czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział X Odważna decyzja Angie

W poprzednim rozdziale poznaliście trochę „Studio 21” oraz wielu nowych bohaterów między innymi mnie. Opowiadałam wam o swoim życiu oraz trochę o Violi i jej perypetiach związanych z przyjazdem do Buenos Aires. Zakończyłam historię na niedokończonej rozmowie z Pablo. Dowiedzmy się co było dalej.
  • I wtedy był ten wypadek – powiedział Pablo
  • Aha… Tak – potwierdziłam
  •  Ile lat miała Violetta?
  • Pięć latek… No właśnie… To było trudne dla nas wszystkich – odpowiedziałam smutnie
  • To jasne, ale tak miało być nie?
  • Aha.
  • To był wypadek. Nikt nie był temu winny.
  • To prawda. Ja wiem, że to nie była niczyja wina ale… German… zaczął obwiniać mojego ojca za śmierć Marii i … I wyjechał z Violettą do Europy. Pewnego dnia zebrał wszystkie swoje manatki i od tamtej pory nie mam z nią kontaktu, dosłownie żadnego. Niedługo po tych wydarzeniach mój tata zmarł… Violetta pewnie nawet nie wie o moim istnieniu!
  • Yyy… wszystko będzie dobrze – powiedział Pablo i chwycił mnie za ręce, pocałował w nie na pocieszenie jak prawdziwy dżentelmen.
  • Tak.
  • Zobaczysz – pocieszał mnie Pablo po czym zmienił nagle temat. Ty nie masz zajęć o jedenastej?
  • Nie dopiero jutro, w środę. Dziś jest wtorek.
  • Nie dzisiaj jest środa.
  • Nie dzisiaj wtorek. Nawet jeśli jesteś dyrektorem to dziś jest wtorek – odpowiedziałam pewna siebie ale Pablo wskazał na kalendarz i sprowadził na ziemie. Yyy… Dziś jest środa! Co ja tu jeszcze robię! Dlaczego mnie wcześniej nie uprzedziłeś! Pa!

Wybiegłam czym prędzej z pokoju nauczycielskiego i udałam się do sali śpiewu, z której dochodziły mnie już dźwięki śpiewu uczennic oraz gry na instrumentach. Pomyślałam, że dzieciaki się już rozgrzały więc nie będzie aż tak źle. Weszłam do sali pewnym krokiem i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
  • Dzień dobry już jestem. Wszyscy na swoje miejsca. Zaczniemy od razu od emisji głosu – podeszłam do keyboardu. Dziękuje Leon. Dźwięk br… - zaczęłam grać i nadawać tonację aby wszyscy mogli rozgrzać swoje aparaty dźwiękowe. No to do roboty!

Jedna z uczennic rzuciła niepotrzebny komentarz i zaczęła się ostra wymiana zdań między uczniami. Wszyscy zaczęli się przekrzykiwać. Przerwałam granie i zaczęłam ich uspokajać.
  • Dosyć! Dosyć! Koniec! – uderzyłam w klawisze i wszyscy umilkli. Halo! Co jest z wam? – podeszłam do grupy i zapytałam. Wszyscy milczeli. Według mnie tylko tracicie tutaj czas i mam wrażenie, że nic nie zrozumieliście! Tutaj tak samo jak na scenie musicie walczyć o swoją pozycję każdego dnia. Jest pełno ludzi równie, a nawet bardziej utalentowanych niż wy. Oni też zasługują na swoją szansę, a wy im ją odbieracie. Najważniejsze jest byście nauczyli się pracować w zespole. Serio. Czy to jest jasne? – zapytałam grupę, która nic nie odpowiedziała. Tak Angie – powiedziałam sama do siebie. No dobrze wracamy do zajęć – wróciłam do instrumentu i zaczęłam od nowa ćwiczenie. I znowu br… tak? No to proszę br… Proszę?
  • Br… - uczniowie zaczęli wreszcie uczestniczyć w moich zajęciach.

Popatrzyłam na zegarek i niestety tak nas pochłonęły niektóre sprawy, że zajęcia nieubłaganie się już kończyły. Przerwałam więc ćwiczenie i zwróciłam się do uczniów.
  • Nasze zajęcia już się zakończyły ale zanim wyjdziecie proszę was abyście przemyśleli swoje dzisiejsze zachowanie i poćwiczyli w domu. Tak jak robiliśmy na zajęciach. Dobrze, dziękuje wam za uwagę i do zobaczenia następnym razem.
  • Dziękujemy – odpowiedzieli uczniowie i zaczęli wychodzić z sali.

Pozbierałam swoje notatki i udałam się do pokoju nauczycielskiego, żeby trochę ochłonąć przed następnymi zajęciami. Weszłam do gabinetu ale nikogo tam nie było. Podeszłam do kawy i nalałam sobie do kubka, wzięłam ją i opadłam na krzesło wykończona. Nagle usłyszałam, że na korytarzu zrobiło się małe zamieszanie. Położyłam kubek na stole i wyszłam z gabinetu. Ujrzałam trójkę chłopaków, którzy zachowywali się dość głośno i chyba agresywnie. Podeszłam do nich i zapytałam.
  • Co tu się dzieje? Macie jakiś problem?
  • Nie, wszystko dobrze. Tylko gadam z dostawcą bo się chyba zgubił – odpowiedział jeden z chłopaków.
  • Tak, właściwie to szukam Martina Pla – odpowiedział dostawca.
  • Martin Pla tak, jest pewnie… w sumie… To tam – wskazałam chłopakowi na salę do występów.
  • Dziękuje – odpowiedział dostawca.
  • Nie ma za co – zwróciłam się do niego ponownie i odszedł w kierunku wskazanym prze ze mnie. A wy przestańcie zaczepiać chłopaka jest w pracy. Ok.? – zwróciłam się do pozostałej dwójki. Dziękuje – po moich słowach odeszli. Nagle za moimi plecami ukazał się Pablo.
  • Coś się stało? Jakiś problem z młodzieżą? – zauważył moją minę, która nie była zbyt zadowolona.
  • Nie, nie chodzi o nich – odpowiedziałam nieco zmartwiona.
  • Więc o kogo? O Twoją siostrzenicę?
  • Oj, przytul mnie mocno – w tym momencie Pablo wykonał moją prośbę i poczułam się trochę lepiej.

  • Chodź pójdziemy na spacer od razu poprawi Ci się humor, zobaczysz.
  • A Ty nie masz już zajęć? – zapytałam.
  • Nie ja już na dzisiaj skończyłem. Zdaje mi się, że Ty także.
  • Ale ja mam chyba jeszcze jedne zajęcia dzisiaj – odpowiedziałam.
  • Jako twój dyrektor mówię Ci, że ich nie masz. A teraz marsz po rzeczy i wychodzimy.
  • Ale…
  • Żadnych ale masz się mnie słuchać. No już – popędził mnie Pablo w stronę pokoju nauczycielskiego. Po drodze minęliśmy Beta, który właśnie wybierał się na swoje zajęcia. Jak zwykle był spóźniony i strasznie roztargniony.
  • Cześć Beto! – krzyknęliśmy razem w jego kierunku ale on tylko kiwnął głową i poszedł do sali. 
Wpadł do środka jak burza, wszystkie swoje rzeczy rozsypał po drodze do biurka. Zostawił otwarte drzwi, przewrócił stojak na nuty jednej z uczennic, zrzucił wszystkie rzeczy ze stolika.
  • Teraz teoria ha… harmonii… Proszę… no proszę wchodzić szybko, szybko. Już gotowe – stanął wreszcie przed keyboardem i zaczął lekcje. Dzień dobry. Proszę wszyscy zajmijcie już swoje miejsca, dobrze – zwrócił się do uczniów, którzy nie zwracając na jego zachowanie zabrali swoje instrumenty i usiedli na miejsca.
  • W zeszłym tygodniu mówiliśmy o teorii harmonii. A gdy mowa o teorii harmonii, to o czym nie w sposób nie wspomnieć? – zapytał lecz zaraz sam sobie odpowiedział. O muzyce klasycznej. No proszę o tu mamy muzykę klasyczną. Dokładnie zacznijmy więc. Proszę za mną – zaczyna grać ale niestety nie brzmi to zbyt dobrze. No, no nie. Wszystko pod kontrolą – uspokoił uczniów i zauważył, że jego nuty są do góry nogami. Odwrócił je i kontynuował. Proszę bardzo. Teoria harmonii, muzyka klasyczna. Raz, dwa, trzy. Proszę za mną i a… - zaczął grać na instrumencie a wszyscy uczniowie razem z nim.

Beto zakończył swoją grę oraz lekcje na temat muzyki klasycznej. Oczywiście nie obyło się także bez jakiś atrakcji ze strony nauczyciela. Jego nuty poleciały do góry i rozsypały się po całej sali.
  • Oj, przepraszam was. Już kończymy dzisiejsze zajęcia, ćwiczcie w domu z muzyką klasyczną. A, a teraz do widzenia. Gdzie ja zaś położyłem te okulary? – zastanawiał się szukając na biurku.
  • Ma Pan je na głowie – zwróciła się do niego jedna z uczennic, która właśnie wychodziła.
  • Dziękuje – odpowiedział i zebrał wszystkie swoje pozostałe papiery i wyszedł z sali.

Po jego zajęciach wyglądała ona zawsze jakby przeszedł w niej jakiś huragan, a tak naprawdę to był mały huragan „Beto”. Udał się on teraz do gabinetu, w którym siedział sobie Gregorio i przygotowywał się do zajęć.
Ja razem z Pablo zdążyliśmy opuścić już mury szkoły i szliśmy sobie wolnym krokiem. Pablo przeglądał gazetę, którą miałam ze sobą. Była to gazeta z artykułami o mojej zmarłej siostrze. Oglądał z zaciekawieniem.

  • Twoja siostra była piękną kobietą – w końcu powiedział Pablo zamykając gazetę.
  • Tak, była naprawdę ładna. To wszystko to jakieś szaleństwo. Co mam powiedzieć Violettcie? Cześć Violetta jestem Angie, Twoja ciotka i siostra Twojej mamy. Rozumiesz German mnie zabije! – wykrzyczałam załamana całą sytuacją.
  • W takim razie porozmawiaj najpierw z nim. Jesteś ciotką. Nie maglujmy dalej tej kwestii bo to nie ma sensu – powiedział zrezygnowany Pablo.
  • A jeśli znów z nią wyjedzie?
  • Angie jesteś częścią jej tożsamości. Ona ma prawo znać swoje pochodzenie. Wiesz jak ta dziewczyna musi tęsknić za mamą? Możesz jej pomóc, powiedzieć jak bardzo ją kochała. To na prawdę ważne.
  • Tak, moja siostra ją ubóstwiała. No nie wiem tak uważasz?
  • Według mnie musisz to zrobić, tak.
  • Racja tak, masz rację. No to muszę jej to powiedzieć. I powiem jej w końcu! A Ty pójdziesz ze mną! – wykrzyknęłam z radości. Idziemy. Dziękuje – chwyciłam go pod ramię i pociągnęłam za sobą.
  • Ale ja? Do czego jestem Ci tam potrzebny? – zapytał pośpiesznie Pablo
  • Bo Ty mnie wesprzesz w tej trudnej chwili i dopilnujesz żebym nie uciekła – odpowiedziałam w pełni przekonana, że wszystko się uda. 
Popędziliśmy w kierunku mojego samochodu, który stał dalej pod Studiem. Wsiadłam za kierownicę, oczywiście Pablo nie zostawił mnie w tej trudnej sytuacji i wsiadł do mojego samochodu. Czułam w sobie wielką siłę i to wszystko dzięki niemu. Ruszyliśmy w kierunku domu Castillo. Zaparkował obok tylnego wejścia aby nikt nie zauważył, że tu jestem. W jednej minucie gdy wyłączyłam silnik samochodu przeszedł mnie okropny dreszcz i czułam, że nie dam rady. Zaczęłam panikować, otworzyłam drzwi samochodu i nagle zamknęłam.
  • Powinnam już była zrobić dawno temu. Nie wiem czemu nie wsiadłam w samolot… i nie… Przecież mam prawo ją poznać, prawda? – zapytałam w pełni przerażona tym co zamierzałam zrobić.
  • Masz całkowite prawo – odpowiedział Pablo. Teraz właśnie jest ten moment. Wysiądziesz i to zrobisz. No już, już, już wysiadaj.
  • W porządku, dobrze. Nie, nie, nie poczekaj. Nie jeszcze. Poczekaj nie mogę – zaczęłam panikować coraz bardziej.
  • Wysiadaj.
  • No nie mogę. Co ja jej powiem? Cześć co słychać? Jestem Angie ciotka Violetty. Mogę powiedzieć jej całą prawdę?
  • Poczekaj, czekaj… zatrzymaj się dobrze. Spokojnie. Głęboki wdech i wydech. I znowu wdech. I co już jest lepiej?

  • Tak, tak, tak. Przecież zabierze ją. Na pewno z nią wyjedzie.
  • Dobrze, już dobrze.
  • Mam straszną ochotę ja poznać Pablo.
  • Rozumiem, ale nie w taki sposób.
  • Nie, nie, nie jasne.
  • Musisz to zrobić inaczej bo w takich nerwach – Pablo przytrzymywał drzwi samochodu. To nie, nie, nie.
  • Nie, nie, nie – szarpaliśmy się dalej.
  • Nie, nie, nie – w końcu wykrzyczeliśmy razem.
  • Dobrze – powiedział Pablo
  • Gotowa, gotowa. Zostawię uchylone drzwi – powiedziałam i odpięłam wreszcie pasy.
  • Co?
  • Pilnuj, żeby nikt nie przyszedł – szykowałam się do wyjścia gdy Pablo rzucił się w moją stronę.
  • Nie! Nie, nie, nie, nie ma mowy – położył rękę na moich drzwiach.
  • Zabieraj, no zabierz tę rękę – krzyczałam do niego i mocno szarpałam.
  • Nie mam zamiaru. Zostajesz tutaj.
  • Zabieraj.
  • Nie namówisz mnie, nie!
  • Zabierz te rękę! – nie wytrzymałam i uderzyłam go w rękę i puścił.
  • Angie!
  • Zabieraj mówiłam. Trzeba było mnie słuchać.
  • Chodź tutaj, wracaj. Natychmiast wracaj. Wracaj tu! – wykrzykiwał Pablo
  • Przestań! Cicho! – upomniałam go i skierowałam się w kierunku drzwi wejściowych.
  • Angie! Chodź tu. Nie idź tam! – próbował powstrzymać mnie Pablo.
  • Uspokój się! Ci! – krzyknęłam do niego i podeszłam pod drzwi. Były one uchylone więc rozejrzałam się i bez wahania weszłam do środka. Pablo został w moim samochodzie.

Jak dobrze pamiętacie z poprzednich rozdziałów wiecie co się wydarzyło dalej. Jednak nikt nie ma pojęcia co działo się w tym samym czasie z Pablo, który na mnie czekał przed domem. No więc gdy ja krzątałam się po domu i uczestniczyłam w różnych dziwnych wydarzeniach mój przyjaciel wpakował się w niezłe kłopoty i to prze ze mnie.
Pablo nie wytrzymał w końcu napięcia i wysiadł z samochodu. Podszedł pod drzwi, które wcześniej zostawiłam uchylone na wszelki wypadek i zaczął się rozglądać za mną. Otworzył je bardziej i chciał wejść do środka ale niestety nie zauważył jak za jego pleców wyłonił się policjant, który właśnie patrolował okolice. Od razu wezwał patrol i zatrzymał biednego Pabla.
  • Proszę Pana ja tu na kogoś czekam – próbował wytłumaczyć się Pablo ale policjant wcale go nie słuchał.
  • Porozmawiamy sobie na komisariacie – powiedział i zatrzymał Pabla, wprowadzając go do radiowozu.
  • Czy mogę się chociaż skontaktować z osobą na którą tam czekałem ona Panu wszystko wyjaśni – prosił Pablo i policjant podał mu telefon.

Jak sobie przypominacie Pablo wykonał ten telefon do mnie tylko, że ja nie miała zielonego pojęcia o co mu chodzi. Zakończyłam z nim rozmowę w dziwny sposób, ponieważ nas rozłączyło. Teraz wiem dlaczego.
  • Co jest? – zdziwił się Pablo. Policjant zabrał mu telefon z ręki. Ale proszę Pana mam prawo do jednego telefonu tak? – domagał się dalej Pablo.
  • Właśnie już go Pan wykonał – powiedział policjant i wsiadł do samochodu.
  • Panie władzo, a drugi z dobrego serca? Bardzo proszę. Dobrze, tak? Panie władzo, no proszę – próbował dalej Pablo ale policja go nie słuchała i odjechali z miejsca. Ja przecież jestem niewinny. Jestem niewinny. Dopóki nie udowodni mi się winy jestem niewinny! – wykrzykiwał Pablo. Tylko jeden telefon! Proszę!




Pewnie jesteście ciekawi jak zakończy się historia Pablo i niezwykłego nieporozumienia? Tego dowiecie się w moim następnym rozdziale, a następną historię już opowie wam wasza Violetta. Mam nadzieje, że was nie zanudziłam i zapraszam na kolejną historię. Pozdrawiam Angie.


Dialogi zaznaczone innym kolorem niż reszta treści pochodzą z pierwszego odcinka serialu „Violetta” („Powrót do domu”)

2 komentarze: