolował swoją córkę.
- Tak! - krzyknął German.
- Ale to się może dla niej źle skończy. Bo... - zaczęła mówić Olga, kiedy nagle German wstał i wyprosił ją z gabinetu.
- Bo ona będzie się czuła samotna! – powiedziała do zamkniętych drzwi Olga. Ramallo popatrzył na kobietę i już otwarł usta żeby coś powiedzieć kiedy ona rzuciła mu gniewnie.
- Proszę nic nie mówić! - krzyknęła i ruszyła do kuchni, a biedny Ramallo lekko oszołomiony wrócił do pracy.
Wracając
do mnie, to ja biegałam sobie po mieście za chłopakiem, który
dostarczał jedzenie. Nie zatrzymywał się ani na chwilę, więc nie
było okazji aby zamienić z nim nawet słowo.
Chowałam się za
drzewami, podążałam za nim krok w krok ale on nawet tego nie
zauważył.
Gdy tak szłam sobie za nim dalej trafiłam w końcu na
duży plac, na który było pełno dziwnych ludzi.
Ci młodzi ludzi
tańczyli, świetnie się bawili skacząc, ćwicząc różne kroki.
Pomyślałam, że to pewnie jakiś klub albo miejsce spotkań młodych
ludzi, stanęłam na chwilę aby popatrzeć na dziewczyny, które
tańczyły ze wstążkami.
Widok był cudowny ale mój cel nie stał
w miejscu więc poszłam za nim. Przeszłam pomiędzy tymi ludźmi
cały plac aż weszłam do środka budynku.
Zeszłam po schodach w
dół i nagle moim oczom ukazało się niesamowite miejsce. Było tam
tak samo wielu młody ludzi jak na zewnątrz, mieli plecaki więc
doszłam do wniosku że to musi być jakaś szkoła.
Mieli
instrumenty, a z głębi leciała jakaś muzyka, tam także uczniowie
ćwiczyli swoje choreografię.
Zaczęłam się rozglądać w
poszukiwaniu Tomasa, kiedy ujrzałam salę oszkloną, a w niej paru
uczniów grało na instrumentach swoją własną muzykę. To było
niesamowite!
Podeszłam dalej a w następnej sali grupka ludzi
śpiewała do mikrofonów jak profesjonalni piosenkarze. Zrobiło to
na mnie ogromne wrażenie. Wsłuchałam się w ich głosy i uśmiechem
na ustach przypomniałam sobie jak zeszłego wieczora to ja nuciłam
Angie piosenkę mamy.
No tak ale ja nie ma takiego pięknego głosu
jak oni pomyślałam sobie kiedy nagle ujrzałam Tomasa z piękną
blondynką, która pociągnęła go do jednej z sali, które
znajdowały się głębiej. Niesiona nogami udałam się za nimi ale
nagle się zatrzymałam.
- Nie ma mowy, nie mogę tego zrobić – upomniałam się głośno za swoje zachowanie.
Popatrzyłam
w ich stronę i przegrywając z ciekawością pobiegłam za nimi.
Podeszłam pod szafki ale nic nie słyszałam więc postanowiłam
podejść jeszcze bliżej.
Ciekawość dawała za wygraną nie
zastanawiałam się co będzie jak mnie przyłapią na
podsłuchiwaniu. W końcu słyszałam o czym rozmawiają i w tej oto
chwili pożałowałam, że tu za nim przyszłam. Z ich rozmowy
jednoznacznie wynikało że są parą więc ja nie miałam tutaj już
nic do szukania.
Po cichu wycofałam się spod drzwi gdyż nie miałam
ochoty patrzeć jak się całują. Zrezygnowana i zdenerwowana swoją
głupotą kierowałam się w stronę wyjścia nie zwracałam uwagi na
mijających mnie ludzi, kiedy nagle zaczepił mnie pewien starszy
mężczyzna.
Jesteście
ciekawi czego chciał ode mnie ten starszy mężczyzna? Czy to
miejsce zapadnie mi w pamięci mimo tego co tu widziałam? Czy tata
dowie się o moim ponownym zniknięciu? Tego wszystkiego dowiecie się
w następnym rozdziale moich historii, na który będziecie musieli
trochę poczekać. Następny rozdział opowie wam Angie, bo ja muszę
trochę ochłonąć. Pozdrawiam was trochę smutna i rozczarowana z
miejsca, które jest zaczarowane. Viola
Dialogi
zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z trzeciego
odcinka serialu „Violetta” sezon 1 („ Zakochanie”)











































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz