Cześć wszystkim! Jestem Camila Torres
i mieszkam w Buenos Aires razem ze swoją rodziną. Jestem zabawną,
wesołą i bardzo wygadaną osobą. Mam w sobie silne poczucie
sprawiedliwości, dzięki czemu zawsze walczę o swoje przekonania.
Cenię sobie przyjaciół i rodzinę, jestem gotowa zrobić dla nich
wszystko o co mnie tylko poproszą a nawet i więcej. Ostatnio mam
jednak mały problem z odnalezieniem siebie. Próbuje wypracować
sobie swój własny styl ale jak na razie kiepsko mi to wychodzi.
Zaczęłam od stylu hipisowskiego,nie tylko ubieram się na ich wzór
ale także utożsamiam się z ich filozofią życia. Próbuje kochać
wszystkich ludzi, szanować przyrodę i nie stosować przemocy wobec
nikogo i niczego. Jak na razie świetnie mi to wychodzi jednak nie
wiem jak to długo potrwa bo czuje, że to nie jestem w pełni ja.
Może kiedyś uda mi się odnaleźć siebie. Ale dość o mnie czas
opowiedzieć Wam trochę o tym co robię w życiu i z kim je spędzam.
W tym roku zapisałam się do „Studia 21” gdyż jak każda młoda
osoba marzę o tym aby zostać piosenkarką. Mam swoją paczkę
przyjaciół, z którymi udało mi się nawiązać świetny kontakt
już na początku roku szkolnego. Ale zapewne jak już dobrze wiecie
jak to w każdej szkole bywa są też tacy, którzy uważają się za
lepszych od reszty i dają nam wszystkim o sobie znać. Dobrze
rozgadałam się trochę a tu trzeba pędzić do szkoły na zajęcia.
W Studiu opowiem Wam więcej zapraszam na historie z życia uczniów.
Ubrałam się na styl „Hipie”
popatrzyłam na siebie w lustro i uznałam, że całkiem nieźle to
wygląda. Wzięłam swoją torbę, wpakowałam śniadanie, które
zostawiła mi mama i poszłam do szkoły. Weszłam do budynku, w
którym znajdowało się „Studio 21” i od razu zauważyłam
jednego ze swoich przyjaciół.
- Maxi! - zawołałam do niego na powitanie.
- Hej Cami – przywitał się ze mną i zapytał jak zwykle. Co tam?
- Dobrze.
- Co to ma być? - zapytał ponownie patrząc na mnie z góry na dół.
- Hipis! - zawołałam radośnie.
- Dlaczego Hipis jeszcze wczoraj byłaś popową laską – odpowiedział lekko zdziwiony moją zmianą kiedy oboje zmierzaliśmy w stronę szafek szkolnych.
- Oj Maxi, wczoraj byłam pop, dzisiaj jestem hipi, a jutro... - zaczęłam udawać, że się zastanawiam. Sama nie wiem. Jestem na takim etapie życia kiedy eksperymentuje, próbuje, szukam siebie – zaczęłam mu tłumaczyć dokładniej to co dzieje się w moim życiu, a w między czasie schowałam swoją torbę do szafki. Wiesz co myślę, że powinieneś zrobić to samo – zaproponowałam Maxiemu.
- Nie wiem czy mam ochotę codziennie zmieniać sobie osobowość Camila – odpowiedział mi chłopak wyjmując swojego laptopa z szafki.
Tu powinnam
zatrzymać na chwilę historię i przedstawić Wam swojego
przyjaciela.
No więc Maximiliano Ponte nazywany przez nas
wszystkich Maxi jest najlepszym tancerzem w naszej szkole. Niezbyt
wysoki chłopak, który uwielbia czapki z daszkiem. Jego styl jest
raczej hip-hopowy albo jak wolicie ubiera się na rapera. To bardzo
zabawny i utalentowany, a także jeden z moich ambitniejszych
przyjaciół. Już może wystarczy o nim wróćmy więc do historii.- Cóż... miłość i pokój wszystkim – powiedziałam do niego zamykając na kłódkę swoją szafkę.
- Wszyscy z drogi! Chcemy przejść – zawołała ciemno włosa dziewczyna wskazując ręką drogę, którą zamierzają iść.
- Ludzie bez mózgu, talentu i bez stylu, wynocha – dodała jej koleżanka, blondynka, która szła razem ze swoim chłopakiem.
- Kochanie to, że my to wiemy nie oznacza, że musisz to wygłaszać przy wszystkich – powiedział do niej jej chłopak.
- Leon, nie ma nic gorszego niż ludzie, którzy próbują stać się kimś kim nigdy nie będą – odpowiedziała mu pewna siebie blondynka.
- Skoro o tym mowa, za kogo przebrała się Camila? - zapytał ich kolega wskazując w moją stronę, a pozostali zlustrowali mnie z góry na dół.
- Hę no proszę, czyżby dziewczyna cofnęła się w czasie – dodała koleżanka blondynki.
- Nie, po prostu jest zacofana jeśli chodzi o styl – dodała blondynka.
- To po mnie spływa – zaczęłam przemowę w ich stronę ale pomógł mi ją dokończyć Maxi.
Nie wdawaliśmy
się z nimi zbytnio w dyskusję bo właśnie zaczynały się nasze
pierwsze zajęcia. Wszyscy poszliśmy po ubrania do tańca i
pobiegliśmy do szatni aby się przebrać. Gotowi weszliśmy do sali,
w której odbywały się nasze zajęcia. Prowadził je jeden z
najlepszych tancerzy ale zarazem jeden z najstraszniejszych
nauczycieli. Gregorio wymagał od nas dużo więcej niż jakikolwiek
inny nauczyciel. Był perfekcjonistą i uważał, że żadne z nas
nie dorasta mu do pięt. Zajęcia zaczęliśmy od rozgrzewki a
później była już ciężka harówka nad jego choreografią. Jak na
pierwsze zajęcia uważam, że daliśmy z siebie wszystko jednak jak
to na Gregoria przystało on znalazł jakieś błędy. Zakończył
zajęcia swoją przemową motywująco dołującą ale to całkiem w
jego stylu. Udaliśmy się pod prysznice, a później mieliśmy
godzinną przerwę przed następnymi zajęciami. Moja przyjaciółka
pobiegła do baru aby pomóc swojemu bratu, a ja z Maxi udaliśmy się
do parku aby odpocząć i skorzystać trochę ze słońca. Ja
oczywiście łapałam promienie słoneczne leżąc na ławce, a on
wpatrzony w swojego laptopa ciągle coś w nim stukał.
- Co Ty tam tak ciągle dłubiesz w tym laptopie? - zapytałam go z ciekawości.
- Camila nie przeszkadzaj jak skończę to Ci pokaże – odpowiedział zbywając mnie ruchem ręki.
- Oj no zdradź mi nad czym tak ciężko pracujesz, no proszę - nie dawałam ciągle za wygraną.
- Dowiesz się później – znowu mnie zbył.
- Ok to poczekam, w końcu w mojej filozofii życia liczy się miłość i spokój – powiedziałam do siebie i dalej łapałam promienie słońca.
Nawet się nie
spostrzegliśmy jak dołączyła do nas nasza przyjaciółka
Francesca, która zmierzała już na kolejne zajęcia.
- Hej a Wy się nie zbieracie na lekcje śpiewu! - zawołała do nas z daleka machając ręką.
- O Maxi, nasza perfekcyjna Francesca idzie do nas aby przerwać nam leniuchowanie – zażartowałam na widok przyjaciółki.
- Yhm ... - zamruczał zza laptopa Maxi.
Tutaj pojawia się
kolejna postać z naszej paczki, moja najlepsza przyjaciółka
Francesca Cauviglia. Jest bardzo bystrą, koleżeńską osobą, a
także perfekcjonistką. Przyjechała do Buenos Aires aż z Włoch,
żeby uczyć się w naszej szkole. Spotkałam ja na początku roku
stała z boku, z uśmiechem na ustach czekała na kogoś kto ją
odpowiednio przywita. Tak się złożyło, że wpadłam na nią
wchodząc do szkoły lekko spóźniona i od tego czasu jesteśmy
najlepszymi przyjaciółkami. Pokazałam jej nasze miasto, udało nam
się znaleźć wspólny język i stawiamy razem czoło naszej
ulubionej „elitce”, która panoszy się w szkole. Dobra ale dość
o naszej przyjaźni bo mogę się założyć, że jeszcze nie raz się
o niej nasłuchacie. Wracamy do historii.
- Nie zbieracie się? - zapytała Francesca stając przede mną zasłaniając mi słońce.
- Już idziemy, prawda Maxi – powiedziałam do chłopaka, który nadal patrzył w laptopa jak zaczarowany.
- Idźcie już dogonię Was – odpowiedział.
- No dobrze – powiedziałam do niego i razem z Francescą udałyśmy się do szkoły.
Podeszłyśmy do
szafek i zabrałyśmy swoje rzeczy potrzebne nam do zajęć.
Rozglądałyśmy się za naszym Maxim ale go nadal nie było.
Zmierzałyśmy do sali od śpiewu, w której czekała już „elita”
gotowa na zajęcia.
- Muszę iść do toalety – powiedziała Francesca stojąc w drzwiach od sali.
- Iść z Tobą? - zapytałam przyjaciółkę.
- Nie trzeba poczekaj na Maxiego ja zaraz wrócę – odpowiedziała i poszła w stronę łazienek.
Weszłam do
środka i odłożyłam swoją torbę na wolne miejsce kiedy do sali
wpadł Maxi ze swoim laptopem.
- Cami posłuchaj jaki podkład przygotowałem póki nie ma Angie – powiedział chłopak okładając laptopa na stoliku. W drzwiach stała już Francesca, która wróciła z toalety.
- Dobrze – odpowiedziałam i udałam się za nim.
- Fran chodź! - zawołał do niej. Posłuchajcie – powiedział i odpalił laptopa.
Nagle zaczęła
grać muzyka i wszyscy w sali zwrócili na nią uwagę. Ja razem z
Francescą dałyśmy się porwać melodii nagle jeden z chłopaków z
„elity” podniósł głowę zza nut i zawołał.
- Maxi! - wołał wychylając się zza keyboardu. Nawet mój pies ma lepszy słuch od Ciebie – powiedział do naszego przyjaciela a cała reszta zaczęła się śmiać.
Nie czekając na
naszą reakcję chłopak zaczął grać na keyboardzie melodię
jednej z piosenek, nad którymi pracowaliśmy z Angie. Jego
dziewczyna obeszła instrument dookoła, posłała nam wyzywające
spojrzenie i zaczęła śpiewać stając u boku swojego chłopaka.
- Quien le pone limite al deseo oh – zdjęła swoje futerko, podała koledze i śpiewała dalej.
- Cuando se quiere triunfar – śpiewała stojąc przy swoim chłopaku.
- No importa nada, lo quiero,oh
- Es cantar y bailar
Nagle nie
wytrzymałam i podeszłam do mikrofonu, który stał na środku i
odpowiedziałam jej tym samym.
- Algo suena en mi
- Algo suena en vos, oo
- Es tan distinto y fantastico
- Suena distinto
- Baila tu corazon
- Mueve tu cuerpo, muevelo – śpiewałam dość gwałtownie gestykulując co wprawiło blondynkę w oburzenie. Podeszła do mnie i odwróciła mikrofon w swoją stronę. Jej chłopak znowu zaczął grać, a ona śpiewać.
- La diferencia esta aqui dentro
- En mi circuito mental
- Soy una estrella destinada a brillar
- O, o, o
- Somos el exito – śpiewała blondynka, a ja obeszłam ją dookoła aby ją rozproszyć.
- O, o, o
- Somos magneticos – śpiewała dalej nie reagując na moje zaczepki.
- O, o, o
- Somos lo maximo
- Como sea, donde sea – śpiewała swoją kwestię kiedy wkroczyłam do akcji i odebrałam jej mikrofon jednak ona nie przestawała śpiewać.
- Quien le pone limite al deseo oh – śpiewała równocześnie ze mną.
- Algo suena en mi
- Algo suena en vos
- Cuando se quiere triunfar
- Es tan distinto y fantastico
- No importa nada, lo quiero oh – śpiewała blondynka odsuwając się od mikrofonu.
- Suena distinto
- Baila tu corazon – ja zrobiłam to samo co ona.
- Es cantar y bailar – blondynka znów wróciła do mikrofonu.
- Mueve tu cuerpo, muevelo – zrobiłam ten sam ruch.
- La diferencia esta aqui dentro – zaczęłyśmy chodzić dookoła mikrofonu, a inni uczniowie ruszali się w rytm melodii.
- O o o o e e e o
- En mi circuito mental
- O o o e e e o
- Soy una estrella destinada a brillar
- O o o e e e o
- O o o somos el exito
- O o o e e e o
- Somos magneticos
- O o o e e e o
- Somos la maximo – zakończyła blondynka, a wszyscy staliśmy twarzą w twarz.
Nagle
do sali weszła nasza nauczycielka i z hukiem zamknęła drzwi.
Przywitała nas jak zwykle miłymi słowami i zaczęła swoje zajęcia
od ćwiczeń na rozgrzanie aparatu mowy. Nie mieliśmy pojęcia czy
słyszała to co się działo wcześniej w sali ale rozbiegliśmy się
po sali i stanęliśmy twarzą do Angie.
- Ale mamy dzisiaj humorek co? - powiedziała nagle blondynka niby nie wiadomo do kogo ale odwróciła się perfidnie w moją stronę.
- Sama masz dzisiaj humorek – odpowiedziałam na jej zaczepkę nie zastanawiając się nad tym kto ją usłyszy.
- Nie dosłyszała do kogo mówiłaś co? - dorzuciła jej koleżanka.
- Do Was wszystkich! - krzyknęłam nie wytrzymując ich ataków.
Nagle
w sali zrobiło się bardzo gorąco. Wszyscy zaczęli na siebie
krzyczeć wywołując ogromny chaos podczas zajęć. Nasza
nauczycielka próbowała nas wszystkich przekrzyczeć i uspokoić. W
końcu nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć aż zrobiło się cicho.
Wszyscy zwróciliśmy głowy w jej strony nie bardzo wiedząc co się
dzieje. Tak na prawdę zapomnieliśmy o tym, że ona jest wśród
nas. Oczywiście nie obyło się bez kazania po którym wróciliśmy
do zajęć. Przebiegły one w napiętej ale już spokojniejszej
atmosferze. Po zajęciach ze śpiewu mieliśmy kolejną dłuższą
przerwę między zajęciami. Razem z Maxim udałam się do wielkiej
sali aby dopracować jego podkład muzyczny na zajęcia do Pabla.
Nasza „elitka” w tym czasie rozeszła się po „Studiu”,
chłopaki zaczepiali dostawce jedzenia, a nasza ulubiona blondynka
kręciła się po salach. Jej koleżanka w tym czasie udała się po
wodę dla niej. Zaczepił ją dostawca, który szukał osoby
składającej zamówienie. Chwilę porozmawiali i wrócili do swoich
zajęć.
Całej
rozmowie przyglądała się blondynka, która z zaciekawieniem
obserwowała chłopaka. Gdy odszedł podeszła do swojej koleżanki.
- O czym rozmawiałaś z tym chłopakiem? - zapytała zaciekawiona blondynka.
- On jest Hiszpanem – odpowiedziała jej z radością na ustach koleżanka.
- Przyniosłaś mi wodę o którą Cię prosiłam – powiedziała już nieco poważniejszym tonem blondynka.
- E... mieli tylko zimną – odpowiedziała wskazując jej butelkę.
- Zawsze masz jakieś wymówki, zrób coś z tym! - krzyknęła na koleżankę, a ta ruszyła na poszukiwania innej wody.
Siedzieliśmy
razem z Maxim nad jego laptopem i kończyliśmy jego pracę, do sali
wszedł dostawca a za nim nasza „ulubiona” koleżanka. Jednak nie
zwracaliśmy na nich uwagi bo byliśmy zajęci czymś innym.
- Już gotowe. Zapiszę i jutro możemy przedstawić to Pablo – powiedział do mnie Maxi. Oniemieje z wrażenia – dodał zapisując plik, kiedy nagle wpadł na mnie nasz kolega z paczki, który ćwiczył układ do Gregoria.
- Uważaj! - krzyknęłam do niego, gdyż trzymałam w ręce kartonik z sokiem i ze strachu mocniej go ścisnęłam.
- Co jest? - zapytał lekko zdenerwowany Maxi.
- Nie zepsuj bo pójdzie na marne! - krzyknęłam także zdenerwowana sytuacją.
Jesteście
ciekawi co się dalej wydarzy? To czekajcie z niecierpliwością na
kolejny rozdział opowiadany przeze mnie! A w nim czy nasza
prezentacja na zajęcia do Pabla przetrwa bez szwanku? Co wykombinuje
nasza urocza blondynka z dostawcą? I co na to wszystko jej chłopak?
Zapraszam Was na śledzenie dalszych losów uczniów ze „Studia 21”
dużo jeszcze przed nami!
Pozdrawiam
Was z wielkiej sali razem z chłopakami. Camila.
Dialogi
zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z pierwszego
odcinka serialu „Violetta” („ Powrót do domu”)



















Cudowny rozdział.Masz wielki talent czekam z niecierpliwością na kolejny.
OdpowiedzUsuń