środa, 21 czerwca 2017

Rozdział XXVII Początek roku - początek konfliktów

No hejka Wam wszystkim tu znowu ja Camila, dla przyjaciół Cami, że niby taki skrót. Chyba nie tęskniliście za mną aż tak bardzo bo już jestem z Wami z powrotem. Dużo się ostatnio działo ale teraz obiecuje, że nie będzie nudno. Z resztą ze mną nigdy nie jest! No to szybki skrót i wracamy do historii. Poznaliście moją paczkę przyjaciół : Maxiego – śmiesznego nie wielkiego rapera oraz Francesce moją najlepszą przyjaciółkę. Opowiedziałam Wam także o podziale jaki panuje w naszym „Studiu 21” no mam na myśli naszą kochaną „elitkę” bogaczy i zarozumialców. Mieliśmy kilka starć z nimi oczywiście ale zawsze ktoś je potrafił załagodzić, jak tak dalej pójdzie to się żywcem zjemy. Taki żarcik może nie będzie aż tak źle. Mieliśmy zajęcia z tańca z naszym najbardziej wymagającym nauczycielem – Gregorio oraz zajęcia ze śpiewu z Angie. Ale może już dość tego co było wróćmy do tego co się dzieje. Stanęło na tym, że kolega popchnął mnie na laptopa Maxiego, a ja miałam sok w ręce. Zobaczcie jak zakończyła się ta sytuacja.

  • A nie zrobiliście back up'u - podszedł do nas nasz przyjaciel i powiedział pytającym tonem.
  • Nie, miałem wcześniej ale mój młodszy brat musiał zainstalować grę, rozumiesz – odpowiedział mu zdenerwowany Maxi.

Całej sytuacji zaczęła przyglądać się blondynka, która stała w wejściu do sali. Jednak gdy okazało się że nic się nie stało straciła zainteresowanie całą sprawą. I wpadła „nie chcący” na dostawcę, który wychodził z sali. Zaczęła z nim rozmowę jednak on nie miał ochoty z nią gadać. Na to wszystko do sali wszedł jej chłopak razem ze swoim kumplem. Jak się okazało miał już okazję podokuczać dostawcy dużo wcześniej. Cała sytuacja wymknęła się nagle spod kontroli i chłopak blondynki rzucił się na dostawcę. My jako obserwatorzy całego zdarzenia nie wtrącaliśmy się w ich sprawy. Nagle do sali wpadła Francesca i uratowała dostawcę przed bójką z chłopakiem blondynki. Wyszła razem z nim ze „Studia” a w wielkiej sali nadal panowało poruszenie sytuacją, która przed chwilą miała miejsce.

  • Zaczepiał Cię? - zapytał zdenerwowany chłopak blondynkę, która stała udając nie winną.
  • Raczej było odwrotnie – wtrąciłam się do rozmowy gdyż nie wytrzymałam już tego napięcia.
  • Ci Camila, siedź cicho – upomniał mnie Maxi.
  • To prawda co powiedziała? - zapytał chłopak ponownie.
  • Nie – odpowiedziała blondynka udając obrażoną jego pytaniami. Po chwili obróciła się i wyszła z sali.
Jej chłopak wymienił swoje spojrzenia razem z kolegą, a potem zerknął na nas. Chciał o coś jeszcze zapytać ale także wyszedł z sali. Poszedł za swoją dziewczyną, gdyż ta sprawa nie dawała mu spokoju. Znalazł ją w sali muzycznej, w której miały odbyć się nasze następne zajęcia. Chłopak odstawił gitarę na miejsce i podszedł do swojej dziewczyny.

  • Powiedz mi prawdę. Czy to Ty zaczepiałaś dostawcę? - zapytał ją będąc w sali sam na sam.
  • Zadziwiasz mnie Leon – odpowiedziała zdziwiona jego pytaniem. Wiesz przecież, że to my jesteśmy wzorem dla tej hołoty – dodała nieco poważniej.
  • To dlaczego tak na niego patrzyłaś? - chłopak nie dawał za wygraną i pytał dalej.
  • Ja? - zapytała zdziwiona. Ja patrzyłam na niego – dodała po chwili.
  • Tak.

  • Że niby co? - zapytała i odwróciła się by zdjąć swoje białe futerko. Eea... ponieważ – zaczęła się tłumaczyć. Postaw się na miejscu tego chłopaka. Wchodzi taki i widzi kogoś takiego jak ja – wskazała gestem rąk na siebie. To musi być trudne. Chciałeś bym go źle potraktowała, tego chciałeś? - zapytała ze smutną miną ale nie czekała na jego odpowiedź. Leon, wiesz, że moje serce należy wyłącznie do Ciebie.
  • Powiem Ci tylko jedno, ok? - powiedział bez wzruszenia jej chłopak. Zastanów się co pomyśli ta „hołota” jak sama mówisz na to, że chodzisz z dostawcą. Przemyśl to – powiedział chłopak i skierował się do wyjścia.
  • Hm... Ale... Nie mów od rzeczy – zatrzymała go swoimi słowami blondynka. To nie możliwe... Przecież nic mnie z nim nie łączy ok? - dała do zrozumienia swojemu chłopakowi kiedy nagle do sali wpadł nauczyciel gry na instrumentach – Beto.
Za nim do sali weszła reszta uczniów i zaczęły się nasze zajęcia z gry na instrumentach. Nasza paczka odpuściła sobie te zajęcia gdyż nie mieliśmy ochoty na kolejne starcie z „elitką”. Na nasze szczęście nic nie straciliśmy, ponieważ nasz nauczyciel często zapominał jakie zajęcia się już odbyły i kto z uczniów na nich był. Beto jak zwykliśmy na niego wszyscy mówić był najbardziej nie ogarniętym nauczycielem w szkole ale i tak wszyscy bardzo go lubiliśmy. Gdy „elitka” męczyła się na zajęcia my w tym czasie kończyliśmy pracę nad muzyką dla Pabla.

  • Mam nadzieje, że wszystko się zapisało tak jak trzeba – powiedział Maxi nie odrywając wzroku od monitora.
  • Ja też bo kosztowało nas to wiele pracy – dodałam swoje trzy grosze. Nie chce nawet myśleć co by było gdybym niechcący wylała sok na niego – dodałam po chwili.
  • Nawet tak nie mów wolę nie wiedzieć co by było – powiedział z przerażeniem Maxi.
  • Nie powinniśmy być teraz na zajęciach? - zapytałam głośno naszą ekipę.
  • Chyba tak ale Beto nawet tego nie zauważy, z resztą pracujemy nad muzyką więc tak jakbyśmy na nich byli – dodał pospiesznie chłopak.
  • A no chyba, że tak – dodałam wzruszając ramionami.
  • Skończyłem! - krzyknął z radości chłopak. Pokaże Ci po zajęciach więc chodźmy jednak na nie – powiedział Maxi i zamknął laptopa.
  • No to chodź – powtórzyłam za nim i wyszliśmy z wielkiej sali.
Udaliśmy się na zajęcia z gry na instrumentach, jak się okazało Beto nawet nie zauważył, że nie byliśmy na nich od początku. Zleciały nam więc bardzo szybko i nawet dość zabawnie. Rozbawieni wyszliśmy z sali i w przerwie przed następnymi zajęciami wróciliśmy do projektu, który zamierzaliśmy pokazać Pablo na zajęciach. W tym czasie reszta uczniów się rozeszła, Francesca pobiegła do baru aby wspomóc na chwilę brata, chłopaki z „elity” też gdzieś wyszli, koleżanka blondynki pobiegła do toalety, a ona sama poszła do swojej szafki. Zrobiło się nieco spokojnie, ale czy aby nie za spokojnie.

W wielkiej sali usiedliśmy razem z Maxim na poprzednim miejscu i rozłożyliśmy laptopa.
  • No dobra pokaż, zaraz przyjdzie Pablo – powiedziałam ze zniecierpliwieniem.
  • Dobrze, najpierw posłuchaj mojego nowego podkładu, potem dograsz mi wokal – odpowiedział Maxi i odpalił program.
  • Jasne – odpowiedziałam.
  • Jakoś po lekcjach – dodał szybko i włączył muzykę.
Daliśmy się porwać jej dźwiękom i poruszaliśmy się razem z nią. Maxi wstał z krzesła i zaczął kręcić piruety z radości.
  • Jest super! Ekstra! - krzyknęłam do niego. Nagle do sali weszła blondynka.
  • Przepraszam! - krzyknęła wpadając do środka. Ojej mieliście tu nagrywać przerwałam Wam? - zapytała z udawaną troską w głosie.
  • Tak – odpowiedział jej Maxi i wyłączył podkład.
  • O ... jaka szkoda, ale wiecie to jest wspólna przestrzeń. Nie macie nic do roboty? - zapytała bezczelnie.
  • Ludmiła! - krzyknęłam do niej poprawiając sobie okulary. Leon Cię trochę przycisnął w związku z tym dostawcą, co? - zapytałam udając przejętą całą sytuacją. Jak mi przykro – dodałam nie czekając na jej odpowiedź.
  • Lepiej ze mną nie zadzieraj, jasne – odegrała się blondynka.
  • Luz, miłość i pokój – dodałam spokojniej. Po za tym to nie moja wina, że jesteś jego dziewczyną i oglądasz się za innymi chłopakami – powiedziałam nie mogąc się powstrzymać aby jej nie dopiec.

  • Ale to Twoja wina, że masz za długi język – odgryzła się ponownie. Dopiero co się czesałam ale zrobiłabym z Tobą jak z tym soczkiem – blondynka nacisnęła kartonik, który miała w ręce a cała jego zawartość wyleciała na laptopa Maxiego.
  • Nie! Co robisz! Nasze materiały! - krzyczał Maxi i patrzył jak wszystko znika.
  • Ojej, sory – powiedziała blondynka. Przysięgam, że to nie chcący – mówiła dalej udając skruszoną. A to dopiero początek – zakończył z groźbą na ustach.
  • Nadal myślisz o miłości i pokoju? - zapytał mnie Maxi.
  • Nie! - krzyknęłam patrząc na nią.
  • Moja praca! - krzyczał Maxi stukając w laptopa aż w końcu go zamknął i zaczął reanimacje. Uch... uch.. - stękał nad nim.

  • Co robisz? - zapytałam trochę zdziwiona reakcją przyjaciela na co on zawołał.
  • Ratuje ją!
  • Aha – odpowiedziałam i położyłam się na jego plecach aby być bliżej blondynki. Jesteś zwykłą świnią! - zawołałam do niej i nagle Maxi się podniósł a ja zjechałam z jego pleców. Stanął po między nami aby nas rozdzielić.
  • Przestań Camila! - krzyknął aby uniknąć bójki pomiędzy nami dwiema.
  • A hasła o miłości i pokoju? - zapytała nie wzruszona blondynka.
  • Zaraz Cię odeśle do Boliwii i już nigdy w życiu stamtąd nie wrócisz! - krzyczałam odgrażając się jej kiedy nagle do wielkiej sali wpadł Gregorio.
Oczywiście rozgromił całą sytuację udając, że nic się nie stało. Że awanturujemy się o byle sprawę, wybielił biedną blondynkę, która nagle okazała się być tą poszkodowaną przez nas. Maxi nie wytrzymał całej tej sytuacji, zabrał swój sprzęt i wyszedł a ja wściekła oczywiście zaraz za nim.

Załamany Maxi nie mając co pokazać na zajęcia Pablo ruszył do domu. Tak pędził, że nie mogłam go dogonić ale w końcu mi się to udało.
  • Ej poczekaj na mnie! Gdzie tak pędzisz? - zapytałam przyjaciela gdy udało mi się go dogonić.
  • Do domu bo na dzisiejszych zajęciach i tak nie mam już czego szukać – odpowiedział zrezygnowany.
  • To ja też idę do domu, z resztą Pablo zrozumie – powiedziałam do niego i go objęłam ramieniem aby się rozchmurzył.
  • Wiem, że zrozumie ale cała moja, no dobra nasza praca poszła na marne – powiedział zatrzymując się na środku chodnika.
  • Kurcze gdyby nie Gregorio to bym dała popalić tej wstrętnej żmii – powiedziałam zaciskając pięści ze złości.
  • Nie ma co z nią zadzierać bo będzie jeszcze gorzej – odpowiedział i ruszyliśmy w stronę domu.
  • Może i masz racje, sama kiedyś wpadnie w swoje sidła. A może pójdziemy do mnie i spróbujemy jakoś odzyskać ten plik? - zaproponowała z lekką nutą entuzjazmu w głosie.
  • To jest nie możliwe nie zrobiłem kopi zapasowej – odpowiedział zrezygnowany.
  • Czekaj! - krzyknęłam nagle zatrzymując się przed nim. Pamiętasz Braco coś wspominał o tych plikach zapasowy i takich tam różnych rzeczach – powiedziałam z uśmiechem.
  • No i co dalej?
  • A to że może skoro się na tym zna to uda mu się odzyskać nasz plik! - krzyknęłam aby uwierzył bardziej w mój pomysł.
  • Może ... - powiedział niepewnie. Dzisiaj już nie mam na to siły, muszę odpocząć i to przemyśleć.
  • Ok. Jutro z nim pogadamy i zobaczymy co nam powie – powiedziałam radośnie i klasnęłam w dłonie.
  • No to do jutra – pożegnał się ze mną Maxi i wszedł do domu.
  • Do jutra – odpowiedziałam mu z uśmiechem i skierowałam się w stronę mojego domu.
Szłam sobie powoli i myślałam jakby się tu odwdzięczyć tej blond małpie za tej jej okropności wobec naszej grupy. Nie chciałam jej tego odpuszczać bo skrzywdziła mojego przyjaciela, który bardzo to przeżył. Weszłam do domu, rzuciłam torbę w kąt i udałam się do kuchni.
  • Wróciłam ze szkoły! Co na obiad!? - zawołałam do mamy, która akurat rozwieszała pranie.
  • Cześć kochanie – powiedziała wchodząc do kuchni z pustą miską. Gulasz z plackami ziemniaczanymi, bardzo jesteś głodna? - zapytała podchodząc do mnie.
  • Jak wilk, miałam ciężki dzień w szkole – powiedziałam rozbudzając ciekawość mamy.
  • Tak a co się stało? - zapytała z troską w głosie.
  • Ludmiła zniszczyła naszą pracę, którą mieliśmy na zajęcia do Pabla. Ale oczywiście się jej upiekło bo Gregorio zbagatelizował sprawę. Zresztą jak zawsze ona jest jego pupilką – powiedziałam do mamy, nalewając sobie wody do szklanki.
  • Oj kochanie tak to już niestety bywa, że jedni uważają się za lepszych od nas a inni ich w tym utwierdzają – powiedziała mama i zabrała się za obiad.
  • Wiem mamo – odpowiedziałam i udałam się do swojego pokoju. Weszłam do środka i opadłam na łóżko. Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon i zerknęłam na wyświetlacz. Francesca – powiedziałam do siebie i odebrałam. No słucham Cię kochana?
  • Nie będzie mnie na zajęciach u Pabla bo mamy dużo roboty w barze – mówiła włoszka, a w tle słyszałam jak obsługuje klientów.
  • Spoko nas też na nich nie ma – odpowiedziałam jej do telefonu.
  • Ale jak to a prezentacja, którą mieliśmy mu pokazać? - zapytała zdziwiona Francesca.
  • Prezentacja niestety została zniszczona przez... - zaczęłam jej opowiadać kiedy nagle mi przerwała.
  • Pogadamy później albo jutro w szkole teraz muszę kończyć mam dużo roboty – powiedziała mocno zdyszana.
  • Ok. To do jutra – powiedziałam do telefonu.
  • No pa – rzuciła włoszka i się rozłączyła. 
Oczywiście reszta dnia minęła mi tak szybko, że nawet się nie zorientowałam kiedy wylądowałam w łóżku. Oczywiście Francesca nie zadzwoniła ale wybaczam jej to ponieważ pewnie padła zmordowana do łóżka i już słodko śpi. Jutro nadrobimy wszystkie ploteczki przed zajęciami oczywiście. Nastawiłam budzik i otulona kołdrą zasnęłam.
Rano obudzona budzikiem wstałam z grymasem na twarzy. Usiadłam na łóżku i pomyślałam o moim wczorajszym stylu, który nie był trafiony. Nie pasował do mnie kompletnie gdyż okropna blondyna wyprowadziła mnie z równowagi. Dzisiaj postanowiłam wypróbować nieco ostrzejszy styl. Otworzyłam więc szafę i wygrzebałam jakieś mroczne ciuszki. Pobiegłam z nimi do łazienki i zaczęłam się szykować. Gdy byłam gotowa stanęłam przed lustrem – no Camila w wersji punkowej dziewczyny.
  • No to teraz im miny zrzedną jak mnie zobaczą – powiedziałam do lustra i z torbą ruszyłam na dół.
Oczywiście mamy już nie zastałam ale śniadanie zapakowane leżało na blacie w kuchni. Spakowałam je do torby i ruszyłam do szkoły. Po drodze spotkałam Francescę, która nie zwracając na mój wygląd od razu zaczęła mnie przepraszać za wczoraj.
  • Przepraszam, że nie zadzwoniłam ale późno wróciłam do domu i byłam tak zmęczona, że marzyłam o gorącej kąpieli i łóżku – tłumaczyła się zawzięcie włoszka.
  • Spoko, wrzuć na luz, przecież nic się nie stało – odpowiedziałam radośnie.
  • Więc teraz opowiedz mi jak to było z tą pracą. Dlaczego nie pokazaliście jej Pablo? - dopytywała się.
  • To od początku. Siedzieliśmy z Maxim w wielkiej sali i słuchaliśmy naszego dzieła, kiedy nagle do środka weszła Ludmiła. Zaczęła się czepiać, że przeszkadzamy innym. - mówiłam z ogromny przejęciem.
  • No i co dalej?
  • Wkurzyła mnie i zaczęła się wymiana zdań. Oczywiście dogryzłam jej z dostawcą, a ona się tak wkurzyła że rozlała sok na laptopa Maxiego i cała nasza praca poszła na marne.
  • No coś Ty – mówiła z niedowierzaniem Francesca. I co było dalej? - zapytała ponownie.
  • Dalej to przyszedł Gregorio i stwierdził, że nic się nie stało – powiedziałam zażenowana tą sytuacją.
  • Na prawdę? Znowu się jej upiekło. Temu pupilkowi Gregoria – powiedziała ze złością w głosie Francesca.
Całą drogę byłyśmy tak zagadane, że nawet nie zauważyłyśmy kiedy dotarłyśmy do szkoły. Weszłyśmy do środka i udałyśmy się do naszych szafek aby odłożyć zbędne rzeczy. Potem poszłyśmy szuka chłopaków, którzy powinni już być na miejscu.


No i tak zakończył się ten rozdział. Mam nadzieje, że nie jesteście zawiedzeni ani rozczarowani moim opowiadaniem. Pełno emocji jeszcze przed nami zresztą sami się przekonacie na co nas wszystkich stać. Jednak co się wydarzy w następnym rozdziale opowiadanym przez uczniów „Studia 21” musicie domyśleć się sami. Opowie je ktoś inny ale nie teraz. Ja jeszcze wrócę i znowu Was trochę pomęczę swoimi problemami. Następny rozdział opowie Wam główna bohaterka. Więc do następnego razu. Całuski Camila.


Dialogi zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z pierwszego i drugiego odcinka serialu „Violetta” sezon 1 („Powrót do domu”, „Sekret”)

2 komentarze:

  1. Cudowny przepraszam za taki krótki komentarz, ale się spieszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. wow, dawno mnie tutaj nie było!
    No i świetny rozdział! ♥
    /ja

    OdpowiedzUsuń