Witajcie moi drodzy to znowu ja i
kolejny rozdział z mojej historii. Tak moje życie jest zakręcone i
to bardzo ale mam nadzieje, że nie zanudzam Was aż tak bardzo.
Szybki skrót z poprzedniego rozdziału i wracamy do historii. W
poprzednim rozdziale tata zafundował mnie oraz Angie wyjście na
koncert – oczywiście nie jakiś młodzieżowy koncert ale bardzo,
bardzo nudny. Jednak zanim się na niego udałyśmy wydarzyło się
milion innych rzeczy, a mianowicie nasza Jade miała małe kłopoty w
SPA – jej to akurat mi nie żal. Wymknęłam się znowu z domu tym
razem legalnie bo poszłam z Olgą na zakupy. Oczywiście spotkałam
tam Tomasa i chciałam mu wszystko wyjaśnić ale niestety tata znowu
pokrzyżował nam plany. Musze mu powiedzieć w końcu prawdę :(
Zakończyłam ostatnio na tym jak Angie ciągle znikała z koncertu i
wracała. Nie dziwie się koncert smyczkowy był mega nudny. Ale
wróćmy do tego miejsca w mojej historii.
- Wiesz właśnie dziś są urodziny koleżanki i obiecałam jej że przyjdę później po tym koncercie – powiedziała zakłopotana Angie. Ojej, zostawiłam coś w łazience, zaraz wracam. Poczekaj – powiedziała Angie i zabierała się za wychodzenie ale ja zatrzymałam.
- Co zostawiłaś w tej łazience? - zapytałam mocno zirytowana jej ponownym wyjściem.
- Okulary Violu – powiedziała zagubiona.
- Przecież masz je na nosie – odpowiedziałam jej mocno zdenerwowana.
- A no tak masz racje – udała że nic się nie stało ale po chwili znowu zaczęła coś kombinować. Wiesz... nie, tak na prawdę to ... - zaczęła ponownie.
- Jakoś dziwnie się zachowujesz? - nie wytrzymałam i zapytałam jej wprost.
- Nie. Wiesz głupio mi Violu. Mam problemy z żołądkiem. Idę do łazienki zaraz wracam. Przepraszam. Uwaga – przeciskała się do wyjścia.
Chwilę później
koncert się skończył i na sali rozległy się gromkie brawa, ja
jednak zamiast skupić się na owacjach rozglądałam się w
poszukiwaniu Angie. Ludzie zaczęli kierować się do wyjścia jednak
ja nadal na nią czekałam.
W tym samy czasie
gdy ja siedziałam na tym nudnym koncercie, a Angie ciągle znikała
w tajemniczy sposób, Jade spotkała się ze swoim bratem aby omówić
ich aktualna sytuację.
- Co się stało? - zapytał zdziwiony jej telefonem Matias.
- Mati. Stało się coś strasznego – zaczęła opowiadać Jade. Zniszczyli mi wszystkie karty kredytowe, moje biedne córeczki – histeryzowała i szlochała jednocześnie Jade.
- Mówiłem Ci przecież, że ten kryzys to nie żarty – zaczął tłumaczyć jej Matias. To już koniec. Dosłownie przed chwilą zbankrutowała firma taty.
- No i co to oznacza – dopytywała Jade.
- Że nie mamy ani grosza.
- Nigdy więcej tego nie powtarzaj – powiedziała wystraszona Jade.
- Aj tak bij mnie ile wlezie – powiedział beznamiętnie Matias. Przestań, przestań – zawołał gdy siostra zaczęła go mocniej uderzać.
- Powiedziałeś że mogę Cię bić ile wlezie – powiedział Jade nic nie rozumiejąc.
- Ale tak się tylko mówi nie rozumiesz?
- Nie.
- Dobra ja stąd spadam. Jesteśmy zrujnowani. Teraz bardziej niż kiedykolwiek istotne jest żebyś wyszła za Germana i za jego kasę.
- Mati jeśli firma zbankrutowała to znaczy, że wszyscy pracownicy są bezrobotni?
- Możesz nam pomóc?
- Nie wiem.
- Jade wszystko nam zlicytują. Zaraz skończymy pod mostem i zjedzą nas wszy. Zobaczysz.
- Nie. Och Mati nie bój się wszy. A co z rzeczami, które mamy? Domy, samochody, statki? Ten samochód kosztuje krocie. Mam racje?
- Pani LaFontaine? - nagle usłyszeli sprzed samochodu.
- Tak. Mam na imię Jade. Kim Pan jest? - zapytała Jade wychylając się zza okna.
- Zabieramy Pani samochód – powiedział mężczyzna.
- Och nie – zajęczała Jade. To kim Pan jest i czemu zabiera mi Pan mój samochód?
- Jestem komornikiem i zabieram go za Państwa długi, a teraz proszę opuścić ten samochód – powiedział mężczyzna chowając swoją plakietkę do kieszeni. Możecie go zabrać powiedział do mężczyzn, którzy stali obok.
Gdy rodzeństwo
czekało aż załadują samochód na lawetę, musiałam opuścić już
salę koncertową gdyż służby porządkowe chciały posprzątać i
przygotować na kolejny koncert. Wyjęłam telefon z torebki i
wybrałam numer Angie. Odebrała zaraz po pierwszym sygnale.
- No gdzie Ty jesteś? Koncert już się skończył? - pytałam do telefonu żądając jednocześnie odpowiedzi i wyjaśnienia, które tłumaczyło by jej zniknięcie. Liczę na sensowne wyjaśnienie i czekam na Ciebie przed salą – powiedziałam i rozłączyłam się. Wychodząc z sali ujrzałam Tomasa z blondynką ze Studia. Oboje świetnie się bawili razem jednak postanowiłam im to przerwać.
- No proszę – powiedziałam do nich widząc jak się zbliżają ku sobie.
- Zaczekaj Olga, pozwól mi to wyjaśnić – podszedł do mnie Tomas i zaczął się tłumaczyć.
- Rzeczywiście nie masz dziewczyny, co? - zapytałam z sarkazmem w głosie. Nie patrz na mnie z taką miną. Tomas okłamałeś mnie.
- Ale pozwól mi to wyjaśnić. No bo... - zaczął Tomas jednak nie dopuściłam go do głosu.
- Co mi chcesz wyjaśniać! - zaczęłam krzyczeć. Może co ona z Tobą... - głos mi uwiązł gardle.
- Nie już nic więcej nie wyjaśniaj. Pogadaj ze swoją dziewczyną.
- O! Tom! A co to za dziewczyna nie przedstawisz mnie? - powiedziała blondynka podchodząc do nas. Robię się trochę zazdrosna.
- Oo... ona nie d... - mówił Tomas plątając się w tym co mówi.
- Jesteś ... - zaczęłam jednak brakło mi słów i odeszłam aby już więcej na nich nie patrzeć.
- Na prawdę! - wołał za mną Tomas.
Byłam
zrozpaczona i uziemiona gdyż musiałam czekać na Angie. Chciałam
zniknąć z tego miejsca w którym się znajdują. Czekałam
przed wejściem jednak zobaczyłam, że Tomas wychodzi za mną i
schowałam się za pobliskim drzewem aby mnie nie zauważył. Tak jak
myślałam wyszedł ale mnie nie znalazł i odszedł w przeciwnym
kierunku. Postanowiłam jak najszybciej uciec z tego miejsca jednak
kiedy przechodziłam na drugą stronę nie zauważyłam chłopaka na
deskorolce. Pędził prosto w moja stronę kiedy nagle poczułam jak
ktoś mnie ratuje od zderzenia.
- Uważaj! - zawołał nagle chłopak, który mnie uratował.
- Violetta no i gdzie Ty jesteś? - mówiła Angie do telefonu próbując się do mnie dodzwonić.
- Wszystko dobrze? - zapytał chłopak.
- Tak dobrze – odpowiedziałam lekko oszołomiona całą sytuacją. Dziękuje.
- No to czemu masz taką minę? - zapytał chłopak przyglądając mi się dokładnie.
- Y... wszystko w porządku – odpowiedziałam aby go uspokoić.
- Kłamać to Ty nie umiesz. Po za tym taka ładna dziewczyna nie powinna w ogóle się smucić – powiedział chłopak.
- E... nic mi nie jest na prawdę – powiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- W porządku, uważaj na siebie. Jesteś mi coś winna – powiedział a ja się do niego w końcu uśmiechnęłam. Chłopak pobiegł w stronę autobusu a ja z trochę lepszym humorem wracałam do domu. Wróćmy na chwilę do naszego ukochanego rodzeństwa i ich kłopotów.
- Nie, nie, nie, nie. A te konta w Szwajcarii też? - mówił Matias do telefonu. Dobra, nie ważne informuj mnie co się dzieje, ok? Na razie. - rozłączył się i podszedł do siostry. Jade! Jade!
- To jakiś potworny koszmar Mati – szlochała Jade. Lepiej zostaw mnie teraz samą, smutną i przygnębioną, proszę.
- Daj spokój, przestań robić obciach!
- Niech przyjedzie śmieciarka i niech mnie wywiezie na śmietnik. Nie chce być biedna – płakała Jade.
- Nie mów tego nigdy więcej. Jesteś naszą jedyną deską ratunku.
- Ja! - otrzeźwiała na chwilę. Ledwie mi się udaje skorzystać z bankomatu przy odrobinie szczęścia z pomocą dobrego człowieka, który by przechodził obok – produkowała się Jade.
- To prawda do niczego się nie nadajesz – stwierdził Matias.
- No.
- No ale jesteś... urocza... inteligentna... na swój sposób.
- Tak masz racje.
- I masz klasę, dobrze wyglądasz.
- Tylko dobrze! - oburzyła się Jade.
- Bosko! - poprawił się Matias. No to teraz musisz zrobić się jeszcze ładniejsza niż zwykle i ... Pokazać swoje czarujące oblicze i musisz wyjść za Germana i jego niezliczone miliony.
- Ok, ok. Zrobię wszystko żeby jeszcze dzisiaj mi się oświadczył – mówiła podekscytowana Jade.
- Dobrze.
- Ale przed tym. Potrzebuje trochę gotówki – powiedziała podbudowana Jade.
- E? - zapytał zdziwiony jej stwierdzeniem Matias.
- Pieniądze Mati! - wyskoczyła nagle. Przecież mamy ich mnóstwo.
- Mieliśmy ich mnóstwo.
- No ale chyba coś Ci zostało?
- No ale to co mi zostało. To...
- Mati! Muszę go zdobyć i nie dam rady tego zrobić z tak przygnębioną miną. Jestem jedynym ratunkiem dla tej smutnej, żałosnej rodziny braciszku. Jestem niczym inwestycja.
- Dobra, dobra, dobra. Trzymaj – wyciągnął banknot i podał siostrze.
- A co to ma być? - zapytała zaskoczona.
- Pieniądze – odpowiedział jej dobitnie Matias.
- Jesteś wyjątkowo skąpy! - krzyknęła i zabrała mu portfel. Okropnie! Taxi! Taxi!
Jade z portfelem
Matiasa udała się od razu do fryzjera aby odświeżyć swoją
fryzurę. W tym samym czasie w naszym domu tata rozmawiał przez
telefon z Ramallo o naszych finansach.
- Panie Germanie chciałem przypomnieć że ostatnio nadszarpnął Pan trochę domowym budżetem – powiedział Ramallo zerkając w kartki, które trzymał w ręce.
- Ale jak to? Chodzi o przyjęcie urodzinowe Violetty? - zapytał zdziwiony. Przecież wiesz, że na nią nigdy nie żałuje swoich pieniędzy. Jest dla mnie najważniejsza.
- Tak wiem ale nie o to mi chodzi. Proszę zerknąć w komputer tam wysłałem panu parę dokumentów – German zerknął w swojego laptopa.
- Widzę i wszystko jest w porządku.
- Tak? A te 50 tysięcy, które Pan podarował Pani Jade?
- Ramallo bądź spokojny. Jade odda mi te 50 tysięcy dolarów. Oczywiście że tak. Na razie – rozłączył się German kiedy do domu weszła Jade. No proszę ale ładnie wyglądasz – powiedział German do Jade, która dumnym krokiem szła w jego stronę.
- Dziękuje kochanie to strój domowy – odpowiedziała uradowana. Nie chciałbyś ze mną pójść na romantyczną kolację przy świecach... tylko Ty i ja...nad brzegiem rzeki. Tetekor powiedział mi, że otworzyli świetną restaurację z leczniczymi masażami błotnymi. Serwują tam świeżo złowione ryby.
- Zobaczymy.
- Tak na prawdę to mówię Ci o tej kolacji bo już tyle czasu jesteśmy razem i ... No nie wiem chciałabym żebyśmy spędzali razem więcej czasu. Żebyśmy zaczęli planować wspólne życie... I żebyśmy razem patrzyli w przyszłość.
- Ogólnie chodzi o to że powinniśmy spędzać więcej czasu razem. Wybacz ale powrót do kraju był trochę skomplikowany. No i adaptacja Violetty.
- Tak ale wiesz, Viola potrzebuje bliskiej przyjaciółki. Potrzebuje kogoś kto by nią pokierował. Nauczył by ją jak się malować. Kto by ją wprowadził w najnowsze trendy żeby ją traktowali jak prawdziwą księżniczkę. A Ty potrzebujesz kogoś kto... No nie wiem... kto by był przy Tobie już na zawsze – gdy Jade chciała urobić tatę na swoją stronę, nagle wpadłyśmy z Angie do domu jak huragan.
- Violu! - wołała za mną Angie.
- Córeczko co się stało? - zapytał od razu zaniepokojony tata.
- Co Ty jej zrobiłaś? - zapytała zirytowana Jade. Violu!
- Nic takiego – odpowiedziałam im od niechcenia i uciekłam do swojego pokoju.
- Nie wiem co się dzieje. Nie chce ze mną rozmawiać. Zostawiłam ją na chwile na koncercie a jak wróciłam... - tłumaczyła się Angie.
- Zostawiłaś ją samą? - zapytała oburzona Jade.
- Poszłam do łazienki – odpowiedziała Angie w swojej obronie.
- Oj proszę pójdę do niej – wyrwała się nagle Jade.
- Nie może lepiej ja – odezwała się ponownie Angie.
- Nie, ja pójdę – powiedział stanowczo German.
Nagle zaczął w
torebce dzwonić telefon Angie.
- Halo? - zapytała nie pewnie do słuchawki Angie. Nie, nie, nie Maxi. Nie, nie mogę. Nie mogę teraz przyjść. Jestem bardzo zajęta. Skąd masz mój numer ja Ci go nigdy nie dawałam? Co? Dobrze. No już, już. Już idę. Za chwilę tam będę. To na razie – powiedziała do telefonu. Y... Panno Jade mam coś na prawdę pilnego i muszę już iść. Za sekundę wrócę. Dziękuje.
- Masz tyle sekundek ile tylko chcesz – powiedziała pod nosem zadowolona Jade, w tym samym czasie tata podążył za mną do mojego pokoju.
- Powiesz co wydarzyło się na koncercie? - zapytał zamykając za sobą drzwi. Co się stało z Angie? Dlaczego zostawiła Cię samą? Wystraszyłaś się? A może się zgubiłaś? - zadawał bez końca kolejne pytania.
- Nic się nie stało tato – odpowiedziałam mu w końcu w miarę normalnym tonem.
- No to o co chodzi? - zapytał lekko zdezorientowany.
- Jak Ci powiem będzie jeszcze gorzej!
- Dlaczego? Co się stało? Powiedz mi – nalegał tata.
- Nic się nie stało! Zresztą i tak tego nie zrozumiesz!
- Daj mi szanse.
- Nie przestań, nic się nie stało.
- Violetto coś na pewno się stało skoro się tak zachowujesz. Jeśli to nic takiego to możesz mi powiedzieć.
- Tylko się zdenerwujesz.
- Nie rozmawiaj tak ze mną bo...
- Bo co? Zamkniesz mnie w areszcie bo jest mi źle i chce być sama we własnym pokoju?
- Kiedyś wszystko mi mówiłaś?
- Tak ale kiedyś ... byłam małą dziewczynką – zdenerwowana opuściłam swój pokój aby już więcej nie rozmawiać z tatą. Gdy zamknęłam za sobą drzwi poczułam dziwne uczucie które mówiło mi że chyba powinnam mu odpuścić ponieważ to nie jego wina że Tomas mnie tak potraktował. Jednak nie mogłam i poszłam do kuchni po coś do picia. Tata opuścił mu pokój i zamknął się w swoim gabinecie, a ja w spokoju wróciłam do siebie. Do kuchni wszedł Ramallo, który właśnie rozmawiał z Matiasem przez telefon.
- Tak Matias wiem 50 tysięcy dolarów dla Ciebie i Twojej rodziny to raptem nie wielka sumka ale moja praca polega na porządkowaniu rachunków Pana Germana czy to jest jasne? No cóż dziękuje, żegnam Cie. Do widzenia – powiedział rozłączając się. Ale mnie denerwuje to przeklęte rodzeństwo – mówił Ramallo zerkając do lodówki. Zaraz co my tu mamy. Co by...
- Przepraszam – nagle ktoś zawołał wchodząc do kuchni.
Jesteście
ciekawi kto wszedł do kuchni i przeszkodził Ramallo w grzebaniu w
lodówce? Co wydarzy się w kolejnym rozdziale mojej historii? Tego
dowiecie się już nie długo. A teraz przepraszam że takie krótkie
zakończenie ale nie mam humoru do dalszego pisania. Pozdrawiam Was
wszystkich Viola.
Dialogi
zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z czwartego i
piątego odcinka serialu „Violetta” ( „Rozczarowanie” ,
„Podejrzenie”)











Wrócę w weekend.
OdpowiedzUsuń