Cześć tu znowu ja dostawca z „Resto
Baru”, Tomas. Mam nadzieje, że chociaż trochę nie mogliście się
doczekać mojej niezbyt udanej historii. No to może szybka powtórka
z poprzednich rozdziałów i wracamy do dalszej części. Odbyłem
krótką rozmowę z moją młodszą kuzynką o mojej rodzinie ale to
nie jedyna rozmowa jaką miałem tego dnia. Napadło mnie dwóch
chłopaków ze „Studia 21” ciągle chodziło im o tą blondynkę,
która ciągle mnie prześladuje. Dzięki Francesce udało mi się
szybciej zakończyć dzień pracy w drodze do domu udało mi się
uratować cudowną dziewczynę od upadku. Była ona piękna mimo
deszczu, który nas zmoczył. Po całym zajściu w domu nie ominęło
mnie przesłuchanie ze strony rodzinki oraz następnego dnia w „Resto
Barze”. Francesca wyciągnęła ze mnie więcej niż własna
rodzinka! Oczywiście jak zwykle zakończyło się na kłótni z
Lucą, który zawsze się wścieka jak rozmawiam z jego siostrą. Ja
wyruszyłem z zamówieniem i pewnie jesteście ciekawi co mnie
spotkało po drodze. No to ciąg dalszy przed Wami.
Szedłem sobie w cudownym nastroju
niezbyt szybkim krokiem i nagle zorientowałem się że nie pamiętam
gdzie mam zanieść zamówienie. Zatrzymałem się i zerknąłem na
karteczkę, która była dołączona do jedzenia.
- O nie znowu to „Studio 21” - westchnąłem trochę zmartwiony. Mam tylko nadzieje, że nie spotkam znowu tej trójki przez którą mam ciągle kłopoty – dodałem szybko i ruszyłem przed siebie.
Zbliżyłem się
do wejścia budynków, do którego miałem dostarczyć zamówienie
kiedy nagle za moimi plecami wyłoniła się znowu ta blondynka.
- Siema – zawołała do mnie dziewczyna.
- Cześć – odwróciłem się w jej stronę. Nie chce mieć problemów z Twoim narzeczonym – szybko dorzuciłem odsuwając się od niej.
- Nie, nie będziesz miał żadnych problemów on jest teraz na zajęciach – odpowiedziała szybko blondynka z uśmiechem. A Ty masz dziewczynę? - zapytała radosna jak skowronek.
- W tym momencie pracuje – odpowiedziałem tak aby się odczepiła ale ona nie dawała za wygraną.
- Jasne ale tak czy siak – zaczęła ponownie. Mógłbyś mnie kiedyś gdzieś zaprosić. Masz czasami wolne? - zapytała pełna entuzjazmu. Masz widzę to po Twojej minie – odpowiedziała za mnie. zadzwoń do mnie misiaczku – powiedziała i podała mi swoją wizytówkę po czym odeszła. Jednak odwróciła się jeszcze w moją stronę i zawołała. Aha mówiłam Ci, że masz zniewalający akcent. Popatrzyłem w jej kierunku mocno zdziwiony potem na wizytówkę, którą trzymałem w ręce i jeszcze raz na nią. Blondynka odeszła z głową podniesioną w górze.
Dostarczyłem jak
najszybciej zamówienie i miałem dużo szczęścia nie napotykając
się na chłopaków, którzy wcześniej sprawiali mi wiele problemów.
Wróciłem do „Resto Baru” a tam oczywiście czekał już na mnie
Luca z kolejnymi zamówieniami.
- No wreszcie jesteś ile można na Ciebie czekać – wołał jak zwykle wściekły Luca. Sam tu nie daje rady a kolejne zamówienia czekają – powiedział wskazując na torby.
- Już idę tylko tak nie krzycz – odpowiedziałem mu i chwyciłem za torbę z jedzeniem. Adres jest w środku? - zapytałem stojąc w drzwiach.
- Tak jest! No idź już! Tylko wracaj szybko! - krzyknął jeszcze na odchodne i zniknął w kuchni.
Wyciągnąłem
kartkę z adresem i sprawdziłem miejsce kolejnej dostawy.
Odetchnąłem z ulgą widząc, że to nie adres szkoły w której
właśnie przed chwilą byłem. Skierowałem się w stronę domów,
które znajdowały się spory kawałek od baru. Po dłuższej chwili
znalazłem miejsce zamówienia.
Wszedłem do
środka wejściem dla pracowników bo było otwarte.
Cały w
skowronkach wróciłem do baru po kolejne zamówienie, nie usłyszałem
tym razem krzyków Luci gdyż obsługiwał on na sali. Zostawiłem
pustą torbę i pieniądze, chwyciłem za następną i ruszyłem w
kolejną trasę. Ciągle w mojej głowie brzmiało jej imię OLGA.
Pomyślałem i uśmiechnąłem się sam do siebie. Popatrzyłem na
kartkę z zamówieniem i znowu „Studio 21”.
- Znowu to miejsce – powiedziałem lekko zrezygnowany i dodałem już w całkiem innym tonie. Ale nie popsuje to mojego dnia choćby nie wiem co! - krzyknąłem i poszedłem na miejsce zamówienia.
Wszedłem pewny
siebie i nie rozglądałem się zbytnio żeby nie spotkać tych
typków oraz tej natrętnej blondynki. Na korytarzu było dziwnie
pusto więc musiały trwać zajęcia, zobaczyłem przed sobą duże
rozsuwane drzwi i bez wahania je otwarłem. Poszedłem w głąb sali
ale tam także nikogo nie było zacząłem się rozglądać po
wielkiej sali.
Nagle mój wzrok zatrzymał się na instrumentach,
które znajdowały się na scenie. Odłożyłem torbę z zamówieniem
na stolik i udałem się w stronę gitary, która leżała na ziemi.
Podniosłem ją i obejrzałem a potem bez chwili zastanowienia
usiadłem na stopniach sceny i zacząłem na niej grać. Melodia,
którą grałem wydobywała się sama prosto z mojego serca i nie
mojej gitary. Nie zauważyłem kiedy do sali wszedł jakiś
mężczyzna, którego przywiodła tu moja melodia.
- Ej! - zawołał do mnie. Nieźle grasz. To Twoje hobby czy praca? - zapytał mężczyzna wchodząc do środka.
- Miałem kiedyś zespół ale ... - zacząłem się tłumaczyć ale mężczyzna wszedł mi w słowo.
- Rozpadł się? - zapytał siadając na krześle na przeciwko mnie.
- Zostały wprowadzone pewne zmiany – odpowiedziałem na kolejne pytanie.
- Zmienili swój styl? - ponownie zapytał.
- Nie, zmienili gitarzystę – odpowiedziałem zmieszany.
- Och – westchnął zawiedziony mężczyzna. Dobra graj, graj dalej lubię jeść przy muzyce – powiedział i pochylił się do torby z jedzeniem.
- Moment Altak Kandestino to właśnie Ty? - zapytałem lekko zdziwiony.
- Nie, takie nazwy przyjmują moi uczniowie gdy zakładają zespół – powiedział wyjmując jedzenie z torby. Od czasu do czasu zapraszają mnie na jakiś występ, więc rozumiesz. No graj, graj – dorzucił zanim zajął się jedzeniem.
No więc nie
dałem się już dłużej prosić i zacząłem grać. A po chwili do
sali weszli jacyś uczniowie jednak nie przestawałem dalej grać.
Mężczyzna zachęcił ich do wejścia do środka a ja dalej grałem
i po chwili zobaczyłem jak dołączają do mnie inni.
Coraz więcej
instrumentów było słychać w tle jak przyłączają się do mojej
melodii. Fortepian, perkusja, bębenki a nawet tamburyn i powstała
całkiem niezła melodia, która porywała do tańca. Sala zaczęła
się zapełniać uczniami, ujrzałem Francesce, która weszła do
sali razem ze znajomymi. Ona miała już okazje słyszeć jak gram na
gitarze ale reszta nie.
Wszyscy zaczęli się świetnie bawić nie
było na sali osoby, która nie poruszała się w rytm melodii.
Jednak była taka osoba dobrze mi już znana ale nie z najlepszej
strony.- To znów ten dostawca? - powiedział brunet stojący w drzwiach.
- Hm... tak. Co on tu robi z tą gitarą? Jakby spadł z księżyca – odpowiedziała blondynka udając nie wzruszoną występem chłopaka.
Zakończyłem
grać a ze mną reszta ekipy, wszyscy nagrodzili nas ogromnymi
brawami. Byłem bardzo szczęśliwy i podziękowałem chłopakowi,
który grał obok na bębenkach. Oddałem mu gitarę i zbierałem się
już do wyjścia ale nagle usłyszałem głos mężczyzny, z którym
wcześniej rozmawiałem.
- Świetna muzyka kolego! - zawołał do mnie jak schodziłem ze sceny. Prawie tak dobra jak ten obiad – dorzucił z uśmiechem.
- Wielkie dzięki – odpowiedziałem lekko speszony ale dumny z siebie. Niestety muszę już iść. Tylko kto za to zapłaci? - zapytałem.
- Cóż szlachectwo zobowiązuje – powiedział mężczyzna i wyciągnął portfel. Gdy wyjmował pieniądze ja zbierałem swoją torbę ze stolika. Podał mi pieniądze i udałem się do wyjścia.
- Ok.
- Moje gratulacje – dodał jeszcze raz.
- Dzięki – rzuciłem na odchodne i wyszedłem z sali. Minąłem w drzwiach blondynkę ale na szczęście nie zatrzymała mnie i mogłem wrócić do pracy.
Wyszedłem ze
„Studia 21” bardzo szczęśliwy nie mogłem uwierzyć w to co się
przed chwilą wydarzyło. Stanąłem na środku placu i zacząłem
się śmiać do siebie.
- To mój najlepszy dzień mimo tego jednego spotkania, o którym już zapomniałem i blondynka chyba także – mówiłem do siebie nie zważając na ludzi, którzy mnie mijają. Popatrzyłem na zegarek i zobaczyłem że nie było mnie bardzo długo. O nie Luca! - krzyknąłem i pobiegłem do baru.
Wszedłem przez
zaplecze i szybko odłożyłem torbę na miejsce, zauważyłem puste
skrzynki po towarze i zabrałem się za ich wynoszenie na zewnątrz.
Uwinąłem się z tym w miarę szybko i wróciłem na sale aby pomóc
w obsłudze klientów. Na moje szczęście Luca był bardzo zajęty i
nie mógł mnie zganić za spóźnienie.
Zabrałem się za
sprzątanie brudnych naczyń ze stolika i nie zauważyłem jak do
baru weszło dwóch chłopaków, którzy narobili mi już sporo
kłopotów. Ukryli się za donicą z kwiatkami.
- Jesteś pewny, że chcesz to zrobić? - zapytał kolegę ciemno włosy chłopak.
- On musi zapłacić za wtrącanie się w nie swoje sprawy – odpowiedział wściekły brunet.
- Zgadzam się ale to co robimy to kradzież – powiedział ciemno włosy chłopak.
- Nie będziemy kraść – powiedział dobitnie brunet. Zrobimy tak żeby wyglądało, że to on kradł.
- No a jak nas złapią? - zapytał ponownie.
- Rób tylko to co Ci powiedziałem.
- A,a... a co mi powiedziałeś?
- Wyjaśniałem Ci to już dziewięć razy.
- A na prawdę?
- Działaj instynktownie – powiedział brunet i wyszedł z ukrycia.
- Instynktownie. Mądrala – podsumował jego wypowiedź ciemno włosy.
Ja w tym czasie
wycierałem ladę bo rozlał się na nią sok, kiedy nagle podszedł
do mnie brunet ze „Studia 21”.
- Nie przestajesz zaczepiać mojej dziewczyny? - powiedział pytającym tonem.
- O rany znowu zaczynasz! - krzyknąłem w jego stronę i zacząłem odchodzić w stronę pustego stolika.
- Jeśli jeszcze raz Cię z nią zobaczę to już nie będę się powstrzymywał – powiedział bardzo zdenerwowany brunet.
W czasie gdy ja
się wdałem z nim w dyskusję nie zauważyłem jak jego kolega
skrada się za ladę i otwiera kasę. Wyciąga z niej gotówkę i
rozsypuje po całej ladzie.
- Najlepiej będzie jak sobie stąd pójdziesz – powiedziałem do chłopaka nie reagując na jego groźby.
- Najlepiej będzie jak Ci wszystko wyklaruje tu i teraz ok? - powiedział pewny swego. Nie waż się zbliżać do mojej dziewczyny ani jej dotknąć, ani z nią rozmawiać, ani nawet na nią patrzeć! - krzyczał wściekły brunet.
- Czy możesz już sobie pójść? - znowu go zignorowałem i nawet chciałem odejść od niego ale on zatrzymał mnie siłą.
- Ej chwila moment! - zawołał brunet i szarpnął mnie za ramie. Chce mieć pewność, że wszystko zrozumiałeś bo wolałbym już tu nie wracać i nie wyjaśniać tego w inny sposób!
- Zrozumiałem. Teraz może już sobie pójdziesz! - krzyknąłem równie zdenerwowany i wskazałem mu na wyjście. Gdy już opuścił bar odwróciłem się w stronę lady, na której leżały pieniądze powyjmowane z kasy. Co? Co tu się dzieje? - zapytałem sam siebie kiedy nagle wszedł na sale Luca i zobaczył mnie z pieniędzmi w rękach.
- Co Ty robisz? Kradniesz forsę? - zadał mi szybko pytania bardzo zdziwiony i wściekły Luca.
- Chwileczkę Luca. To nie ja. Ja nigdy bym Ci czegoś takiego nie zrobił – zacząłem się tłumaczyć nadal trzymając pieniądze w ręce.
- Co w takim razie robią tu te pieniądze? -zapytał wskazując na moje ręce.
- Nie mam pojęcia. Gdy się odwróciłem już tak leżało – mówiłem dalej i szybko odłożyłem pieniądze na ladę.
- Tak... jasne – zignorował to Luca. Zaufałem Ci a Ty to wykorzystałeś! - krzyczał wściekły.
- Mylisz się Luca to wcale nie tak. Uwierz mi – zacząłem się ratować w tej sytuacji.
- A wiesz co, zbieraj swoje rzeczy i znikaj! Bo właśnie Cię zwolniłem! - krzyczał wściekły Luca i nie słuchał moich wyjaśnień.
- Nie, nie! - wtrąciła się nagle Francesca, która wbiegła na salę. Jak to go zwolniłeś? Co się stało? - zaczęła zadawać mnóstwo pytań swojemu bratu.
- Twój przyjaciel, ten tu! - krzycząc wskazał na mnie. Właśnie chciał nas okraść!
- Nawet ich nie dotknąłem! - zacząłem się znowu bronić.
- Wynocha! - nadal krzyczał Luca.
- Nie, nie. Poczekaj Luca. Ja go dobrze znam – mówiła Francesca zatrzymując mnie w miejscu. To nie złodziej. Zaraz Ci to udowodnię – powiedziała i ruszyła na zaplecze a my czekaliśmy na jej powrót. Po dłuższej chwili przyniosła swojego laptopa oraz pen drive z nagraniem z kamery.
- Nie ruszaj się stąd – syknął do mnie Luca.
- Nie denerwuj się tak Luca. To szkodzi na zdrowie – próbowałem jakoś uspokoić zdenerwowanego Lucę.
- Nie Tomas to Ty zatruwasz mi życie, Ty! - wysyczał przez zęby nadal wściekły Luca.
- Luca daj spokój – przerwała nam nagle Francesca, która zabrała się za odpalanie filmu.
- A od kiedy tutaj macie kamerę? - zapytałem z ciekawości.
- W sumie od zawsze – odpowiedział Luca. Jest zamontowana w lampie – wskazał na jedną z nich.
Nagle Francesca
odpaliła film na laptopie i wszyscy skupiliśmy się na oglądaniu
tego co się działo w chwili gdy byłem sam na sali. No jak wszyscy
wiecie nie do końca byłem tam sam a Luca i Francesca zaraz się o
tym przekonają. Obejrzeliśmy film, na którym wyraźnie widać jak
dwóch chłopaków przeszkadza mi w pracy, w tym jeden z nich wyciąga
pieniądze z kasy.
- I co? I co teraz powiesz? - zapytałem patrząc na Lucę i jego minę. Gdyby nie ja to pewnie wszystko by ukradli – mówiłem dalej dumny ze swojego zachowania. Wszystko w porządku Luca, przeprosiny przyjęte – poklepałem go z uśmiechem po ramieniu.
- Nie bądź taki zabawny Tomas. Akurat tym razem Ci się upiekło ale następnym razem wiesz co zrobię? Wyleje Cię! - zakończył swoją przemowę i udał się na zaplecze, a ja razem z Francescą śmialiśmy się i przedrzeźnialiśmy jego miny.
- Dziękuje Ci za pomoc, to już kolejny raz w tym tygodniu – powiedziałem do niej z uśmiechem.
- Nie ma za co. Przecież przyjaciołom się pomaga – odpowiedziała z uśmiechem na ustach.
- Mogę Cię o coś zapytać? Skąd wiedziałaś, że to nie byłem ja? - zapytałem dość niepewny tym co mi odpowie.
- Bo Ci ufam, a tak serio to widziałam jak chłopaki wyszli ze Studia zaraz za Tobą. Więc ... - zaczęła mówić dalej ale sam za nią dokończyłem.
- Więc wyczułaś kłopoty – dokończyłem za nią.
- No coś w tym stylu – uśmiechnęła się i wyszła na zaplecze razem z laptopem.
Udało mi się
zakończyć dzień bez kolejnych kłopotów. Wróciłem do domu ale
już wszyscy spali, pewnie mieli ciężki dzień tak jak ja.
Położyłem się do łóżka i rozmyślałem o różnych rzeczach,
które mnie dzisiaj spotkały. Zwłaszcza o Oldze, dziewczynie, którą
poznałem dzień wcześniej. Liczę na to że uda mi się ją jeszcze
kiedyś spotkać. Tak się pogrążyłem w myśleniu aż zasnąłem.
Jesteście
ciekawi co wydarzy się dalej? Czy nowy dzień przyniesie mi kolejne
kłopoty? A może mój los się odmieni i będzie to dla mnie
szczęśliwy dzień? Tego dowiecie się w następnym rozdziale mojej
historii. Mam nadzieje, że Was bardzo nie zanudziłem swoim
opowiadaniem i choć trochę jesteście ciekawi co będzie dalej.
Jednak kolejny rozdział to niespodzianka dla Was wszystkich. Opowie
Wam historie ktoś nowy i mam nadzieje, że będzie w tym dużo
lepszy niż ja. Pozdrawiam Was z „Resto Baru” w którym panuje
ostatnio bardzo gorąca atmosfera. Tomas.
Dialogi
zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z drugiego i
trzeciego odcinka serialu „Violetta” sezon 1 („Sekret”, „
Zakochanie”)















Niestety nie zgadłam ciekawi mnie kto tym razem będzie opowiadał swoją historię.Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuń